7
maja

Weekend kwietniowo - majowy, Hanburg II

   Posted by: baska   in Opowiadania

Weekend kwietniowo – majowy, Hamburg, część 2. W szatni odpoczywałam do dziewiątej, o dziewiątej, owinięta w duży, kąpielowy ręcznik zaczęłam być prowadzona przez opiekującą się mną dziewczynę. Jedno, co się zorientowałam, szłyśmy na tym samym poziomie, po czym doszłyśmy do drzwi, otworzyła je, było to coś w rodzaju przedpokoju. Tam poleciła mi zdjąć ręcznik, po czym otworzyła drzwi i gasząc światło powiedziała – wchodź. Weszłam w pełną ciemność, to nie był nawet mrok, była to całkowita ciemność, w której nie widziałam nic.

Poczułam na sobie czyjeś ręce. Miało to być spotkanie z „Namiętnymi koleżankami” więc powinny to być ręce damskie. Nie było to w tym momencie ważne. Nic nie widziałam, ale usłyszałam głos – przed Tobą stolik, na którym masz się położyć. Rzeczywiście, wyczułam stolik, obróciłam się i położyłam. W tym momencie poczułam na sobie kilka par rąk, a ze chwilę kilkoro ust. jedne usta zbliżyły się do moich ust i delikatnie zaczęły je muskać. Poczułam usta na brodawkach z jednej i z drugiej strony, po chwili poczułam jakiś języczek w zagłębieniu pępkowym. Aż nastąpił ten moment kulminacyjny, poczułam, że mam rozszerzane nogi i czyjeś usta wsunęły się, sięgając cipki. Niczego w tym momencie nie rozumiałam, ale zaczęło mi być dobrze, a przede wszystkim zaczęłam się mocno podniecać. Jak to zawsze u mnie bywa, brodawki zrobiły się jak średniej wielkości truskawki i cały czas uwijały się wokół nich jakieś języki. Ale najważniejsze było to, że cały czas buszowały jakieś usta w mojej cipce. Zaczynałam być mocno podniecona, zaczęłam się już wiercić na wszystkie strony, ale nie dawałam rady ruszyć się. Te wszystkie języki, które miałam również swoje ręce, które bardzo mocno przytrzymywały mnie do tego stołu. Przyszedł moment pełnego podniecenia, zaczynałam się wiercić, ale to niczego nie zmieniało. Kilka par kobiecych rąk trzymało mnie w tej pozycji lezącej a ja odpływałam w pełnym orgaźmie. Nawet głośno nie byłam w stanie jęczeć, bo usta miałam zamknięte naprawdę namiętnym pocałunkiem. Ale przyszedł moment, że usta całujące mnie odsunęły się i mogłam głośno jęczeć. Nagle, nie wiem, czym to było spowodowane usłyszałam trzask i gdzieś w głębi tego pomieszczenia zapaliła się zapałka, a od niej świeczka. Ale kobiety pieszczące mnie nie przerywały swoich pieszczot ani na moment, tyle tylko, że zmieniła się ta kobieta, która pieściła moją cipkę. Po chwili zapaliła się druga świeczka i unosząc trochę głowę, mogłam w zarysie rozpoznać kilka postaci. Kiedy zaczęłam ponownie głośno jęczeć z dużego podniecenia, zapaliła się trzecia świeczka, a za pewien czas czwarta. Wówczas mogłam cokolwiek zobaczyć. Nie byłam w stanie ocenić tego pomieszczenia, ale w tym mroku wyłowiłam kilka kobiecych postaci, które były poubierane w czarne trykoty i miały na głowach kominiarki z otworami na oczy i nos z ustami. Nic z tego nie rozumiałam, ale nie było to w tym momencie ważne, bo nagle wszystkie odstąpiły od tego stołu, natomiast podeszła inna, miała w ręku trzcinkę. Poprowadziła mnie najpierw do stołu, gdzie stały szklanki i wskazując mi szklankę, poleciła wypić, następnie pokazała mi kierunek, w którym mam się udać. Po kilku krokach ujrzałam przed sobą fotel, w nim siedziała kobieta z rozszerzonymi nogami. Zrozumiałam, teraz czas na rewanż. Nie miałam wyjścia, tylko wkleiłam się w