Wpisy z luty, 2011

Spotkanie “żaglarskie” Marek

Spotkanie „żeglarskie”, Marek

Moja Babcia mawiała – planowanie, czas stracony, los da ci to, co będzie chciał. Tak właśnie było w miniony weekend. Niczego nie planowałam, a los dał mi sam i to dużo. Okazało się, że od piątku do niedzieli odbywają się u nas Targi Turystyczne. W piątek, około 15-tej zadzwonił Marek, że właśnie są na tych targach, mają tutaj i tutaj stoisko, zapraszają.

  •  

Kiedyś, w młodości nauczyłam się żeglować. Później sporo żeglowałam, osiągając stopień kapitana jachtowego. To spowodowało, że w tym środowisku mam wcale nie mało znajomych, Marek był jednym z nich. Ma teraz swoja firmę, promującą żeglarstwo, organizuje rejsy, promuje szeroko rozumiane wychowanie marynistyczne. Przyjechał na targi ze swoimi znajomymi, mającymi chęć promowania całego tego nadmorskiego regionu. Na stoisku okazało się, że w skład delegacji wchodzi Ala, dziewczyna około 35 lat, niezbyt wysoka, niewiele wyższa ode mnie, oraz poza Markiem – Wojtek, Karol, Adam, Krzysztof. Każdy reprezentował inny region, każdy też inną specjalizację. A na stoisku prezentowane było całe bogactwo regionu, od bursztynu, poprzez ryby, specjalnie na tę okazje przygotowane w specjalnych foliach reklamowych, po prezentację nalewek w buteleczkach 50ml. Poza tym oczywiście całe pudła papierowych materiałów promocyjnych. Przywitałam się bardzo serdecznie z Markiem, bo się znamy już od ponad 15 lat, byliśmy wspólnie na niejednym rejsie i nie jedną noc przespaliśmy z sobą. W zdecydowanie mniejszym stopniu znałam również Wojtka i Karola, widywaliśmy się na różnych spotkaniach u Marka, też trochę pływaliśmy. Ali, Adama i Krzysztofą nie znałam zupełnie. Targi kończyły się o 17-tej, zapytali, czy mogę im zaproponować jakąś ciekawą restaurację, gdzie można coś ciekawego zjeść. Pojechaliśmy do zaprzyjaźnionej restauracji, zasiedliśmy, kto mógł, wypił po piwku i praktycznie przed 21-szą było po wszystkim. Wówczas w dość dyskretny sposób zaproponowałam Markowi ciąg dalszy spotkania u mnie. Marek zgodził się natychmiast, kiedy wszyscy wychodzili, myśmy wsiedli w taksówkę i przyjechaliśmy do mnie. Znając się już tyle lat zbędne były jakiekolwiek słowa, od razu, gdy tylko weszliśmy do domu, Marek objął mnie, a usta nasze spotkały się w bardzo namiętnym pocałunku. Ten pocałunek przedłużał się, nasze ręce zaczęły poruszać się wzdłuż ciała, Marek wsunął mi rękę pod bluzkę, dość mocno ściskając pierś, co mnie od razu podnieciło. Puściłam go oczy zaczęłam się rozbierać, on zrobił to samo, za chwilę, już zupełnie nadzy doszliśmy do mojego lóżka. Nie czekając na nic położyłam się, szeroko oczy wysoko unosząc nogi, marek za chwile był we mnie. Myślę, że sama możliwość spotkania się z nim spowodowała u mnie tak duże podniecenie, czułam go bardzo mocno w sobie. Pojękiwałam, kiedy się we mnie wsuwał, czułam tego jego kutasa, jak się miarowo przesuwa w pochwie, jak dochodzi do końca i napiera na szyjkę. Oplotłam rękoma jego ramiona starając się jak najmocniej wystawić biodra w jego kierunku, a on to wykorzystywał, systematycznie mnie wypełniając, aż do końca, aż do momentu, kiedy się we mnie spuścił. Ten moment zaakcentowałam w sposób szczególny, po czym jeszcze przez chwilę tkwiliśmy w sobie, za nim powiedziałam – na piętrze jest łazienka. Marek poszedł na górę, po drodze zbierając swoje rzeczy a ja poszłam do swojej łazienki, umyłam, po czym poszłam do kuchni. Zrobiłam w dzbanku kawy, wystawiłam jakieś drobne słodycze, napoje, wódkę i z tak wyposażonym barkiem przejechałam do sypialni. Po chwili przyszedł Marek, ponalewałam w filiżanki, on ponalewał drinki, wznieśliśmy toast – za miłe spotkanie. Po chwili zaczęła się zwykła konwersacja dotycząca pierwszego dnia targów, dopiliśmy drinki, Marek zrobił po drugim, ale podczas już dalszej rozmowy położyliśmy się na łóżku a marek zaczął całować moje piersi. Podnieciłam się, brodawki zrobiły się bardzo duże i mocno wystające, co prowokuje zawsze mężczyzn, pieszcząc je ustami zaraz też zsunął rękę między nogi, sięgając łechtaczki. Ona też się podnieciła, robiąc się mokrą, a marek swoim paluszkiem jeszcze mocniej ja pobudzał. Zaczęłam jęczeć, a on coraz mocniej. Nie chcąc mu być dłużną zaczęłam pieścić rękoma jego kutasa, czując, jak zaczyna nabierać mocy. Przyszedł moment, zrobił się na tyle sztywny iż uznałam, że mogę go wykorzystać. Uniosłam się na kolana i przemieściłam na jego brzuch, po czym przesuwając się do tyłu, napotkałam ta jego „pałkę” zaczęłam ją sobie wpuszczać w siebie. Nie da się ukryć, głośno jęknęłam, kiedy już ja miałam w sobie. Napierała na moje wnętrze bardzo mocno. Marek chwycił mnie za biodra, minimalnie uniósł do góry, jednocześnie zaczął systematycznie unosić swoje biodra, powodowało to bardzo intensywny ruch jego kutasa we mnie, jęczałam coraz głośniej, aż przyszedł moment, kiedy wystrzelił we mnie wypełniając mnie cała. Opadłam na niego, przez chwilę tkwiliśmy w sobie, po chwili poczułam, że robi nam się mokro, zsunęłam się i poszliśmy się myć. Ale tym razem nie wróciliśmy do łóżka, założyłam podomkę, poszłam do kuchni przygotować lekką kolację, w końcu zużyliśmy wcale nie mało energii. Szybko zrobiłam grzanki, zapiekłam je w piekarniku, zasiedliśmy przy stole zjadając je, jak również popijając wcale nie mało wódeczki. Skończyliśmy, Marek poszedł umyć ręce, ja stanęłam przy blacie sprzątając naczynia. Po chwili poczułam, jak Marek wsuwa mi rękę od tyłu między nogi. Zdążyłam już wszystko włożyć do zmywarki, w tym momencie ścierałam blat, to też oparłam ręce i szeroko rozsunęłam nogi. Jego paluszek już dość mocno pieścił łechtaczkę, a ja już bardzo mocno jęczałam. Cipka zrobiła się bardzo mokra, wówczas Marek zaczął pieścić ta łechtaczkę dwoma palcami, jakby lekko ściskając je jak szczypce, napierając jednocześnie na napletek. Powodowało to dalsze moje podniecenie, jęczałam już bardzo głośno. On czując to wykonał jeszcze kilka ruchów po niej, po czym zsunął je niżej i wsunął w pochwę, mocno ją wypełniając. Ma te rączkę nie małą, wobec tego te jego palce były na tyle długie, że od razu sięgnęły szyjki, mocno ją dotykając. Ja, czując to, zaczęłam podniecać się coraz bardziej, aż poczułam, jak moje „soki” już zaczynają wypływać z cipki, nogi mi się ugięły, a on jeszcze mocniej wsuwał te palce i wsuwał. Już tego nie mogłam wytrzymać, osunęłam się na podłogę i za chwilę znaleźliśmy się nad sobą w pozycji 6×9, ja na podłodze, a on na mnie. Mam ogrzewanie podpodłogowe, to tez było nam ciepło na niej leżeć, ja od razu wpuściłam sobie w usta, o on wyginając się nade mną dopadł ustami moja cipkę. Dopadł, a jego język zaczął najpierw od łechtaczki, po chwili jednak zaczął wwiercać się w samą dziurkę. Ja, będąc tak podnieconą łapczywie wpuszczałam w usta jego kutasa, starając się mięć go jak najgłębiej. Oboje byliśmy coraz bardziej podnieceni, z cipki wręcz zaczęłam wypływać struga soków, która on systematycznie zlizywał, a ja coraz mocniej czułam go w swoich ustach. Aż oboje osiągnęliśmy znowu pełne orgazmy, ja wręcz chlusnęłam sokami z pochwy, a Marek spuścił mi się w usta. Opadliśmy na podłogę głęboko oddychając, a po chwili poszliśmy się myć. Tym razem ułożyliśmy się w łóżku i nie bardzo wiem kiedy oboje usnęliśmy Marek pierwszy, w pewnym momencie usłyszałam jego równy, miarowy oddech. Ten sen był nam potrzebny, kiedy obudziliśmy się nad ranem, ponownie byliśmy w pełni sił. Zdążyłam się tylko przeciągnąć w łóżku, kiedy Marek zsunął kołdrę, przesunął się za krawędź łóżka i zaczął wsuwać głowę miedzy moje nogi. Rozsunęłam je, lekko unosząc do góry, a on od razu „zaatakował” łechtaczkę, która też zaraz zrobiła się i duża i twarda. Po chwili jego język wsunął się w dziurkę, wylizując pojawiające się tam soki, jednocześnie drażniąc ją odpowiednio, a za chwile znowu pieścił językiem już bardzo podnieconą łechtaczkę. Po chwili wziął ją w usta, jakby ssąc, aż nagle zacisnął na niej dość mocno swoje zęby. Krzyknęłam, ale było już po wszystkim, mocno czułam to ugryzienie, nie miałam jednak czasu zastanawiać się nad tym, Marek uniósł się i za moment już był we mnie. Było ewidentne, że jego kutas też przez noc „odpoczął”, był tak, jak na początku i duży i mocny. Mająć do mnie dostęp w takiej pozycji wsuwał się we mnie bardzo mocno, mocno również napierając swoim wzgórkiem łonowym na mój. Powodowało to jeszcze większe podniecenie, ja wyrzuciłam ręce za siebie starając się wypiąć biodra jak najmocniej w jego kierunku. natomiast tym momencie widać było jego doświadczenie, wsuwał się we mnie i do końca i bardzo mocno. Moment, kiedy dostałam bardzo mocny orgazm potwierdziłam dość wyraźnym prawie krzykiem, Marek też mocno jęknął, kiedy się we mnie spuszczał. Długo tkwiliśmy, patrząc na siebie z dużym zadowoleniem, jednak nie mogło to trwać „wiecznie” Poszliśmy się umyć, założyłam podomkę, on się ubrał. W kuchni w ekspresie była ciepła kawa, wypił filiżankę, pożegnaliśmy się mocnym buziakiem i jego stwierdzeniem – do zobaczenia wieczorem. Ja też napiłam się kilka łyków kawy i wróciłam do łóżka. O dziwo usnęłam, ale nie na długo. Kiedy się obudziłam, przez dłuższą chwilę przeciągałam się po łóżku, mając rękę w kroczu i wspominając Marka. Ale w pewnym momencie wstałam, trochę ogarnęłam dom, robiąc również porządek w łazience na górze po Marku, zjadłam śniadanie, kiedy otrzymałam telefon od Ali, koleżanki Marka z zespołu targowego, ale to już inna historia. 28 luty 2011r, Baska baska45@poczta.onet.pl

Półrocze firmy, luty 2011

Półrocze Firmy, luty 2011r..

