Spotkanie u Furmana
Na początku czerwca miałam „Spotkanie z Furmanem”. Kiedy kończyło się nasze spotkanie Jurek stwierdził – było nieźle, ale masz przyjechać do naszej stadniny, tam Cię wypierdolę razem ze swoimi kolegami. Wówczas nic nie powiedziałam, ubrałam się i wróciłam do domu. Przez cały czas czułam „zmaltretowaną” swoją pizdę. Tym nie mniej, pomimo tego zmęczenia, od razu świtała mi myśl wyjazdu. Były to myśli na gorąco, czy zostaną zrealizowana, wówczas jeszcze się nie zastanawiałam.
Ale zbliżał się 01 lipca, dzień moich urodzin. Od kilku lat na tę okoliczność szykowałam sobie coś” specjalnego. Tym razem było to coś zupełnie innego, a mianowicie udział w Światowym Zlocie Żaglowców, w dniach 03 – 05 lipca. Dlatego doszłam do wniosku, że „specjalne spotkanie urodzinowe” przesunę na późniejszy termin. Po krótkiej wymianie korespondencji uzgodniliśmy, że będzie to piątek, 10 lipca. Samochód przyjechał po mnie o 19-tej, a na miejsce dotarliśmy przed 20-tą. Od razu podjechaliśmy pod stajnię, wysiadłam a kierowca poprowadził mnie do drzwi. Po ich otwarciu znalazłam się w dużym jakby korytarzu, gdzie po lewej stronie zaczynały się boksy z końmi, natomiast po prawej było kilka pomieszczeń. Weszliśmy do drugich drzwi, było to można powiedzieć, dosyć duże, bardzo ładnie i dobrze wyposażone pomieszczenie socjalne dla pracowników. Tam zastałam Jurka, ale również jego dwóch kolegów. Na pierwszy rzut oka widać było, że są to mężczyźni bardzo dobrze zbudowani, ok. 180cm wzrostu, nie wiem, ile w klatce, ale też nie mało i „barowanie” się z nimi nie będzie wcale łatwe. Podeszłam do Jurka, przywitał się serdecznie, przedstawiając kolegów – Wiesława i Waldemara. Rozebrałam się ze sweterka, bo w pomieszczeniu było bardzo ciepło. Panowie w tym momencie bardzo dobrze przyjrzeli się mnie i zaproponowali pierwszy kieliszek wódeczki, na powitanie. Powiedzieć, że kieliszek to trochę mało. Był to pokaźnych rozmiarów szklaneczka drinka. Wypiliśmy, po czym Jurek powiedział – chodź, pokażemy Ci nasze gospodarstwo. Przeszliśmy po stajni oglądając konie, głównie były to klacze w różnych fazach ciąży. To też wymagały szczególnego nadzoru. Po prawej stronie stajni było sporo zdecydowanie mniejszych boksów, które oglądaliśmy w powrotnej drodze. Były to boksy kucyków. Dalej Jurek pokazał mi dwa następne pomieszczenia „techniczne”, które w tym momencie niczego sobą nie przedstawiały. Tak mi się wydawało, później przekonałam się, że jest inaczej. Po powrocie ponownie podał mi szklaneczkę i jak to się mówi, wypiliśmy na druga nogę. Jeszcze przez moment toczyła się rozmowa, po której zorientowałam się, że obie szklaneczki były „zaprawione” chyba jakimś „dopalaczem”, bo już mi się zrobiło gorąco i już byłam bardzo podniecona. Nie czekałam na rozwój sytuacji zbyt długo. Jurek podszedł do mnie, wziął za rękę i poprowadził do pokoiku obok. Wyglądało to na ich służbowe pomieszczenie do spania, ale średniej wielkości tapczanik był wysunięty na środek, tak, że był do niego dostęp z każdej strony. Popatrzyłam na niego, a on zupełnie normalnym spokojnym głosem poinformował mnie – jak mam dyżur, to tu śpię, ale dzisiaj Ty tu będziesz „spała”, tam jest łazienka, jak potrzebujesz, możesz