Weekend kwietniowo – majowy, Hamburg, część 1. Zaraz po powrocie z wiosenno – zimowego urlopu moja „kadrówka” zawiadomiła mnie, że mam jeszcze 4 dni zeszłorocznego urlopu i zasadne by było, abym wykorzystała go do końca marca. Rozejrzałam się po swoim planie pracy i okazało się, że do końca marca to nie ma szans. Ale na koniec kwietnia to tak. Tym sposobem sprowokowała mnie do ponownego urlopu na przełomie kwietnia i maja. Wychodziło tego 9 dni wolnego. Miałam chęć odwiedzić syna w Paryżu, miał 02 kwietnia urodziny, ale z drugiej strony nie miałam ochoty „zwalać mu się na głowę” aż na tyle dni.
Inna kwestia, to, że dosyć dawno nie byłam też w Hamburgu. Więc wymyśliłam „weekend” Paryż - Hamburg. Od piątku do czwartku będę w Paryżu, w czwartek w trakcie dnia przelecę do Hamburga, będę tam do piątku a w sobotę po południu wrócę już do domu. Przecież kiedyś trzeba odpocząć. Zgodnie z tym planem, już w środę wieczorem pożegnałam się z Markiem i Małgosią a w czwartek po śniadaniu pojechałam na lotnisko. Moje przemieszczanie się do Hamburga trwało prawie cztery godziny i wczesnym popołudniem dojechałam do naszego pensjonatu. Dosyć rzadko ostatnio wyjeżdżałam do Paryża, a jeszcze rzadziej bywałam w Hamburgu, to też założyłam, że na tym wyjeździe powinnam być odpowiednio zerżnięta. Nieźle mi to wyszło w Paryżu, teraz przyszedł czas na Hamburg. Zdążyłam się rozpakować, wziąć kąpiel i zjeść lekki obiad, kiedy pojawił się Manfred z Kurtem. Było dla mnie jasne, że zaraz dojdzie między nami do zbliżenia, ale nie wiedziałam ile tych zbliżeń będzie i który będzie pierwszy. Miało to o tyle znaczenie, że jeszcze dosyć mocno czułam w sobie pożegnanie z „zawodnikami” w Paryżu. Zasiedliśmy przy stole, popijając lekkiego drinka, wywiązała się między nami rozmowa „ na tematy różne”. Ale podczas tej rozmowy Manfred podszedł do mnie i zaczął zdejmować mi bluzkę. Kiedy to robił wstałam, wówczas podszedł Kurt i zsuwał ze mnie spodnie. Jeszcze kilka ruchów i pozbyłam się reszty ubrania. Byłam naga, podszedł do mnie Kurt i dłuższą chwilę przyglądał mi się. Nie widziałam się z nim kilka lat. Kiedy tak mi się przyglądał, przyznał, że zawsze byłam zgrabna, ale teraz zrobiłam się jakby jeszcze zgrabniejsza. To mówiąc błyskawicznie zrzucił ubrania i szliśmy do łóżka. Szeroko rozłożyłam nogi a on już był we mnie. Ja jeszcze nie miałam z nim zbliżenia, więc byłam ciekawa, jak go będę czuła. Okazało się, że czułam go bardzo dobrze. Wypełnił mnie mocno, jego ruchy spowodowały, że zaczęłam się szybko podniecać i głośno jęcząc przyjęłam w sobie jego wytrysk. Tym sposobem Manfred był drugi. On jest bardzo specyficzny i zawsze czuję go bardzo dobrze. Tym razem również było fantastycznie, podnieciłam się bardzo szybko i głośno jęczałam w pełnym orgaźmie, kiedy się we mnie spuszczał. Ponownie zasiedliśmy do rozmowy, przy okazji dowiedziałam się, że w połowie kwietnia była Helena, która, jak to Kurt określił szybko weszła w „mocną” zabawę”. Byłam bardzo ciekawa tej „mocnej zabawy” ale postanowiłam nie pytać, wychodząc z założenie, że jeżeli Helena będzie chciała, to mi sama napisze. Natomiast wróciliśmy do rozmowy o mnie. Manfred przypomniał mi, że pisząc do niego o swoim przyjeździe