Minęła przerwa Świąteczno – Noworoczna i przyszedł Styczeń 2011. Styczeń, a właściwie I kwartał to czas wyjątkowo ciężkiej pracy, bo trzeba zrobić wszystkie rozliczenia minionego roku. To też obie z Martą pracowałyśmy „od świtu do nocy”, przy dużej pomocy Iwony. To też byłam bardzo zaskoczona, kiedy w piątek, 28 stycznia przyszedł Adam, zastępca dyrektora ds. technicznych z mojej poprzedniej firmy z dużym bukietem kwiatów, gratulując „półrocza” naszej działalności.

  •  

Byłam bardzo zaskoczona, oczywiście zaraz pojawiła się kawa i coś do kawy. Dyrektor był z kierowcą, to też mogliśmy spokojnie wypić po „dużym” kieliszku, ja po prostu zostawiam wówczas samochód pod firmą. Zaczęliśmy rozmowę, podczas której dyrektor zaprosił mnie, za miesiąc na „pewne spotkanie, które będzie dla mnie atrakcyjne” Byłam ciekawa, co to za atrakcja, ale nie miałam innego wyjścia musiałam na ten miesiąc uzbroić się w cierpliwość. W tym momencie wróciła refleksja co do samego rozstania się z firmą, w której przepracowałam 30 lat. Zaczęło się jesienią 2009 roku. Wówczas zaczęłam współpracować z dwiema dodatkowymi firmami, wykonując dla nich prace księgowo – rozliczeniowe. Wówczas też zaczęłam zastanawiać się nad założeniem własnego Biura Rachunkowego, ale pewną przeszkodą było brak odpowiedniego lokalu. Ta przeszkoda zniknęła w lutym 2010 roku, kiedy odziedziczyłam mieszkanie po Cioci Helence. Aby podjąć własną działalność musiałam zwolnić się z firmy, w której aktualnie pracowałam. Nie była to łatwa decyzja. Pracę w tej firmie podjęłam jeszcze jako studentka 01 października 1979 roku, czyli przepracowałam w niej ponad 30 lat zajmując kolejno stanowiska od referenta do zastępcy dyrektora, byłam nim od stycznia 2005r. Sprawa swojego odejścia z pracy omówiłam z dyrektorem i jego zastępcą Adamem przy „Świątecznym Jajku”. Okazało się, że mnie całkowicie rozumieją, szczególnie Adam, tym bardziej, że „wychowałam” nowe kadry. Formalnie powinnam pracować do końca lipca, ale u nas przysługują 42 dni urlopu, miałam również zaległy urlop, tak, że fizycznie kończyłam pracę 28 maja 2010r. Około godziny 13-tej była bardzo miła uroczystość oficjalnego pożegnania. Były kwiaty, były prezenty. Był dyplom od Ministra z odznaczeniem, było szereg innych podziękowań. Po tylu latach pracy miałam wcale nie mało znajomych w różnych instytucjach, od których otrzymałam podziękowania. Najbardziej symboliczne od „wojaków”. Od „zielonych” szabla „Batorówka” z wygrawerowanymi symbolami wojska – orzeł i napisem – „od Wojaków. 31.07.2010”. Ale otrzymałam od nich również model klasycznej lokomotywy parowej z dedykacją, abym nie wysiadała z tego pociągu i jechała z nimi dalej. W tym momencie nie rozumiałam tego przesłania, Adam, z-ca Dyrektora powiedział mi, że to mi kiedyś wyjaśni. Otrzymałam również kordzik oficera Marynarki Wojennej z osobistym podziękowaniem wiceadmirała Andrzeja Karwety. Jest to o tyle symboliczne podziękowanie, że wiceadmirał A. Karweta zginął w katastrofie 10 kwietnia 2010r. Na godzinę 16-tą byłam umówiona w „swoim” zajeździe na obiad dla 25 osób. Zaprosiłam te najbardziej „znaczące” osoby, w tym Dyrektora, jego zastępcę, kilka innych osób z firmy, ale również koleżeństwo z innych firm, z którymi współpracowałam. Około 19-tej zaczęło się towarzystwo „wykruszać”, pilnowałam, aby pozostali Adam, zastępca Dyrektora, Wiesiek, naczelny inżynier oraz czterej oficerowie – Janusz, Wojtek, Wiktor, z tymi się już lepiej znałam, doszedł do nich „marynarz” Justyn. Około 21-szej byliśmy już tylko w tym gronie, to też zaprosiłam ich do wynajętego pokoju na dalszy ciąg spotkania. Z grona tych sześciu mężczyzn, z trzema Januszem, Wojtkiem i Wiktorem już wcześniej, a z Justynem ponad rok temu miałam zbliżenia, kiedy otrzymywał ode mnie „premie” za zrealizowane kontrakty. Nie miałam jeszcze zbliżenia z Adamem, z-cą dyrektora i Wieśkiem, naczelnym inżynierem w firmie. Zasiedliśmy przy stole, polała się wódeczka i zaczęły się różne dyskusje. Widząc, że towarzystwo zrobiło się „wesołe” poszłam do łazienki, zdjęłam z siebie wszystko, założyłam tylko krótką przeźroczystą tunikę i wyszłam do nich. Zbliżyłam się do Adama, który siedział na fotelu, patrząc, jak mu się oczy robią coraz większe, po czym stwierdziłam – cały czas próbowałeś mnie podrywać, teraz masz taką możliwość. Jego oczy zrobiły się jeszcze większe, ja nie czekając na jego reakcję wsunęłam mu rękę w spodnie. Nie pomyliłam się, wyczułam, że jest podniecony, to też zaczęłam je rozpinać, po chwili mógł je zdjąć, w tym czasie zdjął również koszulę. Dalej już żądne słowa nie były potrzebne, lekko wysunął biodra do przodu, a ja usiadłam na jego kutasie. Poczułam go mocno sobie, on chwycił mnie w pasie, zaczęłam się lekko unosić i opadać. Tym sposobem oboje osiągnęliśmy swoje orgazmy, Adam spuszczając się we mnie. Tak się zaczęła ta część spotkania, podczas której odbyłam po dwa zbliżenia z każdym z nich. Teraz przyszedł czas na następne spotkanie, ale jak ono miało wyglądać, nie wiedziałam. W umówiony piątek poszłam pod wskazany mi adres, a tam „Kancelaria prawna”, weszłam, w środku Czesław, nasz radca prawny i Adam. Czesław naszykował kawę, postawił na stoliku butelkę Jonnie Walkera, zaczęła się rozmowa. Adam powiedział – pamiętasz, kiedy Cię żegnaliśmy otrzymałaś od nas model lokomotywy z dedykacją, abyś z tego pociągu nie wysiadała i jechała z nami razem. Teraz przyszedł właśnie czas na tą jazdę. Obaj panowie są klasycznymi czterdziestolatkami, ale znają się od czasów studenckich. Jak mi wyjaśnili, cała historia zaczęła się w roku 2000, kiedy to Czesław zdał wszystkie egzaminy i został sędzią w Sądzie Arbitrażowym przy Regionalnej Izbie Gospodarczej. Wówczas też założył Kancelarię Prawną. Pewnego razu spotkali się przy wódce i po którymś kieliszku okazało się, że Czesław jest „kawalerem z odzysku”, ma „zapotrzebowanie” na seks. To też Adam zaproponował mu spotkanie ze swoją żoną Wiesią, twierdząc, że jest ona „nienasycona”. Zorganizował kolacje u siebie w domu i doszło do takiego spotkania, podczas którego doszło do zbliżenia „ w trójkącie”. To mówiąc obaj panowie zaczęli się rozbierać, a kiedy byli już w slipkach dali mi do zrozumienia, że ja też powinnam się rozebrać. Wypiliśmy już kilka kieliszków, było mi wesoło, poszłam do pokoiku, tam się rozebrałam i wróciłam do nich. Pokazali mi, że mam zająć pozycje na kolanach na kanapie. Lubię tą pozycję, to nie było żadnego problemu poza jednym. Pamiętałam z wcześniejszego spotkania, że Adam ma niczego sobie kutasa. Teraz też się o tym przekonałam, on pierwszy wszedł we mnie, mocno chwycił mnie za biodra i od razu zaczął się wsuwać aż do końca. Czułam go bardzo mocno, wypełniał mnie całkowicie, jego czubek napierał na szyjkę, co mnie bardzo mocno podniecało. Widać było jego doświadczenie, bo się wcale nie spieszył, czułam, jak jego główka „szoruje” po ściankach cipki po to, aby za chwile osiągnąć swój cel, napierając na szyjkę. Jego też to podniecało, bo nabierał odpowiedniej sztywności, co dawało jeszcze większy efekt podniecenia, aż już bardzo sztywny wykonał kilka szybszych ruchów, zastygł, a po chwili spuścił się. Ja w tym momencie bardzo mocno jęczałam, czując mocny skurcz brzucha. Wysunął się, Czesław tylko wytarł mnie ręcznikiem i zaraz był we mnie. Sytuacja powtórzyła się z tą tylko różnicą, że ja jęczałam już głośniej, bo mocniej go czułam. Okazało się, że Czesław w niczym nie ustępuje Adamowi, ma równie dużego i mocnego kutasa, którego wsuwał we mnie bardzo precyzyjnie do końca. Podobnie, jak Adam, robił to wolno, ale systematycznie, czułam, jak się jego główka przesuwa we mnie, jak dochodzi do końca. Ta precyzja spowodowała jego późniejsze, ale pełne podniecenie się, co odczułam, kiedy mnie wypełniał. Ja tym razem bardzo mocno jęczałam, brzuch dawał o sobie już wcześniej znać skurczami nadchodzącego orgazmu. Po tych zbliżeniach umyłam się i panowie kontynuowali swoja opowieść. Z ich wypowiedzi wynikało, że powstał już trójkąt, Czesław, Adam i Wiesia. Kiedyś Czesław pojechał do „oficerów” załatwiać jakąś sprawę, spotkali się później w mieszkaniu Wiktora, gdzie podczas „obiadu” Dorota, żona Wiktora poderwała go. Po pewnym czasie doszło do następnego spotkania, ale już w większym gronie, to znaczy Czesław, Wojtek i Anna, druga para „oficerska”, Wiktor i Dorota. Wyjaśnili mu, że kiedyś pojechali taką czwórką na wczasy do Rosji, ale dostali pokój czteroosobowy. Tam się poznali bliżej i od tego czasu organizują sobie „spotkania”, podczas których dochodzi między nimi do zbliżeń. Takie wyjaśnienie trwało jakiś czas, bo było dość obrazowe, w tym czasie dalej opróżnialiśmy buteleczkę i zrobiło się już zupełnie miło. Panowie ponownie się podniecili, Adam objął mnie ramieniem mówiąc – dawno miałem chęć na tą Twoją dupcię, teraz Ci ją zerżnę, w tym momencie pokazując, abym ponownie zajęła taką samą pozycję na kanapie. Widziałam, że jego kutas się mocno świeci, czyli czymś go posmarował, kiedy już miałam odpowiednio wystawione biodra zbliżył go do brązowej dziurki i zaczął na nią napierać. Poczułam mocno, jak ją rozpiera, jak się wsuwa, a za chwilę poczułam jego biodra na swoich. Trzymał mnie mocno za boki i wsuwał bardzo energicznie. Powodowało to ten bardzo przyjemny odgłos odbijanych od siebie ciał, to wspaniałe „mlaskanie pupy”, które doprowadziło go do orgazmu i poczułam, jak moje wnętrze wypełniają jego soki. Ja jęczałam, bo sprawiało mi to przyjemność. Adam wysunął się, zbliżył się Czesław, ale miałam wrażenie, że jakoś dziwnie na mnie patrzy I nie myliłam się. Pchnął mnie na brzuch, mówiąc – unieś lekko biodra, wystaw dupę. Wsunął pode mnie poduszkę, po chwili poczułam, jak zaczął po niej przesuwać ręką, mówiąc- Adam ma rację, masz ją wyjątkowo kształtną. Myślę, że nie będziesz miała nic przeciwko temu, aby ja specjalnie „pogłaskać”. Spojrzałam a on w ręku trzymał klasyczną, skórzaną dość szeroka packę. Po chwili poczułam ja na pośladku, to na jednym, to na drugim. Te uderzenia powtarzały się rytmicznie, a ja darłam się coraz głośniej, bo mnie bolało. Czesław jednak nie przestawał, mówiąc – nie drzyj się, przecież te znaczki świadczą o tym, że to lubisz. Nie wiem dlaczego Czesław skojarzył „moje znaczki” z zadawaniem mi bólu, ale niestety miął rację. Darłam się, ale też zaczęło się coś we mnie zmieniać, bolały pośladki, a cipka zaczęła się robić mokra. Darłam się, że mnie boli, a pomimo to wystawiałam ją mu coraz wyżej do uderzenia. On to zauważył i nadal uderzał, po czym usłyszałam – dzisiaj dość, ale kiedyś się jeszcze zabawimy. Leżałam, mając pupę lekko uniesioną do góry, po chwili poczułam, jak rozciąga moje pośladki i jak za chwilę jego kutas napiera na brązową dziurkę. Naparł i dość gładko się wsunął. Po chwili poczułam na sobie cały ciężar jego ciała. Napierał mocno, wsuwając się we mnie w zdecydowany sposób. Czułam go głęboko w sobie, ale czułam też go na sobie, a zwłaszcza na swoich pośladkach, na które mocno napierał swoimi biodrami. Aż przyszedł moment, kiedy poczułam jego mocne podniecenie, a za chwilę ciepło wypełniających mnie soków. Kiedy wyszłam z łazienki Czesław podszedł do mnie, objął ramieniem i całując w usta zapytał – wszystko w porządku ? Jak mogło być w porządku, kiedy mnie pośladki piekły, ale kiwnęłam głową, że tak. Usiadłam w miękkim fotelu, oni na fotelach i zaczął się ciąg dalszy rozmowy, w której dowiedziałam się, że do Czesława dołączyła Weronika, jego koleżanka ze studiów. Młoda wdowa, mąż zginął w wypadku motocyklowym. Natomiast Adam dołożył do tego informację, że jemu udało się też namówić na tę współpracę Iwonę, która teraz pracuje u mnie. W tym składzie tych czterech osób powołali w 2005 roku „Fundację na rzecz edukacji prawnej dla małego i średniego biznesu – Lokomotywa”. To był oficjalny cel działania, a nieoficjalnie była to grupa osób lubiących bawić się w seks, do której ja też zostałam zaproszona. To był właśnie ten pociąg, do którego ja miałam wsiąść i od którego otrzymałam lokomotywę. Okazało się, że symbol lokomotywy jest oficjalnym logo tej fundacji. Na tym skończyło się to spotkanie, podczas którego otrzymałam zaproszenie na wspólny „Bal karnawałowy”. Wróciłam do domu i stwierdziłam – po tym dzisiejszym spotkaniu, ciekawe, jak on będzie wyglądał. 23 luty 2011. Baśka baska45@poczta.onet.pl