z niej skorzystać. Po czym wyszedł. Był to dla mnie jednoznaczny sygnał, że powinnam się rozebrać. Nie czekając na dalsze zaproszenie, wyskoczyłam z ubrania, zdążyłam się owinąć w ręcznik, kiedy weszli wszyscy trzej. Stali ubrani w bluzy od dresów i nic więcej, a każdy z nich „dzierżył” w dłoni swego kutasa. Popatrzyłam na nich i zrobiło mi się słabo. Każdy z nich był porównywalny, mniej więcej rozmiarów Jurka. Jurek stwierdził – chodź z nami. Przeszliśmy ponownie do tego pokoju, w którym już byłam, a Jurek, pokazując mi uprzątnięty stół, na którym był rozłożony ręcznik, powiedział – połóż się. Położyłam się na plecach, oni rozłożyli mi szeroko nogi, dłuższą chwilę przyglądali się mojemu „Kwiatuszkowi”, Waldek przeciągnął ręką po całym kroczu, po czym usłyszałam – konia zmusza się do posłuszeństwa batem. Żebyś nie miała wątpliwości, że masz być nam posłuszna, to dostaniesz „zaliczkę”. Nie skończył jeszcze tego mówić, patrzę, a do mnie zbliża się Wiesiek trzymając w ręku klasyczny bat. Popatrzył na mnie, po czym zamachnął się i celując idealnie w samo krocze przyłożył mi nim dość mocno. Po chwili poprawił jeszcze raz i drugi. Rozdarłam się, bo przecież mnie potwornie zabolało, ale okazało się, że im jest tego jeszcze mało. Puścili mi nogi, mówiąc – na kolana, rozsuń nogi i wypnij dupę. Po tych uderzeniach nogi miałam „jak z waty, to też jakby bezwładnie opadłam na kolana, rozsuwają prawie mechanicznie nogi i wypinając do góry pupę. Zastygłam tak w bezruchu, nie wiedząc za bardzo o co chodzi. Ale po chwili już wszystko było jasne, najpierw Jurek zamachnął się klasycznym pejczem, który wylądował w moim rowku, po czym Wiesiek sieknął mnie takim batem wielo rzemieniowym po pośladku. Po chwili to powtórzyli, znowu po rowku i na drugi pośladek, po czym dostałam jeszcze dwa razy już po samych pośladkach. Jurek stwierdził – wystarczy, myślę, że wiesz, że masz być grzeczna. Nie wiedziałam, to oznacza, że mam być grzeczna, ale pomogli mi podnieść się i pozwolili iść do łazienki. Tak się opłukałam pod chłodnym natryskiem, minimalnie łagodząc uderzenia, które dostałam. Kiedy wyszłam z łazienki ponownie na mnie czekali. Jurek spojrzał, mówiąc – no którego wybierasz. Nie chciałam wybierać, bo nie wiedziałam, jakie są między nimi relacje, to też stwierdziłam – Ty tu jesteś gospodarz, Ty tu decydujesz. Spojrzał mówiąc, no jak tak, to idziemy po „starszeństwie”, to znaczy pierwszy był Waldemar. Popatrzył na mnie, jakby z politowaniem i pokazał mi głową, abym się położyła na tym tapczaniku. Podciągnął mnie do krawędzi, rozsunął nogi na boki i przystawił tego swojego kutasa. Od razu było widać, jakie są różnice pomiędzy moimi biodrami a jego, jego były prawie dwa razy szersze, a na ich środku sterczał ten jego kutas. Wówczas Waldek spojrzał na kolegów, Ci stanęli po bokach przytrzymując moje ramiona do tapczanu a on naparł. Rozdarłam się, ale to nic nie dało, żołądź jego kutasa przesunęła się przez wejście do pizdy, która była nieźle obolała i zaczął wsuwać się coraz głębiej. Mając opór na tapczanie wpychał się coraz głębiej, aż doszedł do pełnego mojego wypełnienia. Mojego, co wcale nie oznaczało jego, on jeszcze całkiem nie wszedł. To też dopychał się