zasugerowałam mocne zbliżenia. Rzeczywiście, napisałam mu, że weszłam w tą symboliczną „pięćdziesiątkę”. Kalendarzowo zaczęłam w styczniu, a ponieważ nie mogę być w styczniu, zrobiliśmy to w grudniu, natomiast metrykalnie powinno to być 1 lipca. W tym czasie jestem na rejsie, więc zasadnym jest, aby to spotkanie również potraktować „urodzinowo”. Było od niego jeszcze jedno pytanie, czy „uciążliwości” podczas pieszczot akceptuje. Nie bardzo wiedziałam, co on w tym momencie ma na myśli, ale znając program piekiełek mogłam się domyślać, że chodzi o jakieś „klepanki” lub inne „szczypanki” bądź „kolczykowania”, więc się na nie zgodziłam. Jak to się mówi, żyje się raz, a w „pięćdziesiątkę” też się wchodzi raz. Dlatego zaakceptowałam jego propozycję. To też teraz potwierdziłam nasze ustalenia. W tym momencie włączył się Kurt, mówiąc, że w mieście powstał nowy „Klub”, on jest „zaprzyjaźniony” z szefem tego klubu i proponuje mi w nim „wizytę”. Zorientowałam się, że w tym momencie przejął inicjatywę Kurt. Dlatego zapytałam go, co przewidział w ramach tej „wizyty” Miałabym spędzić tam w piątek wieczór, odwiedzając trzy „działy”. Pierwszy dział, to klasyczna pokazówka w „Lustrzanym pokoiku”. Piątek ma największą „oglądalność” więc zasadna jest moja wizyta w tym „pokoiku”. Drugi dział to „Namiętne koleżanki”, trzeci to „Piekiełko. Co to Piekiełko mniej więcej wiedziałam, ale „Namiętne koleżanki” nie bardzo, tym bardziej że nie za bardzo odpowiada mi seks z kobietami. Ale Kurt mnie przekonywał, że to jest nowy „Klub” i zasadnym jest, abym odwiedziła ten „dział” również. W tym momencie padła również informacja o ekwiwalencie, jaki otrzymam za tę wizytę, który mnie w pełni satysfakcjonował, więc stwierdziłam, że dobrze. Kończąc te ustalenia zorientowałam się, że kutas Kurta stoi na baczność, a on patrzy na mnie wymowny sposób. Więc weszłam do łóżka i wypięłam w górę biodra. Miałam go zaraz w sobie, chwycił mocno za biodra i systematycznie wbijał. Poczułam go mocno w sobie, powodowało to, że zaczęłam się podniecać i głośno jęcząc potwierdziłam moment jego wytrysku. Po tym wróciliśmy jeszcze do pewnych szczegółów dnia jutrzejszego i powtórzyłam zbliżenie z Manfredem. Uznali, ze wszystko jest uzgodnione i poszli. Byłam z tego bardzo zadowolona, bo podczas zbliżenia z Manferdem już mocno czułam „wspomnienia z Paryża”. W piątek przed południem poszłam sobie do miasta, odwiedziłam „zaprzyjaźniony” sex-shop, dostałam nowy katalog i wróciłam do pensjonatu. Zjadłam lekki obiad i położyłam się, aby odpocząć przed tym długim wieczorem. Wyjechaliśmy kilka minut po piątej, bo o szóstej miałam zacząć pierwszy „występ”. Podjechaliśmy do nowoczesnego, można to nazwać kompleksu biurowo – hotelowo – rozrywkowego. Od frontu było wiele reklam, wśród nich, wcale nie rzucająca się w oczy „Erotic- Pub”. Na parterze klasyczny Pub piwny, przeszliśmy do klatki schodowej, na pierwszym piętrze erotyczny Pub typu „rura”, natomiast na drugim piętrze już bardziej ekskluzywny lokal, czytaj droższy, właśnie z lustrzaną „klatką” W momencie, kiedy tamtędy przechodziłam widziałam nagą dziewczynę w środku, która przecierała szyby. Na sali było już kilka osób, które ją dokładnie