Menopauza
Menopauza.
Definicja encyklopedyczna brzmi: Menopauza jest czasem, kiedy miesiączka ustaje, a jajniki ostatecznie przestają wytwarzać jajeczka. O menopauzie mówi się wtedy, gdy kobieta nie dostała okresu od pełnego roku. Obejmuje ona kobiety w wieku od 40 do 58 lat, średnio jest to wiek około 51 lat I można powiedzieć, że w moim przypadku ta definicja sprawdziła się całkowicie, tyle tylko, że nie wiedziałam, jakie bywają jej konsekwencje.
Okres grudnia nie sprzyjał seksowi z racji natłoku pracy. Z Piotrem miałam spotkanie w połowie grudnia, później był przedświąteczny „młyn” i mój wyjazd na Święta. To też zaraz w pierwszą środę po powrocie, wręcz stęskniona, poszłam na spotkanie do niego. Jak zwykle, na początku była krótka rozmowa o wszystkim i o niczym, a przede wszystkim relacja z okresu Świątecznego, wypite dwie lampki wina i doszło między nami do zbliżenia. Podczas tego zbliżenia, od samego początku czułam się wyjątkowo podniecona, kiedy poczułam, że jestem mocno wypełniona, już przyszedł pierwszy skurcz orgazmu, a kiedy zbliżaliśmy się do końca przyszedł tak mocny skurcz, że wręcz krzyczałam, czując, jak moje mięśnie pochwy zaciskają się na jego kutasie. On to też poczuł, bo aż jęknął. Przy drugim zbliżeniu sytuacja powtórzyła się, ale jakby wzmocniona. Końcowy orgazm był tak mocny, że krzyczałam z bólu, a z oczu popłynęły mi łzy. Nie raz miałam orgazm, ale nie przypominam sobie, żebym kiedyś miała aż tak mocny, po którym nie byłam w stanie stać na nogach. To też zadzwoniłam do swojej przyjaciółki Małgosi, lekarza – ginekologa, z którą się znam już wiele lat, umówiłyśmy się na spotkanie w piątek, podczas którego wszystko to jej opowiedziałam. Okazało się, ze jest to „normalne” w pierwszym okresie po menopauzie. Jak każda normalna kobieta, kiedy osiągnęłam określony wiek zaczęłam mieć proces jajeczkowania, popularnie nazywany okresem. Miałam te okresy bardzo regularne, co 21 dni. Ale w czerwcu 2008 roku pierwszy raz miałam okres po 25 dniach, naskórny przyszedł po 30 dniach, następny po 6 tygodniach, był to wrzesień i to był ostatni. Zgodnie z w/w definicją odczekałam rok i Małgosia usunęła mi spiralkę, która chroniła mnie przed ciążą. W tym momencie Małgosia wytłumaczyła mi, że u bardzo wielu kobiet, tak właśnie, jak u mnie , w momencie kiedy bezpowrotnie mija zagrożenie zajścia w ciążę, pomimo zaniknięcia jajeczkowania, wyzwala się zapotrzebowanie na zwiększoną „dawkę” seksu. A ponieważ miałam dość dużą przerwę w zbliżeniach z mężczyzną, wówczas, kiedy do niego doszło, było ono tak mocne i emocjonalne. Powiedziała mi, ze to po pewnym czasie minie, ale ten okres „większego” zapotrzebowania może trwać nawet przez okres 5 lat od menopauzy. W tym momencie pomyślałam sobie, że w takim razie przede mną jeszcze sporo czasu. Później przeszłyśmy naiwne tematy, zaprosiła mnie na jakąś konferencję, ale szczegóły miałyśmy omówić później, dopiłyśmy butelkę koniaku i wróciłam do domu. W sobotę przed południem byłam w mieście, chciałam zobaczyć, jak wygląda w Świątecznej szacie, a kiedy wróciłam przed domem stał samochód Marka. Rzeczywiście podczas Świąt przyszła zima i Marek robił to, co do niego należało, to znaczy usuwał śnieg w chodnika oraz z podjazdu pod dom. Rozebrałam się, wypiłam herbatę, po czym Marek zaproponował po drinku na powitanie Nowego Roku. On miał symbolicznego drinka, bo niedługo miał jechać samochodem, ale do mojej szklaneczki wlał wcale nie mało wódeczki. To też kiedy go wypiłam poczułam ją w sobie. Odstawiłam szklaneczkę, marek o dziwo ponownie mi nalał, po czym powiedział – myślę, że powinniśmy iść na górę i się umyć. Był to nasz żargon, oboje wiedzieliśmy o co chodzi. Ale w tym momencie nastąpiło coś dziwnego, po prostu, jak to się mówi, ścisnęło mnie w dołku. Po wyjaśnieniach Małgosi zrozumiałam, że mój organizm zaakceptował propozycję Marka, wiedząc, że spotkania z nim czasami bywają „uciążliwe”. Na piętrze