Wpisy z grudzień, 2007

Dzień Kobiet 2007

Dzień Kobiet 2007.

W czwartek był 8 Marca – Międzynarodowy Dzień Kobiet. W pracy normalnie, kwiatki, drobny prezent od Dyrektora, wspólna kawa i dużo słodyczy. Po pracy musiałam podpisać dokumenty w Stowarzyszeniu, więc też miło, kawka, słodycze, tutaj było nawet po lampce koniaku.

Trochę zmęczona i trochę zdegustowana tą sztampą z przyjemnością pomyślałam o pójściu na ćwiczenia i na basen. Podchodzę pod wejście, a tutaj przed Ośrodkiem czeka na mnie dwóch ratowników. Chodząc tam już dłuższy okres czasu, znam ich właściwie wszystkich, tym bardziej, że praktycznie z każdym miałam kilka zbliżeń. Przywitali mnie bardzo grzecznie, otrzymałam piękne róże i propozycję wyjazdu „na ćwiczenia” do innego ośrodka. Domyśliłam się, o co chodzi, zapytałam tylko, jak dużo osób będzie w tym ośrodku, powiedzieli, że tylko oni, więc już bez oporów wsiadłam do samochodu i pojechaliśmy w miejsce przeznaczenia. Okazało się, że jest to domek jednorodzinny jednego z nich, Wojtka, a właściwie jego rodziców, ale rodzice wyjechali na urlop za granicę, więc on może z tego domku swobodnie korzystać. Rzeczywiście, bardzo ładnie urządzony, można powiedzieć, standardowy domek, parter z dużym korytarzem wejściowym, salonem, kuchnią i jadalnią oraz dużym węzłem sanitarnym, na piętrze dwie sypialne, pokój Wojtka pokój gościnny i równie duży węzeł sanitarny. Gdy tylko weszliśmy do mieszkania, Wojtek zaserwował po drinku i zaczęły się pieszczoty. Wylądowaliśmy w sypialni i widząc, jak są podnieceni nie pozwoliłam im zbyt długo na siebie czekać. Wojtek był pierwszy w pozycji klasycznej. Jest to dobrze zbudowany mężczyzna, a więc poczułam go mocno w sobie. Ponieważ jego pałeczka jest lekko zakrzywiona do góry, przełożył mi nogi „na pagony’ i tym sposobem i on i ja czuliśmy się wspaniale. Szybko doszliśmy do dużego podniecenia, spełnionego pełnym wytryskiem. Praktycznie zaraz po nim wziął mnie Karol, ale od tyłu. Te pozycję bardzo lubię, szybko zaczął się po mieszkaniu rozchodzić odgłos odbijanych od siebie bioder, razem z tymi odgłosami narastało w nas podniecenie i oboje równo doszliśmy do szczytu. Odpoczywając, dopiłam swoje drinka i położyłam się na łóżku. Długo ten stan odpoczynku nie trwał. Po chwili Wojtek „wmontował się” między moje nogi dopadając Łechtaczkę swoim językiem. Jestem bardzo wrażliwa na pieszczoty Łechtaczki, więc na moją reakcję nie trzeba było długo czekać. Wiercące się biodra wskazywały na mój stopień podniecenia. Dodatkowo Karol ustami pieścił jedna brodawkę, biodrami ręka drugą. Te pieszczoty spowodowały, że z Cipki wręcz wypływał strumień soków namiętności, a Wojtek nie przestawał. Jedną ręką przytrzymywał mi brzuch, druga ręka systematycznie podciągał fałd łonowy i cały czas buszował w Łechtaczce. W pewnym momencie przestał, uniósł się na rękach do góry, dopadł ustami druga Brodawkę, której nie pieścił Karol, natomiast Karol błyskawicznie wsunął mi w Cipkę palec, robiąc klasyczną palcówkę. Wyrzuciłam ręce do góry, jęcząc tylko coraz głośniej z podniecenia na skutek tych ich już bardzo mocnych pieszczot. Spowodowało to, że obaj zdążyli się już podniecić, puścili mnie, prosząc, abym ustawiła się na kolanach. Nawet przez moment się nie zastanawiałam, gdy tylko wypięłam Biodra, już Wojtek wchodził do Cipki. Chwycił mnie mocno za biodra i wbijając się systematycznie doprowadził siebie i mnie do pełnego odlotu. Okazało się, że tym razem nie będzie przerwy i Karol zaraz po nim zajął odpowiednie miejsce, płynnie chodząc we mnie. Ja jeszcze nie zdążyłam ochłonąć po poprzednim zbliżeniu, więc zaraz zaczęłam jęczeć, kiedy on wklepywał się we mnie raz za razem. Ja już odpływałam w pełnym uniesieniu, za nim on doszedł do swojego szczytu. Jego wytrysk skwitowałam bardzo głośnym jękiem i oboje opadliśmy na łóżko. Niestety, był to czwartek, w piątek trzeba było iść do pracy, więc przed północą rozstaliśmy się, ale Wojtek zaproponował poprawkę właśnie w piątek. Odjeżdżałam cała rozgrzana tymi pieszczotami, nasycona erotyzmem tych chłopaków i tak zadowolona, że nawet przez moment nie pomyślałam, że z tą propozycją to może być jakiś podstęp. To też w piątek, tak, jak się umówiliśmy o dwudziestej pierwszej zadzwoniłam do drzwi. Otworzył mi Wojtek i to się zgadzało, ale dalej to już się nic nie zgadzało. W środku było pięciu młodych, przystojnych, dobrze zbudowanych mężczyzn. Trzech znałam, byli to „nasi” ratownicy i instruktorzy od ćwiczeń, ale dwóch nie znałam, jak się przedstawili, też ratownicy, ale z innego basenu. A więc było ich sześciu. Spojrzałam na Wojtka, a Wojtek spokojnie wyjaśnił mi, że po naszym spotkaniu „Barburkowym” stwierdziłam, że nie mam nic przeciwko temu, aby takie spotkanie powtórzyć. Rzeczywiście, na Barbary zrobili mi spotkanie i też pieściłam się z sześcioma mężczyznami. Jeszcze raz spojrzałam, mówiąc do niego, że ma wyjątkowo dobrą pamięć i zaczęłam się witać ze wszystkimi. Na stole, w wazonie stał dla mnie olbrzymi, przepiękny bukiet róż. Wojtek zaproponował, abym „zainstalowała” się w sypialni, jak wczoraj, ale spotykać się ze mną będą w całym domu. Tak też było. Poszłam do sypialni, rozebrałam się, zeszłam na dół odwinięta w ręcznik wzięty z łazienki i patrząc na nich, spojrzałam na Wojtka, stwierdzając – ja Ci tego nie zapomnę – po czym pozostałych poinformowałam, że gospodarz ma pierwszeństwo, wzięłam Wojtka za rękę i poszliśmy do sypialni. Wojtek po drodze gubił swoje ubrania, a kiedy wchodziliśmy do sypialni, już trzymał w ręku swój gotowy do użytku argument. Położyłam się na wznak i po chwili już go miałam w sobie. W trakcie naszego zbliżenia przyszli inni dopingować go, ale nie mieli potrzeby. Czułam go wspaniale, a podekscytowana ta cała sytuacją równie szybko doszłam do orgazmu. Tak zaczął się ten maraton. Pierwsza „runda” minęła błyskawicznie, bo wszyscy byli napaleni. Ale nie były to tylko klasyczne zbliżenia. Kombinowali tak, abym w którymś momencie usta też miała wypełnione. Nie kryję, ze przy szóstym już czułam się trochę zmęczona. Zaczęła się druga runda, spokojniejsza, bo chłopcy musieli „nabierać sił”, właśnie więcej oralu, nie oznacza, że mniej uciążliwa. Kiedy odbyłam pierwsze trzy zbliżenia, nastąpiła przerwa, bo okazało się, że przyjechało jeszcze dwóch ratowników, którzy właśnie o dziesiątej skończyli pracę. Więc oczywiści oni chcieli „nadrobić” czas i natychmiast, jeden po drugim był we mnie. Następnie pozostali dokończyli swoją druga kolejkę i tym sposobem miałam już czternaście zbliżeń. Próbowałam negocjować z Wojtkiem, że to chyba już koniec, na co on stwierdził, że chyba nie, bo spóźnialscy już są gotowi do powtórki. Rzeczywiści, obaj już trzymali swoje argumenty, gotowe do użytku. Tyle tylko, że moja Cipka już była bardzo zmęczona i każde następne zbliżenie powodowało spory ból. Więc zgodziłam się na jeszcze te dwa zbliżenia. Kiedy wyszłam po nich z łazienki Zbyszek, jeden z tych nowych, zbliżył się do mnie i chwytając za rękę, ale tak, że aż prawie mi ją wykręcił, stwierdził, że mam jeszcze dziurkę w Pupie do której on też ma chęć zajrzeć, a czując, że próbuję stawić opór odwrócił mnie, dając bardzo mocnego klapsa. Rozdarłam się, ale słysząc idź na górę, zaraz tam przyjdę, płacząc poszłam do sypialni. I od tego momentu zaczęła się bardzo uciążliwa dla mnie faza tego spotkania, bo chłopcy sobie wypili i zaczęli raczyć mnie klapsami, ale nie tylko. Dodatkowi, kiedy tylko mogli podszczypywali Brodawki. Bolało, więc próbowałam się bronić, ale natychmiast ręka partnera zmuszała mnie do odpowiedniej pozycji. Na szczęście tylko pięciu miało chęć na takie zbliżenie. Kiedy po ostatnim wyszłam z łazienki już bardzo obolała okazało się, że w sypialni nie ma mojego ubrania. Zeszłam na dół, a tam co poniektórzy trzymali poszczególne części mojej garderoby. Majteczki trzymał Marcin, jeden z tych dwóch nowych, dosyć agresywny, powiedział, że je dostanę, ale na sucho mi nie ujdzie, oni mają chęć mnie „zakorkować” Spojrzałam, a on w drugiej ręce coś trzyma. Za nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, usłyszałam, że mam się rękoma oprzeć o stołek i wypiąć Pupę. Nie miałam się nad czym zastanawiać, bo pozostali już się wokół mnie zbierali. Pupa była nie tak dawno ruszana, więc zbytnio się o nią nie obawiałam. Zgodnie z poleceniem wypięłam się, ktoś mnie jeszcze przytrzymał, a Marcin zaczął mi to coś wsuwać. Okazało się, że jest dobrze nasmarowana wkładka analna z miękkiego silikonu, miała 2,5 cm grubości i 26 cm długości. Widać było, że ma wprawę, bo systematycznie, trochę cofając, więcej wpychając, całą mi w Pupę wsunął. Kiedy już Marcin to coś wsunął mi w Pupę pozwolono mi się wyprostować, czułam tę wkładkę głęboko w sobie, poczęstowano mnie drinkiem, a kiedy go wypiłam, wówczas nastąpił moment kulminacyjny. Ponownie Zbyszek, mocno agresywny w tym momencie, wykręcił mi ręce do tyłu zakładając na nie kajdanki, po czym sięgnął gdzieś na bok i w jego ręku ujrzałam sztucznego penisa, ale jakiego wielkiego. On położył na stołku ręcznik, postawił go na nim, mówiąc, jest Twój. Penis miał 20cm długości, ale 6 cm na wejściu, 8 u nasady, po prostu grubas.Próbowałam oponować, ale chwycił mnie za ręce, ja automatycznie pochyliłam się, po czym otrzymałam kilka klapsów na Pupę. Stwierdziłam, że nie mam wyjścia, podeszłam do tego stołka, jeden z naszych ratowników, Marek go przytrzymał, a ja, mocno wspinając się na palce, ustawiłam Cipkę nad nim. Teraz dopiero zaczęła się zabawa. Najpierw był problem, abym na nim usiadła, ale stojąca palcach długo nie wytrzymałam i ciężarem ciała wcisnęłam go w siebie. Okazało się, że to miękki silikon, więc trochę się naddawał, trochę uginał, kiedy napierałam, ale wypełniał mnie szczelnie. Ja się z nim mocowałam, a oni ze mną. Co róż to któryś ściskał mi Brodawki, przez co prostowałam się i wbijałam coraz głębiej. Nie wiem, jak ja to zrobiłam, ale po pewnym czasie miałam już go w sobie. Wówczas podszedł do mnie Zbyszek, rozwiązał ręce, po czym polecił przejść w drugą część salonu i usiąść na kanapie. Podeszli do mnie prawie wszyscy, dwaj ze znanych mi ratowników uklęknęło po bokach, rozciągając ręce wzdłuż górnego oparcia kanapy, po czym zbliżył się Zbyszek i trzymając w ręku swoją sztywną pałkę skierował ją prosto w moje usta. Jak to napisała mi kiedyś jedna z moich respondentek, byłam rżnięta w dziób. Po Zbyszku jeszcze dwóch zwiedziła głębokość mojej jamy ustnej, specjalnie jej nie oszczędzając. Kiedy skończyli Marcin podszedł do mnie z przodu i zaczął mi zakładać na nogi majteczki, tłumacząc, że z bagażem, który mam w sobie odwieziemy Cię do domu. Tak też było. Ubrałam się, okazało się, że taksówka czeka przed domem, towarzyszy mi Zbyszek i za parę minut byłam już u siebie. Szybko otworzyłam drzwi, po drodze zrzuciłam z siebie całe ubranie i za moment weszłam już tylko w samych majteczkach pod prysznic. Opływająca mnie ciepła woda spowodowała pewną ulgę, najpierw wyciągnęłam tego penisa z Cipki, po chwili, lekko pracując brzuchem, pozbyłam się bagażu z Pupy. Umyłam się, wzięłam te „akcesoria”, poszłam do kuchni, nalałam szklankę Martini, kilka kostek lodu i wzięłam do ręki miarkę. No cóż, jest takie powiedzenie – okazja nadarza się raz, drugi raz się nie powtórzy. To samo dotyczy moich ratowników. Udało im się mnie raz podprowadzić, drugi raz już się im nie dam. I to wszystko co mam do powiedzenia na temat dnia Kobiet i jego następstw.

11 marca 2007, Baśka, baska45@poczta.onet.pl

*

Imieniny Marty

Imieniny Marty.

Nowy temat – spotkania zbiorowe. Nie jest łatwo zorganizować większe spotkanie tego typu. Wnika to z trzech podstawowych problemów:- po pierwsze muszą się znaleźć takie osoby, które nie będą skrępowane swoją nagością. – z tym wiąże się drugi problem. Muszą to być osoby o odpowiednim wyglądzie estetycznym. Nie może to być kobieta, której biust sięga pępka, a fałd brzuszny wzgórka łonowego. To samo dotyczy mężczyzn. Nie mogą to być panowie z biustem numer pięć oraz z brzuchem całkowicie zasłaniającym ich właściwy argument. – trzecia kwestia – to znalezienie lokalu na taka imprezę, w którym można by było czuć się swobodnie i bezpiecznie.