oglądało, natomiast ona ich nie widziała i robiła swoje. Na tym właśnie polega ten „dowcip Szwedzkich luster”. Weszliśmy na zaplecze, ale poszliśmy dalej, zjechaliśmy windą trzy albo cztery kondygnacje w głąb, weszliśmy do miło urządzonego pokoiku i tam mnie Kurt zostawił. Stwierdził, tu są „szefowie” zajmą się Tobą. Rzeczywiście, po paru minutach pojawił się niezbyt wysokiego wzrostu mężczyzna, ubrany raczej na sportowo, który poinformował mnie, że jest moim „pilotem” podczas tego wieczoru, że tutaj jest moja „szatnia”, mam się rozebrać, okryć leżącym na boku białym ręcznikiem i czekać „na zaproszenie”. Punktualnie o 18-tej przyszedł ponownie, udzielając mi jakby instruktażu, jak mam się zachowywać „podczas pokazu” i gdzie będę miała spotkanie z wybranym dla mnie partnerem. Jakby mimochodem spytał mnie, czy to prawda, że już kiedyś miałam tego typu spotkania. Stwierdziłam, że prawda, on stwierdził, że dobrze i wyszedł. Spojrzałam na ścienny zegarek, była 1815, kiedy przyszła po mnie dziewczyna o azjatyckich rysach, mówiąc, że jestem zaproszona na występ. Szłyśmy zupełnie inną drogą, niż szłam z Kurtem, po czym weszłyśmy do pomieszczenia, a ona mówiąc do mnie – tam masz wejść- otworzyła drzwi, za którymi był „Lustrzany pokoik”. Ponieważ wszystkie ściany są wyłożone lustrami trudno zorientować się, jaką on ma wielkość. Ale na podłodze było 8 płyt w poprzek i 8 płyt wzdłuż. Moim zdaniem miały one po 60cm, czyli podłoga miała ponad 23m2. Natomiast zdecydowanie trudniej było mi określić wysokość, ponieważ były tam lustra różnej wielkości i mocowane wcale nie regularnie. Nie miało to znaczenia, ale w tym momencie uzmysłowiłam sobie, że z tej „klatki” jest widoczność w dół, na pierwsze piętro, do przodu, na boki na drugim piętrze i od góry z galerii na trzecim piętrze. A jakie są to widoki miałam się przekonać, ponieważ we wszystkie płaszczyzny wbudowane były monitory, w „klatce” zamontowany był stały zestaw kamer i na dodatek, co się właśnie stało wszedł, ubrany w biały kombinezon kamerzysta z małą, bezprzewodową kamerą, której obiektyw stanowiło ruchome „rybie oko”. Zaraz po nim wszedł mój partner. Jak by to mogło być, był to dosyć wysoki, bardzo dobrze zbudowany ciemnoskóry mężczyzna. Ja jasnej karnacji, on ciemnoskóry, ewidentnie bardzo dobrze ze sobą kontrastowaliśmy. Okazało się, że do „klatki” został wstawiony specjalny podwyższony „stojaczek”, na którym ja mogłam oprzeć ręce, po to, aby on mógł we mnie wejść od tyłu. Podeszłam do niego, mocno zaparłam się rękoma i szeroko rozsunęłam nogi. Byłam ustawiona tak, że dobrze widziałam ustawiony przede mną monitor, a w nim całe moje krocze z przenośnej kamery Po chwili zobaczyłam i nie wierząc, aż odwróciłam głowę. Ten mój partner zrzucił ze swoich bioder ręcznik i ukazała mi się słusznych rozmiarów ciemnoskóra pałka. Zbliżyła się do mojej cipki, po czym zaczęła na nią napierać. Ten widok był możliwy z racji obecności kamery i powodował dziwną reakcję, kiedy widziałam, co się ze mną dzieje. Jeżeli tak można powiedzieć, to od razu było widać różnice w budowie naszych ciął, a tym bardziej w budowie tych narządów. Ale on naparł z całej siły, cipka otworzyła się i widać było, jak ta pała się w nią