coraz mocniej, aż w końcu się wdarł, bo tak to trzeba nazwać. czułam go w całym swoim ciele, tym bardziej, że miałam lekko uniesione nogi. Natomiast Waldek, osiągnąwszy stan pełnego wypełnienia przez chwilę tkwił we mnie w bezruchu, po czym zaczął normalne zbliżenie, czyli lekko się wysuwał i wsuwał. Po kilku takich ruchach pizda lekko naddała się i mógł się tak we mnie wbijając, aż doszedł do swojego szczytu. Ja poczułam to bardzo mocno, głośno drąc się, kiedy mnie wypełniał. Był to taki wytrysk, jakby wszystko miało za chwilę wlać się do środka mojego brzucha. Wysunął się i poszedł, a ja leżałam, nie mogąc się nawet przez moment ruszyć. Po chwili poczułam, że mieszanina jego spermy i moich soków zaczyna mi spływać po udach, to też poszłam się umyć. Po powrocie otrzymałam następną szklaneczkę. Czułam się dziwnie. Głowa jakby radosna, świeża, ale między nogami duże pieczenie. To też bałam się następnego zbliżenia. Ale tym razem Jurek zbliżył się do mnie, mówiąc, ustaw się na kolanach. Kiedy już byłam odpowiednio wypięta zbliżył się do mnie, przeciągnął ręką w znaczący sposób po całym kroczu, po czym poczułam jego kutasa ustawionego przy mojej brązowej dziurce. Można powiedzieć, że zjeżyły mi się włosy na głowie, jak pomyślałam, że za chwile będzie się w nią wdzierał. Na szczęście był odpowiednio nasmarowany, co wcale nie oznacza, że wszedł gładko. Wpychając się, rozpierał mnie na wszystkie strony, a kiedy już wszedł, wręcz wpadł do środka, opierając się biodrami o moje pośladki. Ja zaczęłam jęczeć, bo przecież pośladki były mocno poobijane. On jednak chwycił za biodra i wjeżdżał z całej siły, czułam go wewnątrz, ale czułam również siłę jego bioder dobijających do moich pośladków. Nie wiem, jak długo to trwało, ale przyszedł moment spełnienia i poczułam, jak jestem wypełniana jego spermą. Tym razem było to zupełnie inne uczucie, niż taki wytrysk w pizdę, poczułam, jakby coś „ciepłego” rozpływało się po moim wnętrzu. Opadłam na łóżko, ciężko oddychając. Kiedy wyszłam już z łazienki, ponownie czekała na mnie szklaneczka. Wypiłam ją i czułam, że coś się ze mną dzieje. Ale dzieje się jakby coś pozytywnego, coś, co kazało mi już wejść na łóżko. Widząc mój zamiar Wiesiek pokazał mi, że ponownie mam ustawić się na kolanach. Po chwili przystawił się do mnie, ale tym razem do mojej pizdy. No i znowu było coś dziwnego, już chciałam go mieć w sobie, ale z drugiej strony darłam się, czując, jak mnie mocno wypełnia. On na to nie zważał, najpierw wbił się do końca, a później, mocno trzymając za biodra wbijał się, systematycznie sklepując moją opuchnięta pizdę, aż po pewnym czasie doszedł do swojego szczytu, mocno mnie wypełniając. Kiedy tylko to się stało, wręcz runęłam z nóg na łóżko, zwijając się w poprzek. Długo leżałam, zanim miałam siłę się ruszyć do łazienki. Myjąc się, uświadomiłam sobie, że już miałam zbliżenia ze wszystkimi moimi partnerami. To też nasuwało się pytanie – co dalej. Nie było co się zastanawiać, umyta wyszłam, a oni wszyscy uśmiechnięci, Jurek podaje mi szklaneczkę, a kiedy ja wypiłam, mówi, kładź się i wysoko unieś nogi. Łatwo było to powiedzieć, trudniej było to zrobić. Ale widać było, że oni mają w tym wprawę. Położyli mnie na