Jak to się mówi, dla chcącego nie ma rzeczy niemożliwych i właśnie tego typu spotkanie miało miejsce w lutym tego roku. Kiedyś poznałam Martę przez Karolinę. Marta miała 22 lutego imieniny, więc postanowiła, że spotykamy się 24 lutego, w sobotę „na imprezie”. Teraz jeszcze jeden problem. Jeżeli na takiej imprezie nie ma żadnych dodatkowych „atrakcji”, to jest ona nudna. Po prostu zaczyna się karuzela każdy z każdym i gdzie się da. Na początku tak właśnie było. Karolcia przyjechała po mnie tuż przed 18-tą, wsiadłyśmy w samochód, w którym siedziało dwóch młodych mężczyzn i pojechaliśmy na miejsce. Okazało się, że to był niewielki pensjonat, byłam tam po raz pierwszy. Impreza zaczynała się o 19-tej i rzeczywiście na dziewiętnasta wszyscy przyjechali. Było nas 16 osób, teoretycznie 8 par, ale były tylko 2 pary formalne, w tym jedna to gospodarze, 2 pary „sparowane”, 4 panie single i 4 panów, też single. Równo o dziewiętnastej gospodarz podał drinki, wznieśliśmy toast, zagrała muzyka i zaczęła się zabawa. Można powiedzieć, że rozruch trwał około pół godziny, ale wiadomym było, po co się spotkaliśmy. Więc trzeba było „zmienić” toalety. Ja już byłam ubrana w mały gorsecik, z możliwością podpięcia pończoch i na to założone majteczki. Inne panie były poubierane bardzo podobnie. Tak zeszłyśmy na salę, panowie mieli poubierane bardzo ładnie wpasowane slipki. Ponownie zagrała muzyka, ja zaczęłam tańczyć z miłym chłopakiem, Markiem. Minęła następna sekwencja tańców i zaczęła się zabawa. Gospodarz zarządził, że nasze panie powinny pokazać, co potrafią. No i zaczęło się, gdyż gospodarz, twarz kierując ku własnej żonie stwierdził, gospodyni daje przykład, a towarzyszy jej „seniorka”. To oczywiście dotyczyło mnie. Na sali było nas dwadzieścia osób, ale przedział wiekowy to był taki: 25 – 30, do 35 lat. Więc ewidentnym było, że w tym gronie ja byłam najstarsza. Skąd gospodarz wiedział, nie wiem, ale nie było nad czym dyskutować. Został wystawiony na środek pokoju stół, nakryty prześcieradłem, ja na jednym krótszym boku, gospodyni – Helenka na drugim. W tym czasie gospodarz rozdał losy panom, który, którą wylosuję. Mnie wylosował Andrzej, widać było radość na jego twarzy, Helenki i Włodeka i gdy tylko zsunęli slipy już w ich rękach widać było stojące ich pałki. Rozsunęłam nogi, cipka już była podniecona, bo te kilka chwil, które upłynęły od momentu podania tej informacji, to spowodowały, więc Andrzej nie miał problemów z wejściem we mnie. Poczułam go bardzo mocno w sobie, wypełnił mnie całkowicie. Oczywiście, od razu pojawiło się grono kibiców, które nam sekundowało. Ten doping spowodował, że Andrzej dosyć długo we mnie wchodził, aż wypełnił swoimi sokami. Wysunął się, ktoś z boku podął ręcznik i poszłam się umyć. Prawie jednocześnie ze mną skończyła też Helenka. Następną parę stanowił gospodarz Mirek z Karolcią i Marysia z Markiem. Pozostali rozeszli się na strony, realizując swój plan. Wróciłam do sali, grała muzyczka, trwała zabawa. Na parkiecie królowała Heneczka, która wirując, nie wypuszczała szklanki z ręki, wręcz odwrotnie, systematycznie prosiła o jej napełnianie. Ewidentnym było, że to się źle skończy. Minęło może jeszcze z piętnaście minut i Haneczka jak długa wyłożyła się na parkiecie. Podszedł do niej jej partner, mówiąc jakby do sali, pomóżcie mi ja zanieść do łóżka. Natychmiast poderwało się jeszcze trzech, podnieśli Haneczkę z podłogi, próbowała coś jeszcze gestykulować, ale męskie ramiona zrobiły swoje, zaczęli ją nieść na piętro. Obok mnie pojawiła się Karolcia, mówiąc, idziemy popatrzeć. Ja spojrzałam na nią, a ona, przecież będą ją tam rżnąć. Rzeczywiście, położyli ją w poprzek łóżka, jeszcze próbowała ruszać rękoma, ale w tym czasie zdjęto jej majteczki i jej partner „unieruchomił” ją, wsuwając jej swoją pałeczkę w usta, natomiast jeden z „asystentów” już w nią wchodził. Chłopcy zaczęli na przemian ja rżnąć. Skończył jeden, zaczął drugi, skończył drugi, zaczął trzeci. Po trzecim jej partner ją zostawił na łóżku, przykrywając kołdrą, stwierdzając, niech teraz śpi. Haneczkę zaczął już rozbierać alkohol, więc nie była w stanie reagować, leżała przykryta, najprawdopodobniej zasnęła. Ale wychodząc z pokoju Haneczki spotkał mnie Artur. Artur to mężczyzna ok. 190cm wzrostu, bardzo dobrze zbudowany. Pokazał mi, że na końcu korytarza, przy schodach stoi kanapa i poprosił, abym przy niej zajęła pozycje od tyłu. Spojrzałam na niego i spokojnie podeszłam, przyklęknęłam i wypięłam pupę. On zsunął szorty i ja kątem oka popatrzyłam, co mi się szykuje. I miałam rację, że spojrzałam, bo w jego ręku sterczała naprawdę duża pałka. Samo wejście we mnie było bezproblemowe, ale moment, kiedy mnie wypełniał, to już czułam bardzo mocno, natomiast kiedy we mnie wszedł, to miałam wrażenie, że za chwilę wyjdzie mi czubkiem głowy. Moja przyjaciółka, lekarz – ginekolog twierdzi, że wielkość narządów płciowych, generalnie, jest wprost proporcjonalna do ogólnej wielkości ciała. Mogę potwierdzić, że w tym przypadku miała absolutna rację. Czułam go bardzo mocno w sobie, a z racji swojej budowy ciała, każde jego pchnięcie miało odpowiednią moc, co ja, praktycznie od początku kwitowałam głośnym jęczeniem. Nie bardzo wiem kiedy przyszły pierwsze skurcze i to jęczenie przeszło w bardzo głośny krzyk, kiedy on dochodził do swojego szczytu, a ja dostałam „szamotania macicy”, to znaczy tak duży skurcz w orgaźmie, że aż krzyczałam. Nie da się ukryć, było to bardzo mocne zbliżenie. Umyłam się i poszłam do swojego pokoju odpocząć. Ale drzwi od pokoju zawsze są otwarte, przechodzili jacyś panowie, no i mną się natychmiast zajęli. Do tego wciągnęli swoje partnerki i zaczęła się zabawa „ w podgrupie”. Każdy z panów zadowolił swoją partnerkę i poszedł dalej, myśmy też poszły każda w swoją stronę. Minęło ponownie trochę czasu, ja „na sali” zaliczyłam dwa zbliżenia, kiedy „wypadł” Piotrek. Po prostu już miął miękkie nóżki. Więc jego prawowita małżonka Wiesia, krzyknęła na salę, pomóżcie mi go zanieść do pokoju, nagroda, w charakterystyczny sposób ruszając biodrami. Oczywiście, natychmiast znalazło się trzech chłopaków, kiwnęła na mnie, chodź, będziesz go pilnowała. Chłopcy zanieśli go do pokoju, posadzili na fotelu, Wieśka do mnie powiedziała, Ty go pilnuj, po czym sama położyła się na łóżku, „wynagradzając” chłopaków. Była to dosyć komiczna sytuacja, bo Piotrek był jeszcze na tyle przytomny, że zaczynał komentować te zbliżenia. Ale kiedy już trzeci kończył, on praktycznie spał. Zeszłam znowu do sali, gdzie szeregi już pomału się przerzedzały, tym nie mniej jeszcze kilku chłopaków było trzeźwych i jak mnie zobaczyli, to nie odpuścili, postawili krzesełko, ja się o nie opierałam, a trzech mnie jeszcze zerżnęło, oczywiście od przodu też wsuwając w usta, co mieli. Ale to był praktycznie finał. Po prostu nastąpiło „zmęczenie materiału”. W tym momencie gospodarz Mirek dał znać, że kto chce, może opuścić ten lokal, a kto nie chce, może iść spać na górę, wyłączając przy tym muzykę. Nie wiem, skąd się wziął przy mnie Artur, ale zaproponował przejazd do niego. Popatrzyłam, uśmiechnęłam się i pojechaliśmy. Zwykłe, blokowe mieszkanie, trzy pokoje z kuchnią. Gdy tylko weszliśmy do pokoju, zaczęliśmy się rozbierać, po czym Artur stanął przede mną, prosząc, abym objęła go za szyję, jednocześnie rozsuwając nogi. On w tym momencie chwycił mnie za pośladki i bez problemów całą uniósł do góry, opuszczając „nadział” na stojącą swoją pałkę. Można powiedzieć, że zawisłam na haku. Tak mocno wbił się we mnie, że aż oczy zaszły mi mgłą. A on oparty o ścianę delikatnie unosił mnie do góry i opuszczał. Ja kurczowo trzymając się, wtuliłam się w jego kark, dociskając mocno usta, aby nie krzyczeć, kiedy przyszedł mój orgazm. On po chwili jeszcze raz mnie podrzucił, po czym poczułam potężny strzał jego soków. Było to wspaniałe zakończenie całego wieczoru. Cipka była już mocno zmęczona, więc stwierdziłam, że na dziś to już dość, umyłam się i wróciłam do domu. Dopiero następnego dnia czułam cały brzuch, ale sądzę, że to jest sprawka przede wszystkim „finału” z Arturem.

28.02. 2007r, Baśka, baska45@poczta.onet.pl *

Ostatnia sobota Karnawału

Ostatnia sobota karnawału.

Podczas jednej z wizyt w Zakładzie Kosmetycznym Karolcia szepnęła mi na ucho, zbliżała się ostatnia sobota Karnawału, szykujemy imprezę, jesteś zapisana. Spojrzałam, ale niczego nie komentowałam. Kiedy przyszła „ta” sobota wiedziałam, że mam być gotowa na 19-tą, bo o tej przyjedzie po mnie samochód i jedziemy dalej.

Nie interesowało mnie w tym momencie, ani gdzie jadę, ani z kim mam się spotkać. Wiedziałam, że na tego typu spotkaniach „jest nieźle” I jak na początek nie zawiodłam się. Spotkanie miało miejsce na wsi, gdzie gospodarze, w starym gospodarstwie wyremontowali dla siebie pięknie dom, a klasyczną stodołę połączyli z dawną oborą, robiąc z tego wspaniały dom dla gości. Stodoła była raczej częścią sypialną, natomiast obora pełniła funkcję gościnną. Był w niej bardzo duży salon, normalnie jako jadalnia, obok dwa niewielki pokoiki, tym razem ze „szwedzkim stołem” a dalej bardzo duża kuchnia z pełnym, współczesnym wyposażeniem. Było nas 20 osób, teoretycznie 10 par, ale były tylko 3 pary formalne, 3 pary „sparowane”, 4 panie single i 4 panów, też single. Umowa była, że zabawę zaczynamy o 18-tej, obowiązują „odpowiednie” stroje balowe. Mam zaprzyjaźnione trzy „salony” z akcesoriami erotycznymi w Hamburgu, ilekroć przysyłają nowy katalog, zawsze mam coś do wyboru. Wiedząc o tym spotkaniu wysłałam stosowne zamówienia, za trzy dni otrzymałam przesyłkę. Było tam kilka rzeczy innych też, ale był też strój na to spotkanie. Było to czarne, szyfonowe body z półmiseczkami obszytymi gipiurą z różyczek, wiązane z tyłu, także zdobione różyczkami, przy udach wykończenie falbankami, zapinane w kroku na zatrzask. Było ono o tyle uzasadnione, że eksponowało moje duże brodawki i trochę poszerzało mnie w biodrach. Na dodatek we włosy wpięte dwie czarne muszki. Miałam wspólny pokój z Karolcią, jak mnie zobaczyła, rozległ się jeden potężny gwizd. Zeszłyśmy do „salonu” prawie wszyscy byli już gotowi, gospodarz podął szampana i zaczęła się zabawa. Przez pierwsze półtorej godziny, o dziwo towarzystwo bardzo ładnie bawiło się przy muzyce. Ale po tym czasie zaczęło się już rozluźniać na parkiecie, bo „pary” zaczęły znikać. Pierwsza zaczęła Ala, która zakomunikowała, że ma Wieśka na co dzień i nie chce mieć z nim dzisiaj nic do czynienia, po czym wzięła Piotra i „odpłynęli” Do mnie „przylepił się Krzysio, mąż Hanki, mówiąc, że jeszcze mnie nie zna. Więc poszliśmy do naszego pokoju, czas tańców i trochę alkoholu spowodowało, że już byłam dobrze podniecona, więc nie protestowałam. Wchodząc, odpięłam kostium, proponując pozycję od tyłu. Krzysztof był dosyć wysokim mężczyzną, więc ta pozycja była w pełni uzasadniona. Wypięłam pupę, po chwili poczułam, jak palcem sprawdza wilgotność mojej cipki, a za chwilę już wprowadził swoją pałeczkę. Poczułam ją dosyć dobrze, a jeszcze mocniej poczułam ją, jak się zaczął we mnie wbijać. Był dosyć potężnym mężczyzną, chwycił mnie za biodra, wówczas każde jego pchnięcie miało dodatkową siłę. Był dobry, mocny, ale szybki. Idąc do pokoju byłam lekko podniecona, on mnie jeszcze bardziej podniecił, ale do dobrego zadowolenia jeszcze dużo brakowało. Odpoczęłam i zeszłam na salę, była ona już trochę przerzedzona. Weszłam po drinka, przy stole stał Zenek, spojrzał na mnie pytając, czy możemy wspólnie wypić tego drinka. Nie znałam go, był mężem Kasi, byli w naszym towarzystwie pierwszy raz, więc tym bardziej nie mogłam mu odmówić. Stwierdziłam, czemu nie i ponownie poszliśmy do mojego pokoju. Ponieważ Zenek nie był „atletą”, zdecydowałam, że będziemy mieli spotkanie klasyczne. Położyłam się, rozsuwając szeroko nogi, on po chwili już był we mnie. Nieźle go czułam, ale jak szybko zaczął, tak szybko skończył. Zrobiłam dobrą minę, że mi było bardzo dobrze i poszedł. Tym razem miałam już szklankę w pokoju, więc położyłam się na łóżku lekko zdegustowana ta sytuacją. Przechodził Marek, którego dobrze znałam, jakby poskarżyłam mu się, że wszystko dobrze, ale ci mężczyźni to nie to, co on. Spojrzał, uśmiechnął się i poszedł zostawiając otwarte drzwi. Przechodził Adam, spojrzał i spytał, czy może wejść. Jego znałam, był dobry, ale nie wiedziałam, na ile jest sprawny. A ponieważ usiał na krawędzi łóżka, to unosząc się wsunęłam mu rękę w szorty. Wyglądało to nieciekawie, ale miałam na niego chęć. Więc buszując ręką w tych jego szortach zaczęłam być coraz bliżej celu. Czując, że jest już odpowiednio mocny, poprosiłam go, aby położył się na łóżku. I był to bardzo dobry pomysł, bo usiadłam na nim, on zaczął mnie podrzucać do góry, ja fruwałam, powodując jednocześnie narastanie odpowiedniego podniecenia i u mnie, ale przede wszystkim u niego.Te „ćwiczenia” dały bardzo ładny efekt, poczułam, jak tężeje coraz bardziej, aż strzelił strumieniem soków do wnętrza. Ja też razem też byłam mocno podniecona, opadłam na niego, leżąc przez dłuższy czas w pełnym uniesieniu. Odpoczęłam i zeszłam na dół. Tym razem zdjęłam już body, założyłam dosyć duże rajtuzy z odpowiednim otworem w kroczu. Towarzystwo już zaczynało „odpływać” w pierwszej fali zmęczenia. Kiedy szykowałam sobie coś do picia podszedł Zbyszek, trzeci mąż, klepnął mnie dosyć mocno w pupę, mówiąc, że pewnie dla niego mam ją teraz. Popatrzyłam, stwierdzając, że jeżeli sobie tylko życzy, to może być jego. Wówczas zadziałała u niego pewnie określona nadwyżka alkoholu, bo chwycił mnie za rękę i wykręcając ją stwierdził – kurwa, łaski nie robisz, po to tu jesteś. Po czym pchnął mnie w kierunku stojącego obok krzesła, mówiąc- wypinaj się, jednocześnie ponownie mnie uderzając. Nie próbując stawiać oporu, podeszłam do krzesła, oparłam na nim dłonie, mocno wypinając pupę. Nie bardzo nawet wiedziałam kiedy przesmarował te swoją pałkę, bo trzymając mnie za biodro z jednej strony, drugą ręką nakierował się na Brązową Dziurkę wdzierając się w nią z dużym impetem. Wrzasnęłam w momencie, kiedy się wsuwał, ale po chwili już było po wszystkim. Chwycił mnie w żelaznym uścisku swoich rąk i wykonując kilkanaście odpowiednich ruchów wypełnił mi pupę swoją spermą. Odświeżona, przez chwilę przysiadłam na łóżku. Wówczas przyszedł Marek, stwierdził, ta zabawa już dłużej nie ma sensu, ubieraj się, wyjeżdżamy. Spojrzałam, ale nawet przez chwilę nie zastanawiałam się. Gdybym miała tylko z Markiem jechać, to też było warto. Ale w samochodzie było jeszcze trzech kolegów, wróciliśmy do miasta, jeden z kolegów Michał, miał do dyspozycji dosyć duże blokowe mieszkanie. Zachowując określony spokój weszliśmy do tego mieszkania, Michał zarządził herbatę i coś na stół. Trzecim był Bolek. Kiedy już wszyscy „rozgrzali” się „góralską herbatką” zaczęłam na nich spoglądać, oczekując jakiejś propozycji. Wówczas marek powiedział, rozbierz się w tym pokoiku, on jest najdalej od sąsiadów. Okazało się, że nie musieliśmy się tak bardzo grzecznie zachowywać, bo gdzieś w bloku tez leciała „impreza” i było ja dobrze słychać. Rozebrałam się, ale nie zupełnie. Tak, jak poprzednim razem, tym razem tez założyłam odpowiednie rajtuzy, ale czerwone. Spojrzeli na mnie, a Bolek stwierdził, czerwone rajtuzy, prosta sprawa, cipkę też Ci trzeba zrobić czerwoną. Popatrzyłam, stwierdzając, jak chcesz, to ja zrób. Na co Bolek zsunął szorty, usiadł na krześle, mówiąc, siadaj. Pozostali spojrzeli, ale zaczęli asystować, kiedy siadałam na słusznych rozmiarów pałce Bolka. Chwycił mnie za biodra i lekko odchyliwszy się na krześle, zaczął wyrzucać swoje biodra w górę. Pozostali zajęli się moimi brodawkami i ten zespół doprowadził mnie do bardzo dużego podniecenia, zakończonego dużym wytryskiem Bolka. Chwila oddechu, po czym Marek stwierdza, my nie możemy być gorsi od niego. Poprowadził mnie do łóżka, mówiąc, wypnij pupę. Ułożyłam się, już był za mną a po chwili we mnie. Jego znałam, wiedziałam, że ma dużą pałkę, poczułam ją mocno w sobie. On widocznie też odpowiednio mocno we mnie wyczuł, bo wbijając się coraz mocniej doprowadził do całkowitego wypełnienia. Umyta chciałam odpocząć, usiadłam przy stole, biorąc w rękę szklaneczkę, ale kiedy przełknęłam pierwsze łyki podszedł Michał, proponując, abym może „napiła się” przez rurkę, pokazując swojego penisa. Odłożyłam szklankę, rozsunęłam szeroko nogi, aby móc bliżej przystawić się do tej pałki. Wzięłam ją w ręce i po chwili już wpuszczałam w usta. Najpierw wypróbowałam całą, ale po chwili wysunęłam, oblizując ją językiem z zewnątrz. Kiedy ja się tak zajmowałam pałeczką Michała, Marek wsunął swój palec pod łechtaczkę i zaczął mi ją drażnić, a Bolek zajął się moimi brodawkami. Myślałam, że oszaleją. Im bardziej narastało we mnie podniecenie, tym intensywniej pieściłam pałeczkę Machała, wpuszczając ja coraz głębiej w usta. To spowodowało, że robiła się coraz sztywniejsza, a kiedy już była zupełnie sztywna puściłam ją ze swoich rąk, po to, aby on mógł swobodniej ja wprowadzać. Wykonał jeszcze kilka ruchów, po czym chwycił swoją ręką, przez moment przytrzymał ją w moich ustach, kiedy poszedł pierwszy strzał, a następnie szybko wysunął, kierując ją na piersi. Wówczas prawie krzyknęłam z uniesienia, bo bardzo lubię, jak mi to tak spływa po piersiach. Nastąpiła dłuższa przerwa, nie oznaczało to, że ja miałam spokój. Leżałam na łóżku, tym razem Bolek robił mi klasyczną palcówkę, a Marek podszczypywał mi brodawki. W pewnym momencie uszczypnął dosyć mocno, aż krzyknęłam i odwróciłam się na plecy, ale w poprzek łóżka. Bolek, robiąc mi tą palcówkę podniecił się na tyle, że od razu powiedział, unieś się na kolana. Tak grzecznej prośbie nie mogłam odmówić, więc wypięłam pupę. Kiedy on już się „zainstalował” cipce, Marek natychmiast pojawił się od przodu, przystawiając swoją pałkę do moich ust. Podpierałam się na rękach, otworzyłam usta i po chwili już miałam dwie pałki w sobie. Bolka z tyłu i Marka z przodu. Na szczęście Marek nie wsuwał się zbyt mocno i bezpiecznie dotrwałam do wytrysku Bolka będąc już bardzo mocno podnieconą. Ale te działania Marka w moich ustach spowodowały, że gdy tylko wyszłam z łazienki, już mnie układał na łóżku. Rozłożyłam szeroko nogi, a on już mnie wypełniał. Nie minęło jeszcze poprzednie podniecenie, a już narastało następne. Czułam Marka coraz mocniej w sobie, on coraz bardziej wbija się we mnie. Aż przyszedł moment, kiedy oboje zaczęliśmy dochodzić do swojego szczytu. Chwyciłam go za ramiona, a on wykonując jeszcze kilka mocnych pchnięć, wypełnił mnie swoimi sokami namiętności. Tym razem dłużej odpoczywałam, bo prawie wszyscy byli już trochę zmęczeni. Jak długo to trwało, nie wiem. Michał i Marek coś jedli, bo stwierdzili, że są głodni, a Olek poszedł zapalić papierosa. Ale można powiedzieć „sjesta skończyła się”, przyszli do „mojego pokoju”, mówiąc, wystaw pupę. Kiedy to zrobiłam, pierwszy wszedł Bolek. Czułam go już bardzo mocno, byłam przecież już trochę zmęczona, ale z drugiej strony czułam go dobrze. Narastało we mnie podniecenie, w nim również i po chwili wypełnił mnie swoimi sokami. Mogę powiedzieć, że tym razem zrobili normalną sztafetę. Bo zaraz za nim wszedł we mnie Marek, który dopełnił szalę namiętności, a pełnię szczęścia zamknął gospodarz, czyli Michał. Długo leżałam, zwinięta w fasolkę, za nim się pozbierałam. Dostałam od każdego po dobrym całusku i wróciłam do domu. Tak skończyła się ostatnia sobota karnawału, 17.02.2007r. Baśka, baska45@poczta.onet.pl *

Urlop 07

Urlop luty 07 Styczeń to bardzo trudny miesiąc pracy w księgowości. To też, kiedy uporałam się już z podstawowymi problemami postanowiłam trochę odpocząć. W szufladzie leżał gotowy bilet do Hamburga, napisałam do Manfreda list, że będę chciała spędzić kilka dni w Hamburgu, czy między 3 a 11 lutym będzie miał dla mnie trochę czasu i pomoże mi odwiedzić kilka miejsc. Zależało mi na tym terminie z różnych względów.

