Wpisy z maj, 2011

Halina w Hamburgu

Halina w Hamburgu

Postać Haliny pojawiła się w połowie lutego zupełnie przypadkowo. Wracając kiedyś z miasta zastałam u siebie w domu Magdę, która sprząta u nas w biurze, ale też prowadzi mój dom, robi to bardzo dobrze. Zapytała, czy możemy porozmawiać. Podczas tej rozmowy przedstawiła mi Halinę. Jest to jej koleżanka, kiedyś pracowały razem, później Halina poszła do przemysłu, tam miała wypadek. Ma poparzoną prawą część ciała – twarz od policzka, ramię, klatkę piersiową i pierś, część brzucha, aż po udo. Proces leczenia trwał ponad półtora roku, ale pozostały ślady, które są widoczne przede wszystkim na twarzy.

  •  

Obecnie jest całkiem sama, męża „wyrzuciła” z domu dawno, bo pił i zapił się „na amen”. Syn „kupił” po niej żyłkę chemika, na etapie liceum wygrał jakąś olimpiadę europejską, po maturze dostał propozycję studiowania w Denver, USA, oczywiście z niej skorzystał i wyjechał. Ma 40 lat, chętnie podjęła by się jakiejś pracy, ale nigdzie jej nie może znaleźć, nawet sprzątania. Podejrzewała, że problem tkwił w wyglądzie jej twarzy. Ale nadarzyła się okazja, byłam wówczas po spotkaniu z kolegą mojego byłego męża Krzysztofem. Krzysztof mieszka na stałe w Hamburgu, tutaj pozostał mu po rodzicach domek – segment. Jest mu żal to sprzedać, bo jest to „ojcowizna” ale z drugiej strony ma problemy, aby go w należytym stanie utrzymać. Kiedy pierwszy raz widzieliśmy się narzekał, że niby tym domem opiekuje się jakaś jego kuzynka, ale ona nic w nim nie robi, nawet nie ściera kurzu z mebli. To też kiedy poznałam Halinę zaproponowałam Krzysztofowi, aby ona zajęła się tym jego mieszkaniem. On wyraził zgodę, a ona zajęła się tym mieszkaniem bardzo rzetelnie, doprowadzając je do maksymalnego w tych warunkach porządku. Krzysztof spotkał się z Haliną w tym mieszkaniu w połowie kwietnia, zaakceptował całkowicie to, co do tej pory zrobiła, dając jej możliwość dalszego działania. Jednocześnie zaprosił ją na 1-szego maja do siebie do Hamburga. Wg jej relacji to spotkanie wyglądało następująco:

Przyleciałam do Hamburga w niedzielę po południu, Krzysztof odebrał mnie osobiście i pojechaliśmy do jego domu. Jakiego tam domu, dwupiętrowy „pałac” w pięknym ogrodzie, pełny różnych pokoi, łazienek i innych pomieszczeń. Nie da się to zapamiętać podczas pierwszej prezentacji. Zaprowadził mnie do pokoju, który miął być moim pokojem na czas pobytu. Pokój większy niż połowa mojego mieszkania, obok prześliczna łazienka. Rozpakowałam się, rozłożyłam w szafie swoje rzeczy. Odświeżyłam się po podróży i ubrana w lekka sukieneczkę zeszłam na parter, do pokoju stołowego. Stół był nakryty na dwie osoby, zostałam zaproszona na kolację. Nie ukrywałam, że byłam po podróży trochę głodna, to też zaczęłam nakładać sobie na talerz, a Krzysztof zaczął nalewać wódeczkę do kieliszków. Wznieśliśmy toast za miłe spotkanie, chociaż nie wiedziałam, jakie ono będzie. Później pytał o przelot oraz o postępy w pracach domowych. Zrelacjonowałam je dość dokładnie, to zajęło trochę czasu, ubyło trochę wódki z butelki, stałam się dość swobodna. Wówczas Krzysztof wstał, pokazał ręką, abym szła do pokoju, a sam został. Nie wiem dlaczego, ale byłam przygotowana, że zaraz wróci w jakimiś „zabawkami”, on natomiast przyjechał