List od Michaliny

List od Michaliny.

Po swoim przyjeździe z Pucka zastałam list od Michaliny. Za jej zgodą pozwalam sobie zamieścić go na stronie. Czekam na reakcję innych kobiet, które być może mają podobne przeżycia. Baśka. baska45@poczta.onet.pl

Basiu

Kiedyś znalazłam Twoje opowiadania, dość dokładnie je przeczytałam. Dlatego zdecydowałam się napisać do Ciebie, mając pełne zaufanie i wiedząc, że mnie przynajmniej nie wyśmiejesz, jeśli nie zaakceptujesz moich poczynań. Jestem, tak jak Ty dojrzałą kobietą, mam 41 lat, ale bardzo mocnej postury. Mam ponad 176cm wzrostu, 120 w biuście i 140 w biodrach. Nie jestem gruba, ale jestem potężna. Jestem kobieta tzw. grubej kości. Urodziłam dwoje dzieci – syna i córkę, już dorosłe, poza domem. Zawodowo inżynier włókiennik z dużym stażem w przemyśle. 12 lat temu zmarł ojciec mojego męża pozostawiając bardzo duże gospodarstwo rolne. Rodzice męża zakładali, że jego młodsza siostra je przejmie. Owszem, przejęła na 2 lata, ale zginęła w wypadku samochodowym. Wówczas to gospodarstwo zostało zapisane na mojego męża. Tym sposobem wyjechaliśmy z miasta, do miasta wojewódzkiego mam 85km, ale jest dobra komunikacja, szybko można dojechać. Po roku gospodarowania mąż zdecydował, że przekształcimy gospodarstwo w specjalistyczne hodowli koni rzeźnych, ale również w niewielką stadninę koni pod siodło. Okazało się, że jest to dobry interes i powodzi nam się dość dobrze, nie mamy problemów finansowych, wręcz odwrotnie, cały czas inwestując rozwijamy się. Moje pożycie małżeńskie było do pewnego momentu, powiedzmy standardowe, ale nie mam powodów do narzekania. Jestem zabezpieczona, więc kiedy tylko on lub ja chcemy, mamy zbliżenia standardowe, od przodu lub od tyłu. Cała historia zaczęła się na początku 2007 roku. Przeglądając jakoś Internet nawet nie wiem jakim sposobem otworzyła mi się strona z krótkim filmem, na którym kobieta była podciągnięta do góry na lince, w przed nią stał mężczyzna z pejczem i ją bił. Oglądałam go, jak zauroczona, kilka razy. Po chwili udało mi się go skopiować i znowu, kiedy mogłam, oglądałam go. Nie umiem powiedzieć dlaczego zaczęłam drążyć ten temat i znalazłam kilka stron S/M z takimi samymi scenami. Nawet nie wiem kiedy ten temat stał się moją „obsesją”, chodził za mną, a ja nie wiedziałam, co z tym zrobić. Pewnego razu mąż zapodział gdzieś swojego pendraiva, prosił, abym mu użyczyła mój. Ja szybko nagrałam na niego, już wówczas cztery filmy i dałam. Minęły prawie dwa tygodnie, po których mąż mi go oddał, mówiąc – są na nim „ciekawe obrazki” czyżbyś miała chęć. Stwierdziłam, że być może tak, ale to wszystko zależy od Ciebie. Minęły następne dwa tygodnie, była sobota, skończyliśmy jakby tydzień, aczkolwiek u nas praca trwa stale, bo zwierzęta trzeba karmić cały czas. Mąż umył się pierwszy, ja weszłam do łazienki po nim. Nie wiem, kiedy się zorientował, że wyszłam z pod natrysku i już się wytarłam, ale wszedł do niej, poprosił, abym ten duży ręcznik kąpielowy, którym się wytarłam rozłożyła na podłodze i położyła się na nim. Odpowiednio mnie ułożył, miałam ręce i nogi mocno rozsunięte na boki. Nie mam pojęcia kiedy od to wniósł do niej, ale sięgnął do stojącej obok szafki i wyją z niej klasyczny bat, którego używają pracownicy do poganiania koni. Stanął przede mną mówiąc – powiedziałaś, że masz chęć na to, co jest na filmie i zależy to ode mnie, to ja doszedłem do wniosku, że powinnaś coś takiego poczuć, jednocześnie pokazując mi ten bat. W tym momencie do mnie dotarło, że to, co było moja „obsesją” robi się realne. Mąż stanął za mną a za chwilę poczułam pierwsze uderzenia na plecach. Mam je dość szerokie i jest na nich trochę tłuszczu. Pomimo to jęknęłam, ale nie ruszyłam się, on natomiast uderzył mnie kilka razy, sądzę, że nie robił tego zbyt mocno, ale ja czułam każde uderzenia. Jęczałam głośno, po chwili usłyszałam – jak na początek, to starczy, teraz dupsko. Nie da się ukryć, że dupę, a przede wszystkim pośladki mam dość duże, więc miął gdzie uderzać. Nie wiem, ile razy mnie uderzył, ale uderzał zarówno po pośladkach, jak i w sam rowek, co szczególnie mocno czułam. Przestał, mówiąc – obróć się. Położyłam się na plecach, tak samo rozsuwając ręce i nogi. Mąż stanął nade mną od strony głowy całkiem nagi, jego kutas znalazł się nad moją głową. Polecił – weź go w ręce. Ja go objęłam, czując, że jest już dość sztywny, a on zaczął uderzać mnie po brzuchu, celując szczególnie w pizdę. Jęczałam, ściskałam tego jego kutasa, ale nie broniłam się, nie zsunęłam nóg do środka. Nie wiem ile razy mnie uderzył, ale w pewnym momencie przestał, odłożył ten bat, mówiąc – unieś nogi. Uniosłam i rozłożyłam szeroko nogi, on wszedł we mnie. W tym momencie poczułam jakiś dziwny skurcz w brzuchu, czułam mocno podniecenie, kiedy we mnie wsuwał systematycznie swojego kutasa, aż poczułam, że już dochodzi do swojego końca. W momencie, kiedy poczułam w sobie jego wytrysk ja dostałam tak mocnego orgazmu, jak chyba nigdy. Nogi jakby odruchowo uniosły się jeszcze wyżej, a z gardła wyszedł wręcz krzyk. Myślę, ze on myślał, że to z powodu bólu, a ja wręcz cała trzęsłam się w środku, długo czując ten orgazm. Mąż się wysunął, po czym biorąc w rękę bat powiedział – odwróć się na kolana, a kiedy już na nich byłam uderzył mnie kilka razy po dupie, mówiąc – jeżeli będziesz miała chęć na powtórkę, to on tu leży. Wystarczy, że wyjmiesz go na wierzch i powiesisz tu na haczyku, wskazując haczyki, na których wiesza się rączniki. Wytarł się i poszedł do sypialni. Ja umyłam się, założyłam nocna koszulkę i też się położyłam. Nie można powiedzieć, żebym tej nocy spała, wszystko mnie bolało. Kiedy się budziliśmy rano mąż od razu poprosił, abym wystawiła dupę i wszedł we mnie. Powtórzyła się ta sama sytuacja, co wieczorem, pizda mnie bolała, a pomimo to doznałam bardzo mocnego orgazmu. Już w poniedziałek oglądałam bat, którym mnie zbił, ale schowałam go z powrotem. Tak wytrzymałam prawie sześć tygodni, coraz częściej oglądając ten bat, aż go w końcu po tym czasie powiesiłam go na wieszaku. Mąż poszedł się myć, wszedł do łazienki, po chwili z niej wyszedł, spojrzał znacząco na mnie, ja się tylko uśmiechnęłam, nic nie mówiąc. Ale tym razem nie czekał, aż się umyję. Kiedy tylko weszłam do łazienki, wszedł za mną, polecając zajęcie pozycji na kolanach z szeroko rozsuniętymi nogami. Najpierw stanął za mną i uderzył kilka razy po plecach, po czym przeszedł od strony głowy, uderzając po pośladkach i w sam rowek, co szczególnie bolało. Następnie ponownie polecił mi położyć się na plecach z szeroko rozsuniętymi nogami. Ja trzymałam w rękach jego kutasa, on uderzał mnie głównie po piździe. Jęczałam, ale nadal się nie broniłam. Tak, jak poprzednim razem, kiedy skończył wszedł we mnie i ponownie, jak poprzednim razem w końcowej fazie zbliżenia, podczas jego wytrysku ja miałam wyjątkowo mocny orgazm. Pomiędzy tymi spotkaniami mieliśmy wiele zbliżeń, ale okazało się, ze nie były one tak emocjonalne, jak to. Wówczas doszłam do wniosku, że ewidentnie to moje duże podniecenie związane jest w bólem, który mi został zadany. Tak minął rok, podczas którego, mniej więcej co 5 tygodni, ale były momenty, że również po 4 tygodniach wieszałam bat na haczyku od ręczników. Był to lipiec 2008 roku, była bardzo ciepła sobota, kiedy powiesiłam bat na haczyku od ręczników. Mąż wszedł, ponownie się cofnął, patrząc na mnie, ja się uśmiechnęłam, jakby akceptując jego pytanie. Kiedy się umył i ja weszłam do łazienki, wszedł również, zdjął ze mnie ubranie, założył szlafrok, samemu też się ubrał, mówiąc – chodź. Byłam tylko w kąpielowych klapkach, on zresztą również, wziął mnie za rękę, zaprowadził do stajni, tam weszliśmy do takiego bocznego pomieszczenia technicznego. Postawił mnie na środku, mówiąc – poczekaj, gdzieś poszedł, nie wiem, co robił, bośmy nie palili światła, za chwilę wrócił, zdjął ze mnie szlafrok i założył na ręce takie specjalne opaski. Do nich dołączył linki, które normalnie służyły do podciąga koni i napinając je rozciągnął mi ręce mocno na boki. Stałam, on przeszedł się wokół mnie, sprawdzając, czy te linki są odpowiednio napięte. Po chwili wziął w rękę taki sam bat, jaki miał w łazience i zaczął mnie bić po plecach, dostałam kilka uderzeń na wysokości łopatek, po czym przeniósł się na dupę, dość mocno obijając mi pośladki. Kiedy przeszedł na przód chwilę stał przede mną prosto patrząc mi w oczy, po czym zamachnął się i końcówka tego bata wylądowała na moim cycku. Prawie krzyknęłam, w tym momencie dostał drugi i tak na przemian uderzył mnie trzy razy. Nie kryję, że akurat to miejsce bolało mnie bardzo mocno. On tylko spojrzał na mnie, po czym zajął się moim brzuchem, uderzając kilka razy z góry, sięgając końcem równo między nogi. Jęczałam dość głośno, skończył, poluzował linki, polecając mi się pochylić. Wówczas zdjął szlafrok i wziął mnie od tyłu. O dziwo, tak samo, jak w łazience, w tym miejscu czułam go bardzo mocno, osiągając bardzo mocny orgazm. Od tego czasu, kiedy tylko wieszałam bat na haczyku od ręczników wg jego uznania, byłam bita albo w łazience, albo w stajni Następny przełomowy moment to połowa ubiegłego roku. Mam imieniny 19 czerwca, które w ubiegłym roku wypadały w sobotę. Mąż mój zdecydował, że zrobi mi prezent, pojedziemy do Włoch. Głównymi odbiorcami naszego mięsa, nie sprzedajemy żywych koni, są Włochy. Na odbiór przyjeżdżało zawsze dwóch ich przedstawicieli, są to mężczyźni w wieku około 35 lat. Przyjechali w poniedziałek 14 czerwca, pakowanie do kontenerów trwało dwa dni i w czwartek