Imieniny Karolci
Imieniny Karolci.
W dniu 05 lipca Karolina ma swoje imieniny. W tygodniu trudno o jakąś imprezę, ale od kilku lat, w najbliższą sobotę po dniu imienin organizuje imprezę pod tytułem „Stare Byki” Za czasów komuny, mężczyzna, który nie ożenił się do 25 roku życia płacił dodatkowy podatek, popularnie nazywany „Bykowym” Miałyśmy się spotkać właśnie z takimi mężczyznami, którzy się jeszcze nie ożenili. Miało być ich czterech, nas dwie, dobra zabawa.
W sobotę, kilka minut przed dwudziestą podjechała taksówka, wsiadłam i razem z Karolcią pojechałyśmy na miejsce spotkania. Od wejścia pewne zaskoczenie. Nie było ich czterech, ale sześciu. Marek, gospodarz domu patrząc na Karolcię, stwierdził, przepraszam, ale nie zdążyłem Cię powiadomić. Ale, obejmując ją czule, stwierdził, przecież to dla Ciebie nie problem. W tym momencie zorientowałam się, że nie jest to pierwsze spotkania z Markiem, co do pozostałych, nic nie wiedziałam. Karolcia popatrzyła na mnie, ale stwierdziła, „jedziemy na połówki”. Co oznacza połóki – zbliżenia o pełnej i o wpół, tym sposobem miałyśmy szansę zbyt szybko się „nie zmęczyć”. Miejsce, w którym byłyśmy, to duże mieszkanie w tzw. starym budownictwie, trzy pokoje z kuchnią, ale widać było, że jest po dużym remoncie. W małym pokoiku, do którego weszłyśmy, żeby się rozebrać, był tapczanik i komplet mebli, typu gabinet z dużym biurkiem pod oknem. Średni pokój, to duże łóżko na środku, klasyczna sypialnia z pozostałym wyposażeniem, natomiast duży pokój, na środku duży stół, jak się później przekonałam, solidny, pod ścianą duża kanapa, inne wyposażenie użytkowe. Kuchnia standard, ale ładna natomiast bardzo duża łazienka z wanną, natryskiem, umywalką i wc. No i to nas ratowało. Wyszłyśmy z pokoiku, na kredensie czekała taca, a na nich kufle z piwem, Marek podął każdemu z nas, odbyła się formalna prezentacja i toast, za wspólne spotkanie. Okazało się, że najmłodszy ma 28 lat, najstarszy ma 36 lat, a więc nie są to wcale takie „Stare Byki”, tym nie mniej żaden nie był żonaty, ani też w innym stałym związku z kobietą. I to było widać od początku. Na kanapie i był rozłożony duży ręcznik, a przy kanapie duży chodniczek i zostałyśmy zaproszone, aby zająć przy niej miejsce na kolanach. Znałyśmy się z Karolcią już kilka lat, ale dopiero teraz byłyśmy tak blisko siebie, w takiej roli. Wystawiłyśmy równo pupy i Marek z Andrzejem zainaugurowali to spotkanie, Marek ze mną, Andrzej z Karolcią. I muszę przyznać, że Marek robił to „fachowo”. Wszedł we mnie, jak burza, powiedzieć, że czułam go mocno w sobie, to mało. Klęczał równo za mną i trzymając mnie za biodra wbijał się systematycznie, doprowadzając mnie i siebie do orgazmu. Chwyciłam leżący na kanapie ręcznik i poszłam się umyć. Ledwo wyszłam z łazienki, Karol zaprezentował mi, do czego może służyć stół. Był przykryty białym prześcieradłem frotowym. Położyłam się na nim, ledwo zdążyłam rozsunąć nogi, a on już we mnie chodził. Jeszcze nie zdążył ,mnie dobrze wypełnić, przy moich ustach pojawił się Włodek, trzymający swoją pałkę w ręku. Otworzyłam je i za moment już miałam oby w sobie, jednego w cipce, drugiego w ustach. Musiałam trochę uważać na Włodka, aby mi zbyt głęboko nie włożył, dlatego jakby na moment straciłam kontrole nad Karolem. A on swobodnie oparty o stół bez problemów wbijał się we mnie coraz mocniej. Będąc już wcześniej podniecona szybko i tym razem doszłam do odpowiedniego podniecenia, a gdy kończył, potwierdziłam to głębokim jęknięciem. Wysunął się Karol, ale Włodek jeszcze nie skończył, więc szybko przeszedł na stronę, na której przed chwilą był Karol i ponownie uniósł mi wysoko do góry nogi. Moje soki namiętności i Karola spływały równo po rowku. Wykorzystał to Włodek, zwilżył swoją pałkę i zaczął wsuwać mi się w pupę. Jęknęłam w pierwszej chwili, bo pupa stawiła lekki opór, ale po chwili już mnie wypełniał od środka. Czułam, jak przesuwa się w głąb, a kiedy nasze biodra oparły się, chwycił mnie mocno za biodra i