wystawioną cipeczkę, była to „młoda”, można powiedzieć „smaczna” cipeczka, więc bez żadnych oporów zaczęłam ją pieścić. Okazało się, że to była „przynęta” bo w momencie, kiedy ja zaczęłam pieścić podstawiona mi cipeczkę, do mojej cipki też ktoś się dobrał. Czyjeś zręczne rączki zarówno dotykały mojej łechtaczki, jak i znalazły sposób zagłębienia się w moją dziurkę. Znowu zaczęłam być podniecona, ale nie mogłam nić zrobić, bo byłam zobowiązana pieścić swoją partnerkę. Im ja byłam bardziej podniecona, tym mocniej wciskałam się w muszelkę partnerki, penetrując językiem jej dziurkę. Aż przyszedł mój orgazm i z cipki mojej zaczęły sączyć się obficie soki. Wówczas te pieszczoty zostały przerwane. Ponownie mogłam się napić ze wskazanej szklaneczki, ale już po pierwszej szklaneczce byłam jakby lekko odurzona. Po krótkim czasie okazało się, że to był koniec „miękkich i przyjemnych” pieszczot. Kiedy ja pieściłam swoją partnerkę zostały zapalone jeszcze dwie świece, w pomieszczeniu panował jeszcze dość głęboki półmrok, ale już dało się rozróżniać poszczególne osoby. Ponownie wylądowałam na tym samym stole i ponownie obecne w pomieszczeniu kobiety zaczęły mnie pieścić. Tym razem jednak nie trwało to zbyt długo i było dla mnie pewnym zaskoczeniem, że miałam wyciągnięte do góry ręce, które przytrzymywała jedna z kobiet. Zaczęło się od piersi. Każdą z nich ponownie pieściła ustami inna kobieta doprowadzając do dużego podniecenia, co spowodowało „postawienie się” brodawki. Wówczas te pieszczoty ustały, pojawiły się dwie inne kobiety, każda z nich chwyciła cycka od dołu, tym sposobem brodawka „wypięła się” do góry, a ona trzymaną w drugiej ręce packą zaczęła ją sklepywać. Myślałam, że oszaleję. Cipkę miałam pieszczoną, a cycki klepane. Ale żeby była równowaga za chwilę te kobiety, które klepały mi cycki przestały, w to miejsce pojawiły się inne, które od nowa zaczęły je pieścić. Natomiast ustały pieszczoty cipki, pojawiły się jakieś dwie postacie, które mocno rozciągnęły mi nogi, a między nie spadł pięciorzemieniowy taws, w całości wypełniający tą przestrzeń. Zawyłam z bólu, ale to niczego nie zmieniało, byłam równo klepana. Na szczęście nie trwało to zbyt długo, po chwili wszystkie moje „opiekunki” puściły mnie, dając mi możliwość podejścia do baru. To podejście już nie było takie łatwe, bo klepanka w kroku już zaczynała dawać o sobie znać i nogi były już trochę miękkie. Wypiłam następną szklankę i ponownie zostałam skierowana do pieszczot następnej „koleżanki”. Nie było w tym żadnego problemu, poza tym, co poprzednio, że za chwilę któraś z wolnych „koleżanek” zaczęła pieścić moją cipkę. Było to o tyle uciążliwe, że była ona już trochę sklepana, a więc dotykając ją powodowała ból. Nie był on jednak na tyle silny, aby „zagłuszyć” otrzymywane pieszczoty. Kiedy ponownie osiągnęłam wysoki poziom podniecenia te pieszczoty zostały przerwane, a ja w pozycji na czworaka zostałam poprowadzona na jakiś dziwny podest. Pomimo, że paliło się już sześć świec, to jednak na tak duże pomieszczenie było to bardzo mało i nadal panował w nim głęboki mrok. Po wejściu pokazały się przy mnie moje „koleżanki”, dwie chwyciły mnie za ręce, dwie mocno rozsunęły nogi, od przodu podeszła jedna i wsadziła mi w usta sztucznego penisa. Wszystko to, to były przygotowania do dalszego klepania. Pojawiła się ta z tą trzcinką i zaczęła ona lądować w moim kroczu. Miała dużą wprawę, bo za każdym razem