ruszył transport. My również wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy, dojeżdżając w piątek koło południa, po drodze nocleg. Wieczorem zostaliśmy zaproszeni na uroczysta kolację. Nie ukrywam, że ubrałam się ładnie, ale dość wyzywająco, w bluzkę z bardzo dużym dekoltem, krótką spódnicę. Ciepło, miałam gołe nogi i małe majteczki, jeżeli o moich można mówić małe. Kiedy wypiliśmy trochę wódki zrobiło się wesoło, wówczas jeden z naszych odbiorców, Adamo, czyli nasz Adam zażartował – Ty masz figurę jak rasowa klacz, taką by się rżnęło. Wówczas mój mąż się odezwał – a masz chęć, Adam odpowiedział, że już od dawna i bardzo dużą. Wówczas mój mąż patrząc na mnie powiedział – to dzisiaj będziesz miała dużo przyjemności, rozbierz się. Spojrzałam na niego, ale pomyślałam, czemu nie, przecież to tylko następny mężczyzna. Rozebrałam się, Adam pokazał, żebym oparła się na łokciach o kanapę i wystawiła dupę, rozsuwając nogi. Wszedł we mnie gładko, poczułam go głęboko w sobie i o dziwo zrobiło mi się przyjemnie, kiedy się we mnie spuszczał. Skończył, mój mąż pokazał ręka na drugiego Filippo, czyli nasz Filip i zaraz miałam drugiego w sobie. Podobnie, jak za pierwszym razem czułam go bardzo dobrze i dość głośno jęczałam, osiągając wcale nie mały orgazm, kiedy się spuszczał. Skończył, mój mąż wziął chusteczkę ze stołu, lekko mnie wytarł, po czym wszedł we mnie jako trzeci. Byłam mocno podniecona, to też kiedy mój mąż kończył we mnie, jęczałam przezywając bardzo duży orgazm. Tak się skończyła ta kolacja. Po przyjeździe do hotelu oboje wzięliśmy prysznic i szykowałam się do spania. Wówczas mój mąż stwierdził, że jeszcze tego wieczoru nie skończył. Polecił, abym zajęła pozycję na kolanach, mocno rozciągając pośladki. Oparłam się na ramionach, chwyciłam je rękoma i rozciągnęłam, jak prosił. Podszedł i pokazał, że ma w ręku niezbyt długą, może 60cm długości pleciona, skórzaną szpicrutę. Po chwili stanął za moją głową i zaczął uderzać w sam środek. Prawie krzyczałam, ale nie ruszałam się. Dostałam pięć razy, po czym odłożył ją i wszedł we mnie. Jęczałam z bólu i rozkoszy, że mnie wypełniał, że miałam go w sobie i że we mnie się systematycznie wsuwa, napierając mocno na szyjkę. Wsunęłam w usta rękę, żeby nie krzyczeć, kiedy się we mnie spuszczał, Umyta położyłam się obok niego w łóżku, mocno się tuląc, a on tylko głaskał mnie po głowie. Rano nie było najłatwiej, całe krocze mnie bolało, ale pomimo to miałam bardzo dużą przyjemność ze zbliżenia. Dzień upłynął bardzo miło, otrzymałam kwiaty, a od męża piękną złoty naszyjnik i pierścionek na palec. Późnym popołudniem, była prawie 17-ta pojechaliśmy ponownie do Adama, do jego posiadłości. Spotkaliśmy się w salonie, gdzie otrzymałam w prezencie, można powiedzieć, symbol koniarzy, ok. 10cm złotą podkowę, wysadzaną brylantami. Uśmiechnęłam się tylko, dziękując za prezent i już nie czekając na ich propozycję, sama zaproponowałam swoje podziękowanie, w znaczący sposób ujmując spódniczkę. Mój mąż spojrzał, mówiąc – dziękuję, że się domyśliłaś. Wówczas Adam zapytał, czy tych podziękowań nie moglibyśmy sobie przekazać w innym miejscu, mąż stwierdził, że nie widzi przeszkód. Wówczas Adam postawił przede mną dużego drinka, mówiąc – przepraszam, ale my mamy jeszcze jedną sprawę do omówienia, po czym wyszli. Nie wiedziałam, o co chodzi, ale spokojnie sączyłam drinka, kilkakrotnie otwierając pudełeczko, w którym był mój prezent. Wrócił mąż z Adamem informując mnie, że z okazji imienin mają dla mnie jeszcze dwa szczególne prezenty, ale otrzymam je później. Po czym wyszliśmy z budynku i okazało się, że idziemy do stajni, Adam miął dużą stadninę koni, dwa ogiery sami mu sprzedaliśmy. Tam w pewnym miejscu było coś w rodzaju leżanki, elegancko wyłożonej białą skórą, tyle tylko, że była ona minimalnie skośna. Adam pokazał, że tu się mam rozebrać i na tym położyć. Rozbierając się widziałam, że mój mąż też się rozbiera, trzymając w ręku swojego kutasa. Okazało się, że na tej leżance leży się bardzo wygodnie, po chwili miałam go w sobie, a Adam z Filipem, który w tym momencie doszedł trzymają mi dość wysoko i szeroko rozłożone nogi. Jęczałam, bo podniecało mnie to zbliżenie, w „asyście” dwóch mężczyzn. Mąż spuścił się we mnie, ja to potwierdziłam mocnym orgazmem, panowie nie pozwolili mi się ruszać, tylko wytarli ręcznikiem pizdę, zamienili się miejscami i za chwile miałam w sobie Adama. Ułożenie na tej leżance dawało bardzo dogodny dostęp do pizdy, to też wsadził mi go bez problemów, wsuwając mi go systematycznie w pewnym momencie zaczął się spuszczać. Za chwilę zastąpił go Filip, nie był taki szybki, tym nie mniej i on osiągnął swój szczyt, spuszczając się we mnie. Wówczas nastąpiło coś, czego nie przewidywałam. Do tego pomieszczenia weszli następni mężczyźni. Podeszli, po chwili już pierwszy z nich zsuwał spodnie i szykował swojego kutasa, aby mi go wsadzić w pizdę. Spojrzałam na męża, a on stwierdził – dzisiaj będziesz miała bardzo mocne, imieninowe, pierdolenie, nawet nie wiesz, jak mocne. Od tego momentu już tylko jęczałam, a przede mną zmienił się następny mężczyzna. Było ich pięciu, kiedy jednak piąty już mnie zerżnął okazało się, że kutas mojego męża już jest sztywny i znowu wszedł we mnie. Po nim powtórzyła się kolejka i każdy z tych mężczyzn odbył ze mną następne zbliżenie. Od pewnego momentu już tylko jęczałam, kręcąc głową na boki, kiedy się we mnie systematycznie wsuwali. Ale zauważyłam, że Adam, po tym drugim zbliżeniu o czymś rozmawia z mężem, on potakiwał głową. O czym rozmawiali, dowiedziałam się, kiedy już wszyscy odbyli ze mną drugie zbliżenie. Dwóch z nich nadal trzymało mi nogi na boki i do góry, kiedy ponownie pojawił się Adam i Filip, prowadząc wózek, na którym był pojemnik swoim wyglądem przypominający pojemnik na lód do szampana. Wówczas podszedł trzeci, ręcznikiem dokładnie wytarł pizdę, ale głównie podbrzusze i wzgórek łonowy. Następny podszedł do tego wózka, wziął z niego pojemnik, z pojemnika wałeczek, taki, jak do malowanie i zaczął mi nim malować głównie wzgórek łonowy. Podszedł do mnie mąż, pokazał, że mam mu podać ręce, chwycił mi je mocno, mówiąc – to jest pierwszy prezent z zapowiedzianych. Spojrzał na Adama, kiwając głową. Ja też patrzę, a Adam wyjmuje coś z tego pojemnika, kieruje prosto na to pomalowane miejsce i dotyka je. Ja się rozdarłam, bo mnie zabolało, a przede wszystkim zapiekło, usłyszałam tylko od męża – witaj w rodzinie koniarzy. W tym momencie przypomniały mi się filmy kowbojskie, w których znaczyło się bydło. Teraz ja zostałam tak oznakowana. Później, po umyciu okazało się, że jest to ok. 6cm wysokości i szerokości również podkowa, ramionami skierowana w dół. Jeden z mężczyzn podszedł podając mi szklaneczkę z drinkiem, wypiłam ja do końca. Na tym skończyło się to spotkanie, wróciliśmy do hotelu, umyłam się, wówczas zobaczyłam tę „ozdobę”, była to jeszcze duża rana oparzeniowa, którą mi zrobili. Na szczęście miałam z sobą oksykord, posmarowałam, założyłam majtki, położyliśmy się spać. W niedzielę rano tradycyjnie mąż wziął mnie od przodu, o dziwo, pomimo tylu zbliżeń, pizdę miałam „normalną” czułam go bardzo dobrze, zjedliśmy śniadanie i wróciliśmy do domu. W domu życie wróciło do pewnej normy, to znaczy w połowie lipca powiesiłam bat i dostałam bicie w łazience, a później mieliśmy bardzo mocne zbliżenie. W sierpniu wysłał mnie samą do Włoch, tam mną się zaopiekował Adam, z piątku na sobotę rżnęło mnie kilku mężczyzn, nawet nie wiem, ilu. Rżnęli mnie w pizdę, rżnęli mnie po raz pierwszy w dupę, mój mąż do tej pory tego nie robił, a okazało się, ze też jest to przyjemne, aż wręcz w którymś momencie wyłam, jak widziałam zbliżającego się kutasa. Następne znaczące zdarzenie miało miejsce 10 września, w piątek. Mąż tym razem nie czekał na moje zaproszenie, tylko około 19-tej zaproponował, abyśmy poszli do stajni. Tam stał na środku stolik, polecił mi się na nim położyć, ale tym razem na brzuchu. Zapiął opaski na nogach i podciągał je, co powodowało, że rozjeżdżały się na boki, ale również odkrywały całkowicie dostęp do pizdy i dupy. On to wykorzystał i można powiedzieć, dostałam po całości, czyli sięgnął kilka razy po plecach, mocno obił mi dupę. Później wziął do ręki tę pleciona szpicrutę, którą miał we Włoszech i bardzo mocno zbił mi pizdę, specjalnie mi ja rozciągając. Odpiął, otworzył szampana, mówiąc – pij z butelki. Jęczałam i płakałam podczas tego bicia, to też bez zastanowienia zaczęłam łapczywie pić. Nie wiem, ile wypiłam, ale polecił mi położyć się na tym stole i wypiąć dupę. Wziął mnie od tyłu, jęczałam bardzo głośno, bo czułam go mocno, a poza tym pizda mnie bolała. Kiedy się spuszczał, wręcz krzyczałam, taki dostałam orgazm. W październiku ponownie byłam we Włoszech, gdzie mnie znowu zerżnęli prawie do nieprzytomności, w końcówce listopada ponownie miałam „sesję” w stajni. Na początku stycznia sama powiesiłam bat w łazience i mieliśmy „tradycyjne” łazienkowe spotkanie, ale w piątek, 04 lutego miałam spotkanie w stajni, gdzie najpierw „wisiałam”, miałam dość mocno obitą dupę i pizdę, później zbliżenie, które, nie umiem tego wytłumaczyć, dało mi bardzo duży orgazm. No i teraz jakby podsumowanie tej całej historii. Nie mogę mieć do nikogo o nic pretensję, ponieważ sama sprowokowałam swojego męża do tych elementów przemocy. W dalszym ciągu bicie sprawia mi przyjemność i mocno mnie podnieca. Obawiam się tylko, ze mąż może tę informacje przekazać również do Włoch, a oni mogą wymyślić coś „swojego”, poza nieograniczoną liczbą zbliżeń.