z całym barkiem, na którym była butelka niedopitej przez nas wódki oraz inne napoje. Nalał po kieliszku, tym razem wypiliśmy zupełnie bez toastu, po czym odstawiliśmy kieliszki, Krzysztof chwycił moją sukienkę od dołu i przeciągając ja przeze mnie zdjął. Ze względu na blizny od czasu wypadku rzadko kiedy noszę stanik, tym razem akurat miałam, zdjął mi go, stałam tylko w majteczkach. Po chwili też je zsunął i położył mnie na łóżku. Przez chwilę na mnie patrzył, po czym pochylił i zaczął całować mój wzgórek łonowy. Jest on prawie cały w przebarwieniu po tym poparzeniu, na szczęście nie ma na nim tych grubych bliznowców. Zaczął całować to miejsce, a ja zaczęłam cała drżeć. Jakby odruchowo rozsunęłam nogi, on tylko na mnie spojrzał, a po chwili jego języczek ocierał się o łechtaczkę. Na szczęście ta i całe wnętrze pizdy nie ucierpiały, to też od razu zaczęłam się podniecać. Zaczęłam pojękiwać, kiedy jego języczek pocierał się o łechtaczkę, kiedy ja całą brał w usta i całą ssał. Ale już zaczęłam bardzo głośno jęczeć, kiedy jego języczek zaczynał penetrować moja dziurkę. Czułam go fantastycznie, będąc samej mocno zdziwiona tą sytuacją. Tak pieścił mnie mój autentyczny wujek moment przed tym, jak mnie później pozbawił dziewictwa. Po tym fakcie już nikt nigdy tego nie robił, to też teraz nie dość, że głośno jęczałam, to zaczynałam się wiercić bardzo mocno podniecona, a z dziurki sączyło się coraz więcej moich soków. Podniecałam się coraz mocniej, aż przyszedł moment orgazmu a z dziurki wręcz chlusnęło sokami. Krzysztof w tym momencie akurat miał języczek w środku, lekko nim zamerdał, po czym uniósł się obtarł twarz o prześcieradło i zaczął się przesuwać coraz wyżej. Kiedy poczułam jego kutasa w dziurce ponownie doznałam mocnego orgazmu, a kiedy wszedł we mnie głośno jęknęłam. Jęknęłam i jęczałam coraz głośniej, a on systematycznie się we mnie wsuwał. Nie wiem, czy moja pizda jest taka mała, czy jego kutas taki duży, ale czułam go bardzo mocno w sobie. Czułam, jak się minimalnie wysuwa i jak napiera na szyjkę, czułam, jak jego żołądź przesuwa się podczas tych ruchów po ściankach mojej pochwy. To wszystko powodowało moje wyjątkowo mocne podniecenie wyrażane coraz to głośniejszym jęczeniem. Przyszedł moment, kiedy poczułam, że dochodzi do swojego maksymalnego podniecenia, wówczas we mnie też się coś zadziałało, dostałam wyjątkowo mocny orgazm, z bardzo mocnym skurczem brzucha. Wręcz darłam się w tym momencie, cała prawie drżąc. Krzysztof opadł na mnie, przez chwilę leżał, po czym wstał i poszedł do łazienki. Ja ścisnęłam z całej siły nogi, jakby chcąc jak najdłużej zatrzymać go w sobie. Nie trwało to jednak zbyt długo, po chwili wrócił, a ja poszłam się umyć. Kiedy wróciłam czekał na mnie kieliszek napełniony do ¾ wódką. On miął tak samo nalany, stuknęliśmy się, po czym usłyszałam – idziemy spać, jutro idziesz do szpitala na badania. Wypiliśmy, te słowa trochę mnie zmroziły, ale wyjęłam koszulkę, założyłam i położyłam. Krzysztof położył się obok mnie, pogładził po plecach mówiąc – nie bój się, to jest tylko konsultacja w sprawie tych Twoich blizn. Bać, to może ja się nie bałam, bo po tym wypadku szpital nie był mi taki obcy, ale też nie byłam zbyt spokojna. I jak tu miałam spać, jak na dodatek leżał obok mnie