jest duża łazienka, która ma „dodatkowe” wyposażenie pozostawione przez mojego syna, a które teraz Marek skrzętnie wykorzystywał. Ale zaczęliśmy tradycyjnie od „płukania pupy”. Mam tam natrysk ze specjalnie dobraną główką. Jest to rurka długości 25cm i średnicy 1,5cm. Z boku, na długości ok. 3cm i szerokości ok. 1cm są dziurki umożliwiające korzystanie z niej baterii jako natrysku. Natomiast na czubku ta bateria ma przekręcaną główkę, przekręcenie jej w odpowiednią stronę powoduje wypływ wody od góry. Marek upodobał sobie odbywanie ze mną zbliżeń w pupę, to też musiała ona być czysta. Po wejście do łazienki rozebraliśmy się, opłukałam się, po czym oparłam rękoma o ścianę wypinając dość mocno pupę w jego kierunku. Przy minimalnym wypływie Marek wsunął mi ja w pupę i chwile przytrzymał. Robił to już kilka razy i spodobało mu się robienie mi z brzuszka balonika, ale nie za pierwszym razem. Po wsunięciu rurki natrysku przytrzymywał ją jedną ręką, natomiast drugą gładził brzuszek, jakby chciał sprawdzić, jak mocno się wypełnił. Poczułam lekko wodę w sobie i jęknęłam, wówczas wysunął ją, ja mogłam się wypróżnić. Podał mi ponownie napełnioną szklaneczkę i pokazał, ja się trochę z niej napiłam i ponownie oparłam o ścianę, szeroko rozsuwając nogi. Marek znowu delikatnie wsunął rurkę i tym razem przytrzymał ją trochę dłużej, jednocześnie ponownie masując mi brzuszek. Przyszedł moment, że dość mocno poczułam brzuszek, powiedziałam markowi – dość, przytrzymał jeszcze chwilę, ale za moment ją wysunął. Ponownie łyknęłam ze szklaneczki, wypięłam pupę a on ponownie w nią mi ją wsunął. Ale tym razem Marek pogładził dość energicznie mój brzuszek, po czym zsunął rękę i poczułam jego paluszek na łechtaczce. Ta „kąpiel” już mnie trochę podnieciła, to też kiedy mnie tylko dotknął, już jęczałam z narastającego podniecenia. Tym razem Marek trzymał mnie dość długo, cały czas pieszcząc łechtaczkę. Ja zaczęłam się mocno podniecać, ale jednocześnie byłam coraz mocniej wypełniana. Przyszedł moment, że czułam się już mocno wypełniona, jęknęłam – Marek dość, ale on jeszcze intensywniej pieszcząc łechtaczkę powiedział – jeszcze. I tak „przekomarzaliśmy” się przez dobrą chwilę, ja mówiłam – dość, on mówił jeszcze . Tym sposobem brzuszek urósł mi znacznie, powstał z niego dość duży „balonik”, poczułam się już bardzo mocno wypełnioną, to też już dość głośno jęknęłam – dość, bo zaczyna boleć. Przestał pieścić mi łechtaczkę, wysunął z pupy rurkę a ja dłuższą chwilę siedziałam na sedesie, wypróżniając się z tej wody. Ale mieliśmy w tym momencie pewność, że pupa jest czysta. Siedząc dopiłam szklaneczkę z drinkiem, a kiedy wstałam i wytarłam się Marek stał oparty biodrami o stół pokazując, że mam posmarować jego kutasa. Lubię pieścić męskiego kutasy, to też najpierw wzięłam go w usta, wpuściłam go sobie kilka razy aż po przełyk, następnie wzięłam balsam i mocno go nasmarowałam. Położyłam się na stole, na brzuchu, wypinając pupę i rozciągając pośladki, aby mógł we mnie łatwiej wejść. Po chwili poczuła tego jego kutasa, jak się do mnie zbliżył, a za chwilę jaj się przeciska przez „bramkę” i wypełnia moje wnętrze. Chwycił za biodra i wbijał z całej siły, aż doszedł do końca spuszczając się. Jest to wyjątkowo przyjemne uczucie, kiedy jego płyn rozlewa się po moim wnętrzu. Wysunął się, otarł ręcznikiem, polecając nadal leżeć na stole. Po chwili ponownie poprosił, abym rozsunęła pośladki, a za chwilę poczułam, jak w sam środek rowka spada uderzenie trzcinką. Rozdarłam się, a on jeszcze raz i jeszcze raz. Dostałam pięć wcale nie takich słabych uderzeń. Kiedy przestał, osunęłam się na nogach. Pomógł mi wstać i polecił położyć się na stole na wznak. Widziałam, jak zakłada mi na nogi opaski, a za chwilę już byłam wyciągana do góry i mocno na boki. Podszedł do mnie, przeciągnął po kroczu ręką, jakby sprawdzał, jak daleko sięgnęła trzcinka. Cofnął się jakieś dwa kroki i wówczas