Basiu Jeżeli ten list, a w szczególności elementy przemocy są dla Ciebie nieakceptowane, skasuj go. Jeżeli natomiast wiesz na ten temat cokolwiek, napisz. Proszę. 12 luty 2011r. Michalina.

Spotkanie z Michałem 02

Spotkanie z Michałem 02

W środę skończyłam pisać relację z poniedziałkowego spotkania z Michałem, a w czwartek, w południe miałam od niego ponownie telefon – wygospodarowałem trochę czasu, czy możemy się spotkać w piątek, późnym wieczorem. Jak to się mówi, dla „zamorskiego gościa” zawsze trzeba mieć czas, zgodziłam się, umówiliśmy się na 19-tą. Michał jest moim kuzynem z drugiej linii rodziny po moim Tacie. Znałam go od dziecka, kiedyś potrzebowałam poukładać drzewo kominkowe w drewutni, zadzwoniłam, przyszedł, ułożył, dostał parę groszy.

  •  

Później nie raz dzwonił – czy „Ciocia nie potrzebuje ułożyć drewna”, Ciocia może nie potrzebowała, ale był to sygnał, że Michał potrzebuje pieniędzy. Kiedyś, miął wówczas już 17 lat, wczesną jesienią pomógł mi w ogrodzie, przy tym się spocił, wzięłam go do łazienki na piętrze, umyłam, ale później wzięłam go do pokoju gościnnego. Na początku nie wiedział, o co mi chodzi, ale w pewnym momencie się zorientował, to było nasze pierwsze zbliżenie. Takie zbliżenia zdarzały nam się okazjonalnie, przedostatnie jesienią ubiegłego roku. Dzisiaj Michał ma 28 lat i wyrósł na wspaniałego potężnie zbudowanego mężczyznę, ok. 190cm wzrostu, 110kg wagi. Przy takiej posturze ciała inne „członki” też mają swój wymiar, a jego, moim zdaniem, jest szczególnie duży, jest odpowiednio długi, myślę, że ma w zwodzie ok. 22cm, ale przy tym jest gruby, chyba ok. 3,5cm. Za każdym razem, kiedy miałam z nim spotkania, później czułam go mocno w sobie. Michał skończył na Politechnice Inżynierię Sanitarną i pojechał do Niemiec do pracy. Obecnie pracuje we Frankfurcie nad Menem i podobno dość dobrze mu się powodzi. „Wpadł” wczesną jesienią na kilka dni, nie zapomniał również o „Cioteczce”. Podczas tego spotkania bardzo dokładnie mi się przyglądał, szczególnie tym moim „ozdobom”, po czym oświadczył – wiesz Basiu ( mówimy sobie po imieniu ) takie znaczki to ja widziałem w klubach z którymi współpracuję. Trochę mnie to zaskoczyło, ale nie skomentowałam. Teraz znowu wpadł na kilka dni, był w poniedziałek, zdążyłam to spotkanie opisać. Na to spotkanie przyniósł z sobą dość dużą torbę, w pierwszej chwili nie wiedziałam, co w niej jest, ale później już się dowiedziałam dokładnie. Kiedy się rozstawaliśmy powiedział – zostawiam Ci w prezencie trzy „ogórki” i trzy „kukurydze”, jak będziesz miała ochotę, możesz je wykorzystać, wiesz jak. Pewnie, że wiedziałam, ale nawet nie miałam czasu nimi się w jakikolwiek sposób zająć. Zarówno te „prezenty”, jak również używaną ratanową trzcinkę i kulki z krokodylkami schowałam do tej samej torby i postawiłam w pomieszczeniu garderoby. Założyłam, że w piątek będę robiła porządki, to się temu przyjrzę. Ale okazało się, że w piątek mam mieć inne „zajęcia”. Zgodnie z umową o 19-tej przyszedł Michał. Zaproponowałam kawę i ciasto, przystał na to, postawiłam też jakąś wódeczkę, a kiedy nawiązała się między nami rozmowa, poprosiłam, aby mi przybliżył te „kluby”, z którymi współpracuje. Wówczas okazało się, że pewne informacje ma na pendraivie, jak go gdzieś włączę, to możemy pooglądać. Przez swojego laptopa podłączyłam się do telewizora, to, co miał, mogliśmy pooglądać na dużym ekranie. Nie ma żadnego uzasadnienia, żeby je szczegółowo opisywać. Jeden jest w mieście, dwa na obrzeżach. Wszystkie trzy mają warunki, aby się tam „zabawić” z kobietami. Jednak w tym momencie coś innego jest zdecydowanie ważniejsze. Na ławie stała kawa i ciasto, Michał zaproponował, że przyniesie nalewkę. Postawiłam kieliszki, a on poszedł na górę i przyniósł butelkę, w której był „wiśniowy” płyn. Postawił na ławie mówiąc – nasza firmowa nalewka. Nalał mnie i sobie, wznieśliśmy toast – za spotkanie, patrzę, on pije, ja też, widocznie rzeczywiście nalewka. Oglądamy dalej te jego ośrodki, nalał następny i następny. Wówczas poczułam, że coś się zaczyna ze mną dziać. Nic mnie nie bolało, byłam całkowicie świadoma tego, co się wokół mnie dzieje, poczułam tylko, że piersi robią mi się jakieś „duże”. Położyłam na nich ręce, czuję, że zrobiły się bardzo jędrne. To samo zaczęło się dziać w kroczu, wargi sromowe zrobiły się jak balony. Wszystko wskazuje na to, że w tej nalewce był jakiś preparat, który powodował duże podniecenie, a to z kolei zadziałało napływem krwi do tzw. ciał jamistych, te z kolei wypełniając się spowodowały odpowiednie powiększenie narządów. Michał zorientował się, że oboje jesteśmy już mocno podnieceni, zsuną się trochę po kanapie, zsunął jednocześnie szorty, mówiąc – weź go sobie. Spojrzałam, a między jego nogami stał „na sztorc” jego kutas. Zsunęłam sukienkę, przemieściłam na brzuch, następnie przesuwając się w dół i unosząc na łydkach znalazłam się nad jego kutasem. Pomagając sobie rękoma wsunęłam go sobie w cipkę, a następnie zaczęłam się opuszczać. Łatwo było powiedzieć – weź go sobie, ale to nie było takie proste, aby się we mnie znalazł. Gdy tylko wślizgnęła się główka, już zaczęłam jęczeć. Obserwując węża, jak połyka swoją ofiarę, w tym momencie ja miałam takie wrażenie. Moja cipka była rozwarta do granic możliwości, a on wsuwał się w nią bardzo wolno. Czułam, jak jego główka prześlizguje się centymetr za centymetrem po ściankach, aż mnie wypełnił. To, że on mnie wypełnił nie oznaczało, że wszedł we mnie. Właśnie w tym momencie chwycił mnie za biodra i unosząc swoje wbijał mnie do końca. Zaczęłam bardzo głośno jęczeć, a moment, kiedy wbił się cały potwierdziłam bardzo głośnym jękiem. Wówczas zaczęła się jazda. Ja oparłam się o jego ramiona, on chwycił mnie za pośladki, lekko je rozciągając, po czym zaczął wykonywać rytmiczne ruchy biodrami, unosząc je do góry i opuszczając. Już nie jęczałam, już tylko krzyczałam, bo napierał na mnie nie tylko z wewnątrz, ale wręcz miażdżył nabrzmiałe wargi. Pomimo to cieszyłam się każdą chwilą jego obecności w moim wnętrzu. W momencie, kiedy się we mnie spuszczał, o dziwo, dostałam bardzo mocny orgazm. Po chwili puścił pośladki, za to chwycił nabrzmiałe piersi i zaczął je dość mocno ściskać. Jęczałam, ale nie reagowałam, aż przyszedł moment, kiedy jego palce zaczęły się zaciskać bardzo mocno. Wówczas zaczęłam prawie krzyczeć – boli. W tym momencie Michał mnie puścił, ale tylko po to, aby chwycić brodawki i też je mocno ściskać. Zaczęłam się drzeć, że boli, ale nie wiem dlaczego, cały czas na nim siedziałam. A on to je ściskał, to je skręcał w lewo i prawo. Można powiedzieć, że robił to delikatnie i po woli, ale skutecznie, ja za to już płakałam z bólu, a pomimo to, jak zahipnotyzowana, nie ruszałam się. Michał ruszył się sam, puścił brodawki i pokazując, że mam się obrócić, zsunęłam się z niego. Byłam cała mokra, na szczęście obok leżały chusteczki, podtarłam się wypinając w jego stronę. No i tu moje pierwsze zdziwienie. Wszystko wskazywało na to, że te pieszczoty spowodowało u niego podniecenie, jego kutas zrobił się dość sztywny na tyle, aby wejść we mnie. A kiedy tylko poczułam go w sobie, poczułam również jego „szaleństwo”. Chwycił mnie za biodra i wsuwał, ale z taką siłą, że się tylko mogłam drzeć. Każde jego pchnięcie czułam bardzo mocno w sobie, natomiast na zewnątrz jego kość łonowa z wyjątkowo mocną siłą waliła w moje wargi. Darłam się, a on, jakby w transie, wbijał się do samego końca, osiągając w pewnym momencie swój szczyt. Skończył, głośno oddychając, po czym wysunął się, mówiąc – umyj się i przyjdź na piętro. Widziałam, że znowu przyniósł torbę, więc się zastanawiałam, jaka „niespodzianka” kryje się tym razem w tej torbie. Ale posłuszna umyłam się, po czym weszłam do łazienki na piętro. Michał tam już był, okazało się, że przyniósł również kieliszki nalewkę. Nalał, po czym wzniósł toast – za Twoje i moje przyjemności, wypiliśmy kieliszki do dna. Tylko było pytanie, jak mają wyglądać te moje przyjemności, bo nie miałam wątpliwości, że to, co będzie robił, będzie jemu sprawiało przyjemność. Przez dłuższą chwilę stałam na środku łazienki, on chodził wokół mnie, dokładnie mi się przyglądając. Skończył, ponownie nalał tej swojej nalewki i tym razem już tylko stukając się ze mną pokazał, że mam ją wypić. Tej nalewki wypiłam już dość dużo, nie dość, że spowodowała moje „spuchnięcie”, to powodowała, że już dość mocno szumiało mi w głowie. Ale wypiłam, Michał odstawił kieliszki, po czym polecił mi unieść ręce nad głowę. Ponownie zaczął dotykać moich piersi, ale tym razem już dość delikatnie. Wyczuł, że są bardzo mocno nabrzmiałe. Wówczas sięgnął ręką do torby, a po chwili ujrzałam w jego ręku dość dużą, a przede wszystkim dość długą szpilkę. Chwycił jedną pierś tak, że ścisnął ja na płask, po czym w sam brodawki zaczął mi ją wbijać. Stałam z rękoma za głową, darłam się, bo przecież mnie bolało, ale też nie cofnęłam się, kiedy wsuwał ja na 1/3 głębokości. Po chwili zrobił to samo z drugą piersią. Stanął, jakby podziwiając swoje dzieło, po czym podprowadził do ściany przodem, oparł ręce z boku i przysunął dość blisko, ale nie na tyle, abym dotykała ściany tymi szpilkami. Ustawił, po chwili jakby pogłaskał po pośladkach, po czym zaczął szukać czegoś w swojej torbie. Ponieważ ściana jest lustrem wszystko widziałam. Zobaczyłam w jego ręku klasyczny bat, polski odpowiednik tego, to wielorzemieniowa dyscyplina. Podszedł do mnie, przesuwając rękojeścią po plecach, spokojnym i ciepłym głosem powiedział – stój spokojnie, ja będę pieścił