mężczyzna, z którym moment temu przeżyłam tak wspaniałe chwile. A jednak usnęłam, obudziliśmy się razem i ponownie przeżyłam coś wspaniałego. Krzysztof poprosił, abym odwróciła się na brzuch, pomógł mi unieść biodra i rozsunąć nogi, po czym za chwile już był we mnie. Czułam go bardzo mocno, rozpierał moją pizdę na wszystkie strony, ale przede wszystkim napierał na szyjkę. To rozpieranie, to napieranie na szyjkę powodowało narastające podniecenie, co w efekcie końcowym skończyło się znowu bardzo mocnym orgazmem. Wysunął się, a ja opadłam i dłuższą chwilę leżałam bez ruchu. Krzysztof wrócił z łazienki, dał mi symbolicznego klapsa dopingującego do tego, abym wstała. Umyłam się, ubrałam i zeszłam na dół. Stół był znowu nakryty i pachniało kawą. Okazało się, że u Krzysztofa pracują trzy osoby, których zadaniem jest obsługa kuchni, porządek na pokojach, porządek wokół domu. Były to dwie kobiety, ewidentnie Azjatki i jeden mężczyzna, o bardzo dziwnej karnacji, później dowiedziałam się, że jest pochodzenia arabskiego. Zjedliśmy śniadanie, wsiedliśmy w samochód, okazało się, że jest jeszcze jeden pracownik, kierowca, zawiózł nas pod jakąś poliklinikę, tyle zdołałam przeczytać, weszliśmy do środka, jakieś korytarze, winda, przecież kiedy się idzie pierwszy raz, szczególnie kiedy jest się prowadzonym, to kompletnie się nie wie, gdzie się idzie. W końcu doszliśmy i tutaj nareszcie ulga, wyszła dziewczyna, która mówiła po polsku. Znam jako tako angielski, niemieckiego ani w ząb. Zostawił mnie, mówiąc, że ona odprowadzi mnie do samochodu, ale na razie to on jedzie do pracy. Dziewczyna, Monika miała na imię spisała wszystkie moje dane formalne, po czym zaprowadziła do gabinetu. No i tu znowu zaskoczenie, w gabinecie w białym fartuchu średniego wzrostu mężczyzna, ale ciemnoskóry. Nie „czekolada” ale dobre „kakao”, Przywitał się ze mną, wymieniając jakieś imię, ale ja już tego nie kontrolowałam. Zaczął przyglądać się mojej twarzy, po chwili poprosił, abym się rozebrała, zdjęłam wszystko do połowy, przyglądał się bardzo długo, po chwili pokazał, żebym zdjęła resztę. Byłam już do tego przyzwyczajona, to też zdjęłam, a on ponownie zaczął mnie bardzo dokładnie oglądać, w końcu lekarz. Coś powiedział do Moniki, ona wyszła i przez chwilę zrobiło mi się głupio tak samej stać przed nim, ale za chwilę przyszło jeszcze dwóch lekarzy, znowu zaczęło się oglądanie, ale tym razem zaczęli mnie dotykać, niektóre miejsca jakby ściskać. Skończyli, po czym ten „mój” lekarz coś powiedział do Moniki, a ona przekazała mnie – chcą pobrać trzy próbki, celem zbadania tych bliznowców. Bez tego nie będą mogli nic powiedzieć, czy się zgadzam ?. Oczywiście, że się zgodziłam, wówczas Monika poleciła mi się ponownie ubrać, przeszłyśmy do innego gabinetu, typu nasz zabiegowy, tam ponownie się rozebrałam i położyłam na stojącym na środku łóżku. Po chwili przyszedł „mój” lekarz’ ale również dwie dziewczyny, to wyglądały na europejki, mówiły po niemiecku. On położył mnie na lewym boku, po czym wziął „czarny pisak” ale to chyba nie był zwykły pisak, zrobił na moim ciele trzy kółka, pierwsze na szyi, drugie na ręku, trzecie na brzuchu, poniżej biodra. Monika przetłumaczyła mi, że z tych miejsc będą brane próbki, dlatego najpierw dostanę w te miejsca