Następnego dnia otrzymałam potwierdzający list i już w niedzielę byłam w jego pensjonacie. Można powiedzieć, że natychmiast, albo jeszcze prędzej doszło między nami do zbliżenia. Zbliżenia z nim są dla mnie zawsze mocnym przeżyciem, Już nad tym kilkakrotnie zastanawiałam się, na czym to polega, że czuję go tak wspaniale, a orgazm przychodzi wyjątkowo szybko. Minął pewien okres czasu, podczas którego rozmawialiśmy na nasze różne tematy. Okazało się, że brakło nam wody mineralnej Manfred poszedł do kuchni, przyniósł wodę, postawił ją na barku, ale zamiast położyć się obok mnie, wsunął głowę między moje nogi i po chwili jego twarz była „przytulona: do mojej Cipki. Język jego natychmiast zaczął buszować po Łechtaczce, a ja zaczęłam się mocno podniecać. Moment, Cipka puściła soki, a ja wiłam się jak wąż. Nie mogłam już wytrzymać, prosząc go, aby we mnie wszedł, ale on stwierdził, że się już napracował i układając się na wznak, dał mi znać, abym na nim usiadła. Ja też tę pozycję lubię, więc szybko znalazłam się na jego brzuchu i zsuwając się w dół wprowadziłam jego pałkę do Cipki, po czym próbowałam wyprostować się. Minęła dłuższa chwila, za nim swobodnie na nim usiadłam wbijając sobie mocno jego prącie. Wówczas Manfred kilka razu uniósł biodra do góry i szybko opuszczając spowodował dalsze moje nabijanie. Jednak za chwilę ja przejęłam inicjatywę i unosząc się i opadając powodowałam narastanie w nas podniecenia, aż przyszedł moment spełnienia. Opadłam na niego i dłuższą chwile odpoczywaliśmy, po której Manfred ubrał się i wyszedł. Ja ogarnęłam się, rozpakowałam walizkę, posprzątałam i tez poszłam spać. W poniedziałek do południa poszłam na spacer, po południu poszłam na masaż i ogólnie odpoczywałam, a wieczorem poszłam na umówione spotkanie. Byłam umówiona na „rozruch” Cipki z pięcioma partnerami. Była to klasyczna „choinka” to znaczy każdy następny był lepszy niż poprzedni. Pierwszego przyjęłam w pozycji klasycznej, ale był on dosyć długi, więc wbijał się dłuższą chwilę, ale do końca. Drugi był chyba tak samo długi, ale już troszkę szerszy. Wchodził we mnie od tyłu, więc pierwsze uczucie było, jakby mocniej napierał na boki. Trzeciego ponownie miałam klasycznie, bo znowu był dłuższy i wbijanie było mocniejsze. Przy czwartym sytuacja się powtórzyła, znowu od tyłu, ale już zdecydowanie grubszy, więc rozpychał się niesamowicie mocno. Natomiast piąte zbliżenie było takie, które najbardziej lubię, ale które jest najbardziej uciążliwe. Jest to pozycja na jeźdźca, ta piąta pałka była największa, więc wbijałam się na nią dłuższą chwilę. Kiedy już prawie byłam w nim, on wypchnął swoje biodra do góry, ja wrzasnęłam, wypinając się prawie cała do tyłu, przez co przy następnym pchnięciu, on jeszcze mocniej wbił się we mnie. Chwycił mnie za biodra, mocno docisnął, po czym dalej unosił swoje biodra i opuszczał mnie. Te ruchy powodowały narastanie podniecenia, aż przyszedł moment spełnienia, puścił mnie, a ja, ciężko oddychając, opadłam na jego klatkę piersiową. Po pewnym czasie wstałam, umyłam się i pojechałam do domu. Trzeba przyznać, że załatwił mi Manfred ten rozruch niezły, bo Cipkę czułam dosyć mocno. Wtorek był dniem relaksu, w końcu byłam na urlopie. Do południa odwiedziłam zaprzyjaźniony zakład kosmetyczny, po południu poszłam popływać i na masaż, a wieczorem przyszedł Manfred. Ponownie doszło miedzy nami do zbliżenia, ale tym razem od tyłu, czułam go dosyć mocno, był to efekt poniedziałkowych pieszczot „na piątkę”, ale narastające podniecenie zrobiło swoje i czując jak dochodzi potwierdziłam mocnym jękiem to, że ja również osiągnęłam orgazm. Tym razem dłużej odpoczywaliśmy, ale w pewnym momencie to ja przejęłam inicjatywę i zaczęłam pieściłam ustami, a kiedy już był odpowiednio sztywny, zaproponowałam, aby we mnie wszedł. Znowu dały znać „wczorajsze pieszczoty”, ale narastające podniecenie zniwelowało to odczucie i przyszedł wspaniały orgazm, który głośno wykrzyczałam. Ponownie zaczęliśmy odpoczywać, Duża Buśka i Manfred wyszedł. Środa do wieczora minęła podobnie, jak wtorek. Spacer po mieście, znam tam kilka galerii, w których można kupić jakieś ciekawe rzeczy. Po spacerze masaż Natomiast odpoczynek przed wizyta Natomiast Piekiełku. Tutaj umówiłam się na „Trzepanie pupy” na strzałkę. Moi partnerzy ułożyli mnie na dosyć wąskiej ławce na brzuchu, podkładając pod biodra zwinięty ręcznik, aby były lekko uniesione , po czym ręce skrępowali razem w nadgarstkach i wyciągnęli mocno do przodu. Podobnie skrępowali mi nogi na wysokości kostek i sznurkiem naciągnęli do tyłu. Tym sposobem leżałam na tej ławie właśnie jak strzała. Dodatkowo skrępowali mi nogi na wysokości kolan oraz przymocowali do belki pasem na wysokości brzucha. Tym sposobem nie miałam możliwości ruszania się na żadną stronę. Oni podchodzili, stawali na wysokości mojej Pupy okrakiem, rozciągali pośladki i wchodzili w Brązową Dziurkę. Czułam, jak układali swoje dłonie na moich pośladkach, jak je rozciągali na boki, po czym po chwili do dziurki przystawiała się pałka i zaczynała się w nią wciskać. Pode mną był twardo zwinięty ręcznik, powodujący odpowiednie ukształtowanie mojego ciała. Dawało to możliwość w miarę swobodnego wejścia we mnie. Swobodnego, to wcale nie oznacza łatwego, bo przecież Pupa jest ciaśniejsza na wejściu, niż Cipka, więc bardzo dobrze czułam, jak się do niej przystawiał, jak napierał, jak pokonywał pierwszą barierę i jak wypełniał mnie do końca. Czułam, jak gdzieś po kości krzyżowej przesuwa się w tą i z powrotem, aż osiągał swój szczytowy stan podniecenia i wlewał we mnie swoje soki. Po pierwszym wchodził następny, ale oni ustawili się w choinkę, systematycznie zwiększając i długość i grubość pałek. Wytrzymałam 12, myślę, że kilku jeszcze bym wytrzymała, ale już bardzo bolała mnie i Pupa i biodra oparte na ławie. Po 12 krzyknęłam dość. Jest zasada, jeżeli kobieta mówi dość, to dość i ani jeden więcej. Rozwiązali mnie i kiedy nabrałam mocy w nogach poszłam się umyć. Nie da się ukryć, że jeszcze prawie przez cały czwartek czułam ją jeszcze mocno. Wieczorem przyszedł Manfred, ponownie doszło między nami do dwóch zbliżeń, ale nie pozwoliłam mu dotykać Pupy. W piątek do południa leniuchowałam, przywiozłam z sobą książki, miałam co czytać. Ale po południu poszłam na masaż i trochę popływać, bo przede mną wieczorem spotkanie z „Mamutami”. Mamuty, bo występują tam specjalne penisy o odpowiednich długościach lub grubościach. Kiedyś słyszałam o takim klubie, ale nie mogłam go nigdzie znaleźć. Dopiero, pośrednio, przez inny klub, znalazłam ich i można powiedzieć, że przyjechałam, aby przede wszystkim z nimi się spotkać, bo takie spotkanie zapowiadało się bardzo interesująco. Przyjechałam pod wskazany adres, weszłam do środka. Zostałam zaprowadzona do łazienki, właściwie pokoju kąpielowego. Tam najpierw śliczna murzynka zrobiła mi bardzo dokładne mycie Pupy od środka, następnie mnie rozmasowała, nacierając specjalnymi, bardzo wonnymi kremami. Sądzę, że te kremy powodowały określony stopień rozluźnienia mojego ciała. Na koniec wsunęła mi w Cipkę kuleczkę wielkości przepiórczego jaja, a w Pupę chyba kurzego jaja i poszłam do sali, gdzie czekał mój partner. To, co zobaczyłam, przeszło moją wyobraźnię. Była ona bardzo długa i dosyć gruba, bardzo podobna do końskiej pały. Nie miałam pojęcia, co ja z nią mam zrobić. Ale będący tam partnerzy uzmysłowili mi szybko, jak będzie wyglądała ta „zabawa”. Ten partner, z tą długą pałą położył się na stole, ja miałam na nim usiąść, tylko, że w odwrotnej pozycji, placami do niego, a pałkę miałam wsadzić sobie w Pupę. Nie bardzo to sobie wyobrażałam, ale nie miałam wyboru. Chyba przez 1/3 długości tej pąki nie było źle, ale od połowy, to już czułam ją bardzo mocno. Wówczas zrozumiałam, że kulkę, którą wsunęła mi murzynka powodowała rozluźnienie mięśni, bo ona inaczej nie wsuwał by się dalej. Powiedzieć, że czułam ją w gardle, jak we mnie weszła, to mało. Miałam dolną część brzucha wypełnioną, jak balon. Wówczas nastąpił akt drugi, obecny tam drugi partner pomógł mi przełożyć nogi do przodu, tamten przesunął się dosyć blisko brzegu, ten drugi rozsunął mi nogi na boki i zsunął z bioder ręcznik. Jak się ruszał, to widziałam, że pod ręcznikiem jest niezłe wybrzuszenie, ale jak go zdjął, to oczy stanęły mi w słup. Ale nie miałam czasu myśleć, bo ten, na którym leżałam mocno przytrzymał mnie za brzuch, a ten drugi dostawił tą pałę do Cipki i zaczął w nią wchodzić. Była ona zdecydowanie mniejsza, niż ta pierwsza, ale za to bardzo gruba. Powiedzieć, że się darłam, to mało. Wyrzuciłam ręce do góry, wyprężyłam się, a on się we mnie wbijał. Wbił się do końca, ale myślę, że była to sprawa tej kuleczki, bo w normalnych warunkach chyba nie dałby rady we mnie wejść. A jak się wbił, to chwycił za biodra i zaczął „pompowanie”, w tą i z powrotem. Jęczałam już wszystkimi tonami skali, a on dalej i dalej. W końcu dobił, a moment wytrysku poczułam, jak by mnie rozrywało na wszystkie strony, po czym poczułam, jak sączy się po kroczu jego sperma. Wysunął się, nogi opadły mi do dołu, tym sposobem zaczęłam wysuwać się w tego drugiego. Wysuwając się czułam, jak jego główka przemieszcza się systematycznie gdzieś w moim wnętrzu, aż na końcu wysunęła się całkiem. O tym, abym stała na własnych nogach nie było mowy. Podtrzymując mnie pod ręce zaprowadzili mnie do tego pokoju, z którego wyszłam, położyli na łóżku i tak leżałam. Dopiero po dłuższej chwili wróciło pełne czucie w nogi, mogłam na nich stać, iść się umyć i pojechać do domu. W domu ponownie umyłam się, ale próbując rozmasować brzuch czułam, że wszystko w środku mocno czułam. Nie można powiedzieć, że był to ból, ale jakieś bardzo dziwne uczucie. Położyłam się na łóżku, ale w żaden sposób nie mogłam się ułożyć, żeby nie czuć brzucha. Jakoś usnęłam, ale poranek w sobotę był jeszcze gorszy, niż wieczór. Było o tyle lepiej, że mogłam położyć się na boku, więc zwinięta w fasolkę przeleżałam i przespałam ponad pół dnia. W końcu dosyć późnym popołudniem zebrałam się, aby zejść na obiad, wróciłam do pokoju, spakowałam się i wieczorem wyleciałam do domu. Dotarłam do niego późnym wieczorem, zjadłam lekką kolację i poszłam spać. O dziwo usnęłam, a niedzielny poranek był już w miarę normalny. To znaczy czułam jeszcze swoje wnętrze, ale nie na tyle mocno, abym nie mogła normalnie funkcjonować, tym nie mniej w dalszym ciągu intrygowały mnie te mamuty i na pewno kiedyś do nich wrócę. Zajęłam się domem, zaległą korespondencją internetową, bo po tygodniu było jej dużo i tak zakończył się mój krótki lutowy urlop. 15 luty 2007. Baśka, baska45@poczta.onet.pl *

Basenowy incydent

Basenowy incydent.

Mam pracę siedzącą, biurową, z tego też powodu staram się przeciwdziałać „zasiedzeniu” chodząc we wtorki i czwartki na gimnastykę i basen, a w soboty jeżdżąc na rowerze. We wczorajszą sobotę nie dało się wystawić nosa z domu, tak kurzyła śnieżyca, cały dzień przesiedziałam w domu.Natomiast dzisiaj jakby nożem uciął, zrobiła się zupełnie ładna pogoda.

W tym momencie przypomniałam sobie, że od pewnego czasu „moi” ratownicy sugerują mi odwiedzenie basenu w niedzielę rano, bo wówczas ma dyżur „nowy’ ratownik. W inne dni on nie dyżuruje. Więc widząc, że mogę ruszyć się z domu, zrobiłam poranną toaletę, napiłam się kawy

i pojechałam „rozruszać kości”. Rzeczywiście, na basenie było dwóch znanych mi ratowników oraz ten trzeci – nowy. Nie zwracając specjalnie na nich uwagi weszłam do wody i zaczęłam pływać. Ale pływając zorientowałam się, że wypatrzyli mnie w basenie i dają sobie jakieś porozumiewawcze znaki. Koledzy mu już „nadali” sprawę, więc po pływaniu poszłam do ich pokoiku, był to chłopak średniego wzrostu, ale bardzo mocno rozbudowany w ramionach. Przypiął się do mnie od razu, po chwili już byłam bez kostiumu, odwrócił mnie do tyłu, oparłam się o leżankę, rozsunęłam nogi, a on wszedł we mnie. Można powiedzieć, że dostałam za swoje. Bo po pierwsze, może jego penis nie był zbyt długi, ale za to bardzo gruby, więc czułam go w sobie bardzo mocno, a po drugie takiego „długodystansowca” to ja dawno nie widziałam. Ja już wyłam w pełnym orgazmie, skurcz przychodził za skurczem, z Cipki aż kapało sokami, a on wbijała się i wbijał. Nie jestem w stanie określić długości tego zbliżenia, ale było ono wyjątkowo długie. Rozstając się powiedział – do zobaczenia w następną niedzielę, odpowiedziałam, czy w następna to nie wiem, ale że do zobaczenia, to tak. 28 stycznia 2007r Baśka, baska45@poczta.onet.pl

Sylwester 2006

Sylwester 2006

Sylwester – ostatni dzień w roku, bardzo symboliczny, ale dla mnie czasami trudny, bo jestem sama, nie bardzo wiedziałam, co mam z sobą zrobić. Miałam zaproszenia na różne „prywatki”, ale tam przychodzą „pary”, więc pojawienie się „singla” czasami koliduje. Na zabawę na świeżym powietrzu nie bardzo miałam ochotę, bo pogoda w tym roku „pod psem”.