trafiała równo w cipkę, sięgając również brązowej dziurki. Chciało mi się wyć, ale usta miałam zakneblowane. Kiedy skończyła, mogłam wstać i pójść się napić. No i tu już wiedziałam, że coś jest nie tak, bo nogi miałam bardzo miękkie. Stać na nich stałam, ale idąc mocno się zataczałam. Ponieważ zaschło mi w gardle wypiłam następną szklankę i moja „opiekunka” pokazała mi, że mam ponownie położyć się na tym samym stole. Tak samo, jak poprzednim razem, miałam ręce wyciągnięte do góry i prawdę mówiąc, nie bardzo wiedziałam, co teraz będzie, bo niby wszystko już było. Zdziwiło mnie tylko, że doszły jeszcze dwie świece i zostały one przesunięte bliżej tego stołu. Okazało się, że nie wszystko. Zaczęło się, jak poprzednio, od intensywnych pieszczot, ale przy tych pieszczotach mocno czułam ból „klepanki”. Te pieszczoty nie trwały jednak zbyt długo. Mogę powiedzieć, że na pierwszy ogień poszły piersi. Najpierw prawą jedna z „koleżanek” mocno ścisnęła, brodawka poszła do góry, to ja chwyciła a druga zaczęła ją przebijać, po czym wsunęła w powstałą dziurkę kolczyk. Po chwili to samo spotkało druga pierś. Nie uważam, żeby to była odpowiednia ozdoba dla mnie, bo jak bym chciała, to bym je sobie założyła sama. Po piersiach przyszedł czas na pępek. Tam został chwycony specjalnymi szczypcami duży fałd skórny, w który została wpięta dużych rozmiarów, jak się później okazało 5cm agrafka. Na koniec oczywiście dobrały się do mojej cipki. Najpierw klamerkami typu „bielizna” spięły mi duże wargi sromowe, co po poprzedniej klepance bardzo mocno bolało, po czym ściskając mi żołądź łechtaczki wbiły w nią wcale nie mały kolczyk. Wyłam, bo to mnie wszystko mocno bolało, ale one nie zwracały na to uwagi. Skończyły kolczykowanie, zwolniły zapięcia klamerkami, ale w to miejsce w duże wargi sromowe powpinały mi agrafki. Nie tak duże, jak przy pępku, ale też wcale nie małe, później okazało się, że mają po 3cm. Darłam się, bo przecież to wszystko było już sklepane, ale to nie miało żadnego znaczenia, one robiły swoje. Kiedy skończyły dostałam następną szklankę do wypicia i o dziwo, przy drzwiach pojawiła się ta sama dziewczyna, która mnie tu przyprowadziła. Miałam takie wrażenie, że niby nogi mam słabe, ale jakoś idę. Natomiast od pewnego momentu byłam jakaś pobudzona emocjonalnie, miałam wrażenie, że nic mnie nie boli i czegoś jeszcze pragnę. Po prostu miałam w głowie zakodowane spotkanie w Piekiełku. Prowadząca mnie dziewczyna wróciła ze mną do „szatni”, gdzie się dobrze umyłam. Tam się okazało, że jednak to wszystko dosyć mocno mnie boli. Do północy miałam jeszcze ponad pół godziny, położyłam się, ale ten czas, można powiedzieć, działał na moją niekorzyść, bo narastała opuchlizna po „klepance”. Ale nie miałam wyjścia, taką zawarłam umowę, musiałam czekać. Przyszła równo dwunasta, moja opiekunka ponownie zaprowadziła mnie do jakiegoś pomieszczenia. Tam zapięła mi na ręce i nogi opaski z kółkami. Zapięła mi również pasek na brzuchu. Ze swojego doświadczenia znałam już te akcesoria, więc nie byłam zbytnio zdziwiona. Tak uzbrojona zostałam „wepchnięta” do pomieszczenia, które o dziwo było bardzo jasne. Ściany były wyłożone ciemną glazurą, były tam różne półki, a na tych półkach różne akcesoria. Obstawiło mnie kilka postaci męskich, wszyscy w trykotach i maskach, na biodrach poprzewiązywane ręczniki. Gdy tylko weszłam poprowadzili mnie na środek sali, po czym podali mi do wypicia