wykonując szereg posuwistych ruchów wypełnił mnie swoimi sokami. Obserwując naszych panów, byłam pewna, że nie są pod wpływem narkotyków, bo na tym się znam, ale byli czymś „nabuzowani”, bo ich sprawność była imponująca. Wróciłam z łazienki. O dziwo pojawił się już Marek ciągnący mnie do sypialni. Tam była już Karolcia, leżałyśmy w poprzek łóżka, mną tym razem zajął się Andrzej, ale buzią zajął się Maciek, natomiast piersiami zajął się Mirek. No i zaczęli zabawę. Andrzej wbijał się mocno w cipkę, Maciek wtórował mu wsuwając się coraz mocniej w usta, a Maciek swoim ustami pochłonął moja brodawkę. Nie wiedziałam kiedy doszłam do bardzo dużego orgazmu. Jedną z ulubionych pozycji była pozycja „na jeźdźca” od tyłu. Bo dawała możliwość uczestniczenia jeszcze jednemu partnerowi, który podchodził od przodu. Było nas w mieszkaniu 8 osób, więc nie było gdzie się „zamelinować” To też który z panów był „gotów” to „dopadał” nas gdzie się dało. Najczęściej była to sypialnia, bo było do wykorzystania łóżko i przestrzeń wokół łóżka,. Tym sposobem zawsze mogli się włączyć się dodatkowi partnerzy, pieszcząc np. piersi. I na tym można powiedzieć, mogłabym zakończyć indywidualne opisy, bo ciąg dalszy, to powtarzanie tych samych sytuacji w różnych zestawach osobowych. Byliśmy w 8 osób w jednym mieszkaniu, więc nie było możliwości „kamuflować” się. bez względu, gdzie któraś z nas była, kiedy dochodziła odpowiednia godzina, panowie, w ustalonym porządku pojawiali się przy nas. Przed północą zarządziłyśmy ciepła kolację, ja akurat mieszałam w garnku bigos, kiedy wybiła dwunasta. Maćka to nie interesowało, oparłam się o blat, wypięłam się do tyłu i już po chwili miałam go w sobie. Ponieważ było to któreś już z rzędu zbliżenie, zaczynałam odczuwać każde jego pchnięcie coraz mocniej. Aż pchnął odpowiednio mocno i spuścił się we mnie. Podczas naszych poprzednich spotkań panowie zawsze mieli dla nas jakieś niespodzianki. Dlatego z duża niecierpliwością czekałyśmy, co tym razem panowie nam „zafundują”. No i nie musiałyśmy długo po północy czekać. Po następnym zbliżeniu szłam pod natrysk. Ale razem ze mną podeszli Karol i Włodek. Poprosili mnie, abym uklękła i wypięła się do przodu, po czym obaj, prawie równo puścili mi swój strumień „złotego płynu” równo na moje brodawki. Już teraz było jasne. Dlatego obowiązującym trunkiem było piwo. Z takim procederem spotkałam się kilka razy w Hamburgu, ale nie było to dla mnie atrakcją. Natomiast tym razem poczułam, jak przechodzą po mnie dreszcze, kiedy ten płyn spływał po mnie. Skończyli, umyłam się i poszłam odpocząć. Ponownie miałam następne zbliżenie z Maćkiem, ale tym razem za mną pod natrysk szedł Andrzej. Sytuacja się powtórzyła, ale on poprosił mnie, abym się wypięła do niego tyłem. Ponownie zdziwiłam się, jak dostałam dreszczy, kiedy jego strumień „uderzył” w pupę. Miałam wrażenie, że za chwile wleje się we mnie. Ale nie, on trzymał te swoja pałkę tuż przy niej, mocno ja omywając. Po pewnym czasie, kiedy po następnym zbliżeniu szłam pod natrysk „zaczaił” się na mnie Mirek. Poprosił, abym stała przodem do niego, ale mocno rozsunęła nogi i rozłożyła „płatki” w cipce. Wówczas puścił ten swój strumień prosto na łechtaczkę. Myślałam, że oszaleję. Było to coś niesamowitego. Ten ciepły, a za razem mocny strumień „bił” prosto w nią, powodując u mnie bardzo duże podniecenie. Stałam jak wryta, ale jęczałam niesamowicie głośno. Ponieważ zużywali odpowiednie ilości piwa, ilość wypływającego „złotego” strumienia była odpowiednio długa, co przekładało się na moje coraz większe podniecenie. Zegar wskazywał trzecią nad ranem, kiedy uznałyśmy, że kończymy to spotkanie. Każda z nas miała przynajmniej dwa razy każdego z nich, co dawało dwanaście zbliżeń, moim zdaniem miałam ich piętnaście, ale nie jest to już tak istotne. Kończąc każdego odpowiednio „ucałowałyśmy”, ubrałyśmy się i każda z nas wróciła do domu. Tak zakończyły się tegoroczne imieniny Karolci. 10.07. Baśka, baska45@poczta.onet.pl
*