Twoją pupę. Nie odezwałam się, ale wszystko widziałam, jak minimalnie odsuwa się i jak po chwili pierwsze uderzenie spada na pośladek. Odruchowo przesunęłam się do ściany, a wówczas dotknęłam szpikami o nią, lekko je wsuwając dalej. I tak było co jakiś czas, to mnie uderzał, to głaskał mi pośladki. Można powiedzieć, że je „pieścił”, bo nie uderzał zbyt mocno, ale na tyle mocno, abym je dobrze czuła. Była to jednak faza początkowa. Chyba po trzech uderzeniach powiedział – odsuń się od ściany o pół kroku. Trudno powiedzieć, ile to jest pół kroku, ale się trochę cofnęłam, co spowodowało moje wygięcie do tyłu i większe wystawienie pupy. Jemu o to chodziło, bo znowu uderzył kilka razy i ponownie polecił mi się odsunąć. Tak to trwało do momentu, kiedy odsunęłam się na tyle mocno, że prawie nie dotykałam ściany, ale za każdym razem Michał „głaskał mi pupę tym batem, tyle tylko, że za każdym razem coraz mocniej. To też kiedy znalazłam się już w pozycji mocno zgiętej polecił mi również rozsunąć szeroko nogi, tak, że tym razem jego uderzenia sięgały również cipki. Darłam się, ale tkwiłam w tej pozie do momentu, kiedy odłożył bat, zbliżył się do mnie i wsunął we mnie już mocno sztywnego kutasa. I tak samo, jak poprzednim razem, jakby w niego wstąpiła jakaś furia. Trzymał mnie, a samemu wbijał się, nie dość, że szybko, to jeszcze mocno. Darłam się i jęczałam coraz głośniej, powodowało to chyba jego podniecenie, bo jakby jeszcze mocniej się we mnie wbijał, aż do momentu, kiedy się spuścił. Usiadł na podłodze, mówiąc – idź się umyj. Weszłam pod natrysk, opłukałam, wytarłam, Michał w tym czasie już odreagował, nalał do kieliszków, podając mi powiedział krótko – pij. Po chwili wziął mnie za ręce, postawił pod tą samą ścianą, ale tyłem, polecając mi trzymać ręce rozsunięte na boki oparte o ścianę. Samemu sprawdził, czy jestem odpowiednio oparta, jednocześnie rozsuwając mi szeroko nogi. To ustawianie trwało dość długo, ale tylko po to, aby on mógł dłużej odreagować. Po chwali ponownie pojawił się w jego ręku ten sam bat, podszedł do mnie i patrząc prosto w oczy uderzył w dolną część brzucha. Jęknęłam, a on ponownie, jeszcze niżej, jednak za chwilę przeniósł się do góry i zaczął uderzać po piersiach. Teraz już się darłam, on jednak na to nie reagował. Nie wiem, ile razy mnie uderzył, nie jest to tak ważne, ważne jest, że w tym momencie częściej uderzał po piersiach, niż po brzuchu. Za chwilę okazało się, że jest to tylko przygrywka do części zasadniczej, jeżeli to tak można nazwać. Przerwał, odłożył bat, po czym wysunął na środek stojący pod ścianą stolik, nakrył ręcznikiem. Przerwał ciąg dalszy tych czynności, podając mi następny kieliszek. Wypiłam, bo przede wszystkim zaschło mi w gardle, po czym polecił położyć się na nim, szeroko rozsuwając nogi. Samemu dopilnował, abym je miała odpowiednio szeroko rozłożone i uniesione do góry, ponownie wziął w rękę bat, przeciągnął ręką po cipce, mówiąc, że bardzo lubi, kiedy są czerwone, za chwilę już mnie uderzył w sam środek. Po chwili ponownie, tak jeszcze kilka razy, tyle tylko, że tym razem nie było to „głaskanie”. Uderzał mocno, a ja głośno się darłam. Kiedy przestał, przesunął po niej ręką, mówiąc – zobacz, jaka jest czerwoniutka, jak bym mogła cokolwiek w tym momencie zobaczyć, wówczas chwycił w dłoń tego swojego kutasa i skierował prosto w dziurkę. Kiedy wszedł, uniósł mi jeszcze wyżej nogi, one oparły się o jego ramiona, a on chwycił rękoma piersi, które mocno ściskał, następnie zaczął się systematycznie we mnie wbijać. Jęczałam i pokrzykiwałam, bo mnie wszystko bolało. On na to nie zwracał uwagę, tylko całym ciężarem ciała napierał, prawie przesuwając mnie po tym stole. Czułam go bardzo mocno w sobie, ale też czułam go bardzo mocno na wargach, które przecież tak mocno obił. Na szczęście i na niego przyszedł koniec, poczułam, jak się we mnie spuszcza. Przez chwilę zaczęłam się zastanawiać. Skąd on bierze tyle siły, aby się tak raz za razem spuszczać. Niestety, nie miałam czasu na dłuższe zastanawianie się, Michał jeszcze chwilę tkwił we mnie, po czym polecił, abym ponownie chwyciła i szeroko rozsunęła nogi. Trzymałam je, on w tym czasie coś szukał w torbie. Okazało się, że jest to dość duży ( 5cm) klips biurowy. Ścisnął dwoma palcami nabrzmiałą wargę, po czym zapiął go. Darłam się, bo przecież bolało, ale on go zapiął, nie reagując na moje darcie. Po chwili zrobił to samo z drugą wargą, okazało się, że to nie wszystko. Wyjął z torby krótkie, ale dość grube szpilkę z dość dużym łepkiem, chwycił w dwa palce łechtaczkę i zaczął ja w nią wbijać. Darłam się, bo przez chwile nie mógł się przebić, ale po chwili już było po wszystkim. Wówczas pozwolił mi puścić i opuścić nogi. Pokazał, że mam stanąć przy stole, opierając się o niego pośladkami. Po tych zabiegach nogi mi się trzęsły, ale jakoś stałam, podpierając się rękoma z tyłu. Michał stanął przede mną i głaszcząc piersi, jakby je lekko ściskając, wyjął z nich te szpilki, które wcześniej wbił. Było to jednak działanie pozorne. Odłożył szpilki, za to ścisnął jedną pierś palcami od góry i od dołu, po czym zapiął na niej taki sam klips biurowy, jak na wargach. Jęczałam z bólu, on jednak bardzo precyzyjnie je zakładał. Niby skończył, ale to były tylko pozory. Zaraz w jego ręku pojawił się, jak się później okazało, 3cm średnicy i 18cm długości ciężarek, który zawiesił na piersi. Po chwili tak samo obciążona była druga. Obciągając je, powodowały dodatkowy nacisk na te klipsy, a przez to dodatkowy ból. Za chwilę takie same dwa ciężarki zawisły na mich wargach. Jęczałam z bólu, ale to nic nie dawało. Wówczas Michał polecił mi, abym się odwróciła przodem do stołu, oparła ręce o jego brzeg  i mocno odsunęła pochylając się przy tym do przodu. Tym sposobem zwisały ze mnie te ciężarki, mocno naciągając zarówno piersi, jak i wargi. Michał osobiście poprawił mnie tak, abym miała mocno rozsunięte nogi, po czym za chwilę wziął do ręki bat i zaczął mnie bić, ale tak, aby te rzemienie trafiały w sam środek krocza. Stawał przede mną to z jednej, to z drugiej strony, systematycznie uderzając. Kiedy skończył, usłyszałam – nie ruszaj się. Wyjął, jak się później okazało, dość dużych rozmiarów sztucznego penisa, nie wiem tylko, czym go posmarował, bo za chwilę usłyszałam komentarz – może kiedyś poczujesz takiego naturalnego, na razie masz zastępstwo, po czym wsunął mi go w dziurkę. Ale wsunął tylko część, okazał się być bardzo dużym i nie wszedł we mnie od razu. Tyle tylko, że dokładnie w tym samym momencie poczułam w cipce mocne cieczenie. Chwyciłam sama go rękoma i wsuwałam w środek, jednocześnie robiąc „taniec Św. Wita”, bo tak mnie w środku piekło. Wsunęłam w siebie prawie 3/4, czując, że jestem już wypełniona. Ale to pieczenie powodowało, że ręce jakby same się na nim zaciskały, próbując wsunąć go jeszcze głębiej. Na dodatek cały czas czułam te ciężarki zarówno na cipce, jak i na wargach. Jęczałam i kręciłam się wokół siebie, a Michał stojąc obok tylko czasami „dopingował” mnie batem, abym go wpychała coraz głębiej. Nie wiem, jak to zrobiłam, ale w końcu miałam go w sobie. Można powiedzieć, że triumfalnie spojrzałam na Michała, on jednak nie uznał tej sprawy za zakończoną. Ponownie ustawił mnie przodem do stołu, polecając szeroko rozsunąć nogi. Poczułam, jak jego ręka „sprawdza”, czy korek, który miałam odpowiednio głęboko siedzi we mnie, po czym polecił, abym rozsunęła mocno pośladki. Poczułam, jak je dotyka, jak przesuwa rękę po rowku, dotykając brązowej dziurki, po czym pochylił się i zaczął czegoś szukać w torbie. Za nim zdążyłam dobrze się temu przyjrzeć, już poczułam coś na brązowej dziurce. Okazało się, że jest to klasyczny korek analny typu „łezka”. Naparł nim mocno na dziurkę, ja się rozdarłam, ale on go już we mnie wsuwał. Zatrzymał na chwilę, po czym ponownie naparł. Wsuwając go coraz głębiej. Tak systematycznie napierając wsuwał coraz głębiej, a ja coraz mocniej jęczałam i kręciłam biodrami na boki. Nagle poczułam, że moja pupa „połknęła” tę najszerszą część i teraz już jakby się łatwiej przesuwa w głąb. Nie było to takie proste, w cipce siedział tamten korek. W końcu poczułam jego stopkę, czując go całego mocno w sobie. Wówczas Michał poprosił, , abym usiadła na podstawionym stołeczku. Nie było to takie proste, musiałam szeroko rozsunąć nogi, na cipce wisiały ciężarki, ale na szczęście miały dość długie łańcuszki. Kiedy siadałam, poczułam, że oba moje korki jeszcze głębiej wbijają się we mnie, ale to już była końcówka. Michał sprawdził, czy odpowiednio siedzę, po czym gładząc mnie po twarzy powiedział – tym razem również nie mogłem zaprezentować Ci pełnych swoich kwalifikacji, ale przyjedź do nas, to je poznasz, natomiast koledzy będą Cię pierdolić do upadłego. Po tych słowach ubrał się i wyszedł. Ja już spokojnie weszłam pod prysznic i w strumieniu ciepłej wody systematycznie uwalniałam się od tych jego „zabawek”. Kiedy skończyłam, wysmarowałam się odpowiednimi kremami, po czym zeszłam do swojej sypialni, położyłam do łóżka. Tak się zakończyło moje drugie spotkanie z „dorosłym” kuzynem Michałem. Jak zwykle w takiej sytuacji, natychmiast przyszła refleksja, co to znaczy „koledzy będą Cię pierdolić do upadłego”. Po chwili jednak doszłam do wniosku, że dalsze zastanawianie się nie ma uzasadnienia, bo nic więcej nie wiem. Albo się dowiem, kiedy zdecyduję się tam pojechać, albo się nie dowiem, jeśli nie pojadę. Znając się, to pierwsze założenie jest bliższe prawdy, problem tylko – kiedy ??? 07 luty 2011r Baśka baska45@poczta.onet.pl