szklaneczkę z mocno aromatyzowanym płynem. Domyślałam się, że może to być jakiś „doping”. Za ich placami stał niewielki stolik jakby umieszczony w zdecydowanie większej klatce, na którym miałam się położyć. Chwycili mnie za ręce, wpięli linki i przypięli do poprzecznego drążka. Wpięli też linki do pasa i przymocowali mnie do stolika. Na koniec wpięli linki do opasek przy nogach, linki przeciągnęli do przeciwległego drążka, powodując mocne ich wygięcie do typu, ale przede wszystkim na boki. Dodatkowo jeszcze założyli mi opaski na udach, powyżej kolan, mocno je rozciągając na boki. Przy takim unieruchomieniu całe moje krocze wysunęło się do przodu, a im o to chodziło. Długo oglądali pierścionek i agrafki powpinane w cipkę, po czym zaczęli ją „głaskać”. Ale to głaskanie było tylko „przygrywką”, bo pojawił się mężczyzna z trzcinką i równiutko, w sam rowek przyłożył mi cztery razy. Wyłam, bo mnie zabolało. Przecież cipka była sklepana już przez „Przyjaciółki”. Po tym „zabiegu” następny z obecnych tam mężczyzn zaczął ponownie głaskać mnie po cipce, aż ujrzałam w jego ręku zapinkę typu „szczęki rekina”. On ścisnął obie wargi i na nie zapiął. Znowu zawyłam z bólu, bo przecież były obolałe, a teraz jeszcze zaczęły się w nie wrzynać te szczęki. Kiedy już to zrobili ponownie się zmienili, teraz już przyszło kilku, gładzili mnie po wewnętrznej stronie ud, na wysokości właśnie cipki, aż w pewnym momencie poczułam, że któryś coś przyłożył i grubym mazakiem i rysuje. Skończył, ale coś zaszumiało, uniosłam głowę, patrzę, a tam jest następny z maszynka do tatuażu i „jedzie” po tym rysunku, który poprzedni zostawił. Próbowałam się ruszyć, ale nie dałam rady, tym bardziej, że właśnie biodra i uda miałam mocno przywiązane. Trwało to dłuższą chwilę za nim skończył na jednym udzie, przeniósł się na drugie. Kiedy skończył, o dziwo odpięli mi tę zapinkę a jeden stojący z boku podął mi szklankę z piciem. Ponieważ nie miałam wolnej ręki, unieśli mi lekko głowę do góry i wlewali w usta. Jakoś udało mi się przełykać i wypiłam całą. Pojawił się następny przy cipce, pogładził ją, po czym pomagając sobie wpiętymi w duże wargi agrafkami, mocno ją rozchylił, zrzucił z siebie ręcznik a oczom moim ukazał się jego kutas. Nie wiem, skąd oni wzięli takich „zawodników” ale ten kutas był na prawdę pokaźnych rozmiarów i za chwilę wdzierał się w moją dziurkę. Kiedy tylko wszedł minimalnie, chwycił za biodra i wykonując stosowne ruchy zaczął się we mnie wbijać. Ja jęczałam, bo cała cipka mnie pobolewała, na dodatek wdzierający się kutas, miałam wrażenie, ze mnie za chwilę rozsadzi. Ale jakoś nie rozsadził, trochę się podnieciłam, cipka się rozluźniła i zaczął się we mnie płynnie wbijać, aż doszedł do swojego szczytowego podniecenia, wypełniając mnie w środku. Wysunął się, na jego miejsce pojawił się następny, ten ładował się mi w pupę. Byłam na tyle wygięta, że dał radę. Przystawił się, naparł, a kiedy był już w środku, wypełnił mnie bardzo głęboko. Wbijając się systematycznie doszedł do swojego maksymalnego podniecenia, pozostawiając u mnie w środku swoja pozostałość. Po nim przyszedł następny, który ponownie sklepał mi cipkę i następny w pupę. Tego typu „tandemy” przejechały mnie jeszcze dwa razy. Nie da się ukryć, że przy tej wielkości tych kutasów czułam ich w sobie bardzo mocno. Nastąpiła przerwa, wypięli mnie ze wszystkich linek i w tym momencie poinformowali mnie, że mam na udach wymalowane 