zastrzyk znieczulający, później one wytną odpowiedniej wielkości próbki tych blizn. Zgodziłam się, zastrzyk nie był dla mnie nowością, niewielkie ukłucia, pół godziny leżenia i zaczęły wycinać te próbki. Szczypcami ściągały w tym miejscu skórę, aby powstała fałda, skalpelem ścinały odpowiednie kawałki, po czym po zdjęciu szczypiec pryskały jakimś aerozolem i zaklejały te miejsca plastrem, bo krwawiły. Monika powiedziała mi, że mam tych plastrów przez około godzinę nie zdejmować i na tym skończyło się moje spotkanie z polikliniką. Kiedy się już ubrałam przyszedł lekarz, mówiąc, że wynik będzie za dwa tygodnie, zostanę przez Krzysztofa powiadomiona. Monika sprowadziła mnie do samochodu, już był, wróciłam do domu. Nie da się ukryć, że ta wizyta w poliklinice była pomimo wszystko stresująca, rozebrałam się, położyłam do łóżka i o dziwo usnęłam. Spałam na tyle mocno, że nawet nie zorientowałam się, kiedy Krzysztof wszedł do sypialni. Dopiero kiedy poczułam, jak jego ręka przesuwa się po moim udzie, skoczyłam jak „oparzona”. Ale Krzysztof mnie przytrzymał, mówiąc – leż spokojnie, po czym zaczął gładzić moje podbrzusze, w końcu przesuwając ręce aż na sam dół. Jakby odruchowo rozsunęłam nogi, on je rozsunął jeszcze mocniej i zdarzyło się coś, czego nie przeżywałam już wiele lat. Pierwszy raz pieścił moją cipkę mężczyzna, kiedy byłam jeszcze w liceum, a on koniecznie mnie chciał, to też robił wszystko, aby nie zdobyć, nawet pieścił mnie w ten sposób. Później już nikt nigdy tego nie robił, aż do tego momentu. To też znowu skoczyłam „jak oparzona” Krzysztof ponownie przytrzymał mnie mocno swoimi rękoma, wsuwając jednocześnie swoją głowę. Poczułam jego język na łechtaczce i aż krzyknęłam. Przyszedł pierwszy skurcz brzucha, a po nim następne. Krzysztof dość intensywnie pieścił mi łechtaczkę, a ja coraz mocniej wypinałam biodra w jego kierunku. Przyszedł jednak moment, kiedy się uniósł, wprowadził kutasa w cipkę i zaczął mnie wypełniać. Znowu czułam go pełnego w sobie, może nawet zbyt pełnego, bo napierał bardzo mocno na szyjkę. Pochylił się nade mną, jego ramiona miałam obok siebie jak dwa filary, a on systematycznie wykonując posuwiste ruchy wchodził we mnie aż do końca. Do całkowitego końca, kiedy się spuścił. Długą chwile trwaliśmy w bezruchu, po czym usłyszałam – umyj się i zejdź na dół, obiad czeka. Nie było to takie proste, bo kiedy się ze mnie wysunął zwinęłam się, podciągając pod siebie nogi i tak tkwiłam dłuższą chwilę. Ale jakoś się zebrałam, umyłam, zasiadłam do obiadu. Bardzo mi smakował, a kiedy dałam temu wyraz powiedział, abym poszła do pokoju odpocząć. Teoretycznie nie byłam zmęczona, ale rzeczywiście, poszłam na górę, ponownie zdjęłam z siebie wszystko, wsunęłam pod kołdrę, spokojnie leżąc. Nawet nie próbowałam się zastanawiać, co dalej, bo po prostu nie wiedziałam. A ciąg dalszy był prostszy, niż myślałam. Krzysztof przyszedł, też się rozebrał, chwilę leżał obok mnie, mocno się do mnie tuląc. Podkurczyłam nogi, tym sposobem miałam pupę mocno wypiętą w jego stronę. On przez chwilę głaskał mnie po pośladku, ale zaraz się trochę przesunął, poczułam jego kutasa w dziurce. Wypięłam się mocniej, a on go wsadził. Okazało się, że w takiej pozycji też go dobrze czuję. Położyłam się na boku, tak, aby jak