Postanowiłam, że zostanę w domu. Mam co czytać, może obejrzę coś w telewizji. Ale z tym planowaniem moim jest różnie. Wychowywałam się w domu, gdzie żyła moja Babcia, wiekowa kobieta, urodzona jeszcze za czasów zaboru rosyjskiego. Kiedy mówiłam do Babci, że mam w planie to czy tamto, Babcia zawsze mówiła – planowanie – czas stracony, los i tak zrobi to, co będzie chciał. Tak też było i tym razem. Sytuacja zmieniła się w niedzielę, o 11 rano. Zadzwonił Janek, mój student, pytając, gdzie idę na Sylwestra. Zaczęłam przebąkiwać, że jeszcze nie wiem, bo mam zaproszenie to tu, to tam. Na co on powiedział, że nie pójdziesz nigdzie, ja przyjeżdżam do Ciebie o 10 wieczorem. Spytałam, czy aby na pewno jest pewien tego co mówi, stwierdził, że tak i wyłączył się. W duchu byłam zadowolona, że nie będę sama, ale jakby podświadomie trochę się jego obawiałam. Okazało się, że moje obawy były bezpodstawne, spędziłam upojną noc z młodym człowiekiem, seksu było nam cały czas mało. On mnie pieścił, ja jego, usnęliśmy o 5-tej nad ranem. Obudziliśmy się przed 10-tą, śniadanko i dalej do łóżka. Wyjechał o 18-tej. W szczegółach wyglądało to tak. Zaraz po tym telefonie zaczęłam „rządzić w kuchni”, aby naszykować odpowiednią kolację. Nakryłam stół w pokoju, naszykowałam nakrycia i dużo świec. Ubrałam się w swoją „wizytową” czarną sukienkę, która ma odpowiedni dekolt i niewiele zakrywa mi pupy. Do tego zapięłam na szyję, małą, białą muszkę. Nie przypuszczałam, że będzie to mój podstawowy „ubiór” na znaczącą część wieczoru. Janek przyjechał punktualnie, ubrany w garnitur, biała koszula i czarna muszka. Kiedy spojrzeliśmy na siebie, zaczęliśmy się głośno śmiać, bo bez umawiania się, oboje mieliśmy takie same muszki, tyle tylko, że w kontrastowych kolorach. Zaprosiłam go do stołu, zapaliłam świece, wyjęłam z lodówki wódeczkę i zasiedliśmy do kolacji. Oboje coś przekąsiliśmy, bo trzeba było coś zjeść pod te toasty, ale to jedzenie nie za bardzo nam szło. Coś chciałam wziąć jeszcze z kuchni, kiedy wracałam, Janek już stał obok stołu, pozwolił mi postawić niesiony talerz, po czym objął mnie w pół, mocno całując. Zwarliśmy się w mocnym, namiętnym pocałunku, po chwili ręce zaczęły poruszać się wzdłuż ciała i jego marynarka zsunęła się na podłogę. Obrócił mnie i zaczęliśmy przemieszczać się w kierunku sypialni. Sypialnię też odpowiednio przygotowałam świeżą pościel, pachnące świece na toaletce i na szafkach przy łóżku. Nie wiem kiedy to się stało, ale w momencie wchodzenia do sypialni już byliśmy nadzy. Przytuliłam się do niego, poczułam, że jego prącie jest już mocno naprężone, wsunęliśmy się na łóżko, po chwili on był już we mnie. Ponieważ czekałam na niego, to też czułam go wspaniale, każde jego pchnięcie odbierałam mocno w sobie, potwierdzając to głośnym pojękiwaniem. Aż przyszedł moment spełnienia, oboje wydaliśmy z siebie okrzyk zadowolenia i poczułam, jak wypełnia mnie swoimi sokami. Przez moment miałam wrażenie, że jest tego niesamowita ilość. Opadliśmy obok siebie, mocno się tuląc. Jak długo trwała ta chwila, nie wiem, tym nie mniej w pewnym momencie trzeba było się zebrać. Ja poszłam do swojej łazienki, Janek na górę. Po paru minutach spotkaliśmy się ponownie, pozbieraliśmy nasze ubrania. Wówczas właśnie stwierdziłam, że całkiem nago to my chodzić nie możemy, zaproponowałam ubranie się w muszki. Janek się zaśmiał, wziął i zapiął mi moją, ja zapięłam jego i ponownie zasiedliśmy do stołu. Tym razem już konsumpcja szła nam sprawniej za sprawą wznoszonych toastów i wypijanej wódeczki. Tak doczekaliśmy się północy. Janek bardzo wprawnie równo o północy otworzył szampana, nalał do naszykowanych kieliszków i uczciliśmy powitanie roku 2007. Popijając tego szampana i będąc blisko siebie poczułam, że Janek zaczyna być już podniecony. Popatrzyliśmy znacząco na siebie, wzięliśmy butelkę, kieliszki i poszliśmy do sypialni. W tym momencie Janek już był bardzo podniecony, a moja Cipka też była gotowa na jego przyjście. Tradycyjnie, tym razem wystawiłam Pupę i Janek wszedł we mnie od tyłu. Chwycił mnie za biodra, a ja jęczałam, czując, jak głęboko we mnie wchodzi. Tak doszliśmy do szczytu, głośno go potwierdzając. Opadliśmy obok siebie, Janek swoją dużą dłonią gładził mnie po twarzy, chcąc w ten sposób dać mi do zrozumienia, że było mu dobrze. Tym razem zaproponowałam wspólna kąpiel. Mam dużą wannę z hydromasażem, puściłam szybko wodę, dolałam płynu do kąpieli i po chwili Janek siedział z jednej strony, ja z drugiej strony wanny. Ręce nasze oplątywały nasze ciała, omywając je wodą. Ta wędrówka rąk przemieściła się po chwili w określone nasze miejsca, moje ręce pieściły Janka prącie, on zaczął dotykać mojej Łechtaczki. Trudno powiedzieć, jak to się stało, czy wpływ ciepłej wody, czy tych pieszczot, ale Janka prącie mocno się usztywniło. Szybko to wykorzystałam, siadając na nim. Objęliśmy się ramionami, czułam go bardzo głęboko w sobie. Wykonując możliwe w tym momencie ruchy spowodowałam, że nasyciłam się nim bardzo mocno. Ale dłuższy pobyt w wodzie nie był wskazany, wyszliśmy z wanny, szybko wytarliśmy się i do łóżka. Przy łóżku czekał barek, więc zrobiliśmy sobie po drinku, popijając po dużym łyku. Wtuliłam się w niego, leżąc głową na jego prawym ramieniu. Janek mając wolną prawą rękę, prawie natychmiast opuścił ją do szparki a odpowiedni jego palec zaczął dotykać Łechtaczki.. na efekty nie trzeba było długo czekać. Cipka zrobiła się wilgotna, a ja zaczęłam jęczeć w narastającym podnieceniu. Nie wiem, jak długo to trwało, ale ten jego palec wirował wokół tego „groszka”, a ja coraz mocniej zaciskałam ręce na jego ramionach w narastającym podnieceniu. Aż przyszedł skurcz orgazmu i wyrzucając ręce do góry, wręcz wyrwałam się z jego ramion. Janek jednak nie dawał za wygraną. Ponownie objął mnie ramieniem, a jego palec zaczął penetrować czeluść Cipki. To dotykał sterczącej „na baczność” Szyjki, to wokół niej wirował. I znowu zaczęłam wbijać się w jego ramiona, czując, jak doprowadza mnie do orgazmu. Poczuliśmy oboje, jak Cipka „wypluła” swoje soki w skurczu orgazmu, ale Janek nie zaprzestawał, wirował dalej. Ja nie mogąc już dłużej wytrzymać, wyrwałam się z jego rąk, obracając się na brzuch. Nie przewidziałam, że robię błąd, bo jego dłoń natychmiast znalazła się miedzy moimi udami, mocno je rozpychając na boki. Kiedy się rozsunęły, jego ręka znalazła się przy Cipce, a palec ponownie się w nią zagłębił. Znowu zaczęłam jęczeć cała podniecona, bo jego palec rozpoczął wędrówkę, to w dół, pieszcząc Łechtaczkę, to trochę do góry, pieszcząc Cipkę. Cipka znowu nie wytrzymała i ponownie „wypluła” swoje soki. Janek to szybko wykorzystał i mając bardzo śliski palec przesunął się do Pupy, głęboko w nią wchodząc. Lubię seks analny, ale kiedy poczułam go mocno w Pupie, próbowałam unieść ramiona. Janek jednak swoją drugą ręką mocno przytrzymał mnie, jednocześnie intensywniej wirując w niej. Zrobił na moment przerwę, ale tylko po to, aby zwilżyć drugi palec i po chwili dwa jego palce wirowały w mojej Pupie. Jęczałam coraz głośniej, będąc coraz mocniej podnieconą, aż nie wytrzymałam, prosząc, aby we nie wszedł. Uniosłam wysoko biodra, czas tego pieszczenia spowodował, że Janek podniecił się, a teraz mając mnie tak rozluźnioną, mógł we mnie wejść bez problemów. Poczułam, jak jego żołądź przedziera się przez wejście i za chwilę już go miałam w sobie. Poprawił się, chwycił mnie za biodra i po chwili rozległ się ten wspaniały odgłos odbijanych od siebie bioder. Ten odgłos powodował dodatkowy bodziec podniecenia i kiedy już mnie wypełniał głośnio jęczałam. Poczułam, jak mnie wypełnia, jak rozlewa się po moim ciele to błogie uczucie. Opadliśmy obok siebie i przez dłuższą chwilę leżeliśmy wtuleni, zwarci mocnym namiętnym pocałunkiem. To zbliżenie było jakby ukoronowaniem na ten czas, umyci położyliśmy się obok siebie i nie wiadomo kiedy, usnęliśmy. Przebudziłam się, dochodziła 10-ta. Wstałam, zrobiłam toaletę i poszłam do kuchni naszykować śniadanie. Janek „kawał chłopa” musi zjeść, więc naszykowałam jajecznicę na kiełbasce, na dodatek jeszcze jakąś wędlinę i ser, trochę pieczywa i zaczęłam go budzić. Nie było to takie proste, ale po pewnym czasie pojawił się przy stole. Dobrze założyłam, że będzie głodny, bo śniadanie zniknęło ze stołu szybko. Stwierdziliśmy, że po tak obfitym śniadaniu „trzeba odpocząć”, więc przeszliśmy do sypialni, po chwili już mocno w siebie wtuleni zwarliśmy się w namiętnym pocałunku. Ale Janek, już teraz dosyć doświadczony wiedział, że jeszcze kilka takich pocałunków i już będziemy pragnęli zbliżenia. Nie mylił się, całując mnie, jego ręka zsunęła się poniżej wzgórka łonowego, ja rozchyliłam nóżki, czując, że jestem już wilgotna, poprosił – odwróć się. Nie musiał długo czekać, za chwilę już wypinałam ku niemu Pupę, czekając, kiedy go poczuję w sobie. Był za chwilę, wypełnił mnie mocno, po chwili zaczęło być słychać odgłos odbijanych od siebie ciał i moje głośne jęczenie w narastającym podnieceniu. Moment, kiedy poczułam, że dochodzi potwierdziłam głośnym krzykiem, a Cipka mocnym skurczem, osiągając pełny orgazm. Opadliśmy obok siebie dłuższą chwilę dysząc. Umyliśmy się, obok łóżka stał przewoźny barek, brakowało tylko lodu. Janek przyniósł lód, zrobiliśmy po dużym drinku i stukając się szklaneczkami wznieśliśmy toast „Za wspaniałe powitanie Nowego Roku”. Wolno sącząc ze szklaneczek zaczęliśmy rozmowę „na poważne tematy” czyli szkołę Janka. Okazało się, że mój wybór był dobry, prezentowane przedmioty na razie nie sprawiają kłopotów, przed nim pierwsza sesja egzaminacyjna, ale już ma kilka prac zaliczonych. Tak rozmawiając ja położyłam się na brzuchu, mając głowę skierowaną w jego kierunku, on natomiast leżał na boku, gładząc mnie swoją ręką. W pewnym momencie sięgnął do pojemnika z lodem, chwycił jedną kulkę i trzymając ją w ręku, zaczął przesuwać ja wzdłuż mojego ciała. W pierwszej chwili spięłam się, ale już za moment rozluźniłam, czekając, co będzie dalej. Ponieważ pierwsza już prawie rozpuściła się, więc wziął drugą i zaczął ponownie przesuwać się po ciele, zaczynając tym razem od końca pleców. Tym sposobem doszedł do pośladków, rozsunęłam je i poczułam, jak stróżka wody spływa mi po rowku. Uniosłam biodra i wsunęłam pod siebie leżący obok ręcznik, Janek natomiast wziął następną kulkę i kontynuując, tym razem zaczął od pośladków. Wsuwał ja i wsuwał, a kiedy poczuł, że jest na wysokości Cipki, mocno nacisnął, to, co z niej jeszcze zostało, wsunęło się do środka. Poczułam ją w sobie, ale poczułam też dziwny chłód. Nie bardzo miałam czas zastanawiać się, bo już między pośladkami wędrowała następna. Tym razem ta zatrzymała się na wysokości Pupy, nacisnął i wcisnął. Popatrzyłam na niego, a on ze stoickim spokojem stwierdził, że musi mnie zamrozić, wsuwając mi w Pupę następna kulkę. Kiedy wsunął trzecią, stwierdziłam, że dość, teraz ma mi pupę rozgrzać, wymownie unosząc biodra. Zrozumiał ud razu, przesunął się za mnie, jedną ręką trzymając mnie za biodro, drugą ręką pomagając sobie przyłożył swoją pałkę do Brązowej Dziurki i mocno pchnął. Była mokra, więc nie stawiała zbyt dużego oporu, po chwili poczułam, jak mnie mocno wypełnia. Wepchnięte kulki już się rozpuściły i przy jego ruchach w tą i z powrotem wychlapywał trochę wody. Ale to mu nie przeszkadzało w tym, aby w końcu wypełnić mnie swoimi sokami, co bardzo dobrze poczułam. Opadliśmy obok siebie, patrząc sobie radośnie w oczy. Ponownie toaleta, ale tym razem zarządziłam „spokojny odpoczynek” Nie przypuszczałam, że był on Jankowi tak potrzebny, bo w krótkim czasie usnął. Ja też się położyłam spokojnie, ale nie spałam. Czując się już wypoczęta, poszłam do kuchni, naszykowałam obiad. Kiedy już miałam wszystko gotowe, trzeba było obudzić Janka. Ale okazało się to trochę trudne, bo mocno spał. Wówczas odsunęłam kołdrę i wsuwając się na łóżko, wsunęłam głowę między jego nogi. To już poczuł i je rozsunął. Wówczas miałam już swobodny dostęp do niego, wzięłam jego śpiącą jeszcze pałeczkę w usta i zaczęłam nad nią „pracować”. Nie trwało to zbyt długo i zaczęła nabierać odpowiedniej sztywności, a kiedy już ja miała, uniosłam się i siadając na nim wsunęłam ją sobie w Cipkę. Już w tym momencie się wybrudził, chwycił za biodra i zaczęła się jazda. Z racji różnicy wielkości ciał nie miał problemów, aby mnie na swoich biodrach wnosić, a opuszczając, wbijać swoją pałkę coraz mocniej. Na efekty nie trzeba było długo czekać, czułam go coraz mocniej, aż poczułam, jak mocno trzymając mnie za biodra, wypełnia mnie swoimi sokami. Ja też już w tym momencie byłam bardzo mocno podniecona, głośno wręcz krzycząc w momencie wypełniania. Opadłam na jego tors i długo leżąc, odpoczywałam, czując, jak we mnie faluje jeszcze cała moja namiętność. Ale w pewnym momencie trzeba było wstać, umyliśmy się i co nieco ubrani, zasiedliśmy do stołu. Obiad zjedliśmy bardziej z przyzwyczajenia, niż z głodu, ale przed Jankiem trochę drogi, więc musiał coś zjeść. Popijając herbatę patrzył na mnie i kiwał na boki głową. Zapytałam go, o co chodzi, wówczas poprosił mnie, abym usiadła mu na kolanach, tuląc mnie i całując, zaczął dziękować mi za wspaniale przeżytego Sylwestra, a jeszcze wspanialsze powitanie Nowego Roku. Ja mu również bardzo mocno podziękowałam. Chcąc, nie chcąc, Janek ubrał się, spakował swoją torbę, nie za dużo, bo część rzeczy już zaczął u mnie zostawiać, wsiadł w samochód i pojechał do domu. Ja posprzątałam, naszykowałam sobie drinka, usiadłam przed kominkiem, zastanawiając się, jak to czasami przypadek może sprawić tyle przyjemności. Tym nie mniej nie dało się ukryć, był to pierwszy stycznia 2007 roku. Znowu człowiek o rok starszy. 03 stycznia 2007. Baśka, baska45@poczta.onet.pl

Imieninowy incydent

Imieninowy incydent. W tym tygodniu, w poniedziałek miałam imieniny. Rodzinnie i dla znajomych piątek i sobota. W pracy w porządku, zaraz w poniedziałek mnóstwo kwiatów, jakieś drobne prezenty. We wtorek poprawka. Ale we wtorki pracuje nasz sekretariat Stowarzyszenia, od 15 do 18. Znając ich, wiedziałam, że będzie jakaś małą wódka, więc samochód zostawiłam w domu. Rzeczywiście, nie pomyliłam się, ciastka, szampan, w ogóle miło.

