Skip to content

Rowerowa wycieczka 1

Wycieczka rowerowa 1.

Mam siedzący tryb życia. Aby się całkiem nie zastać trochę się gimnastykuję w domu, dwa razy w tygodniu chodzę na basen. Natomiast jak tylko mam wolna sobotę, praktycznie bez względu na pogodę, jeżdżę na rowerze.

Tutaj jest pewien niuans. Kiedyś założyłam sobie, że będę jeździła 15 km w jedną stronę, ale kilka razy zdążyło się, że na skutek złej pogody zawróciłam z trasy. Obraziłam się sama na siebie, że tak łatwo się poddałam, więc wymyśliłam przymus. Jadę na rowerze do dworca kolejowego, wsiadam w pociąg z rowerem, jadę do wyznaczonej stacji, jest to, jak pomierzyłam samochodem, 64 km od domu, wysiadam i chcąc nie chcąc wracam. Teraz już nie mam wyboru, muszę do domu dojechać, bez względu na pogodę, a nie raz dała mi ona do wiwatu. Nie jestem aż tak dobra, aby całą trasę przebyć bez odpoczynku, mniej więcej w połowie trasy jest zajazd, do którego podjeżdżam, aby zrobić sobie krótką przerwę na odpoczynek i coś zjeść. Jest to nowy, bardzo elegancki zajazd, z prawej strony od wejścia jest restauracyjna sala konsumpcyjna, za nią po tej samej stronie jest sala kawiarniana, natomiast po lewej stronie, jakby za kuchnią jest niewielka salka klubowa wyposażona w bilard. Na I piętrze jest sześć pokoi dwuosobowych, gdzie można odpocząć lub przespać się, natomiast jest jeszcze II piętro – poddasze, gdzie są cztery pokoje służbowe. Jeżdżąc już dłuższy okres czasu zaprzyjaźniłam się z personelem, a przede wszystkim z Basią. Mniej więcej na początku marca pojechałam na pierwszą wycieczkę. W następnym tygodniu pojawił się „towarzysz”, moim zdaniem dość młody mężczyzna, który widząc „dziewczynę” na rowerze, zaczął mi towarzyszyć. Ale „zgubiłam” go zjeżdżając do Zajazdu. Jednak zorientował się i w następnym tygodniu zjechał razem ze mną. Ale znowu mu zniknęłam, bo postawiłam rower i poszłam na zaplecze, natomiast po pewnym czasie pojawiłam się w salce klubowej już po prysznicu i tylko w bluzce, zwątpił, czy to ja. Zjadłam, odpoczęłam, poszłam na górę, ubrałam się do końca i na rower. Zorientował się, wsiadł też na rowery, dogonił mnie, pytając gdzie mu zniknęłam. Odpowiadam, że nie zniknęłam, tylko siedziałam przy tym stoliku, jedząc posiłek. Wówczas do niego dotarło, że mnie nie poznał. Ale ja mu się nie dziwię. Na drodze głowa zakryta, kurtka, ciemne spodnie, przy stole „dziewczyna z długimi włosami i podkoszulce”. Kiedy już dojeżdżaliśmy do domu chciał się koniecznie ze mną umówić. Podałam mu nazwę dworca kolejowego i godzinę, o której najczęściej przyjeżdżam. Tak zaczęliśmy razem jeździć, przy czym, kiedy przyjeżdżaliśmy do Zajazdu, każde robiło swoje, ja szłam na zaplecze, a on do „baru”. Przyszedł maj, byliśmy już zdecydowanie lżej poubierani. Zeszłam też do baru, jem drugie śniadanie, pan nareszcie się przedstawili – Przemysław, czyli Przemek. Postawił piwo, stwierdziłam, jedno mogę wypić i przeszliśmy na Ty. Podczas tego śniadania zapytał mnie, gdzie ja znikam. Wytłumaczyłam mu, że tam są pokoje gościnne i służbowe a ja idę tam odświeżyć się. Przemek, w wieku ok. 30 lat był wyraźnie niskiego wzrostu, nie takiego, jak ja, niewiele powyżej 160cm, ale bardzo mocny w sobie. Było widać, że te jego uda i ramiona są durze, stwierdził – no tak, takiej to dobrze. Siedzi przy stole pachnąca, a ja zapocony. Wówczas zapytał – ponieważ robi się coraz cieplej, czy on też mogłaby skorzystać z takiej „odnowy biologicznej”. Stwierdziłam, że chyba tak, ale trzeba zapytać właścicielki no i że za skorzystanie z pokoju trzeba będzie zapłacić. Uzgodniliśmy, że podejmiemy ten temat za tydzień. W tygodniu zadzwoniłam do Basi mówiąc o zaistniałej sytuacji. Oczywiście, zgodziła się podając standardową cenę za skorzystanie z pokoju, mówiąc jednocześnie, że naszykuje małą niespodziankę. To też w następną sobotę postawiliśmy rowery przed zajazdem, wzięłam klucz od Basi, ta uśmiechnęła się do mnie i prowadzę go na „pięterko”. Kiedy wszedł do pokoju, widać było, że go lekko zatkało, duży pokój, duże łóżko, ale to, co najważniejsze, nakryty stolik, a na nim termos z wodę, herbaty, taca z kanapkami i po piwie oraz kartka – miłego pobytu – właściciel. Spojrzałam na niego, mówiąc – no Przemek, co Ty na to. Widząc, że nie wie, co ma powiedzieć, stwierdziłam – to Ty myśl, a ja idę się umyć. Przy nim wyskoczyłam z