najmocniej wypiąć się w jego stronę, on trzymał mnie za biodro, wsuwając się do końca. Czułam go całym brzuchem, chwilami miałam wrażenie, że czuję go aż pod przeponą. Wchodził we mnie bardzo głęboko i do samego końca, aż się spuścił. W tej pozycji mogliśmy dłużej trwać, to też leżeliśmy obok siebie, Krzysztof głaskał mnie po plecach, co dawało poczucie jeszcze głębszego podniecenia. Ale w pewnym momencie wysunął się, poszedł się umyć, ja położyłam się na brzuchu, mocno ściskając nogi, chcąc jak najdłużej mieć w sobie to, co mi zostawił. Wyszedł z łazienki, mówiąc – zejdź na dół, wypijemy herbatę, pojedziemy do miasta. Umyłam się, ubrać się to się ubrać, ale jak, po co mamy jechać do miasta. Zeszłam w bluzeczce i spódniczce, pytając, czy tak mogę jechać, Krzysztof kiwnął głową podając mi herbatę. Przy herbacie pytał o spotkanie z lekarzami, opowiedziałam przebieg wizyty, mówiąc, że wyniki on otrzyma za jakieś dwa tygodnie. Jak się dowiem, dam Ci znać, umówimy się na następny przyjazd – usłyszałam, po czym dał znać, że jedziemy, zasugerował, abym wzięła sweter, bo na zewnątrz jest jeszcze chłodno. Na zewnątrz było już szaro, gdzie pojechaliśmy, nie wiem, przecież kompletnie nie znam miasta, wjechaliśmy przy jakimś budynku na podwórko, które chyba stanowiło parking, stało tam kilka samochodów. Weszliśmy do wnętrza, po schodach na I piętro, a dalej do dość dużego pokoju typu salon. Panował w nim dość duży półmrok, kiedy wzrok się przyzwyczaił, zobaczyłam, że pod ścianą jest duże łóżko, pod drugą szeroka kanapa, na środku też dość duży stół, krzesła. Po bokach kilka innych sprzętów, również barek, kufle i szklanki. Kiedy tak oglądałam wnętrze do pokoju wszedł ciemnoskóry mężczyzna. Krzysztof popatrzył na mnie, po czym powiedział – z tego co mówiłaś, w swoim życiu nie miałaś zbyt dużo ciekawych przeżyć seksualnych. Dzisiaj przeżyjesz coś specjalnego, rozbieraj się. Spojrzałam na niego, spojrzałam na tego mężczyznę, zdjęłam z siebie to, co miałam, Krzysztof pokazał, abym położyła się na łóżku podnosząc wysoko nogi.Ciemnoskóry mężczyzna, jakby do tej pory stojący obojętnie nagle zdjął koszulę i jeszcze szybciej spodnie, zaczął zbliżać się do mnie. Spojrzałam, powiedzieć, że mi oczy wyszły z orbit to mało. Podtrzymywał sobie ręką bardzo dużego kutasa. Patrzyłam jakby zahipnotyzowana, prawie bez reakcji, jak on się do mnie zbliża, jak zaczyna go przykładać do dziurki. Wówczas dopiero, można powiedzieć, otrzeźwiałam krzycząc – nieeee. To jednak nic nie dało. Nastąpiło pierwsze pchnięcie, cała żołądź znalazła się w moim wnętrzu. Po chwili nastąpiła seria pchnięć, po której zostałam całkowicie wypełniona. Ale nie tylko na długości, nie tylko napierał na szyjkę. Czułam, jak bardzo mocno napiera na boczne ścianki pizdy, która zaczęła się znacznie powiększać. Mnie wypełnił całkowicie, ale on wsadził mi może 2/3 swojej długości. To też teraz zaczął napierać tak, aby mi go wsadzić całego. Ja jęczałam bardzo głośno, on natomiast wykonywał te swoje posuwiste ruchy bardzo systematycznie. Patrzyłam, jak po moim brzuchu „chodzi” ta jego „maczuga”, jak sięga coraz głębiej. Nie wiem, jak to się stało, ale w pewnej chwili poczułam jego biodra, oznaczało to, że wszedł cały. To jednak nie oznaczało, że zrobiło mi się