Te wszystkie „słodkości” przez dwa dni spowodowały, że z dużą przyjemnością szlam we wtorek na ćwiczenia. Jest to już pewien rytuał. We wtorki i czwartki chodzę na ćwiczenia. Od 19-tej do 19 45 gimnastyka lub siłownia, daję sobie w kość, ile się da, następnie 15 minut odpoczynku pływanie w basenie, aż mnie nie wyrzucą, minimum godzina. Przyjęło się tak także że albo we wtorek, albo w czwartek po pływaniu szłam do ratowników i tam miałam zawsze dobre zbliżenie z którymś ratownikiem lub instruktorem, oni mieli swój grafik. Tak samo było w ten wtorek, niczego się nie spodziewałam, a tym bardziej jakichś „imienin”. Dyżurny ratownik dał mi znać, abym po pływaniu przyszła do nich, kiwnęłam głową i pływałam dalej. Było na zegarze 2045, stwierdziłam, że na dzisiaj dosyć, poczułam się po tych uroczystościach i obżarstwie ciastkowym trochę zmęczona. Wyszłam z basenu, wytarłam się, poszłam do szatni, zdjęłam mokry kostium, założyłam „dyżurną sukienkę” i poszłam do pokoju ratowników. Wchodzę, a tam ich prawie komplet, sześciu. Życzenia i piękny bukiet 15 bardzo długich róż oraz niewielka paczuszka – prezent. Mieli naszykowane w szklaneczkach drinki, więc się wszyscy stuknęliśmy, po czym widzę, że „starszy ratownik” zaczyna się do mnie „tulić”. W pokoju ratowników oprócz dyżurnej kozetki, tej lekarskiej, pod ścianą stała klasyczna, dosyć wysoka rozkładana kanapa, która w tym momencie była rozłożona. Spojrzałam i zrozumiałam, dzisiejszego wieczoru będę miała ich sześciu. Ze wszystkimi już miałam nie jedno zbliżenie, więc żaden z nich się nie krepował, po chwili zdjęli mi sukienkę i zaczęło się. Albo od tyłu, na stojąco, oparta o leżankę, albo na kanapie, klasycznie. Po każdym szłam do łazienki umyć się, była to moja chwila wytchnienia. Ale był to też czas odpoczynku dla nich, bo po pierwszej rundzie zarządzili drugą. Ta szła już wolniej, włączyli seks oralny, co róż to miałam jakieś prącie w ustach. Kiedy pieściłam jednego ustami, drugi robił mi klasyczną „palcówkę”. Też to miało dobrą stronę, bo zawsze po myciu byłam „sucha” i jak wchodzili, to „darli po skórze”. W ten sposób przeszła runda druga, ja już ledwo trzymałam się na nogach, już pod koniec to mocno jęczałam, jak we nie wchodzili. Więc próbowałam powiedzieć, że to już koniec, ale gdzie tam, jeszcze, na szczęście tylko trzech. Zaskoczyłam, piętnaście róż, piętnaście strzałów. Te trzy ostatnie to już prawie krzyczałam, tak mnie wszystko już bolało. Skończyli, kiedy szłam się umyć, trzymając się ściany, jeden z nich przypomniał mi, że tu są moje kwiaty i prezent. Kiwnęłam głową, że wiem. Kiedy wróciłam, wszyscy stali, mocno mi się przyglądając, ja spojrzałam i nie bardzo wiedziałam, o co chodzi. Kanapa była już złożona, a na niej, w poprzek rozłożony był duży, kąpielowy ręcznik, typu „panienka na plaży”. Podeszli do mnie, mówiąc, że mam na tym ręczniku usiąść. W tym momencie jeszcze niczego nie podejrzewałam, nie rozumiałam, o co chodzi. Kiedy zbliżyłam się tyłem do tej kanapy, dwóch chwyciło mnie za ręce, dwóch za nogi na wysokości podudzia, unieśli do góry, natomiast „starszy ratownik” postawił na siedzeniu tej kanapy sztucznego, czarnego penisa, ale jakiego wielkiego. Próbowałam się wyprężyć, ale nie bardzo miałam siłę, po chwili poczułam, jak sadzają mnie na tym „kołku”. Jak to się mówi, zemsta jest przywilejem Bogów. Pewnego razu miałam zbliżenie z dwoma ratownikami, jeden to był „starszy ratownik”. Nie wiem, czy byłam w złym nastroju, czy mi coś nie pasowało, ale kiedy skończyli, miałam na twarzy grymas niezadowolenia. Wówczas starszy ratownik zapytał mnie, o co chodzi, a ja czasami szybciej coś powiem, niż pomyślę, palnęłam mu, że teraz przydałby się jeszcze trzeci, ale z penisem dwa razy grubszym, niż jego. Jakby w tym momencie rozmowa się skończyła. Ja poszłam do szatni, ubrałam się i wróciłam normalnie do domu. Oni też nigdy więcej do tego tematu nie wracali, mieliśmy już kilka zbliżeń po tamtym dniu, wszystko wskazywało, że „życie wróciło do normy”. Ale teraz przekonałam się, że on mi tego nie zapomniał, no i miałam za swoje. Pupą poczułam tył kanapy, więc się oparłam, ręce nadal miałam rozciągnięte na boki, a ci, co mnie trzymali za uda, puścili. Zaczęłam się na niego nabijać. Wówczas jeden z nich zaszedł za kanapę i zaczął trzymać mi głowę, abym nią nie kręciła, a „starszy ratownik” zbliżył się do moich ust ze swoim już zupełnie nieźle usztywnionym prąciem. Jak to się mówi, – byłam rżnięta w dziób. Było to niesamowite przeżycie. Co on pchnął to swoje prącie w moje usta, ja nabijałam się na podstawionego mi kołka. Tak doszliśmy o dziwo do końca. Ja tylko coraz głośniej jęczałam, on systematycznie wsuwał się i wysuwał, na szczęście niezbyt głęboko, cipka się podniecała, puszczała soki i wpuszczała kołek. On doszedł do końca i wysuwając się „skropił” mi piersi, w tym momencie siedziałam już cała na tym kołku. Puścili mi ręce, podparłam się, ale nie bardzo mogłam stać na nogach. Dwaj poprowadzili mnie do łazienki, puściłam wodę i myjąc się, wysunęłam również ten „kołek” Owinęłam go w ręcznik i poszłam do szatni ubrać się. Poszłam, to jest mocno powiedziane, szłam szeroko rozstawiając nogi i trzymając się ściany. Jakoś się ubrałam, wsadzili mnie w samochód i przywieźli do domu. Była druga w nocy. Zdążyłam tylko włożyć kwiaty do wazonu, poszłam do sypialni, położyłam się na łóżku i po pewnym czasie usnęłam. Jakie to szczęście, że w tą środę miałam wolne, bo nie nastawiałam budzika i obudziłam się, była prawie dziewiąta. Kiedy próbowałam się ruszyć, wszystko już wiedziałam. Cipka bolała mnie bardzo mocno, próbowałam ją dotknąć, bolały przede wszystkim wargi sromowe, bo one wczoraj ucierpiały na skutek tego „kołka”. Więc chciałam go zobaczyć, poszłam do przedpokoju, gdzie go wczoraj w siatce zostawiłam, przeszłam do swojego gabinetu i zaczęłam mierzyć. Miął 20 cm długości, niby nie tak dużo, ale 3,5 cm na głowie i ok. 5 cm u podstawy. Teraz już wiedziałam, dlaczego mi tak zmaltretował Cipkę. Odłożyłam go i wyjęłam paczuszkę, prezent, który mi dali. Rozdarłam papier, a tam folia, ale z boku spięta spinaczem biurowym. Otworzyłam, wysunęłam, rozwinął się ozdobny papier formatu A – 4 , na którym wypisane były życzenie oraz informacja, wyjaśniająca, że ponieważ nie wiedzieli, co mi kupić na prezent, otrzymuje pieniądze. Było tego 12 tysięcy. Uśmiechnęłam się tylko, bo nie wiedziałam, czy za takie rżnięcie to dużo, czy mało, tak czy inaczej, po dwa tysiące od każdego. Schowałam pieniądze do biurka, „kołek’ zaniosłam do kuferka z „zabawkami” położyłam się na łóżku i jeszcze do południa leżałam. Leżąc tak pomyślałam – no cóż, takiego prezentu imieninowego jeszcze w swoim życiu nie miałam. 07.grudnia.2006 Baśka

Kierowca Janek

Kierowca Janek

W firmie mamy 3 zawodowych kierowców, pan Władysław jeżdżący Fordem Mondeo, kierowca Dyrektora, Pan Krzysio, jeżdżący również Fordem Mondeo, kierowca mój i pracowników technicznych i Pan Marian, kierowca samochodu Ford – Transid. W tym tygodniu jest duża wystawa sprzętu za granicą, na którą pojechał Dyrektor, biorąc służbowy samochód i Pana Władysława oraz Pana Mariana z dużym Fordem i sprzętem, a pan Krzysio, będąc na urlopie skręcił nogę.