ubrania i tylko w bieliźnie weszłam do łazienki. Umyłam się pierwsza, wyszłam owinięta w ręcznik, ubrałam się w czystą bieliznę i podkoszulkę, naszykowałam herbatę i poczekałam, aż się umyje. Trzeba przyznać, że poszło mu to zgrabnie i po pewnym czasie siedzieliśmy już przy piwku. Widząc mnie niekompletnie ubraną sam też został w szortach i podkoszulce. Ochłonął, zjedliśmy kanapki, wypiliśmy piwo i w drogę. Za tydzień powtórka, aż przyszła sobota, 23 maj. Byliśmy już, można powiedzieć, zaprzyjaźnieni, w pokoiku atmosfera była dosyć swobodna, on chodził już tylko w szortach, naprawdę pięknie zbudowany mężczyzna, ja w samej bieliźnie. Kiedy już był po kąpieli ja wyciągnęłam się na łóżku, mówiąc, że chyba będzie mu wygodniej odpocząć leżąc tak, jak ja, niż siedząc na krześle, za pokój już i tak jest zapłacone. Popatrzył na mnie, po czym rzeczywiście ułożył się wygodnie obok mnie. Wyciągnął ręce do góry, rozłożył szeroko nogi i zobaczyłam ten jego bardzo ładne torsy. Nie da się ukryć, zrobiło mi się mokro i jakby odruchowo położyłam swoje ręce na jego kroczu. Spojrzał na mnie, a ja – sprawdzam, czy coś tam masz. Odpowiedział przytomnie – przytrzymaj dłużej, a zobaczysz. Nie musiałam trzymać zbyt długo, po chwili już poczułam coś twardego. Przemek uniósł się na rękach i po chwili zsuwał mi majteczki. Zaraz po tym zsunął swoje szorty i w tym momencie zorientowałam się, w co się wrąbałam. Spojrzałam, a między jego nogami sterczał wcale nie małej wielkości, ale przede wszystkim dość gruby kutas. Odruchowo rozsunęłam nogi i już wiedziałam, że mam do czynienia z profesjonalistą. Wcale nie wpychał się we mnie, tylko zaczął pieścić moją dziurkę. Podrażnił ją tak, że puściła dużo soków, wówczas tak namoczonym kutasem zbaczał mi drażnić łechtaczkę. Miałam wrażenie, że zaczęły po mnie chodzić mrówki, tak narastało we mnie podniecenie. Czegoś takiego już dawno nie czułam. A on wolniutko i spokojnie jeszcze kilka razy przeciągnął nim po łechtaczce i zaczął się wolniutko wsuwać. W tym momencie zaczęło we mnie narastać bardzo duże podniecenie. Przemek robił to z taką gracją, z taką kulturą, myślałam, że za chwile oszaleję. Czułam go nie tylko w piździe, jak się we mnie wsuwa, czułam go cała sobą. Nic dziwnego, że jak się we mnie wsunął, jak mnie wypełnił, już zaczęłam płynąć. Miał tego swojego kutasa naprawdę odpowiednich rozmiarów, a pomimo to czułam go tak „lekko” w sobie. Kiedy już mnie wypełnił, poprawił się i zaczął się wbijać, aczkolwiek nie jest to właściwe określenie. Wysuwał się dosyć mocno, wsuwał powoli, po czym w ostatnim momencie mocno dobijał tak, że czułam go nie tylko w środku, ale również na swoich wargach sromowych. Każde jego pchnięcie powodowało narastające we mnie podniecenie, po czym ja doszłam do pełnego orgazmu jęcząc bardzo głośno, a on dopiero za chwilę się wygiął, wbił się we mnie mocno, spuszczając się jednocześnie. Dobrą chwilę we nie trwał, po czym poszedł do łazienki, a ja, zwinięta w fasolkę leżałam cała drżąca z podniecenia. Nie ukrywam, że tym razem trudno było mi się pozbierać, jednak nie miałam wyjścia. Zjedliśmy drugie śniadanie, wsiedliśmy na rowery i do domu. Coś w tym spotkaniu było, bo wracając praktycznie nie rozmawialiśmy, od czasu do czasu rzucaliśmy w swoim kierunku odpowiednie spojrzenia. Jechałam, ale głowę miałam jeszcze „na łóżku”, co powodowało, że pizda cały czas była mokra. Ale jakoś dojechałam. To też z dużą niecierpliwością czekałam następnej soboty. Była równie wspaniała, jak nie lepsza, bo wystawiłam swoje biodra do góry. Przemek ustawił się równo za mną i powtórzył swoją „procedurę. Miałam bardzo mocno rozsunięte nogi, kiedy on przesuwał tym swoim kutasem po całym moim kroczu, a kiedy wsuwał się w dziurkę, to tak, jakby jakiś „balsam” wypełniał moje wnętrze. Kiedy wsuwał się do środka, ja nie dość, że czułam go w pochwie, ale miałam wrażenie, że ten jego balsam już wypełnia mnie zdecydowanie dalej, tam, gdzieś w głębi brzucha. Tak dobrnęliśmy do wytrysku, podczas którego miałam wrażenie, że te jego soki nie zatrzymały się gdzieś w piździe, ale rozpływają się po moim całym ciele. Taki scenariusz powtarzał się aż do końca czerwca. Teraz mamy przerwę wakacyjną, podczas nich też będę jeździła na rowerze, ale na pewno „powrócę na trasę” we wrześniu. 29 czerwca 2009r.Baśka, baska45@poczta.onet.pl ***