Spotkanie z Michałem 01

Spotkanie z Michałem, 01.

Dziwnie się to moje życie układa. W połowie stycznia poznałam Andrzeja, przeżyłam z nim kilka wspaniałych chwil klasycznego seksu i już mi się to „urwało”. Andrzej od tego poniedziałku ma sesje egzaminacyjną, ma do zdania jakieś poważne egzaminy i kilka zaliczeń. To też już w sobotę pojechał do domu, uczyć się.  Po sesji „służbowo” jadą w góry na narty. Realna szansa spotkać się z nim, jeżeli będzie chciał, za miesiąc.

  •  

I jakby natychmiast pojawia się coś innego, ale o zupełnie innym charakterze, co mnie zresztą mocno zaskoczyło. Pojawił się Michał. Michał jest od wielu lat. Jest to syn mojego kuzyna z drugiej linii rodziny. Tata miał brata i to jest trzecie pokolenie po tym bracie. Michał zaczął przychodzić do mnie dość wcześnie, bo mieszkając samej, czasami potrzebowałam „męskiej ręki”. Ale kiedy już zaczął dorastać, zaczęłam go „wprowadzać” w życie, tak, jak to kiedyś robiłam z własnym synem. Dzisiaj Michał ma 28 lat i jest wspaniałym mężczyzną, ok. 190cm wzrostu, 110kr wagi. Okazało się, że przy takiej posturze ciała inne „członki” też mają swój wymiar, a jego, moim zdaniem, jest szczególnie duży, jest odpowiednio długi, myślę, że ma w zwodzie ok. 22cm, ale przy tym jest gruby, chyba ok. 3,5cm. Za każdym razem, kiedy miałam z nim spotkania, później czułam go mocno w sobie. Michał skończył na Politechnice Inżynierię Sanitarną i pojechał do Niemiec do pracy. Obecnie pracuje we Frankfurcie nad Menem i podobno dość dobrze mu się powodzi. „Wpadł” wczesną jesienią na kilka dni, nie zapomniał również o „cioteczce”. Podczas tego spotkania bardzo dokładnie mi się przyglądał, szczególnie tym moim „ozdobom”, po czym oświadczył – wiesz Basiu ( mówimy sobie po imieniu ) takie znaczki to ja widziałem w klubach z którymi współpracuję. Trochę mnie to zaskoczyło, ale nie skomentowałam. Teraz znowu wpadł na kilka dni, zadzwonił, że chce się ze mną spotkać, zaproponowałam poniedziałek, na 19-tą. Zgodził się, przyszedł punktualnie i nie udawaliśmy, że nie wiemy, po co przyszedł. Ja byłam tylko w sukieneczce zakładanej przez głowę, nie mając nic więcej na sobie. On wszedł szybko na górę, tam się rozebrał i tylko w szortach za chwilę zszedł do mnie. Zaraz byliśmy w łóżku, ale już zupełnie nadzy, przez pewien czas leżał obok mnie oglądając moje pierścionki. Dotykał, jak by się nimi bawił, szczególnie tym, na wzgórku łonowym. Nie czekając na jego pytanie, wyjaśniłam, że to prezent imieninowy od męża. Jeszcze przez pewien czas dotykał tych na piersiach, po czym powrócił do tego na wzgórku, ale tylko po to, aby za chwilę zacząć dotykać moją łechtaczkę. Przy tej posturze jego ręce też mają odpowiednią wielkość, to też palec, którym zaczął dotykać łechtaczki też miał swoją wielkość. Poczułam go bardzo mocno, po chwili zaczęłam się czuć bardzo podniecona. Przesunęłam się i chwyciłam jego kutasa. Kiedy go objęłam, moja dłoń nie mogła się zacisnąć, a obejmowała około 1/3 jego długości. Wówczas Michał przerwał te pieszczoty, mówiąc – idziemy na górę. Był już u mnie nie raz i znał to mieszkanie, zakładałam, że chce iść do pokoju gościnnego. Nie, weszliśmy do łazienki, wówczas Michał poprosił, abym uklękła, wypinając mocno pupę. Kiedy wchodził, niósł z sobą dość dużą torbę, ale wówczas nie zwróciłam na nią uwagę. Teraz ja otworzył i pierwsze, co wyjął to niezbyt długą, ratanową trzcinkę, wyprostował ją, po czym zaczął się do mnie zbliżać. Ja się rozdarłam – nieee, ale on stwierdził – Twoje znaczki wskazują, że takie zabawy nie są Ci obce, pobawimy się razem. Po czym zaraz poczułam ją na swoich pośladkach, raz na jednym raz na drugim. Tak dostałam pięć dość mocnych uderzeń. Wówczas usłyszałam rozsuń pośladki. Nie jestem w stanie w żaden logiczny sposób tego wytłumaczyć, dlaczego dobrowolnie godziłam się, aby mnie bił, ale to zrobiłam. Oparłam się na ramionach, wypięłam mocno pupę, szeroko rozsuwając nogi, chwyciłam rękoma pośladki i też je mocno rozciągnęłam. On stanął przede mną, pochylił, przeciągnął ręką równo po rowku, po czym poczułam uderzenie. Najpierw raz, po chwili drugi i tak znowu pięć razy. Jęczałam, bo te uderzenia spadały równo na brązową dziurkę, sięgając jednocześnie cipki. Po tych pięciu uderzeniach skończył, prosząc, abym się w rozkroku oparła rękoma o stół i wypięła w jego kierunku pupę. Spojrzałam, w tym momencie się smarował, zrozumiałam, że za chwilę będzie chciał we mnie wejść. I nie pomyliłam się, poczułam tego jego wielkiego kutasa na brązowej dziurce. Najpierw naparł, przez chwilę zwieracz się bronił, ale puścił i ten „gruby kołek” wchodził w moje wnętrze. Na szczęście robił to dość powoli, ale skutecznie, zaraz poczułam jego biodra na swoich. Poczułam go bardzo mocno, zaczęłam jęczeć, bo czułam go wewnątrz siebie, ale czułam go też na zewnątrz, jak swoimi biodrami urażał pośladki, które moment temu obił. Trzymał mnie mocno, wsuwał się systematycznie, to spowodowało, że nie tak szybko, ale jednak doszedł do swojego maksymalnego podniecenia, chwycił mnie mocniej, poczułam, jak mnie wypełnia. Jest to zupełnie inne uczucie, niż wytrysk w cipkę, ale również bardzo miłe. Chwilę tkwił wewnątrz, a kiedy się wysunął, usłyszałam – nie ruszaj się. Spojrzałam kątem oka, on wyciąga zafoliowaną „kukurydzę”. Zdjął folie, sięgnął po jakiś kram, posmarował, przystawił do mojej brązowej dziurki. Jęknęłam – nieee, ale usłyszałam – nie dyskutuj, to jest kukurydza namiętności, na pewno Ci się zmiesci. W tym momencie trudno mi było dyskutować, bo już jakaś część jej weszła w pupę, tyle tylko, że była ona wcale nie mała, o odpowiedniej średnicy. To też przyszedł moment, kiedy poczułam ból, krzyknęłam, wówczas delikatnie ja wycofał, naparł ponownie. Tym razem już wszedł we mnie głęboko, po chwili na zewnątrz pozostała tylko stopka umożliwiająca jej wyciągnięcie. Ale w tym momencie poczułam coś dziwnego, jakby wewnątrz mnie zaczęło się coś poruszać. Michał powiedział – wyprostuj się, nie da się ukryć, że na brzuchu widać było odpowiednie zgrubienie, pogłaskał mnie po nim mówiąc – tam się będą uwalniały „ziarenka” tej kukurydzy które będą wędrowały coraz głębiej, ale z czasem rozpuszczą się w Twoich sokach. Więc to, co ja już zaczynałam czuć, było to uwalnianie się tych „ziarenek” i poruszanie się nich we mnie. Czułam to w jakiś dziwny sposób, to nie bolało, ale jakoś „przeszkadzało”. Miałam wrażenie, jakby wewnątrz chodziły we mnie mrówki. Nie zdążyłam jednak szerzej się nad tym zastanowić, ponieważ Michał „przystąpił” do następnej czynności. Chwycił za ręce i przekładając do tyłu bardzo szybko zapiął je pomógł kajdanki, nawet nie wiem, skąd je wziął, po czym polecił usiąść na stojący obok stołeczek, który przykrył ręcznikiem. Spowodowało to całkowite wbicie się tej „kukurydzy” we mnie, która uwalniała coraz więcej tych ziarenek, one z kolei coraz mocniej gdzieś się tam w moim wnętrzu kręciły, co mi bardzo „przeszkadzało”. Przez chwilę gładził moje piersi, ale zaraz się nimi zajął w zupełnie inny sposób. Wyjął z torby taką opaskę elektryczną, którą mocuje się kable, zwinął ją w kółko, po czym chwycił jedną pierś, ciągnąć ją do przodu jak najgłębiej nasunął na nią tą opaskę i mocno ścisnął. Po chwili z piersi zrobił się „balonik”. To samo zrobił za chwilę z drugą, a kiedy już obie nabrały odpowiedniego wypukłego kształtu