Teoretycznie, nie był to problem, ale jak to w życiu bywa, los spłatał nam figla. Ledwo Dyrektor wyjechał, otrzymałam zaproszenie na piątek, 15 września na spotkanie gdzieś tam. Spotkanie miało zacząć się o godzinie 9 rano, więc zasadny był przyjazd poprzedniego dnia wieczorem. Znałam ten ośrodek, zgłaszając swój udział zarezerwowałam pokój jednoosobowy dla siebie, oraz pokój dla kierowcy. Najlepiej byłoby tam dojechać samochodem, ale ja nie chciałam jechać swoim, bo wiedziałam, że na takich spotkaniach są obiady czy kolacje zakrapiane alkoholem. Był do dyspozycji samochód służbowy, ale nie było kierowcy. Firma nasza kooperuje z kilkoma innymi firmami, więc zadzwoniłam do jednej z nich, z którą jestem lepiej zaprzyjaźniona z prośbą, aby mi pożyczyli kierowcę na czwartek i piątek. Dyrektor tej Firmy wyraził zgodę i na tym temat skończyłam. W czwartek około południa zadzwonił kierownik działu administracyjno – technicznego, że jest już kierowca, ale za nim skończymy pracę, on chciałby, aby jedna z pracownic pojechała po jakieś tam zakupy. Wyraziłam zgodę, prosząc, aby o 1530 był przy garażu. Skończyłam pracę, podeszłam do samochodu stojącego przy garażu, zobaczyłam, że siedzi w nim kierowca, otworzyłam drzwi od strony pasażera i zaczęłam wsiadać, a siedzący w nim kierowca do mnie – gdzie się wpierdalasz, ja czekam na dyrektorkę, sądząc, że jest to następna dziewczyna z zaopatrzenia. Fakt, ten kierowca nigdy mnie nie widział i skąd mógł wiedzieć, że wsiadająca do samochodu drobna dziewczyna w dżinsowym ubraniu to dyrektorka. Akurat w czwartek ubrałam się w takie ubranko dżinsowe, adidasy i sportową koszulkę. Z reguły osoby na takich stanowiskach są większej postury i na taką był przygotowany. Siedziałam na siedzeniu, mając jeszcze jedną nogę na zewnątrz i trzymając w ręce niedomknięte drzwi. Popatrzyłam na niego, po czym spokojnie mu wyjaśniłam, że ta dyrektorka, na którą czeka, to właśnie ja. Trzasnęłam drzwiami, poinformowałam go, że właśnie do jutra będzie ze mną jeździł i że nie życzę sobie żadnych wulgarnych sformułowań w rozmowie ze mną. Trzeba było widzieć, jak blednie mu twarz i jak zamarł przy tej kierownicy. Spojrzałam jeszcze raz na niego, pytając, na co czeka, jedziemy do mnie do domu. Otrzeźwiał, a kiedy włączył silnik, spytałam, czy wie, jak ma jechać. Okazało się, że nie do końca, więc podpowiadając mu, dojechaliśmy do mnie. Chciałam go zobaczyć, więc poprosiłam, aby wysiadł i pomógł mi wziąć z domu przygotowana na wyjazd torbę. Z samochodu wysiadło duże, bardzo dobrze zbudowane chłopisko, kiedy obszedł samochód podałam mu rękę, ponownie przedstawiając się, też podął mi rękę mówiąc, że nazywa się Jan XXX, wszedł za mną, poprosiłam, aby usiadł w salonie i poczekał. Poszłam do sypialni, przebrałam się, wzięłam przygotowaną torbę, wyszliśmy, wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w drogę. Po drodze zaczęłam z nim rozmawiać, aby się coś więcej o nim dowiedzieć. Wyjaśnienia były proste. Pochodzi z tego miasteczka, w którym jest nasz zakład, ma maturę, zdawał na studia, ale się nie dostał, interesuje się informatyką, po godzinach pracuje u swojego kolegi, instalując w komputerach oprogramowania. Ojciec jego był zawodowym kierowca w PKS-ie, więc on też od młodych lat interesował się motoryzacją. Posiada prawo jazdy wszystkich kategorii i najchętniej jeździłby TIR-ami, ale w domu jest chora matka, więc nie może wyjeżdżać na dłużej, jak dwa – trzy dni. Ma 21 lat, na wiosnę wyszedł z wojska, szukał też innej pracy, ale nie mógł znaleźć. Okazało się, że w tej firmie trzeba dodatkowego kierowcy, więc się zatrudnił.Tak dojechaliśmy na miejsce, załatwiłam formalności w recepcji, otrzymałam klucz od pokoju, okazało się, że Janek ma pokój obok. O dwudziestej była kolacja koleżeńska. Zeszliśmy razem, stoły były ustawione w podkówkę. Ja zostałam zaproszona przez kolegów do jednego stołu, Janek usiadł praktycznie naprzeciwko mnie. Pod ścianą był stół typu wiejskiego, przy tarasie ktoś robił grila. Byłam głodna, więc rzuciłam się na jedzenie, koledzy częstowali mnie wódeczka. Nie chcąc zbyt dużo pić, poszłam do baru, zamawiając sobie drinka. Towarzystwo przy kolacji rozluźniło się i w pewnym momencie po mojej prawej stronie zrobiło się trochę miejsca. Nawet nie zauważyłam, kiedy on to zrobił, ale za moment na tym wolnym miejscu zasiadł Janek i stawiając przede mną szklaneczkę, zapytał, czy może postawić mi przeprosinowego drinka, za to, że się tak niegrzecznie zachował po południu. Spojrzałam na szklaneczkę, powiedział, że to samo, co brałam, uśmiechnęłam się i gładząc go po głowie, jak syna, powiedziałam, że ja się wcale na niego nie gniewam, ale miło mi, że tak się zachował. Stuknęliśmy się szklaneczkami, spojrzałam na niego, miał piękne, niebieskie, śmiejące się oczy. Dopiliśmy drinka i ja stwierdziłam, że idę do pokoju. Janek stwierdził, że też idzie, bo on tu nikogo nie zna, więc pójdzie do pokoju, poczytać książkę. Weszłam do pokoju, przez telefon zamówiłam wódeczkę, lód i sok, naszykowałam na stoliku dwie szklanki i zadzwoniłam po Janka. Wszedł, spojrzał, a ja do niego – podobał mi się ten Twój gest z drinkiem, więc teraz drink ode mnie. Wszystko tu jest, wskazując na stół, więc nalewaj. Popatrzył z niedowierzaniem. Więc ja do niego – chyba nie pozwolisz, aby nalewała kobieta. Poderwał się, nalał do szklaneczek wódeczki, włożył po dwie kostki lodu i dolał do pełna soku. Wzięłam szklaneczkę w rękę, i stukając się z nim, stwierdziłam, że teraz czas na rewanż za jego drink. Przez chwile rozmawialiśmy coś o firmach, po czym okazało się, że w szklaneczkach ukazało się dno. Więc ponownie nalał, zaczęłam z nim rozmawiać i jego ewentualnych planach, dyskretnie zapytałam o narzeczoną. Odpowiedział, że narzeczonej nie ma, bo niedawno wyszedł z wojska i jeszcze dobrze nie zdążył się rozejrzeć. Ale też zaznaczył, że jeszcze nie czas, bo mało co sobą reprezentuje, tak się rozgląda, żeby jeszcze iść do jakiejś szkoły, bo przecież ma tylko maturę. Wypiliśmy dwa drinki, poprosiłam, aby nalał trzeciego, spojrzał, czy aby to tempo nie za duże. Potrzebował skorzystać z toalety, ja wykorzystałam ten moment, zgasiłam górne światło, paląc lampkę tylko przy łóżku. Cały czas siedziałam w sukieneczce mocno podciągniętej powyżej kolan. Widziałam, że czasami spogląda w to miejsce, szczególnie wtedy, kiedy z rozmachem przekładałam nogę na nogę. Wyszedł z toalety, wstałam podałam mu drinka i stojąc blisko niego poprosiłam, aby zapomniał, że jestem dyrektorką, a pomyślał, że ma przed sobą kobietę. Popatrzył na mnie oczami, które zrobiły się wyjątkowo duże. W tym momencie wsunęłam mu rękę za pasek. W pierwszej chwili nie bardzo wiedział, co ma powiedzieć, coś zaczął – proszę pani, ale ja już rozpinałam jego dżinsy. Jakby ochłonął, po czym wyjąkał, że dobrze, ale on ma bardzo małe doświadczenie z kobietami. Na co ja mu odpowiedziałam, że o to, to niech się nie martwi. Za moment zdjęłam z niego spodnie, koszulę, poprosiłam, aby zdjął skarpetki, został tylko w bardzo ładnych slipkach, ja jednym ruchem zdjęłam sukienkę i pociągnęłam go w kierunku łóżka. Kiedy położyliśmy się obok siebie wsunęłam rękę w jego slipki, a tam już sterczała całkiem gotowa jego pałka. Wycofałam rękę, odpięłam staniczek, zsunęłam majteczki, on widząc to też zsunął swoje i po chwili położyłam się na wznak, dając mu możliwość wejścia we mnie. W tym momencie nie widać było tego jego niedoświadczenia, bo po chwili czułam w sobie pełne wypełnienie. Zaczął bardzo szybko wbijać się we mnie i wysuwać, więc go poprosiłam, aby robił to zdecydowanie wolniej. Poskutkowało, ale na krótko, po chwili znowu przyspieszył, a za moment poczułam, jak pęcznieje. Zatrzymał się na chwile, spojrzał na mnie, ja kiwnęłam głową, po chwili poczułam, jak mnie wypełnia swoimi sokami namiętności. Przytrzymałam go jeszcze chwilę nogami, po czym puszczając go powiedziałam, idź się umyj. Po moim wyjściu z łazienki czekała na mnie szklaneczka z drinkiem, ale Janek już zdążył założyć slipy. Zapytałam go, czy już wybiera się do pokoju ? Zrozumiał, przesiadł się do mnie na łóżko, wypiliśmy nasze drinki i pociągnęłam go za sobą, kładąc się na łóżku. Przytuliliśmy się do siebie, trwało to dłuższą chwilę, jakby zastanawiając się, co będzie dalej. Przesunęłam spokojnie rękę pod jego slipki, zrozumiał i unosząc biodra zsunął je z siebie. Położyłam rękę na jego pałeczce, ale była ona jeszcze „w stanie spoczynku”. Przez chwilę pieściłam ją ręką, ale po chwili uniosłam się na ramionach i przesunęłam głowę w jej kierunku. Janek położył rękę na swojej pałeczce, ja spojrzałam na niego, delikatnie tę rękę mu odsunęłam, teraz już zupełnie przesunęłam się wzdłuż jego ciała, rozszerzył nogi a ja spokojnie już mogłam zacząć pieścić ją ustami. Przez chwile był bardzo spięty, ale kiedy zaczęłam systematycznie wsuwać i wysuwać ją w usta, albo wysuniętą dokładnie oblizywać, rozluźnił się. To rozluźnienie dało pozytywny efekt, bo zaczęła nabierać wyrazistego kształtu. Czując ją w ustach dosyć mocno doszłam do wniosku, że trzeba ją już wykorzystać i zaczęłam „wspinać” się po nim, a kiedy Cipka była na wysokości jego bioder, uniosłam, ją, swobodnie wprowadzając sztywniejącą pałeczkę. Popatrzył na mnie bardzo dużymi oczyma. Oparłam się o jego klatkę piersiową i zaczęłam „ujeżdżanie” Zorientował się, o co chodzi i od pewnego momentu unosił biodra, a kiedy opuszczał, ja wbijałam się na jego pałeczkę jeszcze mocniej. Zaczął się mocniej podniecać, bo zaczął przyspieszać. Powiedziałam – wolniej, ale wyżej. Rzeczywiście, zaczął unosić biodra trochę wyżej, opuszczając je szybko. Tak doszliśmy do końcowego momentu, kiedy wyprężony wyrzucił biodra do góry, wlewając we mnie cały strumień namiętności. Kiedy opadł, przełożyłam nogi do przodu i chwytając go za ramiona, przyciągnęłam do siebie. Objął mnie mocno ramionami, ja jego też i tak tkwiliśmy dłuższą chwilę. Ale po chwili rozluźniłam i patrząc na niego zapytałam, czemu zasłaniał się ręką. Popatrzył na mnie, po czym bardzo cichutko powiedział – to było pierwszy raz. Przytuliłam się jeszcze mocniej do niego, a on mi do ucha powiedział, w takiej pozycji też pierwszy raz. Zacisnęłam na jego plecach dłoń, dając mu do zrozumienia, że usłyszałam, po czym odsuwając głowę powiedziałam – ale było dobrze. Poszedł do łazienki, a kiedy wychodził, dałam mu znać, aby do mnie podszedł. Pochylił się, dostał buziaka i powiedziałam mu – obudź mnie rano. Spojrzał, po chwili uśmiechnął się i wyszedł. Ja się też umyłam, przez chwilę pomyślałam, że dobrze by było tego młodzieńca wprowadzić w życie, ale zmęczona zasnęłam. Przebudziłam się jak zwykle ok. 6-tej, włączyłam wodę na kawę i poszłam do łazienki. Umyta i wypachniona położyłam się naga w łóżku, czekając na Janka. Spotkanie zaczynało się o dziewiątej, trzeba było jeszcze przed tym zjeść śniadanie, więc teraz właśnie był czas „na relaks” I chyba ściągnęłam go myślami, bo po chwili otworzyły się drzwi, ukazał się Janek, jeszcze w piżamie, ale kiedy się zbliżył, poczułam od niego zapach jakiejś wody kolońskiej, pogładziłam go po twarzy, był ogolony. Niby gładząc go po twarzy pociągnęłam jego głowę do siebie, drugą ręką odkładając kołdrę. Zobaczył, że jestem nago, jedną ręką zsunął bluzkę od piżamy, drugą zaczął zsuwać spodnie. Nie miałam żadnych wątpliwości, jego pałeczka już była gotowa do użycia, więc nie każąc jej dłużej czekać, wpuściłam ją do Cipki. Okazał się być chłopakiem pojętnym, bo tym razem już nie spiesząc się, systematycznie się we mnie wsuwał i wysuwał. Ja podniecając się coraz bardziej, coraz szerzej rozsuwałam nogi, lekko je unosząc. Aż przyszedł moment spełnienia, lekko przyspieszył i mocniej wbijając się, wypełnił mnie swoimi sokami. Ja jęczałam w pełnym orgazmie, wbijając swoje dłonie w jego ramiona. Położył się na mnie i przez chwile leżeliśmy, ale po chwili wysunął się i siedząc na brzegu łóżka zaczął ubierać spodnie od piżamy. Ja podniosłam się dałam mu buziaka, mówiąc – piętnaście po ósmej na śniadaniu. Założył bluzkę i wyszedł, a ja ponownie poszłam się umyć, wypiłam kawę i o umówionej godzinie zeszłam na spotkanie. Spotkanie trwało tyle, ile musiało, obiad i powrót do domu. Rozmawiając po drodze, między zdaniami, pytałam go, jaka szkoła by go najbardziej interesowała. Interesuje go informatyka i takiej szkoły chciałby poszukać, ale mówił o szkole pomaturalnej. Jadąc wiedziałam, że nie mogę go zbyt długo zatrzymywać, bo po odwiezieniu mnie do domu musi jeszcze odstawić samochód i wrócić do domu, a to też wymaga czasu. Ale z drugiej strony miałam jeszcze na niego chęć, więc zaproponowałam mu, aby wszedł na herbatę. Jednak Janek był bardziej zdecydowany, jak ja. Kiedy weszliśmy do domu, zapytał, gdzie ma zanieść torbę. Zaproponowałam, żeby do sypialni i jak to się mówi, już była musztarda po obiedzie. Chwycił mnie wpół, mocno do siebie przyciągnął i spojrzał na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami. Ja kiwnęłam głową i po chwili już spadało z nas ubranie. Wsunęliśmy się na łóżko, widziałam, że jego pałka jest już mocna, ale chwyciłam go za rękę i patrząc mu w oczy zapytałam – kochałeś się z kobietą od tyłu. Kiwnął głowa, że nie, więc w dwóch zdaniach powiedziałam mu, o co chodzi, obróciłam się i wypięłam Pupę. Janek okazał się być bardzo pojętnym uczniem, bez problemów we mnie wszedł, wypełnił bardzo mocno i po chwili rozległ się odgłos odbijanych od siebie bioder. Ten odgłos jest bardzo podniecający, zaczęłam bardzo szybko się podniecać. Znowu musiałam go hamować, bo nabrał bardzo dużego tempa. Ale stopień jego podniecenia był tak duży, że po chwili przyspieszył, pchnął kilka razy bardzo mocno i wypełnił mnie sobą. Oboje padliśmy na łóżko, przez chwilę na mnie leżał, ale różnice w wielkości ciał nie pozwoliły nam tak zbyt długo leżeć. Wstał i poszedł się umyć, a ja zwinięta w fasolkę, czekałam na swoją kolej. Za nim ja zdążyłam wyjść z łazienki on był już ubrany, odprowadziłam go do wyjścia, wyciągnęłam rękę na pożegnanie, pochylił się, pocałował, po czym powiedział – Do widzenia Pani Dyrektor. Ucieszyłam się tym pożegnaniem, bo wiedziałam, że zrozumiał, co było na wyjeździe, to było, ale teraz niestety wracamy do naszej szarej rzeczywistości. Rozpakowałam torbę, zrobiłam trochę porządku, po czym zrobiłam sobie mocna herbatę, usiadłam na kanapie przed kominkiem i jeszcze raz analizowałam ten wyjazd. Było mi z Jankiem dobrze, ale czy jemu też było dobrze ??? Na to pytanie w tym momencie nie było odpowiedzi. Odpowiedź przyszła w miarę szybko. Podczas tego wyjazdu okazało się, że Janek to miły, młody człowiek, nie mający żadnego wykształcenia, goła matura. Na tym wyjeździe wyraził chęć uczenia się, ale myślał chyba o szkole pomaturalnej, ja natomiast uważałam, że powinien podjąć studia wyższe. Na tym wyjeździe również doszło między nami do zbliżenia i podświadomie czułam, że wcześniej czy później Janek będzie chciał się ze mną ponownie spotkać. Dlatego zaraz po powrocie wydzwoniłam do znajomego w jednej z wyższych prywatnych szkół, w której występowała i formatka, czy ma jeszcze wolne miejsca. Okazało się, że tak. Więc pojechałam do szkoły, zapisałam go, wpłacając czesne za pierwszy semestr. Tyle mogłam zaryzykować. Kilka dni później, w czwartek, 21.09 moje przeczucia okazały się właściwe. Janek jechał do nas z towarem i już z drogi zadzwonił, że chciałby się ze mną spotkać. Uśmiechnęłam się pod nosem, ale powiedziałam mu, że ma po przyjeździe rozładować towar, postawić samochód na naszym parkingu, a portierowi ma powiedzieć, że jedzie jeszcze do miasta coś sobie kupić, po czym ma przyjechać do mnie. Zaraz po pracy pojechałam szybko do domu, wyjęłam, co trzeba z lodówki i przede wszystkim naszykowałam obiad, bo znając tych kierowców, jadają byle co, byle gdzie, byle taniej. Sama przebrałam się w bardzo krótką sukieneczkę, żeby seksownie wyglądać. Zdążyłam to wszystko podszykować, jak przyjechał Janek z bukietem pięknych róż. Sądzę, że każda kobieta lubi kwiaty, więc bardzo mnie ucieszyło to jego zachowanie, dostał mocnego buziaka, po czym poprosiłam, aby umył ręce i zasiadł do stołu. Próbował ze mną dyskutować, że się spieszy, ale widząc moją stanowczość, zrezygnował. Kiedy już zasiadł do stołu, to nie był taki oporny i wszystko, co mu podałam, znikało z jego talerza. Podałam herbatę, proponując chwilę oddechu na kanapie, mówiąc, że mam dla niego pewną niespodziankę. Popijaliśmy herbatę, ale widzę, że już nie może wytrzymać. Więc nachyliłam się mu do ucha i poleciłam, aby wszedł na górę, do łazienki, opłukał się, a później przyszedł do mojej sypialni. Spojrzałam na niego, oczy mu się zaświeciły i zaraz wystartował. Ja też się podniosłam, w sypialni zdjęłam z siebie wszystko i wsunęłam do łóżka. Długo na niego nie czekałam, owinięty w ręcznik po chwili już był u mnie. Wsunął się z drugiej strony łóżka, ja przytuliłam się do niego i przez dłuższą chwilę tak leżeliśmy. Zaczęłam go wypytywać, jak dojechał do domu i co w domu słychać. Ten czas był potrzebny, aby on się odpowiednio podniecił. Nie trwało to zbyt długo i poczułam, że jego pałeczka jest już wystarczająco mocna. Spojrzałam na niego, szepnęłam, od tyłu, kiwnął głową i po chwili poczułam, że już we mnie wchodzi. Trzeba powiedzieć, że jest pojętnym uczniem, już tym razem wszedł bardzo płynnie, chwycił mnie za biodra, samemu lekko odchylił się i zaczął się we mnie wbijać. Tego też się nauczył, bo robił to bardzo wolno, spokojnie, ale dobitnie. Lekko wysuwał się, ale tylko po to, aby zaraz wbić się we mnie bardzo mocno. Na chwilę zastygał i znowu. I o dziwo, tym razem trwało to zdecydowanie dłużej, niż poprzednio. Ja jęczałam już bardzo głośno dochodząc do dużego podniecenia, on jeszcze miał „zapas sił” Ale i jemu „wyczerpały” się siły, doszedł do bardzo dużego podniecenia i głośno mrucząc, wypełnił mnie swoimi sokami. Przez chwile trwaliśmy w kompletnym bezruchu, po czym odwracając głowę, powiedziałam – idź na górę, umyj się, ale nie ubieraj, tylko przyjdź tutaj. Uśmiechnął się, przeciągnął mocno swoje ręce po moim ciele i poszedł. Ja również umyłam się, wróciłam do łóżka i czekałam na niego. Przyszedł, widziałam, że ma śmiejące się oczy, wtuliłam się niego i tak leżeliśmy, nie mówiąc do siebie nic. Ale po pewnym czasie uniosłam głowę i patrząc na niego zapytałam, czy było mu dobrze, kiwnął głową, więc idę dalej i pytam – czy ma chęć spotykać się ze mną, też kiwnął głową. Wówczas uniosłam się na rękach, usiadłam przy nim i głaszcząc go po twarzy, stwierdziłam, że mnie też jest z nim dobrze, że też się chce z nim spotykać, ale nie ma nic za darmo, następne spotkania będą go już kosztowało. Trzeba było widzieć, jego oczy zrobiły się jak talerze. Żeby nie trzymać go dłużej w niepewności powiedziałam mu, że będę się z nim spotykała, ale pod warunkiem, że on zacznie się uczyć. Tutaj sięgnęłam po kopertę, która leżała obok, powiedziałam, to jest dla Ciebie niespodzianka i wszystko mu wytłumaczyłam. Spojrzał na mnie, po czym zapytał – czy wszystkie kobiety muszą być „Mamusiami”. „Mama cały czas mi truje, że ma iść do szkoły, teraz to samo Ty”. Na co ja mu odpowiedziałam, że w życiu tak jest, że Mamy może nie słuchać, mnie musi, bo inaczej już się więcej z nim nie spotkam. Popatrzył, a ja do niego, że nie żartuje. Albo, albo. Coś zaczął mówić o kosztach, to mu powiedziałam, że ma pierwszy semestr opłacony, o dojazdach i noclegach, to mu też wytłumaczyłam, że są u nas pokoje gościnne, napisze podanie, to mu wyrażę zgodę. Popatrzył, pytając – czy ja zawsze mam gotową odpowiedź na zadawane pytania. Stwierdziłam, że nie zawsze, ale czasami, po czym odsunęłam kołdrę i szybkim ruchem znalazłam się przy jego pałeczce. Już nie protestował, tylko się wygodnie ułożył, a ja się nią zajęłam. Nie da się ukryć, lubię takie pałeczki, więc zaczęłam ją zmysłowo lizać, wsunęłam w usta, znowu wysunęłam, oblizałam ze wszystkich stron, znowu wsunęłam, była już dosyć twarda, więc wsunęłam ją sobie kilka razy głębiej. Była już na tyle twarda, że mogła we mnie wejść, więc uniosłam się, dałam mu znać, aby się posunął, teraz ja położyłam się wygodnie, rozsuwając mocno nogi. Nawet przez moment się nie zastanawiał, natychmiast wszedł, a ponieważ byłam mocno podniecona, czułam go bardzo dobrze. Janek też tym razem dłuższą chwilę się podniecał, zanim go poczułam mocno w sobie, ale od momentu, kiedy zrobił się już mocny do momentu spełnienia, wydawało mi się, że minęła chwila. Może to była i chwila, ale jaka radosna. Oboje głośno krzyknęliśmy, potwierdzając dojście do szczytu. Jeszcze przez chwilę we mnie tkwił, ale zaraz każde z nas musiało iść się umyć. Ja założyłam sukienkę, Janek zszedł już ubrany, spotkaliśmy się w salonie, dopił herbatę i chciał wyjść. Stanęłam przed nim, założyłam mu ręce na ramiona, na ile mogłam i patrząc mu w oczy powiedziałam – witaj mój studencie, po czym przyciągnęłam jego głowę i usta nasze zwarły się w pięknym, zmysłowym pocałunku. Kiedy już braliśmy oddech powiedział – widzę, że nie mam innego wyjścia. Całując go jeszcze raz, stwierdziłam – do zobaczenia na rozpoczęciu roku akademickiego. Janek wyszedł, a ja usiadłam na kanapie jeszcze przez dłuższą chwilę przezywając to nasze spotkanie. Przez moment zastanawiałam się, czy to jest właściwy sposób mobilizowania młodego człowieka do nauki, ale nie miałam czasu na dłuższe rozmyślanie, bo zadzwonił telefon od sąsiadki i była to już zupełnie inna kwestia. Przeczucie mnie nie myliło, Janek 30.09 był w dziekanacie i dowiedział się, że pierwsze zajęcia ma 7/8 października, o czym powiadomił mnie SMS-em. Odpowiedziałam mu, że czekam na niego po zajęciach w sobotę. Przyjechał, było po 18-tej, trochę zmęczony, ale pełen wrażeń. Poprosiłam go, aby umył ręce, przebrał w swobodniejsze ubranie, przyszedł w garniturze, bo czeka kolacja. Tym razem nie dyskutował, tylko zrobił, o co go prosiłam. Zszedł z góry w podkoszulce i szortach, zasiadając do stołu, po prostu był głodny. Po kolacji zasiedliśmy w salonie i popijając drinka opowiadał mi o programie i swoich obawach, co do swoich możliwości. Powiedziałam mu, że ma nie zawracać głowy, bo jeszcze nie zaczął. Więc co się martwić na zapas. Mówiąc mu to wsunęłam rękę w szorty. Jego pałeczka była też jeszcze „zmęczona”, więc przesuwając swoją dłoń w górę i w dół, doprowadziłam do odpowiedniej twardości. Wówczas wstałam, obróciłam się na kolana, wypinając Pupę. Nie czekałam na niego ani chwili. Wszedł pięknie, chwycił za biodra i po chwili zaczął rozlegać się odgłos odbijanych od siebie ciał. Wolno i spokojnie, ale mocno wchodził i wychodził ze mnie. Wypełniał mnie systematycznie, aż do końca. To był początek tej nocy. Po pewnym czasie ponownie zajęłam się nim, ale tym razem to on mi się odwdzięczył, wsuwając głowę miedzy moje nogi. Języczek jego szybko trafił do Łechtaczki, doprowadzając ją do stanu ronienia „łez”. Kiedy już byłam bardzo podniecona, uniósł się po to, aby móc wejść we mnie. Można powiedzieć, że już na niego czekałam. Wbijając się mocno szybko doprowadził mnie do dużego stanu podniecenia, a kiedy on osiągnął swój szczyt, ja głośno jęczałam. Przez moment leżeliśmy na sobie, czując, jak jeszcze faluje w nas osiągnięte podniecenie. Ale na tym zbliżeniu tego wieczora skończyliśmy. Przecież musiał następnego dnia iść na uczelnię. Poszedł spać do siebie, ja do siebie. Widocznie był bardzo zmęczony, bo bardzo szybko usnął. Kiedy się obudziłam, poszłam do niego, jego też obudziłam, po czym poszłam do kuchni, naszykowałam dla nas śniadanie i dla niego drugie śniadanie. Już skończyłam, on jeszcze nie zszedł. Więc weszłam do niego, a on jakby czekał na mnie w łóżku. Wsuwając się do niego, on objął mnie i przez dłuższą chwile leżeliśmy mocno do siebie przytuleni. Dało to efekt podniecenia i zaraz poczułam go w sobie. Było nam wspaniale. Po tym zbliżeniu on kończył swoje szykowanie się do wyjścia, ja zeszłam do kuchni, dokończyć szykowania śniadania. Zszedł, zjedliśmy. Kiedy dawałam mu kanapki do szkoły, stwierdziłam, że odmłodził mnie, bo tak kiedyś dawałam śniadanie synowi. Dostałam od niego mocnego, wcale nie synowski pocałunek i poszedł Od tamtego czasu minął już ponad miesiąc, co ma zajęcia w szkole, sobotę spędza u mnie i jest nam razem coraz lepiej, w najbliższą sobotę tez będzie. Czas pokaże, ale myślę, że ma właściwą motywacje do nauki w szkole, a nauka ze mną na pewno przyda mu się w życiu. Tym sposobem mam następnego studenta, którego będę chciała doprowadzić przynajmniej do licencjatu.

15 listopada 2006r. Baśka, baska45@poczta.onet.pl

Wizyta męża

Wizyta męża.

Jak to się mówi, od momentu, kiedy poczułam, że jestem kobietą „swędziała mnie Cipka”, zawsze byłam mocno pobudzona erotycznie. W pierwszej klasie liceum straciłam cnotkę, byłam zaproszoną na prywatkę, puściłam się z chłopakiem, który mi się dawno podobał. Dalej szło różnie, ale, jak to się mówi, coraz częściej „swędziała mnie Cipka”, więc trzeba było ją podrapać.