pokazał się w jego ręku bat, którego końce po chwili lądowały na moim szeroko rozciągniętym kroczu.Tak dostałam następną piątkę. Skończyło się bicie krocza. Teraz zaczęła się następna zabawa, w jego ręku pojawiły się igły i zaczął je wbijać w wybrane miejsca. Zaczął od piesi, wbijając pierwszą, ale robił to wolno, to też najpierw poczułam ukłucie, napiętą skórę, a po chwili moment, kiedy się wbija. To dość mocno boli. Po chwili druga igła weszła w drugą pierś, a trzecia we wzgórek, tuż nad łechtaczką. I tak po kolei, aż w każde miejsce powbijał po pięć igieł. Darłam się, bo przecież przy tak naciągniętej skórze mocno było czuć każde ukłucie. Ta ilość igieł go zadowoliła, wówczas wziął się za cipkę. W prezencie „gwiazdkowym” zakupiłam sobie komplet sześciu wibratorów, z zewnątrz wyglądających tak samo, ale znacznie różniące się między sobą wielkością, od „małego” mającego 14cm długości i 2cm średnicy po „olbrzyma” który ma 32cm długości i 6,5cm średnicy. Na pierwszy rzut oka wybrał taki średni wibrator mający 24cm długości i 4,5cm średnicy po czym zaczął go wsuwać w cipkę. Byłam mocno podciągnięta do góry, na dodatek równie mocno rozciągnięta na boki, to też miał bardzo łatwy dostęp. Stanął przy mnie, poczułam, jak go przyłożył przy dziurce i jak za chwilę mi go wsuwa. Na szczęście wsuwał dość wolno, ale pomimo to w pewnym momencie poczułam opór. Jęknęłam, popatrzył na mnie, po czym minimalnie wysunął i pchnął od nowa, ale już mocniej. To też ja go poczułam też mocniej i jeszcze głośniej jęknęłam. On przestał na to zwracać uwagę, pchnął go jeszcze kilka razy dość mocno, po czym włączył wibrację. W tym momencie miałam wrażenie, że za chwilę mnie rozerwie, tak „szalał” a ja coraz głośniej jęczałam. Aż, ku memu zdziwieniu przyszedł orgazm, który potwierdziłam głośnym krzykiem. Krzykiem, bo wibracja tego wibratora w cipce powodowała, poruszanie się całego ciała, a przecież byłam „związana”, każdy ruch powodował naciąganie się brodawek i łechtaczki, co powodowało ból. Wówczas odwiązał sznurki i zaczął popuszczać linki do takiego poziomu, kiedy moje biodra znalazły się na wysokości jego. To pieszczenie mnie tym wibratorem podnieciło go, rozchylił pośladki i zaczął wsuwać swojego kutasa w pupę. Ale „piętro wyżej” siedział wibrator, toteż głośno jęczałam, kiedy we mnie wchodził. On chwycił mnie za biodra i nie zważając na moje pojękiwanie doszedł do swojego maksymalnego podniecenia spuszczając się we mnie. Wysunął się, ale po chwili w jego ręku ujrzałam „Chłopczyka” Kiedyś zamówiłam sobie takiego sztucznego kutasa, którego nazwałam „Chłopczyk”, bo tak niewinnie wygląda. Ma bardzo ładnie ukształtowaną główkę, po czym jest dalej cały idealnie gładki, aż do imitacji jąder. Jeden szkopuł, wielkość. Jego główka ma kształt dość płaskiej elipsy, zaczyna się od średnicy 3,5cm, przechodzi dalej na średnicę 4,5cm, po to, aby po ok. 5cm długości zmniejszyć swoją średnicę do 4cm. Całkowita długość 25cm, do imitacji jąder 22cm. Wziął go w rękę, przesunął kilka razy po mokrym otworze pupy, po czym zaczął mi go wciskać. Jęczałam coraz głośniej jęczeć, ale to nic nie dawało, wsuwał go coraz głębiej. Kiedy już prawie całego wsunął, podsunął do stołu stołeczek i poluzowując już całkowicie linki spowodował, że zaczęłam na nim siadać. Kiedy już prawie opadłam, jęknęłam, bo mój „chłopczyk” wbijał się we mnie całkowicie. Poczułam jąderka na swoim kroczu. Wówczas Marek uznał, że skończył, umył się, ubrał i poszedł. Ja dłuższą chwilę jeszcze siedziałam, po czym weszłam pod natrysk, opłukałam się, powyjmowałam te wszystkie „zabawki” i położyłam, żeby odpocząć. Długo nie poleżałam, bo musiałam zając się domowymi sprawami. Tak minął mi sobotni wieczór. Ale o dziwo, myślami moje biegły już ku niedzieli, tęskniłam za tym aby pójść na basen i na masaż do Bronka. A czy będzie to tylko masaż, czy jeszcze coś innego, zobaczymy. 10 stycznia 2010. Baśka baska45@poczta.onet.pl ***