3cm wielkości znaczki – króliczki Playboy-a. Po prawej mojej stronie króliczek wmalowany jest uszami do góry, a jego uszy przedstawiają rzymską piątkę, po lewej mojej stronie mam go wymalowanego odwrotnie, główka króliczka przedstawia zero, czyli w sumie wychodzi moja „pięćdziesiątka”. Uśmiechnęłam się tylko i poszłam się umyć. Kiedy wróciłam, czekała na mnie następna szklanka z napojem. Już po tamtych dwóch szklankach czułam się dziwnie. Nie było istotne zadawanie mi bólu, a było istotne przeżywanie seksu. To samo było w tym momencie. Wiedziałam, że to jeszcze nie koniec tego spotkania i już nie mogłam się doczekać, co będzie dalej. A dalej nastąpiło szybko. Moi partnerzy przypięli mi do rąk linki i można powiedzieć, wyciągnęli pionowo, jak strunę. Wisząc tak, mieli dostęp do wszystkich stron, ale skupili się na przedniej. Najpierw przez moment „zabawiali” się kolczykami wpiętymi w brodawki. Ale widocznie było im tego mało. Jeden naprężał pierś, pociągając za brodawkę, a drugi wbijał w nią, pod kątem 45 stopni, długą lekarską igłę. Poczułam to kłucie, po chwili to samo z drugiej strony, tym sposobem miałam w jednej piersi dwie skrzyżowane igły. Po chwili to samo spotkało drugą pierś. Ponieważ obie piersi moje „Przyjaciółki” mi sklepały, wbijanie tych igieł powodowało określony ból. Skończyli, a przede mną ustawili bardzo niewielki stolik i luzując linki od rąk przeciągnęli je do nóg tego stolika. Był on na tyle mały, że opierałam się na nim tylko klatką piersiową i częścią brzucha. Moi partnerzy „zadbali o to”, abym miała odpowiednio rozsunięte nogi, zaczęli głaskać mi pupę. Trochę obawiałam się tego głaskania i słusznie, bo za chwilę w samym środku rowka wylądował trzcinka. Znowu cztery razy. Po tych czterech razach trzcinką przy mojej brązowej dziurce pojawił się następny kutas i się w nią wdarł. Z drugiej strony stolika pojawił się drugi i podnosząc mi głowę, wsunął mi w usta swojego kutasa. Ten w ustach mnie tylko mnie„zatkał”, natomiast ten w pupie wbijał się w nią systematycznie. Dostałam cztery razy trzcinką na pupę i po tym pierwszym jeszcze trzech się w nią wdarło. Każdy z nich, osiągając odpowiedni poziom podniecenia pozostawiał we mnie swój „ślad”. Psychicznie było wszystko w porządku, ale fizycznie już to „wypełnianie” pupy odczuwałam bardzo mocno. Na szczęście na czterech się skończyło. Ponownie miałam przerwę, odświeżyłam się, znowu dostałam szklaneczkę i moi partnerzy ponownie ułożyli mnie na tym samym stoliku, tym razem jednak rozciągając mi ręce i nogi na boki linkami. Leżałam niby na plecach, ale biodra były wysunięte, głowa też nie miała podparcia. Więc zaraz to zostało wykorzystane i w usta wepchnął się jeden kutas, ustawiając je w układzie łabędziej szyi. W tym samym czasie inny zaczął głaskać mi cipkę, już wiedziałam, że niczego dobrego to nie wróży i miałam rację. Głaskający ją partner, wykorzystując agrafki, rozchylił moje wargi i w to miejsce natychmiast spadła trzcinka. Bolało mnie to potwornie, powtórzyło to się jeszcze trzy razy. Nie wiem skąd się wziął akurat tym razem ten „system czwórkowy” ale może i dobrze, bo po czterech uderzeniach zaprzestał. Nie oznaczało to zakończenia „pieszczenia” cipki. Następny zaczął ja ponownie głaskać, po czym „dobrał się” do warg wewnętrznych i najpierw je ścisnął specjalnym zaciskiem, następnie przekłuł zakładając w nie proste kolczyki. Nie byłam w stanie krzyczeć, bo miałam zatkane