Kiedyś w akademiku przespałam się z jednym chłopakiem. Ten głupol, pochwalił się swojemu kumplowi, że poderwał niesamowitą dziewczynę w łóżku. Następnym razem zaczął przystawiać się do mnie ten drugi, miał na imię Andrzej, ale nie poszło mu tak gładko, musiał się dosyć długo starać, dopiero po roku dostał, co chciał. Spodobało mu się i tak 25 kwietnia 1980r został moim mężem. Kawał chłopa, 190 cm wzrostu, bardzo dobrze zbudowany, ja drobna, szczupła, więc robiliśmy wszystkie „sztuki świata”. W 1984r mój mąż wyjechał na staż naukowy do Francji, miał wrócić po roku, ale nie wracał. Była taka możliwość, abym ja tam pojechała, ale ja już nie chciałam. Miałam dobrą pracę, w wychowaniu syna Marka pomogli mi rodzice, zresztą jego też, bo przecież to też ich wnuczek. Kiedy okazało się, że mój maż układa sobie tam życie, wystąpiłam o rozwód. Otrzymaliśmy go w 1990r, rozstając się przyjaźnie, co uczciliśmy dobrą wspólną kolacją, ale dalej nie utrzymywaliśmy żadnych kontaktów.W 2005 roku przypadała nasza 25 rocznica ślubu. Okazało się, że nasz syn podstępem zwabił nas do Berlina, gdzie nastąpiło nasze spotkanie. Opisuje to w swoim opowiadaniu „Spotkanie po latach”, po czym ponownie żyliśmy dalej, każde swoim życiem. Aż tu nagle w połowie października dzwoni Andrzej, że chciałby przyjechać w okolicach Wszystkich Świętych, aby odwiedzić grób rodziców oraz innych znajomych. Rzeczywiście jego ojciec a mój teść zmarł trzy lata temu. Andrzej nie mógł być na pogrzebie, bo zwichnął nogę i leżał w szpitalu na wyciągu. Więc teraz chciał nadrobić tę zaległość. Mógłby przyjechać, nie powiadamiając mnie, ale mieszkanie po rodzicach jego jest zlikwidowane, więc nie miałby gdzie zatrzymać się. Dlatego „przygarnęłam go pod swój dach” Przyleciał w sobotę, 28 października i w godzinach popołudniowych dotarł do mojego domu. Przede wszystkim zdziwił się, kiedy go zobaczył. Wiedział, że wybudowałam dom, widział go na zdjęciach, które zawiózł mu Marek. Ale kiedy zobaczył go w rzeczywistości – zatkało go. Zaprowadziłam go do pokoju Marka, tam się miał rozpakować, poprosiłam go, aby się odświeżył i zszedł na kolację. Przy kolacji rozmawialiśmy o różnych sprawach, ale taktownie on nie pytał mnie o moje życie osobiste, ja nie pytałam jego o jego. Tak dobrnęliśmy do końca kolacji, zaproponowałam po drinku w salonie, przy kominku. On poprawił ogień w kominku, ja sprzątnęłam ze stołu, usiedliśmy obok siebie, przez chwilę milcząco patrząc w ogień na kominku. W pewnym momencie Andrzej, jakby poprawiając się, objął mnie ramieniem. Nie da się ukryć, wróciły dawne namiętności, spojrzałam na niego i po chwili usta nasze zwarły się w namiętnym pocałunku. Usta nasze nie rozdzielały się, ale ręce zaczęły wędrować po ciele, powodując narastające podniecenie. Nie wytrzymałam, powiedziałam – chodź do łóżka. Idąc do sypialni zrzuciliśmy z siebie wszystkie rzeczy i wchodząc do łóżka już czekałam na niego. Wszedł mocno, poczułam jak mnie wypełnia do końca. Poprawił się, a ja zaczęłam jęczeć, czując jego w sobie. Otworzyłam oczy i spojrzałam na jego muskularne ręce, na tors, który się nade, mną unosi. To wszystko spowodowało, że bardzo szybko osiągnęłam duży stopień podniecenia, udało mi się na niego poczekać i oboje odlecieliśmy o obłędnym orgazmie. Opadliśmy obok siebie ciężko oddychając. Po pewnym czasie poszliśmy pozbierać nasze rzeczy i przyprowadziliśmy do sypialni przewoźny barek, licząc się z tym, że tak szybko tej nocy nie zaśniemy. I była to prawda. Położyłam się na jego ramieniu, on objął mnie, mocno do siebie tuląc. Ale w pewnym momencie jego ręka zaczęła przesuwać się w kierunku podbrzusza, aż doszła do cipki. Rozsunęłam lekko nogi a jego palec środkowy zaczął delikatnie pieścić moją łechtaczkę. Powodowało to narastający stopień mojego podniecenia. Czując to, palcami wskazującym i serdecznym jakby objął tą moją muszelkę, coraz intensywniej ją pieszcząc. Ja wiłam się jak piskorz, ale jego żelazne ramiona nie pozwalały mi na żaden ruch. Aż przyszedł moment pełnego podniecenia, krzyknęłam osiągając orgazm. Andrzej jednak nie zrezygnował z dalszych pieszczot, przesuwając palec w głąb cipki, zanurzając go głęboko. Poczułam go na wianuszku szyjki i zaczęłam jęczeć dalej z narastającego podniecenia, on natomiast coraz mocniej zaczął nim ruszać. Wysuwał go i wsuwał, dotykając po drodze punkt G, co powodowało niesamowity stopień podniecenia, doprowadzając mnie w końcu do orgazmu. Opadłam prawie bez sił. Już dawno nikt mnie tak dobrze nie wypieścił. Ochłonęłam, wypiłam kilka łyków przygotowanego drinka i zajęłam się jego argumentem. A trzeba przyznać, ma go słusznego. Między innymi to było jego zaletą, kiedy decydowałam się wziąć go za męża. Bo wiedziałam, że każde zbliżenie będzie dla mnie bardzo mocne. To też teraz zsunęłam się między jego nogi i z dużą przyjemnością zaczęłam go pieścić ustami. Widać było, że sprawiało mu to przyjemność, bo rósł mi w ustach błyskawicznie. Kiedy już miał swoją sztywność, uniosłam się, spojrzałam na niego, proponując pozycję od tylu. Kiwnął głową, ja szybko wsunęłam się na łóżko, wystawiając pupę, a on ze swoim argumentem za chwilę lokował się we mnie. Wszedł, różnica w budowie ciał zrobiła swoje, chwycił mocno za biodra i po chwili rozległ się charakterystyczny odgłos odbijanych od siebie ciał. Wysuwał się i wsuwał, a ja bijąc rękoma w materac potwierdzałam stan narastającego podnieceni. Aż przyszedł ten wspaniały moment szczytowania i poczułam, jak mnie wypełnia. Piszczałam, odpływając w pełnym orgazmie. Opadliśmy, dłuższą chwilę leżąc obok siebie. Zaschło nam w gardłach, więc dopiliśmy drinka, zrobiliśmy porządek wokół siebie i tego wieczoru już poszliśmy spać. Od niedzieli rana do czwartkowego popołudnia praktycznie wszystkie dni wyglądały tak samo. Można powiedzieć, że jeśli tylko nie musieliśmy wychodzić z łóżka, to z niego nie wychodziliśmy. Jest to pewnego rodzaju uproszczenie, bo pieściliśmy się w każdym miejscu domu, gdzie to było możliwe.

Jak on coś robił, to ja mu „przeszkadzałam” pieszcząc go ustami, jak ja coś robiłam na stojąco, to on wsuwał mi palce między nogi. Aż kończyło się to zbliżeniem na krześle, podłodze, kanapie, schodach czy jakimkolwiek innym miejscu, gdzie spotkały się nasze ciała w odpowiednim stanie podniecenia. Andrzej, będąc pierwszy raz po tak długim okresie nie bytności w kraju chciał spotkać się zarówno z dalszą rodziną jak i innymi znajomymi z dawnych lat. W środę, po pobycie na cmentarzu zaprosiła nas do siebie kuzynka Ania i Wojtek. Spędziliśmy tam mile wieczór, ale panowie się nie nagadali, więc Andrzej zaproponował spotkanie u nas w czwartek. Okazało się, że Ania po południu jest zajęta, więc panowie uzgodnili, że Wojtek przyjdzie sam. Ja specjalnie nie oponowałam, bo z Wojtkiem, od czasu zeszłorocznych imienin miałam nie jedno spotkanie zakończone dobrym zbliżeniem. Ale w tym momencie jeszcze niczego nie przewidywałam. Wojtek przyszedł ok. 18-tej, zasiedliśmy do stołu, lała się wódeczka, więc po pewnym czasie obaj panowie byli już lekko wstawieni. Wówczas poszłam do garderoby, zdjęłam z siebie wszystko, założyłam mini sukieneczkę, tak, że ledwo zakrywała mi pośladki i zeszłam do salonu. Nie ma żadnych wątpliwości, że obu panom oczy stanęły w słup i nie tylko. Wsunęłam się miedzy nich na kanapę, pytając, czy już skończyli swoje uczone wywody, bo moim zdaniem, przyszedł już czas na zupełnie co innego, kładąc im jednocześnie rękę między nogami. Zdumieli się moim zachowaniem, więc im wytłumaczyłam, że Andrzej, jako były mąż, będąc u mnie ma określone prawa, A Wojtek, z racji nieobecności Andrzeja tez nabrał pewnych praw, więc nie widzę powodów, aby teraz nie mogli oni wykazać się we dwóch. Nie trzeba było im dłużej tego powtarzać, za moment już byłam bez sukienki a oni też systematycznie pozbywali się swojego ubrania i po chwili ujrzałam dwa sterczące penisy. Od któregoś trzeba było zacząć, więc obróciłam się w kierunku Andrzeja, biorąc jego argument w usta, pozwalając Wojtkowi wejść we mnie od tyłu. Był to bardzo dobry pomysł, bo czułam ich niesamowicie mocno. Rękoma regulowałam stopień zagłębienia się Andrzejowego penisa w moich ustach, w momencie, kiedy wbijał się we mnie Wojtek. Tak doszłam do bardzo dużego podniecenia, Wojtek też wypełniając mnie obficie. Kiedy tylko się wysunął, podniosłam się, siadając po chwili na Andrzejowym argumencie. Chwycił mnie za biodra i po chwili nie miałam już wątpliwości, że mam go w sobie. Unosząc biodra, systematycznie mnie wbijał, a ja jęczałam z narastającego podniecenia. Nie trwało to zbyt długo, bo wrócił z łazienki Wojtek, który chwycił moje piersi, mocno je pieszcząc. W tym momencie zaczęłam już jęczeć znacznie głośniej, aż zdecydowanym krzykiem potwierdziłam dojście do orgazmu, w momencie, kiedy Andrzej ostatni raz wbił się we mnie, jednocześnie mocno spuszczając się. Kiedy wróciłam z łazienki Wojtek zbierał się już do wyjścia. Żałował, że nie może zostać dłużej, ale tak to już w życiu bywa. Obiecał, że wpadnie w następnym tygodniu, „nadrobić zaległości” Pożegnaliśmy Wojtka, posprzątaliśmy mieszkanie i mieliśmy iść spać. Nie da się ukryć, Andrzej był trochę podpity, więc nie bardzo chciało mu się spać. Kiedy położyliśmy się, jego ręka natychmiast znalazła się w mojej szparce, mocno ją pieszcząc. Swoja ręką chwyciłam jego prącie, nie chcąc mu być dłużną. Ja podnieciłam się bardzo szybko, cipka puszczała soki, jęczałam coraz głośniej, aż doszłam do pełnego orgazmu. Wówczas nastąpiło coś, czego nie przewidywałam. Uniósł się na ramionach, popatrzył na mnie i stwierdził – Marek mówił, że masz ładny komplet „zabawek. Pokaż ” Popatrzyłam na niego, ale on jednoznacznie na mnie patrzył, nie ustępując. Poszłam do łazienki i przyniosłam kuferek, Andrzej rozłożył na podłodze przy łóżku ręcznik w wysypał całą zawartość kuferka. Usiadł przy tych zabawkach bokiem, ja położyłam się obok niego tak, aby móc pieścić jego prącie ustami. Wpiłam się między jego nogi, on je lekko rozsunął, ale nie przerywał sobie, cały czas przeglądając je. Aż w pewnym momencie wybrał kulki analne przywiezione przez innego Andrzeja z Moskwy – „Jaja Rasputina”. Są to dwie owalne kulki wykonane z metalu, pięknie złocone, długości 4cm i średnicy 3cm, mające w środku kulki w kształcie owalnym z drewna gruszy, przez co zawsze zmieniają położenie, wydając odpowiedni dźwięk. Andrzej uniósł moją głowę, jego argument nabrał już stosownych kształtów i zwrócił się do mnie – wyjdź na łóżko i wystaw pupę. On w tym czasie wszedł do łazienki, wziął z półki krem i po chwili już był przy mnie. Poczułam, jak przesuwa swój nakremowny palec po brązowej dziurce, a zaraz później poczułam, jak napiera na nią jedną z kulek. Ponieważ była nakremowana, weszła bez większych problemów, ale drugą poczułam już dosyć mocno. Natomiast najmocniej poczułam samego Andrzeja, kiedy jego argument penetrował moją Cipkę. Wsunął się zdecydowanym pchnięciem, rozepchnął się na wszystkie strony, a po chwili rozległ się charakterystyczny odgłos odbijanych od siebie bioder. Każde jego pchnięcie czułam bardzo mocno, za każdym razem potwierdzałam je głośnym pojękiwaniem, aż poczułam, że on tez dochodzi do swojego szczytu. Chwycił mnie mocniej za biodra, wykonał trzy bardzo mocne pchnięcia i poczułam, jak we mnie rozpływa się ten błogi stan wypełnienia. Po tym zbliżeniu poszliśmy już naprawdę spać. Piątek był już przedostatnim dniem pobytu |Andrzeja u mnie. Rozpoczęliśmy od klasycznego zbliżenia, ale na ten dzień zaplanowanych było kilka spraw, więc zaraz po śniadaniu „ruszyliśmy w miasto” Dwa razy wracaliśmy do domu, dwa razy dochodziło między nami do pełnych zbliżeń. Aż przyszedł wieczór, ostatni nasz wieczór. Dłuższą chwilę leżeliśmy w łóżku, ale Andrzej nie wytrzymał i zaczął mnie pieścić. Jego palec dotykał łechtaczki, a ta po chwili już pływała w sokach namiętności. Nie wiem, jak on to zrobił, ale pieścił mnie przez dłuższą chwilę, doprowadzając mnie do pełnego orgazmu łechtaczkowego, wówczas we mnie wszedł. Ten stopień podniecenia z łechtaczki przełożył się na cipkę i po każdym jego pchnięciu pojękiwałam w narastającym podnieceniu. Aż przyszedł moment spełnienia, prawie krzyczałam z podniecenia, kiedy poczułam, jak mnie wypełnia. Dłuższą chwilę odpoczywaliśmy, po chwili sięgnęliśmy po szklaneczki z drinkiem i stukając się nimi potwierdziliśmy osiągnięty stan zadowolenia. Zaczęliśmy o czymś rozmawiać i tak upłynęła bliżej nie określona ilość czasu. Andrzej unosząc się na łokciu popatrzył na mnie, stwierdzając, że ma dla mnie jeszcze mała niespodziankę. Wstał, poszedł do kuchni, przyniósł stołek, położył na nim ręcznik, po czym ponownie poszedł do kuchni i wrócił, trzymając w ręku dwa metalowe, podłużne pudełeczka, jakby komplet pióro i długopis. Poprosił, abym wstała, oparła ręce na stołeczku i wypięła pupę. Po chwili poczułam, jak w pupę wciska mi coś zimnego. Nie było to zbyt duże i o dziwo gładko wsunęło się do pupy. Wówczas obrócił mnie, ujrzałam, że trzyma w ręku coś srebrzystego, przypominającego penisa. Poprosił, abym rozsunęła nogi i wsunął mi go w cipkę, nawet łatwo wszedł. Wówczas poprosił, abym usiadła na tym stołeczku, mając te dwa przedmioty w sobie, a kiedy to zrobiłam stanął przede mną podając mi swoje prącie do ust. Zrozumiałam, że chce być pieszczony ustami, robiłam to już nie raz, wiec ujęłam je w ręce i zaczęłam najpierw oblizywać, następnie systematycznie wsuwać coraz głębiej w usta. I w tym momencie zaczęło się dziać coś dziwnego. W pierwszej chwili myślałam, że wsunięty w usta jego penis powoduje, że czuję go mocno w cipce. Ale po chwili zorientowałam się, że nie, że jest to niezależne. Ja pieszczę go ustami, a tam „na dole” coś we mnie rośnie. Było to niesamowite wrażenie. Im dłużej go pieściłam, tym mocniej miałam wypełnianą cipkę i pupę. Siedziałam na stołku, więc czułam, jak ta pałeczka wsunięta w cipkę wysunęła się, oparła o niego i dalej napiera na górę, na szyjkę, jednocześnie rozpychając się na boki. To samo działo się w pupie. Czułam, jak coraz mocniej jest wypełniana, jak uciska jej górne sklepienie. Po pewnym czasie rozpychały się tak mocno, że chciałam się unieść, ale Andrzej przytrzymał mnie za ramiona, dopychając w dół, jednocześnie coraz mocniej wsuwając mi się w usta. „Na dole” było bardzo mocno i prącie Andrzeja też już było bardzo mocne, jeszcze kilka pchnięć, doszedł do wytrysku, który spłynął na moje piersi. Bardzo to lubię. Roztarłam to wszystko po brodawkach, czując jak osiągam duży stopień podniecenia. Wówczas Andrzej pozwolił mi wstać, poszliśmy razem do łazienki i pomógł mi pozbyć się zawartości cipki i pupy. O dziwo nie było to takie trudne, wówczas zobaczyłam, co w sobie miałam. Były to dwa pręty metalowe, które bardzo mocno reagują na temperaturę. Nie wiem, kiedy wsunął je do lodówki, a teraz jak przyniósł i włożył, gdzie chciał, zmieniły swoją objętość prawie trzykrotnie. Umyliśmy się i położyliśmy się już spać, bo rano trzeba było wstać. Ale jeszcze rano też zdążyliśmy się pokochać, zjedliśmy śniadanie i odwiozłam go na lotnisko. Tak zakończył się prawie tygodniowy pobyt męża po wielu latach. Myślę, że dobrze spędziliśmy ten czas i każde z nas będzie miało co wspominać. 07 listopada 2006r Baśka, baska45@poczta.onet.pl

*

Marta i duże rżnięcie

Marta i duże rżnięcie.

Z Marta poznałyśmy się już drugiego dnia urlop, ponieważ razem siedziałyśmy przy stoliku. Jakoś od początku, jak to się mówi, kleiła się nam rozmowa. Dowiedziałam się, że prowadzi w Warszawie pracownie krawiectwa miarowego ( stąd krawcowa ). Wydawałoby się, że przy tej ilości różnego rodzaju sklepów można już wszystko kupić. Okazuje się, że nie zawsze. Są osoby, szczególnie panie, ale również panowie, którzy potrzebują coś ekstra, czego na pewno nie kupi się w sklepie. I wówczas idą do pracowni Marty.