krawędzi łóżka, Jurek z Wieśkiem podciągnęli mi je do góry a Waldek bezceremonialnie wbijał się w moja brązową dziurkę. Jęknęłam, ale nie miałam co jęczeć, bo już byłam wypełniona. Poczułam, jak jego kość łonowa wręcz miażdży moje krocze. na szczęście nie trwało to zbyt długo, poczułam, jak mnie wypełnia. Tym razem jednak nie miałam możliwości ruszenia się, moi partnerzy zamienili się i po chwili Jurek wbijał się w moją pizdę. Ponownie poczułam duży ucisk w podbrzuszu, kiedy już się we mnie wbił, ale to, co było gorsze, to właśnie sklepywanie mojej pizdy od zewnątrz jego kością łonową. Wręcz jakby bawił się tym, że najpierw się wysunie, a następnie z całej siły wbije się we mnie. Nie wiem, co mnie bardziej bolało, wnętrze czy sklepane wargi na zewnątrz, ale się darłam niesamowicie. Ale to jego pastwienie się nade mną na szczęście nie trwało zbyt długo, spuścił się i wyszedł. Ponownie zamienili się miejscami i tym razem ustawił się z przodu Wiesiek. On jeszcze nie był w dupie, więc ją wypełnił, również mocno wbijając się we mnie. Już byłam tak „sklepana”, że tylko byłam w stanie się drzeć. Trochę mi ulżyło, kiedy poczułam, że się we mnie spuszcza. On się spuścił, oni puścili moje nogi, a ja osunęłam się na podłogę. Nie byłam w stanie utrzymać się na nogach. Dostałam od każdego po dwa strzały, ale jakie. Całe moje wnętrze wręcz gotowało się. Oni poszli sobie, a ja wolniutko poszłam do łazienki. Kiedy wyszłam, dostałam następną szklankę i chciałam zasiąść w fotelu. Okazało się, że to nie takie proste, bo jeszcze bardzo mocno czułam swoje podbrzusze, na dodatek czułam również wcale nieźle sklepane moje krocze. To też bardziej leżałam, niż siedziałam na tym fotelu, popijając ze szklaneczki. Oni również mieli w rękach szklaneczki i kiedy tak sączyliśmy z niej jej zawartość wywiązała się zupełnie swobodna dyskusja na mało znaczący temat. Jeżeli tak można powiedzieć, pewien przełomowy moment nastąpił, kiedy w szklaneczkach pojawiło się dno. Wszyscy byliśmy już na „dobrych obrotach”, oni może w mniejszym stopniu, ja na pewno w dużym, kiedy Jurek wstał, wyszedł na zewnątrz, wrócił po chwili trzymając w ręku pejcza złożonego w wielu rzemieni. Spojrzałam przerażona, mając w pamięci momenty, jak mnie zbił poprzednim razem. Nie zdążyłam jednak dobrze pomyśleć, kiedy podeszli do mnie Witek z Waldkiem mówiąc – wstawaj, to jeszcze nie koniec. Zaciągnęli mnie do łóżka, mówiąc – kładź się na nim na brzuchu. Prawdę powiedziawszy, to ja się nie położyłam, tylko zostałam przez nich rzucona, oparłam się o nie rękoma, a oni chwycili mnie za nogi, ściągając w dół. Tym sposobem mój tułów leżał na łóżku, natomiast biodra i nogi znalazły się poza jego krawędzią, praktycznie klęczałam przy łóżku. Będąc w tej pozycji spodziewałam się, że Jurek za chwilę zacznie „okładać” mnie pejczem, który widziałam w jego ręku. Ale okazało się, że tym razem pejcz ma inną funkcję. Usłyszałam – rozchyl nogi. Rozsunęłam nogi na boki, ale również spojrzałam, co się tam szykuje. Spojrzałam i aż wrzasnęłam. Okazało się, że ten pejcz, podobnie, jak jego bat podczas naszego poprzedniego spotkania, jako rękojeść ma wcale nie małych rozmiarów sztucznego kutasa. Mój wrzask nic nie dał, bo po chwili