usta, więc tylko marszczyłam oczy i brwi. Na szczęście skończyli mnie „dekorować”. W tak „udekorowaną” cipkę zacząłby się teraz wdzierać odpowiedniej wielkości kutasy. Nie widziałam ich, ale czułam je w sobie bardzo głęboko. Na dodatek każdy następny był ewidentnie większy, od poprzedniego, wypełniając mnie do granic możliwości. Gdybym tylko mogła, na pewno bym się bardzo głośno darła. Kiedy się czwarty spuścił we mnie z ulga odetchnęłam. Wypieli mnie, nie miałam siły utrzymać się na nogach, więc prawie na czworakach poszłam do łazienki. Wracając z łazienki wychodziłam z założenia, że to już koniec. Byłam już odpowiednio mocno zerżnięta i miałam świadomość, że kiedy przestanie działać „znieczulacz” nie będę mogła pewnych miejsc dotknąć. Dlatego dosyć ochoczo wypiłam podaną mi szklaneczkę i mocno zdziwiłam się, kiedy dowiedziałam się, że przede mną jeszcze „konna jazda”. Na czym to polega. Pomiędzy nogi kobiety wprowadzana jest rurka, gruby pręt bądź pionowo zamocowana belka drewniana, po czym następuje jej podciąganie, ale nie równomierne, tylko raz z jednej strony, raz z drugiej strony. Tym sposobem ciało kobiety wykonuje ruchy takie, jak by jechała na koniu. Pomimo pewnego oszołomienia oczy otworzyły mi się szeroko, ale już nie byłam w stanie niczego zrobić. Moi partnerzy wpięli mi w opaski na rękach linki i podciągnęli do góry. Po chwili inni przynieśli odpowiednio długą metalową okrągłą belkę i też wpięli w jej końce linki, po czym podciągnęli ją do pewnej wysokości i zatrzymali. Niczego w tym momencie nie rozumiałam, ale po chwili już było wszystko jasne. Ktoś inny przyniósł inne „zabawki” Była to zatyczka analna, w kształcie dosyć smukłej łezki. Stopka tej zatyczki była wyprofilowana tak, żeby oprzeć się na tej belce. Druga zabawka, to znaczących rozmiarów sztuczny penis, o odpowiednio wyprofilowanej główce i przewężeniu w dalszej części. On też miął stópkę umożliwiającą oparcie go na belce. Asystujący nam partnerzy najpierw osadzili mi zatyczkę w pupie, następnie podstawiono mi tego sztucznego kutasa pod cipkę i zaczęli dalej podciągać linki. Kiedy obie te „zabawki” już zaczęły wchodzić we mnie, włączono mechanizm „jazdy”. No i zaczęło się, najpierw podciągnięta była linka z tyłu, więc pochyliłam się do przodu, po chwili podciągnęła się linka z przodu, to odchyliłam się do tyłu. Ta „zabawa” trwała dobrą chwilę, bo szybkość podnoszenia była ok. 1.5cm na minutę. Kiedy te „zabawki” wyszły we mnie gdzieś do połowy, zaczęłam bardzo głośno jęczeć. Byłam coraz mocniej wypełniana w środku. Prawie równolegle przesuwała się głowa kutasa i początek tej łezki, ale w dalszej części kutas miał tę sama grubość, natomiast zwiększała się grubość łezki, powodowało to widoczne już wypełnienie dolnej części mojego brzucha. Kiedy weszło już tego prawie ¾ już zaczęłam głośno jęczeć. Ale najgorsza była końcówka. Obie te zabawki wbiły się we mnie i zaczęłam opierać się na belce. Powodowało to urażanie całego krocza, było ono przecież nieźle sklepane, więc podnosiłam się na palce. One jednak po pewnym czasie drętwiały i opadałam na belkę. To znowu mocno bolało i znowu podrywałam się na palce, aby sobie ulżyć. W tym czasie zaczęłam się już drzeć. Nie do końca podobało się to moim partnerom, pojawiły się dwie trzcinki