wdziera. Żeby było ciekawiej, po chwili wysunął się, kamerzysta uchwycił ten moment, jak została otwarta moja dziurka, była to jednak chwila, po niej ponownie, jak tłok w maszynie parowej, ta pała wdzierała się we mnie. Robił to bardzo wolno, więc widać było, jak się minimalnie cofa i jak prze do przodu. Widać było, jak marszczy mu się skórka, za nim we mnie wejdzie. Kilka jego ruchów, wypełnił mnie całkowicie, ale nie wszedł całkiem. No i zaczęła się zabawa, on się we mnie wdzierał, a ja unosząc wysoko głowę zaczynałam jęczeć, bo wbijał się we mnie coraz mocniej. Aż cipka lekko rozluźniając się popuściła trochę soków i jego ruchy zaczęły być płynniejsze. To powodowało, że zaczęłam się podniecać, on też. Kiedy we mnie strzelał, wygięłam się do góry, jak to się mówi, robiąc fokę. Wysunął się, ja jeszcze przez chwilę stałam w rozkroku. Po chwili z cipki zaczęła wypływać mieszanina jego i moich soków. Wówczas rozległy się na zewnątrz brawa. Zrobiło mi się bardzo przyjemnie, że mój wysiłek został przez kogoś doceniony. Tym sposobem „pierwsza pokazówkę” miałam już za sobą. Wzięłam ręcznik i wyszłam. W „szatni” dziewczyna powiedziała mi, że mam do siódmej wolne. Umyłam się, ubrałam w szlafroczek i położyłam odpocząć. Nie da się ukryć, ta pała była słusznego rozmiaru, a mając na uwadze moje „wcześniejsze” zmęczenie, szybko dało mi o sobie znać. Ale przyszła siódma i ponownie poszłam do „klatki” Tym razem już było w niej trzech mężczyzn, nie bardzo wiedziałam, co to ma znaczyć, ale wszystko się szybko wyjaśniło. W środku był specjalnie skonstruowany stolik z przeźroczystym blatem, zostałam na nim ułożona a dwaj z obecnych tam mężczyzn wzięli mnie za nogi i odciągnęli je na boki i do tyłu. Tym sposobem moje biodra jakby wysunęły się do przodu, a na tym przedzie moja cipka. Wówczas ten trzeci zdjął ze swoich bioder ręcznik, a mnie oczy stanęły w słup. Tamta pała była duża, ale ta była jeszcze większa. Jak ona ma się we mnie zmieścić? No i na tym właśnie polegała ta „pokazówka”. On ją przystawił do cipki i widać było że ją całą zakrywa. Podtrzymując ją jedną ręką mocno pchnął, ja zaczęłam wrzeszczeć, ale on wszedł. Na chwilę zatrzymał się, po czym ją wyjął. Przez moment było widać moją małą dziurkę i ponownie zbliżającą się tą pałę. Ale tym razem już się nie cofnął, tylko zaczął się normalnie wbijać. Widać było te jego charakterystyczne ruchy bioder do przodu i mój wrzask, bo wdzierał się we mnie coraz głębiej. Leżałam na tym stole, nie byłam w stanie się ruszyć, bo ci dwaj mocno przyciskali mnie do tego stołu, a ten trzeci z tą swoją pałą był we mnie coraz głębiej. Wykonał ze trzy ruchy jeszcze i już wypełnił mnie do końca, a kamera pokazuje, że on wcale jeszcze nie wszedł. Ja już zaczęłam głośno jęczeć, a on nic sobie z tego nie robi, tylko się we mnie wbija. Chyba to jęczenie pozwoliło mi się rozluźnić, bo wbijając się we mnie w końcu wszedł cały. Zdziwiłam się, kiedy usłyszałam oklaski, ale to były oklaski dla niego, że w końcu wbił się cały. Na moim brzuchu widać było wybrzuszenie, która powodowała ta pała. U mnie nastąpiło chyba jeszcze większe rozluźnienie, bo poczułam, że ma możliwość wysuwania się ze mnie i wsuwania. To zaczęło również mnie