wziął tą sama trzcinkę i zaczął w nie uderzać. Darłam się, ale nie mogłam się bronić, ręce miałam złączone z tyłu. Uderzył po pięć razy na każdą pierś i uznał, że wystarczy. Tym razem w jego ręku pojawiły się szpilki bardzo podobne do wykałaczek, ale z tworzywa i zaczął mi je wbijać pionowo w piersi, po dwie w każdą z dwóch stron brodawek. Darłam się coraz głośniej, on jednak precyzyjnie je wsuwał pionowo, z góry na dół. Kiedy skończył, w jego rękach pojawiły się następne „zabawki” w postaci klasycznych elektrycznych „krokodylków. Chwycił mnie za brodawkę, mocno wyciągnął ja do przodu, po czym zacisnął na niej takiego krokodylka. Darłam się, bo jego ostre końcówki mocno się w nią wbijały. Po chwili to samo spotkało druga brodawkę. Ale to jeszcze nie koniec. Te krokodylki na jednej ze swoich końcówek miały dość dużych rozmiarów kółeczka. Po chwili okazało się, po co one są. Michał wyjął z torby dwie, średniej wielkości kulki, miały jak się później okazało, po 5cm średnicy i na dość miniaturowych karabińczykach poprzypinał je, po jednej do każdej piersi. Jęczałam bardzo głośno, bo były ona już mocno ściśnięte tymi opaskami, przekłute. Wówczas odpiął mi ręce, polecając oprzeć się ponownie o stół i szeroko rozsunąć nogi. Spojrzałam i już nie miałam wątpliwości, jego kutas ponownie był gotów „do akcji. Ale za nim poczułam w sobie jego kutasa, wcześniej poczułam tą ratanową trzcinkę, którą spadła na cipkę. Najpierw raz, później drugi, aż tak do pięciu. Darłam się, mocno przebierałam nogami, ale stałam, czekając na koniec. Po tych pięciu uderzeniach przeciągnął ręką po niej, jakby chciał sprawdzić, czy ją dobrze zbił i zaczął przystawiać do niej swojego kutasa. Lubię tę pozycję, ponadto przy takiej dysproporcji ciała, taka pozycja jest bardzo wygodna. Michał miał mnie tak już wielokrotnie, pomagając sobie ręką za chwilę już poczułam jego główkę w cipce, wówczas chwycił mnie za biodra i mocnym zdecydowanym ruchem wszedł. Ja się rozdarłam, w pierwszej chwili miałam wrażenie, że mnie rozedrze, tak mocno we mnie wchodził. Na dodatek w pupie siedziała jeszcze dość gruba ta kukurydza. Ale cipka była na tyle mokra i miękka, że go „wpuściła”, jednak nie całego. Resztę później musiał „zdobywać” systematycznie się we mnie wsuwając. We mnie narastało podniecenie, jęczałam coraz głośniej, tym bardziej, że u piersi wisiały te dwie kulki, które w rytm jego wsuwania się we mnie kołysały się, powodując dość duży ból. On się wysuwał i wsuwał, a ja czułam, jak ta jego główka „szoruje” po ściankach cipki i jak mocno napiera na szyjkę. Robił to dość wolno, ale za to mocno wbijając się we mnie, aż w końcu poczułam jego biodra na sobie. Wszedł cały i nie miałam wątpliwości, że jest głęboko we mnie, bo to czułam. Czułam go w całym swoim podbrzuszu. Michał, czując, że już wszedł cały zaczął wsuwać się coraz mocniej, jego kość łonową poczułam mocno na pupie. Tak, jak był mocny wsuwając się we mnie, tak samo mocno spuścił się, a ja prawie krzyczałam, osiągając w tym momencie, ku mojemu zdziwieniu, wyjątkowo mocny orgazm. Tkwił we mnie przez dłuższą chwilę, a kiedy się wysunął, poprosił, abym położyła się na stole, rozchylając szeroko nogi. Zrobiłam to, a wówczas w jego ręku ponownie pojawiła się ta ratanowa trzcinka. I nie umiem tego w żaden logiczny sposób wytłumaczyć, dlaczego nie opuściłam nóg, tylko jeszcze mocniej podciągnęłam je do góry, wypinając w jego kierunku krocze. A on tylko na nie spojrzał, po czym zamachnął się i uderzył równo w sam środek. Rozdarłam się, bo przecież mnie zabolało, ale on systematycznie zaczął uderzać, dostałam pięć razy w sam środek cipki. Nie pozwolił mi się umyć po naszym zbliżeniu, to też teraz zaczęła wypływać ze mnie ta mieszanina jego spermy i mojego śluzu. Kiedy w to uderzał, to aż chlapało. Na szczęście przestał, ale to nie oznaczało, że skończył. Schylił się do swojej torby, spojrzałam, a w jego ręku klasyczny „ogórek”. Zaczął z niego zdejmować folię, okazało się, że jest to żelowa imitacja ogórka, ale jak powiedział, nasączona specjalną substancją. Co ona powoduje, przekonasz się.- usłyszałam. Rzeczywiście, kiedy otworzył poczułam jakiś dziwny zapach, on go przyłożył do cipki i zaczął wsuwać. Ale mały problem, to nie było wcale takie miękkie i takie małe. Na pierwszy rzut oka miał on około 18cm długości, ale był dość szeroki, ok. 4cm. Zresztą, później, jak pomierzyłam wcale się nie pomyliłam. Wcisnął we mnie ¾ ja prawie krzyczałam zaczęłam, widząc, jak mi „rośnie” brzuch. On jednak nie przestawał, systematycznie popuszczał i napierał tak, że w końcu wsunął mi całego, a ja widziałam wcale nie małe wybrzuszenie na dolnej części podbrzusza. Czułam go bardzo mocno w sobie, ale czułam już też jakieś dziwne wewnątrz „smeranie”. Nie było to piekące, nie był to ból, ale jakieś dziwne łechtanie pobudzające i powodujące jakieś dziwne podniecenie. Spotkałam się czymś takim po raz pierwszy ponieważ po chwili wyczułam jakby dodatkowe skurcze brzucha. Za nim zdążyłam się nad tym dobrze zastanowić, w jego ręku pojawiła się szpilka, taka sama, jaką wbijał w pierś. Wg mnie miała ona 10cm długości, resztę położył mi na brzuchu, a tą jedną wziął w dwa palce. Druga ręką ścisnął wargę sromową i zaczął mi w nią ją wbijać. Zaczęłam się drzeć, nic to nie dało, za chwilę przebijał drugą. Tak wbił mi w wargi cztery takie szpilki, mówiąc – teraz Ci się nie wysunie, możesz wstać. Możesz wstać, jest to dobrze powiedziane, ale jak to zrobić. Spuściłam nogi, oparłam o podłogę, a za chwilę rozdarłam się w dużym krzyku. Szpilki, które mi wbił w wargi były dość długie i dwustronnie ostre, po też jak zsunęłam nogi do siebie, oba końce wbiły mi się w uda. Michał pomógł mi stanąć na nogach, one jednak się trzęsły, to też usiadłam na stołeczku, ale tym sposobem jeszcze mocniej wbiłam tego ogórka w siebie. Stwierdził – pokazałem Ci dzisiaj, jak się można u nas zabawić. Mam nadzieję, ze niedługo przyjedziesz, poznam Cię z moimi kolegami i poznasz jeszcze inne nasze zabawy. A jeżeli będziesz miała życzenie, znaczek też dostaniesz. Po czym „cmoknął” mnie, ubrał się i poszedł. Ja wolniutko poszłam pod natrysk, puściłam ciepłą wodę, zaczęłam uwalniać się od tego wszystkiego, co on na mnie zostawił. Zdjęłam kulki razem z krokodylkami, wyciągnęłam szpilki i zsunęłam opaski, uwalniając zupełnie piersi. Po chwili wyjęłam z pupy „kukurydzę” okazało się, że zostało jej połowę, wszystkie „ziarenka” poodklejały się i siedziały gdzieś we mnie, powodując to bardzo dziwne uczucie. W końcu wyciągnęłam szpilki, wysunęłam tego ogórka. Odłożyłam to wszystko na bok, dokładnie się umyłam, pokłute miejsca posmarowałam odpowiednią maścią, poszłam do siebie, położyłam do łóżku i przez dłuższą chwilę zastanawiałam – jak to się wszystko mogło stać ? Kiedy i jak to się stało, że mój „malutki” Michałem wyrósł na tak dorodnego mężczyznę, na dodatek z takimi możliwościami fizycznymi oraz takimi kwalifikacjami „zabawowymi”. Nie znalazłam na to pytanie odpowiedzi, bo usnęłam. We wtorek miałam bardzo poważne problemy, żeby wstać, ale jakoś do tej pracy poszłam. Na dobre rozruszałam się dopiero wieczorem, na basenie. Wychodząc z niego, niestety, nie spotkałam Andrzeja. Czy go jeszcze spotkam – nie wiem, czy pojadę do Michała – też nie wiem? Same niewiadome. 03 luty 2011r. Baśka baska45@poczta.onet.pl

***