ten sztuczny kutas znalazł się w mojej piździe. Początkowo wepchnął go lekko, a kiedy już wszedł, pchnął bardzo mocno. Wykonał kilka ruchów wsuwając mi go całkiem, po czym wyjął i pomagając sobie ręką zaczął mi go wsuwać w dupę. Jęknęłam, ale okazało się, że pizda była mokra, więc ten kutas miał odpowiedni poślizg i wsuwał się coraz głębiej. Poczułam, że wypełnia mnie już prawie całą, a on jeszcze wpycha. Jeszcze jedno pchnięcie i cały ten kutas znalazł się w moim wnętrzu a dupa zamknęła się. Wówczas Wiesiek z Włodkiem podnieśli mnie za ramiona, mówiąc – wstań, idziemy do łazienki. Kiedy do niej weszliśmy ustawili mnie tak, żebym się cała widziała, po czym Jurek powiedział – pochyl się lekko i oprzyj ręce o ścianę. A teraz możesz się obejrzeć, tak wygląda kobyła, bo ma ogon. Rzeczywiście, stałam w rozkroku, a z mojego krocza zwisał „ogon”. Usłyszałam – Ty jesteś kobyła, my ogiery, teraz będziemy cię zapładniać, chodź z nami. Po czym wzięli mnie za ręce i przeszliśmy do pomieszczenia obok, gdzie znajdowało się takie specjalne miejsce. Niby była to leżanka, ale usytuowana dość wysoko i pod pewnym kątem. Oni wręcz rzucili mnie na tę leżankę, u góry były dwie pętle, więc zaciągnęli mi je na rękach, zsunęli tak, że biodra były poza jej krawędzią, po czym rozsunęli nogi i usłyszałam – no kobyła, zadrzyj ogon. Jurek mi go uniósł do góry, a Wiesiek zaczął wdzierać się swoim kutasem w moją pizdę. Jego kutas był odpowiednich rozmiarów, a na dodatek w dupie miałam tego sztucznego kutasa, więc nie było to takie łatwe. Ale on na to nie zważał, tylko trzymając już mnie za biodra robił swoje. Wdarł się we mnie, wypełniając całkowicie. Kiedy poczuł, że już mnie ma, zaczął się wbijać. Różnica naszych ciał powodowała, że nie dość, że się wbijał do środka, to jeszcze jego wzgórek łonowy sklepywał moje już mocno obolałe wargi sromowe. To też byłam w stanie tylko się drzeć, a on robił swoje, aż do końca. Nie dając mi chwili odpoczynku, skończył Wiesiek, zaczął Waldkiem, a można powiedzieć, sztafetę zamknął Jurek. Wówczas dopiero zwolnili mi ręce a ja opadłam prawie omdlała na podłogę. Pomogli mi wstać, zaprowadzili do łazienki, tam myjąc się usunęłam z dupy tego sztucznego kutasa i owinięta w ręcznik wyszłam do pokoju. Wszyscy czekali na mnie Jurek podał mi szklaneczkę, mówiąc – obiecałem Ci, że moi koledzy wypierdolą Cię odpowiednio mocno i mam nadzieję, że tak było. Na dziś już koniec. Teraz jest czas wakacji, nie ma jeszcze dwóch kolegów, ale mam nadzieję, że nas jeszcze odwiedzisz, jak będziemy w komplecie. Po tych słowach Jurek pomógł mi się ubrać, pożegnaliśmy się, odprowadził do samochodu i wróciłam do domu, była godzina prawie trzecia nad ranem. W domu szybko weszłam do ciepłej wody, próbując jak najszybciej dobrze się umyć, a przede wszystkim rozmasować brzuch. Wytarłam się i weszłam do łóżka, ale o spaniu już nie było mowy. Długo przewracałam się z boku na bok, aż w końcu usnęłam. Niestety, przebudzenie przypomniało mi dokładnie wszystkie moje przeżycia, nie mogłam dotknąć swojego krocza. Ale nie ma co narzekać, przecież sama zdecydowałam się do nich pojechać, po to, aby mnie mocno zerżnęli. 14 lipca 2009r, Baśka, baska45@poczta.onet.pl. ***






