Poprawka u Jarka

Poprawka u Jarka.

Podczas sobotniej wizyty u mojej koleżanki – lekarki umówiłam się na spotkanie w niedzielę u Jarka. Jest to wysoki, około 190cm wzrostu mężczyzna z którym odbyłam jedno zbliżenie. Jedno, ale nie byle jakie, bo aby zmierzyć jego prącie w stanie podniecenia musiałam przełożyć trzy razy dłonie i tak nie starczyło, zmierzyłam w domu dłonie i wyszło mi około 20cm. .

 

Zaproponował poprawkę w poniedziałek. Zgodziłam się, ale dopiero w domu zastanowiłam się, co ja właściwie zrobiłam. Przecież po tym jednym zbliżeniu już czuje mocno cipkę, a co będzie jutro. Ale co się zastanawiać, co będzie jutro. Więc w poniedziałek po pracy postarałam się w miarę szybko pozałatwiać wszystkie swoje sprawy, przyjechałam do domu, dobrze umyłam się, wsiadłam w taksówkę i pojechałam na miejsce. Był to 13 sierpnia. Zastanawiałm się, czy ta trzynastka będzie pomyślna dla mnie, czy nie ? Jarek już na mnie czekał, powitał mnie „cześć Szprotka”, więc bez zbędnych ceregieli rozebrałam się, przeszliśmy do sypialni, patrzę, a on już gotowy do zbliżenia. Za nim zaczęliśmy nasze pieszczoty poczęstował mnie przygotowanym już drinkiem. Miałam wrażenie, że jest dosyć mocny, ale nie to było w tym momencie istotne. Lubię pozycję od tyłu i uznałam, że będzie ona najlepsza „na rozruch” wiec weszłam na łóżko i wypięłam pupę, on po chwili już był za mną i za moment poczułam, jak próbuje we mnie wejść. Tak to trzeba powiedzieć, bo nie było to takie proste. Cipka już na samą myśl spotkania z nim puściła soki, a pomimo to opór był znaczny. Kiedy go pokonywał, już jęknęłam. Czułam, jak do niej przylgnął, jak naparł i jak przy każdym pchnięciu systematycznie zdobywa jej wnętrze, czułam na tyle mocno, że każde jego pchnięcie „zatwierdzałam” pojękiwaniem. Trzymając mnie mocno rękoma za biodra kawałek po kawałku wsuwał się z moje wnętrze. Właśnie ze względu na tę jego wielkość to wypełnianie sprawiało niesamowite wrażenie. Nie dość, że czułam, jak przesuwa się do środka, to jeszcze ten moment rozpierania się na boki. Po kilku pchnięciach poczułam go już bardzo głęboko w sobie, ale miałam świadomość, że to nie jest koniec, że on jeszcze mnie nie wypełnił. Potwierdziły to następne pchnięcia, które czułam, jak by miał ochotę przebić mi cipkę i wyjść gdzieś pod brodą. Krzyknęłam, jest mocno, na co on stwierdził, że to dobrze, bo za chwilę będzie jeszcze lepiej. I rzeczywiście, kilka następnych jego pchnięć, ja już jęczałam bardzo mocno, doprowadziły do tego, że jego biodra oparły się już o moje. To był początek. Teraz nastąpiła faza właściwa. Mając mnie już całkowicie wypełnioną, z mistrzowską precyzją zaczął wysuwać się i wsuwać. Muszę powiedzieć, że był w tym perfekcjonistą, bo zaczął od kilku delikatnych pchnięć, po których zaczęły następować coraz dłuższe, coraz energiczniejsze pchnięcia. Ja w tym momentach zaczynałam przechodzić na coraz to wyższe tonacje jęczenia, które świadczyły o coraz to wyższym stopniu podniecenia. I tutaj nastąpił pewien klincz. Ja już przeszłam w stan prawie krzyku, osiągając pełny orgazm, a u niego jeszcze takich objawów nie było. Trwało to jeszcze dobrą chwilę, za nim i on osiągnął swój stopień maksymalnego podniecenia. Moment wytrysku ja skwitowałam naprawdę głośnym krzykiem. Poszedł się umyć, a ja opadłam na łóżko w bezwładzie