i co jakiś czas próbowano mi wytłumaczyć, że moje darcie nic nie daje, przykładając mi to z tyłu na pośladki, to z przodu, na wysokości wzgórka łonowego Te uderzenia oczywiście powodowały dodatkowy ból, więc ja się darłam coraz głośniej, aż moje darcie przeszło w wycie, kiedy belka podciągnęła się na tyle wysoko, że już nie dotykałam palcami podłogi. Wówczas zatrzymali maszynę, dostałam „pożegnalne” uderzenia na pośladki, wzgórek łonowy, ale dobrali mi się również do piersi i podnosząc je za kolczyki do góry, też mi tam po dwa razy przyłożyli. Zawyłam, zabolało tak, że chyba na moment straciłam przytomność, ale oni na tym skończyli. Luzując linkę poinformowali mnie, że moje króliczki nie mają ani oczek, ani buśki i miło by im było, gdybym jeszcze do nich kiedyś przyjechała, uzupełnić te braki. Po czym wszyscy wyszli. Pojawiła się dziewczyna z „szatni” najpierw wypięła tę belkę, po czym poluzowała linki podtrzymujące ręce. Nogi miałam tak zmęczone, ze nie byłam w stanie stać. Na czworakach doszłam do łazienki. Kiedy się myłam dziewczyna zapytała mnie, czy życzę sobie, aby pomogła mi pozbyć się tych wszystkich „ozdobników” Powiedziałam, że tak, na co ona stwierdziła, że za tą usługę życzy sobie ten kolczyk z łechtaczki. Zgodziłam się bez dyskusji i stojąc pod ciepłym prysznicem patrzyłam, jak systematyczne to wszystko ze mnie zdejmuje. Żeby pozbyć się ozdobników z cipki musiałam się położyć na podłodze, ale nie był to problem, już po tym dochodziłam trochę do siebie, wytarłam się, ubrana wróciłam do pensjonatu. Spojrzałam na zegarek, była prawie trzecia w nocy. Pomyślałam, ładnie, dawno już nie „zabawiałam się” przez dziewięć godzin. Ale cóż, „pięćdziesiątkę” ma się raz. Nie wiem kiedy usnęłam, ale sobota rano była koszmarna. Bolało mnie wszystko, dawała o sobie znać „trzcinka”, bolały miejsca po „ozdobnikach”, bolał też brzuch po zabawkach. Ale kiedy już doszłam do siebie dokładnie obejrzałam te moje „zdobycze” – dwa kolczyki z brodawek, duża agrafka z pępka i małe z cipki. Schowałam, jeszcze do popołudnia odpoczywałam i wieczornym samolotem wróciłam do domu. Przez niedzielę byłam nie do życia, intensywnie się kurując. W poniedziałek, wracając z pracy zajrzałam do zaprzyjaźnionego jubilera, prósząc o nieformalną wycenę. Okazało się, że zarówno w kolczakach, jak i w oczkach obu agrafek są wtopione brylanciki. Wiedziała o tym „szatniarka”, dlatego poprosiła mnie o ten kolczyk z łechtaczki. On był największy. Po przyjście do domu doszłam do wniosku, że z tych kolczyków i dużej agrafki będę miała ładny prezent ślubny dla swojej przyszłej synowej, a małe agrafki zostawię sobie na pamiątkę. W końcu na nie „zapracowałam”. Takim akcentem można zakończyć ten mój weekendowy wyjazd. 08 maj 2008. Baśka, baska45@poczta.onet.pl

***

sex tube
erotyka
e-porntube.pl
Anonse erotyczne
Baza anonsw towarzyskich
www.vipanonse.eroma…
Darmowe filmy erotyczne
Darmowe filmy, fotki i inne
www.erotyka.mzone.p…
bukkake
bukkake
gangbang.tricq.com
sex shop
sex shop
www.matador.pl
gay porno
gay porno
gejury.pl
Strony Erotyczne
Strony Erotyczne Strony Erotyczne
Strony Erotyczne
FILMY EROTYCZNE
Filmy Erotyczne Filmy Erotyczne
www.starsex.pl
jebanie
jebanie
jebanie.qs3.pl
Sex filmy
Filmy poeno
www.eroticom.pl
Dojrzae Mamuki Sex
Dojrzae Mamuki Sex
www.sexdojrzale.inf…
sexi panienki
Polskie sexi panienki
nastolatki.x56.pl/s…
Filmy porno
Filmy porno u nastolatek
19nastki.pornolog.i…
Powikszanie piersi
Skuteczne, Bezpieczne piersi
powiekszanie-piersi…
szparki
szparki
szpareczki.rf2.pl
filmy erotyczne BDSM Sex Movies Filipina Girls