podniecać, jęczałam coraz głośniej i o dziwo, w pewnym momencie oboje doszliśmy do dużego podniecenia, co pozwoliło jemu spuścić się we mnie. Wysunął się, ale tamci mnie jeszcze trzymali, dopóki z cipki nie zaczęły wypływać nasze soki. By to dowód na to, że się we mnie spuścił, potwierdzony głośnymi oklaskami z sali. Wówczas podali mi ręcznik i mogłam iść do „szatni”. Tam ponownie odpoczywałam, tym razem do ósmej. O tej godzinie znowu zostałam wywołana do „klatki”. Weszłam, patrzę, a tam coś dużo tych murzynków. Kiedy mnie zobaczyli, zaczęli się uśmiechać, nie wiedziałam, o co chodzi. Patrzę, a tam na tym samym stole, na którym ja byłam poprzednio, teraz leży mężczyzna, a biodra ma przykryte ręcznikiem. Kiedy podeszłam on ręcznik zsunął a mnie ukazał się „kołek z płotu”. Takiego grubego kutasa dawno nie widziałam. Obecni tam „pomocnicy” podstawili stołeczek, na który miałam wejść, obrócić się i usiąść na tej pale pupą. Zrobiłam to i ewidentnym było, że moje nabijanie się na te pałę nie było takie proste. W pewnym momencie chwycili mnie za biodra i zaczęli dociskać. Ja się darłam, wyginając się do tyłu, to akurat powodowało, że szybciej się na tą pałę wbijałam, aż w końcu cała siedziała w mojej pupie. Wówczas pozostali stanęli przede mną u unieśli mi nogi do góry, rozsuwając je na bok. Tym sposobem zrobili sobie dostęp do mojej cipki i po chwili jeden z nich już się w nią wdzierał. Tak to należy nazwać, bo z tyłu siedziała tamta pała, a ten kutas też nie był najmniejszy. Chwycił mnie za biodra i wbijał się z całej siły. Ja jęczałam, ale „za uszami” słyszałam oklaski, więc zrobiło mi się miło. Systematycznie wbijając się doprowadził mnie do dużego podniecenia, natomiast siebie do wytrysku. Wysunął się, ale pozostali nadal mnie trzymali, wyczekali moment, kiedy pokazała się strużka naszych płynów, znowu oklaski, wytarli mnie ręcznikiem i wbił się we mnie następny. Tym razem już jęczałam bardzo głośno, bo zaczynało mnie coraz bardziej bolec podbrzusze. On jednak nic sobie z tego nie robił, tylko wbijał się we mnie coraz mocniej, aż doszedł do wytrysku. Niestety, nie był to koniec, po nim wszedł we mnie trzeci. Nie da się ukryć, był to niezły widok. Między dwoma potężnymi „czekoladowymi” ciałami drobne „białe” ciało. Wbijał się we mnie z pełnym rozpędem, ja już krzyczałam, kręcąc głowa na wszystkie strony, ale to nic nie dawało. Skończył, ponownie odczekali, jak pokazał się wyciek, rozległy się oklaski. Niestety, dla mnie nie był to jeszcze koniec. Panowie podtrzymując mnie w tej pozycji siedzącej odwrócili mnie, położyli na stole, na którym tamten poprzednio leżał, a on, chwytając mnie za biodra zaczął się ze mnie wysuwać i wsuwać. Czułam go w sobie bardzo głęboko, aż poczułam moment wypełnienia. Uniosłam głowę, kiedy się wysuwał i widziałam otwartą jeszcze tą swoją brązową dziurkę, która zamykając się, wycisnęła z siebie nadmiar tych jego soków. Widocznie to się podobało, bo słychać było „ z za ściany” oklaski. To był dla mnie definitywny koniec występów w „Lustrzanym Pokoiku”. Trudno powiedzieć, jak „kibice” ocenili tą pokazówkę, ale ja uważałam, że była zrobiona dobrze.
Koniec części 1. 08 maj 2008. Baśka, baska45@poczta.onet.pl
***