rozkoszy. Czułam go jeszcze bardzo mocno w sobie, czułam to wspaniałe pulsowanie mięsni brzucha. Leżałam z zamglonymi oczami na łóżku, jakby nieobecna w realnym świecie. Jarek jednak szybko przywrócił mnie do tego realnego świata, podając mi szklaneczkę z zimnym napojem. Z dużą przyjemnością wypiłam jej znaczną część i poszłam się umyć. Jeszcze pod natryskiem czułam, jak pulsują moje mięśnie. Umyta i owinięta w ręcznik wróciłam do łóżka, położyłam się obok niego, długo patrząc na jego sylwetkę. To był naprawdę bardzo dobrze zbudowany mężczyzna. Ten przyjemny widok spowodował, że ręce moje zaczęły go pieścić. Przesuwałam wolniutko ręce po jego obrośniętej klatce, delikatnie głaskałam brzuch, aż doszłam do jego wzgórka łonowego. Można powiedzieć, że „przeczesałam” mu futro, po czym zająłem się jego prąciem. Ja nie wiem, jak on to zrobił, ale kilka moich głaskaniach, kilka ruchów zsuwających napletek z żołądzi i już poczułam jak pęcznieje. Zbliżyłam swoje usta i kilka razy go oblizałam. W tym momencie dokładnie mu się przyjrzałam. On po prostu na prawdę był duży. Mając twarz tak blisko tego prącia jeszcze kilka razy je polizałam. Trzymając je w ręce poczułam, że jest bardzo twarde. Spojrzałem na Jarka, podął mi szklaneczkę, wypiłam sporo, po czym powiedział, połóż się. Rozłożyłam się swobodnie, szeroko rozsuwając nogi, a on już przymierzał się do tego, aby we mnie wejść. Na szczęście, tak, jak poprzednim razem, robił to bardzo delikatnie. Najpierw weszła sama główka, w tym momencie rozstawił nade mną „namiot” ze swojego tułowia, z boku mojej twarzy wylądowały ręce, jak dwa słupy telegraficzne, po czym zaczęło wbijanie się we mnie. Trzeba przyznać, że znowu robił to wyjątkowo delikatnie. Czułam minimalne naprężenie, kiedy we mnie wchodził. Leciutko cofał się i napierał. Kiedy już wszedł większą częścią, te ruchy zaczęły być coraz bardziej intensywne. Natomiast mocno zaczęło być, kiedy już poczuł opór szyjki. Był to sygnał, że on mnie już wypełnił, ale samemu jeszcze się nie zmieścił. No i teraz dopiero zaczęło się wbijanie. Jego ruchy zaczęły być coraz szybsze i mocniejsze. Ja wyrzuciłam ręce za siebie i kręcąc głową raz w jedną, raz w drugą stronę byłam w stanie tylko jęczeć na skutek narastającego podniecenia.A ono dawało coraz bardziej o sobie znać, formując moje podbrzusze w pralkę na skutek kurczących się mięśni, które jeszcze mocniej obkurczały się na jego prąciu. To znowu powodowało, że czułam go coraz mocniej w sobie. I tak z każdą chwilą coraz mocniej jęczał,  a on bez przerwy trochę się ze mnie wysuwał i ponownie wbijał. Ja doszłam już do stanu orgazmu, czułam, jak moja cipka puszcza już swoje soki, jemu to jeszcze nie wystarczyło. Jeszcze dobra chwilę się we mnie wbijał, dopiero wówczas osiągnął swój stan maksymalnego podniecenia i wystrzelił swoimi sokami. Wysunął się, ja zwinęłam się w fasolkę i jeszcze przez dłuższą chwilę „nie wiedziałam” na jakim świecie jestem. Otrzeźwiła mnie znowu szklaneczka drinka, który mi podął, poszłam do łazienki, umyć się. Dobrą chwilę stałam pod ciepłym natryskiem, bo już czułam podbrzusze po tych jego figlach. Owinięta w ręcznik ponownie wróciłam do łóżka, położyłam się obok niego i przez chwilę tak leżeliśmy. Znowu podął mi szklankę, popatrzyłam na niego, on stwierdził, pij, pij, na pewno Ci nie