Marta, jak się później dowiedziałam, ma 50 lat, a więc prawie rówieśniczka i jest bardzo zgrabną kobietą. Przy swoim wzroście ok. 175cm ma 94cm w biodrach, 80cm w talii i 102cm w biuście. Jest to ten typ kobiety, co to się mówi, że ma nogi aż po same pachy. Na dodatek jest bardzo wysportowana, grała w tenisa, w siatkówkę oraz bardzo dobrze pływa, co miałam możliwość wielokrotnie widzieć. Wpadała na basen, robiła nurka i zaczynała „młócić” wodę tym swoim kraulem lub delfinem, kończąc żabką. Ja też umiem pływać kraulem i na grzbiecie, ale gdzie mi tam do niej, a już ze swoim żąbkowaniem nie miałam się co z nią równać. Kontakty między nami ograniczały się do wspólnego chodzenia na tańce, bardzo dobrze tańczyła. Pewien przełom nastąpił praktycznie w połowie turnusu. Była to środa, pogoda nie najlepsza, przy obiedzie zaprosiłam Martę na kawę do siebie. Ale po godzinie gadania znudziły nam się ploty i postanowiłyśmy iść na basen. Ubrałam się w kostium, założyłam „dyżurną” sukienkę i poszłam się kąpać. Dyżurna sukienka, to sukienka z cienkiej bawełny, ciemna, z krótkim rękawem, mocno wycięta pod szyją, przez co można ja swobodnie zakładać w każdej sytuacji. Była o tyle wygodna, że wychodząc z basenu, zakładałam górę i mogłam swobodnie zdjąć mokry staniczek i majteczki, systematyczne zsuwając je w dół. Tym sposobem mogłam się swobodnie przebrać w każdej sytuacji, miałam to wypraktykowane ze swojego chodzenia na basen. Pływałyśmy może z godzinę, wyszłyśmy z basenu, w szatni miałyśmy szafki obok siebie. Absolutnym zbiegiem okoliczności okazało się, że w szatni nie ma nikogo, więc zarówno ja, jak i Marta zdjęłyśmy mokre kostiumy, będąc przez moment nago. Spojrzała na mnie, dziwiąc się, że jestem całkiem wygolona, na co ja jej odpowiedziałam, że po co jej ten „czarny kołtun”. Rzeczywiście, miała bardzo ciemne owłosienie. „Ubierasz się w skąpe kostiumy, a te włosy wystają, jak robactwo z ziemi”. Popatrzyła na mnie, mówiąc, że tak jest seksi. Wyjaśniłam jej, że seksi to będzie wówczas, kiedy z pod jej majteczek będzie przebijała czarna kępka, a nie będzie wyłaziło „robactwo”. Zapytała, to co ja mam zrobić, odpowiedziałam – obciąć. To ona mówi, że jeszcze tego nie robiła, na co ja – to ja ci to zrobię. I na tym stanęło. Ubrałam się w swoja sukienkę, Marta w dres i poszłyśmy do swoich pokoi. Przebrałam się, wzięłam swoją dużą kosmetyczkę i poszłam do Marty. Popatrzyła na mnie, mówiąc, że na trzeźwo tego nie przeżyje. Nalała po dobrym łyku wódeczki, popiłyśmy soczkiem i poprosiłam ją, aby położyła się na łóżku, podłożyła pod biodra ręcznik i szeroko rozsuwając nogi. Będąc kiedyś w Kopenhadze kupiłam taką małą maszynkę do strzyżenia włosów. Ma ona 2 cm szerokości i 3 nakładki. Pierwsza gruba, do przerzedzania, druga, średnia do strzyżenia dłuższego i trzecia, gęsta do strzyżenia bardzo dokładnego. Najpierw ostrzygłam ją nożyczkami, następnie tą średnią maszynką obcięłam całą. Przy tej maszynce pozostają włoski długości około pół centymetra. Następnie wzięłam kredkę od powiek i wyrysowałam jej na wzgórku łonowym bardzo zgrabną łezkę. Tu zostały te dłuższe włosy, a resztę wystrzygłam tą trzecią maszynką. Zostawia ona taki meszek, który nie kłuje. Kiedy skończyłam, poprosiłam, aby poszła do łazienki i umyła się. Wyszła spod prysznica spojrzała na siebie i śmiejąc się do mnie stwierdziła, że wygląda to „bombowo”. I w tym momencie padły słowa, które zabrzmiały dziwnie – Ciekawe, co na to powiedzą moje chłopy. Słysząc to, zapytałam, chłopy czy chłop. Spojrzała, po czym powiedziała – ubiorę się i pogadamy. Okazało się, że ten zakład prowadziła kiedyś ze swoim mężem, ale w 1990 roku jedna bogata klientka poderwała go i wywiozła do Ameryki. Od tego czasu jest sama, a seks uprawia z kilkoma wybranymi partnerami, którzy, jak to określiła, muszą mieć coś więcej niż norma w majtkach. Ja się w tym momencie znacząco uśmiechnęłam, komentując rok 1990, bo przecież właśnie w tym roku ja też się rozwiodłam. Marta zauważyła ten uśmiech, więc „wyśpiewałam” jej swoją historię życia, mówiąc, że owszem, sprawiają mi satysfakcję takie czy inne zbliżenia, ale najbardziej atrakcyjne są te, z tymi „dużymi” pałkami. Wówczas Marta stwierdziła, że muszę przyjechać do niej, to zafunduje mi „duże rżnięcie”. Zapytałam, czy tutaj w ośrodku coś już poderwała. Powiedziała, że tak, już miała zbliżenia z trzema, ale to są amatorzy, a ona potrzebuje profesjonalistę. Ja jej też powiedziałam, że chodzę z Karolem, ale jak na razie nic, mam jednak nadzieję, że coś z tego będzie. I praktycznie na tym ta nasza rozmowa się skończyła. Życie turnusowe toczyło się dalej, widywałyśmy się na basenie i pokazywała mi, że jest „OK” jeśli chodzi o przezroczystość majteczek, kiedyś szepnęła mi, że spędziła noc z dwoma, ale to i tak nie to, co ona potrzebuje. Turnus się skończył, zostawiła mi swoją wizytówkę, prosząc o przyjazd. Ja wizytówkę schowałam, obiecując, że skorzystam. No i nie trzeba było czekać zbyt długo. W czwartek, 28 września dowiedziałam się, że na piątek, 29 muszę być w Warszawie. Więc zaraz zadzwoniłam do Marty i umówiłyśmy się, że jak tylko skończę sprawy służbowe, to ona po mnie przyjedzie i mną się zajmie. Tak też było, przyjechała, pojechałyśmy do niej do domu, drobny obiad, po czym poinformowała mnie, że ona ma zaprzyjaźniona „firmę męską” z której usług systematycznie korzysta, więc zadzwoniła, umawiając nas na dwudziestą. Stwierdziła – wiesz, zadzwoniłam i zapytałam szefa, ilu będzie miał chłopców. Powiedział, że sześciu, to wynajęłam „wszystkich” Trochę się zdziwiłam, pytając, czy rzeczywiście zamówiła sześciu mężczyzn, potwierdziła, że tak, mówiąc, że jest to po trzech na jedną. Stwierdziłam, no dobrze, pomyślałam sobie, bywało lepiej, ale w tym momencie nie wzięłam pod uwagę, że mamy do czynienia z zawodowcami. O 1930 przyjechał służbowy samochód z firmy i zawiózł nas na miejsce. Był to niewielki hotel na obrzeżach miasta, o wysokim standardzie, taki, jakie się teraz buduje na potrzeby różnych szkoleń i konferencji. Zostałyśmy zaproszone na drugie piętro, gdzie był duży hol, ze stołem i fotelami, kanapą pod ścianą, pod drugą ścianą mini bar. Tam przywitał nas „szef” zakładu oraz „załoga” i wówczas okazało się, że panów jest nie sześciu, a ośmiu. Wyszło po czterech na jedną. Zostałyśmy zaproszone do stołu, poczęstowane dobrym drinkiem, po czym każda z nas poszła do swojego pokoju. Były to pokoje jednoosobowe, na środku duże łóżko, po bokach jakieś szafki, z drugiej strony szafa hotelowa i wejście do łazienki. Pierwsze, co sprawdziłam, to była łazienka, była ona dosyć duża, z dużą kabina natryskową. Wróciłam do pokoju, rozpakowałam swoją torbę, przebrałam się w szlafroczek i wyszłam po następnego drinka. Ale już nie wróciłam sama. Już towarzyszył mi mój pierwszy partner. Tutaj trzeba zaznaczyć, że „szef” naszykował nam niezłą ekipę. Wszyscy panowie to byli dosyć wysocy, dobrze zbudowani mężczyźni, w przedziale wiekowym 25 – 30 lat. Można się było spodziewać, że argumentem ich był nie tylko wygląd zewnętrzny. W tym czasie, kiedy szliśmy do pokoju już się podnieciłam na tyle, że Cipka była już mokra. Po wejściu do pokoju ja zdjęłam szlafroczek, on szorty i już wszystko było jasne. Był już gotów, aby we mnie wejść. Położyłam się wygodnie na łóżku, szeroko rozsuwając nogi. Za chwilę on już był przy mnie i poczułam, jak jego pałka lokuje się w Dziurce. Moment i już był w środku. Wyrzuciłam ręce do góry głośno jęcząc, bo poczułam go wyjątkowo mocno. A on tylko się poprawił, zrobił nade mną namiot ze swojego korpusu i zaczął swój taniec. Wsuwał się i wysuwał, a ja jęczałam coraz głośniej. Przyszedł moment przyspieszenia, a po nim wspaniały moment spełnienia. Przez chwile leżał na mnie, ale po chwili wstał i wyszedł. Ja jeszcze przez dobrą chwilę leżałam zwinięta w fasolkę, ale też uniosłam się i poszłam do łazienki. Łazienka była naszym azylem, gdzie nie wolno było im wchodzić, bo każde inne miejsce było dozwolone, aby odbyć ze mną zbliżenie. Umyta wyszłam po następnego drinka i zaraz „zaopiekował” się mną mój drugi partner. Po wejściu do pokoju zażyczył sobie pozycje od tyłu. Weszłam na łóżko i wypięłam Pupę. Widać było, że są to zawodowcy, bo za chwile już siedział we mnie, chwycił za boki i rozległ się ten charakterystyczny odgłos odbijanych od siebie bioder. Ja podnieciłam się bardzo szybko, ale on był dosyć wytrzymały i „obijał” mi mocno Cipkę swoimi biodrami. Jęczałam, czując, jak się systematycznie we mnie zbija, aż przyszedł moment przesilenia, poczułam, jak tężeje, jęcząc mocno przyjęłam w siebie wytrysk jego soków namiętności. Lubię tę pozycję, ale po tym zbliżeniu miałam świadomość, że jeszcze kilka takich zbliżeń, zbliżeń będę miałam nieźle „sklepaną” Cipkę. I nie pomyliłam się. Następne dwa zbliżenia, z trzecim i czwartym partnerem były właśnie w tej pozycji. Czułam, że moje wargi sromowe zaczynają być coraz bardziej wrażliwe na dotyk. Nie wiem, czy tak jest u wszystkich kobiet, ale moje wargi sromowe, w chwili podniecenia robią się jak balony. To też kiedy są obijane o męskie biodro, czuje je bardzo mocno. Wyszłam z pokoju po następnego drinka, a tam „szczepił” mnie piąty, był to pierwszy Marty, miał już czas odpocząć. Siedział na fotelu z rozłożonymi nogami, a miedzy nimi sterczała jego pałka. Dał mi znać, abym na niej usiadła. Podtrzymywana przez niego stanęłam na oparciach fotela i wysuwając nogi na bok osunęłam się prosto na jego pałkę. Mając swobodnie nogi w górze, wbiłam się od razu do końca, czując, jak wypełnia mnie wewnątrz bardzo mocno. On chwycił mnie za biodra, unosząc się w górę i w dół, wbił mnie jeszcze mocniej, po czym chwyciwszy moje pośladki, zaczął wypinać i opuszczać swoje biodra. Przy tej dysproporcji ciał Ewidentnym było, że fruwałam w górę i opadałam z całą mocą na jego pałkę. Czułam ja bardzo głęboko, bliżej im bliżej był spełnienia, tym głośniej jęczałam bliżej narastającym podnieceniu. Aż przyszedł ten moment spełnienia, kiedy wyrzucił mnie bardzo wysoko, a kiedy opadłam, poczułam, jak mnie wypełniają jego soki. Myjąc się, już czułam trochę Cipkę, ale posmarowałam ją kremem i poszłam ponownie na holl po drinka. Tam, na drugim fotelu czekał na mnie szósty, drugi Marty. Wysunął się mocno z fotela, pokazując, abym usiadła na nim tyłem. Poczułam go równie mocno, jak w poprzedniej pozycji, ale teraz zaczęła się inna zabawa. Od przodu podszedł mój pierwszy i dostawił mi do ust swoja pałkę, już nieźle podnieconą. Spojrzałam na niego, chwyciłam ją ręką i przystawiłam do ust. W tym momencie zaczęła się już zabawa na „dwie dziurki” Jeden w jena stronę, drugi w drugą, siedzący w górę, stojący w dół, wpychając mi swoja pałkę coraz mocniej w usta. Ten tandem doświadczonych „zawodników” doprowadził w krótkim czasie, najpierw do wytrysku od dołu, a po chwili, od góry. Czując, że za chwile wystrzeli, wysunęłam jego pałkę z ust, kierując ją na swoje piersi. Długa chwilę patrzyłam, czując wewnętrzne zadowolenie, jak po nich spływa. Tym razem dłuższą chwilę spędziłam w łazience, wykorzystując ją na chwilowy odpoczynek. Wróciłam do holu, tym razem czekała na mnie pewnego rodzaju niespodzianka. Powitali mnie siódmy i ósmy, trzymając w ręku szklaneczki, jedną również dla mnie. Kiedy wypiłam ponad połowę, siódmy pokazał mi, że mam klęknąć na brzegu kanapy, rozsuwając nogi i wystawiając Pupę. Nie było to zbyt wygodne, bo kanapa była dosyć miękka, ale przy ich pomocy po chwili byłam w odpowiedniej pozycji, tak, ze siódmy mógł płynnie we mnie wejść. Oparłam ręce na oparciu kanapy, lekko się zapierając, a on już systematycznie wbijał się we mnie. Zaraz zaczęłam się podniecać pojękując, a on dalej, wbijał się we mnie coraz mocniej i mocniej. Ja już dobrze jęczałam, bo Cipka była już dobrze zmęczona, ale on robił swoje, aż doszedł do swojego maksymalnego podniecenia, wypełniając mnie do końca. Jęknęłam z ulgą, gdy to poczułam, ale zbyt wcześnie, bo tym razem zaraz za siódmym wszedł we mnie ósmy, chwycił za biodra i wrzucił we mnie tę swoją pałkę z obłędną mocą. Zaczął się rozchodzić bardzo głośny odgłos odbijanych bioder od Cipki, a ja zaczęłam coraz mocniej jęczeć, czując, jak wewnątrz rozklepuje mi Szyjkę. To podniecenie narastało proporcjonalnie do szybkości jego uderzeń, aż zwolnił, ale za to chyba podwoił siłę, bo wbił się trzy razy bardzo mocno i poczułam błogi stan wypływu. Wysunął się, a ja osunęłam się na kanapę, dłuższą chwilę odpoczywając. Poszłam do pokoju i spojrzałam na zegarek. Było już po północy. Umyta ponownie wróciłam do holu, ale idąc już dobrze czułam Cipkę. Łapczywie wypiłam zawartość swojej szklanki, ale nie było czasu na dłuższe posiedzenie, bo wrócił do mnie mój pierwszy. Poszliśmy do pokoju, ale okazało się, że owszem, jest podniecony, ale niezbyt mocno. Więc usiadł na brzegu łóżka, dając mi do zrozumienia, że powinnam się nim zająć. Przyklęknęłam i opierając się przedramieniami o jego uda, wzięłam tę pałeczkę w usta, lekko wsuwając ja w głąb. Wysunęłam, języczkiem podrażniłam dziurkę i ponownie wsunęłam. Pieszcząc go tak przez pewien czas osiągnęliśmy pożądany efekt usztywnienia pałki. Wówczas wsunął się na łóżko, pokazując, że mam na nim usiąść. Kiedy pieściłam go ustami Cipka podnieciła się, więc nie było większego problemu. Wsunął się we mnie, a ja unosząc się na udach, wysuwałam się i ponownie wsuwałam. Czując, że jest już odpowiednio mocny, przejął on inicjatywę, chwycił za biodra i unosząc się, coraz mocniej wbijał ja we mnie. Przy tym jego kość łonowa mocno obijała moje wargi sromowe, które były już mocno sklepane. Efekt był taki, że już bardzo mocno jęcząc wyrzuciłam ręce nad głowę, prostując się na nim. Niestety, w tej pozycji jeszcze mocniej czułam moment dociskania jego bioder do Cipki, przez co coraz głośniej jęczałam. Przyszedł moment, kiedy zaczął dochodzić do swojego szczytu, bo ja byłam wyrzucana coraz wyżej, a opadając, coraz mocniej się o niego obijałam, aż po którymś wyrzucie strzelił we mnie swoimi sokami. Opadłam na niego i tak przez chwilę leżeliśmy, po czym osunęłam się na bok, a on wstał i wyszedł. Dłuższą chwile tak leżałam, ale w którymś momencie musiałam wstać i iść się umyć. Ogólny stopień zmęczenia i ilość wypitego alkoholu spowodował, że wychodząc z łazienki nie poszłam już na holl, ale położyłam się na łóżku. Nie wiem jak długo leżałam, ale widocznie za długo, bo pojawił się w drzwiach mój trzeci. Widząc mnie na łóżku nawet przez moment nie zastanawiał się, tylko podszedł, rozsuwając mi nogi na boki. Poprawiłam się, a on już wsuwał się we mnie. Stopień zmęczenia Cipki był już tak duży, że w momencie, kiedy się wsuwał, już mocno jęczałam. Ale kiedy już wszedł i coraz to mocniej wbijał się we mnie, zaczęłam się wręcz drzeć, czując go wyjątkowo mocno w środku i wewnątrz. Ale to go chyba jeszcze bardziej podniecało, bo jeszcze mocniej się we mnie wbijał, aż osiągnął swój szczyt. Wyszedł, a ja opadłam już prawie bez sił. Trzeba tak powiedzieć, że już prawie zwlokłam się z łóżka, umyłam, ponownie położyłam, zastanawiając się, co będzie dalej. Nie musiałam się zbyt długo zastanawiać. W drzwiach stanęli mój drugi i czwarty. Poprosili mnie, abym odwróciła się na kolana. To byłam w stanie zrobić. Wypięłam Pupę i po chwili poczułam ból wdzierającej się ośrodka pałki. A kiedy wbił się cały, wrzasnęłam, czując, jak dobija zewnętrzną część Cipki. Ale ten wrzask poskutkował tym, że chwycił mnie mocniej za biodra i zaczął coraz to mocniej wbijać się we mnie. W pewnym momencie, chyba na skutek bólu, wygięłam się, lekko obniżając brzuch. Ale tym sposobem mocniej wypięłam się do niego, on to wykorzystał, jeszcze mocniej wbijając się we mię. Poczułam, jak ściska moje biodra, zatrzymał się, ale po chwili dostałam dwa wyjątkowo mocne pchnięcia. Osiągnął swój szczyt. Wysunął się, ale mój czwarty tylko wytarł mnie ręcznikiem i teraz on wsuwał się we mnie. Już byłam bardzo zmęczona, bo wręcz krzyczałam przy każdym jego ruchu.A on, jakby mi na złość, wolno, ale bardzo mocno wbijał się, powodując te charakterystyczne odgłosy odbijanych od siebie bioder. Jednak ten stan nie trwał zbyt długo, poczułam, jak ściska moje biodra i przyspiesza. Ja już prawie wyłam, kiedy on doszedł do swojego szczytu. Oczywiście był to wyraz zarówno bólu powodowanego zmęczeniem, jak i osiągniętym orgazmem. Kiedy się wysunął, stwierdziłam, że na dziś już dość. Była prawie druga w nocy. W tak krótkim okresie czasu miałam dwanaście zbliżeń. Umyłam się i niezbyt pewnym krokiem wyszłam na holl. Była tam też już Marta, ona była w trochę lepszej kondycji, ale też uznała, że wystarczy. Poszłam do pokoju, ubrałam się, a kiedy żegnaliśmy się Marta stwierdziła, że to spotkanie było dla mnie, ona ich nadal będzie odwiedzała, tak, jak do tej pory, ale w lutym przyszłego roku, to ona kończy 50-tkę, wówczas się spotkamy i będzie to „zabawa, aż do upadłego”. Popatrzyłam na nią, a ona do mnie, że czuj się już teraz zaproszona. Nie skomentowałam tego, tylko wolniutko zeszłyśmy te dwa piętra, wsiadłyśmy w samochód i zostałyśmy odwiezione do domu. W domu ja już jak najprędzej chciałam położyć się do łóżka. Marta przyniosła po małej lampce koniaku i podając mi ją stwierdziła – za udane duże rżnięcie. Wypiłam z przyjemnością, Marta poszła do swojego pokoju spać, a ja zostałam sama. Nie wiem, jak długo leżałam, za nim zasnęłam. Ale kiedy obudziłam się w sobotę rano nie mogłam się wyprostować, tak bolało mnie podbrzusze, a do toalety szłam „marynarskim krokiem” To opowiadanie pisze z dwóch powodów: – po pierwsze z powodu kronikarskiego. Praktycznie wszystkie moje „niecodzienne” spotkania dokumentuje w postaci opowiadań, – po drugie, że nareszcie i u nas pojawiają się „profesjonalne” firmy, w których kobieta może odbyć odpowiadające jej zbliżenie warunkach odpowiadającymi jej partnerami i w odpowiednich warunkach lokalowych i sanitarnych.

06 października 2006r. Baśka, baska45@poczta.onet.pl

« Poprzednia stronaNastępna strona »