zaszkodzi. Że mi nie zaszkodzi, to wiedziałam, ale czy będę w stanie utrzymać się na nogach, tego już nie wiedziałam. Wypiłam, bo bardzo chciało mi się pić, odstawiłam ją na bok i ponownie, zwinięta w fasolkę, leżałam przy Jarku. Tym razem to on zaczął mnie gładzić po włosach, głaskał plecy. Wyprostowałam się i przylgnęłam do niego, jednocześnie nasze ręce zaczęły pieszczoty. Jego ręka zsunęła się poniżej wzgórka łonowego, bez problemów wyczuwając „koraliczek” łechtaczki. Ja ujęłam jego główkę i zaczęłam ją głaskać. Na efekty tych naszych pieszczot nie trzeba było długo czekać. Moja cipka zrobiła się błyskawicznie wilgotna, a jego prącie szybko pęczniało. Kiedyś widziałam, jak puchnie komuś ręka po użądleniu osy. Tutaj było dokładnie to samo. Kilka ruchów, małe głaskanie i prącie już gotowe do dalszych działań. Jarek uniósł się na kolana, uniósł minimalnie moją głowę do góry i skierował ją w kierunku prącia. No i w tym momencie dokładnie przekonałam się, jak ono jest duże. Otworzyłam bardzo szeroko usta, a pomimo to ono ledwo się w nich mieściło. Jarek podtrzymując mi głowę od tyłu pomagał wprowadzić ją do ust, efekt był mizerny. Zmieściła się żołądź i niewiele więcej. Chcąc sobie pomóc, podparłam się jedną ręką, a drugą próbowałam dalej naprowadzić to prącie w usta. Poprawiło to sytuację w bardzo niewielkim stopniu. Po prostu dalej nie wchodziło. Uniosłam oczy, on też na mnie spojrzał i zrozumiał, chciałam zmienić pozycję. Lekko odsunął się, ja położyłam się na brzuchu, uniosłam głowę i podtrzymując te jego pałkę dostawiłam do ust. Sytuacja poprawiła się, ale w niewielkim stopniu. Przy maksymalnie otwartych ustach udało mu się wsunąć nie więcej, niż połowę tej swojej pałki. Widząc, że dalej nie wejdzie, lekko ją wysunął, tak, że mogłam już językiem popieścić jego dziurkę. To go zadowoliło bo głośno jęknął, ale po chwili powiedział, połóż się, ja za chwilę wrócę. Rzeczywiście, po chwili wrócił, bo poczułam na swoim pośladku jego rękę i jednocześnie usłyszałam – rozciągnij pośladki. Trochę zdziwiona odwróciłam głowę, ale w tym momencie poczułam na pośladku dosyć mocnego klapsa z jednoczesnym dyspozycją – Kurwa mać, przecież coś powiedziałem. Więc już nie zastanawiając się rozciągnęłam rękoma pośladki i poczułam w pupie najpierw coś zimnego, a później coś śliskiego, co próbowało wsunąć się w moją pupę. Ponieważ było śliskie bez większych problemów przeszło przez „bramkę wejściową” i zaczęło mnie wypełniać. Kiedy już jakaś część tego była we mnie, Jarek powiedział, że mogę puścić ręce i mocno napierając wsuwał mi coraz głębiej. Wyprostowałam ręce, ale w pewnym momencie poczułam to coś bardzo mocno, więc jęknęłam, Jarek skomentował, nie jęcz, bo i tak Ci to wpierdolę. I rzeczywiście, po chwili poczułam, że to coś już jest całkowicie w pupie, a ona zamknęła się. Wówczas jarek poprosił, abym zajęła pozycję na kolanach. Teraz już wiedziałam, będzie wchodził od tyłu. Ale jak to będzie, przecież „piętro wyżej” jest to coś. Jego to jednak nie interesowało, przystawił swoją pałkę, którą tak starannie wypieściłam do cipki i przytrzymując ją prawą ręką, lewą chwycił mnie za biodro, jednocześnie mocno napierając. Jęknęłam głośno, główka weszła, więc on już obiema rękoma chwycił mnie za biodra i zaczął się we mnie wdzierać. Godzinę wcześniej bez żadnej wkładki miał problemy, aby we mnie wejść, więc teraz było to tym bardziej trudne. On jednak tym się nie przejmował, komentując – przecież musze Cię wypierdolić, wsuwał się we mnie coraz mocniej. Ja miałam wrażenie, że za chwilę zostanę rozerwana. Mocno czułam sztywna wkładkę „na górnym piętrze” i mocno wdzierające się jego prącie. Miałam wrażenie, że za chwile zostanę rozerwana. Jarek wykonując systematycznie swoje pchnięcia w końcu wbił się we mnie całkowicie, a kiedy to zrobił, skomentował, no to teraz potańczymy. Przesunął prawą rękę do przodu pod brzuch i palcem wskazującym znalazł łechtaczkę, mocno przyciskając go do jej „koralika”. Gdybym mogła, skoczyłabym na równe nogi. Przy takim napięciu emocjonalnym dotknięcie łechtaczki spowodowało obłędne moje podniecenie i wyjątkowo mocny skurcz mięśni oplatających pochwę. Wydarłam się, jak mogłam, on to skomentował, nie masz się co kurewko drzeć, i tak Cię rozpierdolę, wykonując mocniejsze i szybsze ruchy w łechtaczce. Ten stan podniecenia spowodował, że jeszcze mocniej zaparłam się w niego, on to natychmiast wykorzystał, puścił łechtaczkę, chwycił mnie oboma rękoma za biodra i z niesamowitą siłą i szybkością zaczął się we mnie wbijać. I nie trwało to zbyt krótko. Ja już doszłam do bardzo mocnego orgazmu, wszystkie mięśnie były naprężone jak struny, oczy zaszły mi mgłą obłędu, z gardła wydobywał się chrapliwe jęczenie, kiedy skończył. Puścił mnie, opadłam na łóżko kompletnie w bezruchu. Jeżeli ktoś mówi, że znalazł się w jakiejś sytuacji „w zaświatach”, to ja właśnie w tym momencie byłam w takim stanie. Trzymając się za dolną część brzucha i głęboko oddychając przezywałam jeszcze to wewnętrzne rozedrganie. Z tego letargu wybrudził mnie Jarek  podając mi szklankę z piciem. Wypiłam ją całą, po czym zebrałam się i poszłam do łazienki. Stojąc pod prysznicem wyjęłam wkładkę z pupy. Okazało się, że był to odpowiednich rozmiarów korzeń marchwi elegancko „ubrany” w prezerwatywę, na końcu zawiązaną. Owinięta w ręcznik wyszłam do pokoju, stwierdzając, że na dzisiaj to koniec, bo ja jutro musze iść do pracy. Jarek zgodził się, mówiąc, przyjdź jutro, to dokończymy. Powiedziałam, dobrze, ubrałam się i wyszłam. Dojechałam do domu, położyłam się do łóżka i długo jeszcze czułam w sobie skutki tego spotkania. Jednak dopiero we wtorek rano przekonałam się o skutkach poniedziałkowego spotkania, bo bolało mnie całe podbrzusze. Ponieważ w środę przed południem miałam lecieć do Hamburga, więc koło południa zadzwoniłam do Jarka, mówiąc mu, że z racji „konsekwencji” spotkania z nim, a jednocześnie moich planów na środę, dzisiaj do niego nie przyjdę. Stwierdził, szkoda bo masz bardzo zgrabną pupę i ładną cipkę. Mam chęć na nich trochę poćwiczyć. Więc masz się zameldować po powrocie z urlopu. Nie wiedziałam, jak mają wyglądać te jego „ćwiczenia” na mojej pupie i cipce, ale powiedziałam, dobrze i na tym się nasza rozmowa skończyła. To spotkanie miało miejsce 13 sierpnia. Czy uznać tę trzynastkę za szczęśliwą. Może nie za szczęśliwą, co na pewno przyjazną, bo przezyłam coś bardzo wspaniałego. Czy po urlopie spotkam się z nim, nie wiem. Z jednej strony jestem ciekawa tych jego zapowiedzi, z drugiej zaczęłam się go trochę obawiać. Zobaczę. Jak się spotkam, to może opiszę.

 14 sierpnia 2007r. Baśka, baska45@poczta.onet.pl

*