lepiej. Teraz, napierając na całą pizdę, napierał również na wargi sromowe. Nie jestem ułomkiem, jestem kobietą średniej budowy, z dość mocno wyeksponwanymi, zaokrąglonymi wargami. On to właśnie wyczuł i wsuwając się we mnie prawie mi je miażdżył. Jęczałam już bardzo głośno, ale to nic nie dawało. Mało tego, trzymałam rozsunięte na boki nogi uniesione ku górze. W pewnym momencie chwyciłam je pod kolanami i podciągając jeszcze wyżej, lepiej je wystawiałam w jego kierunku. On to wyczuł, w pewnym momencie przyspieszył, coraz mocniej się we mnie wbijając, aż w pewnym momencie wbił się we mnie bardzo mocno i zatrzymał. Tak tkwiliśmy dłuższą chwilę, po której wysunął się, wziął swoje rzeczy i poszedł do łazienki. Ja przekręciłam się na bok, podkurczyłam nogi i leżałam całkiem bez ruchu. Mój partner wyszedł, Krzysztof klepnął mnie dość mocno w pośladek, dopingując do wstanie i pójście do łazienki. Nie było to takie proste, mocno czułam swoje krocze. Jak kaczka człapiąc doszłam, opłukałam się, wróciłam, ubrałam, Krzysztof podał mi coś do picia, co wypiłam jednym duszkiem, wróciliśmy do samochodu, wróciliśmy do domu. Nie oznaczało to jednak zakończenia tego dnia. Po powrocie do domu weszłam do naszej łazienki, dobrze się umyłam i położyłam się do łóżka. Po chwili przyszedł Krzysztof, przyniósł coś do picia, rozebrał się i położył obok mnie, od tej poparzonej stony. Kiedy zaczął dotykać piersi bardzo się podnieciłam. Pizdę czułam bardzo mocno, a pomimo to jakbym chciała, żeby w nią wszedł. Nie, on jednak wybrał inny wariant. Podał mi tubkę, samemu kładąc się na wznak, mówiąc – nasmaruj mnie, wzrokiem pokazując swojego kutasa. Nie robiłam tego do tej pory, to też ostrożnie nasmarowałam tego jego kutasa, a kiedy uznał, że jest to zrobione dobrze polecił mi położyć się na brzuchu, rozsuwając szeroko nogi. Kiedy się położyłam, on położył się prawie na mnie, podtrzymując ręką kutasa skierował go w moją brązową dziurkę. Jęknęłam, po czym usłyszałam – jej się też coś należy, wsuwając się we mnie do końca. Po chwili czułam go całego na sobie, czułam go również głęboko w sobie. Wsuwał się systematycznie, aż osiągnął swój orgazm, spuszczając się we mnie. W tym momencie opadł całkowicie, leżąc przez dłuższą chwilę. Po pewnym czasie wstał, poszedł się umyć, po nim ja to zrobiłam, położyliśmy się obok siebie, usłyszałam – dobranoc. Łatwo to było powiedzieć, ale ja, po takich przeżyciach, kiedy nie mogłam zsunąć nóg, czując „zmaltretowaną” pizdę nie bardzo wiedziałam, jak mam usnąć. Chyba jednak usnęłam. Poranek nie był najłatwiejszy, bo nie dość, że bolała mnie pizda, bolała mnie cała dolna część brzucha. Ale wolniutko się jakoś pozbierałam, zrobiłam toaletę, zjadłam śniadanie i praktycznie był czas, aby jechać na lotnisko. Tak zakończyło się moje pierwsze spotkanie z Krzysztofem w Hamburgu. Czy będzie następne i jak będzie wyglądało, zobaczymy. Myślę, że będzie to zależało od wyników badań. Może to zabrzmi w tym momencie dziwnie, ale modlę się, abym miała wynik pozytywny, aby mogli mi chociaż częściowo usunąć te bliznowe. Ale modlę się również dlatego, ze chcę latać do Krzysztofa, chcę, żeby mnie pierdolił i chcę, aby jeszcze inni pierdolili mnie też i to takimi maczugami, jak tym razem, a może nawet większymi. Postanowiłam – jestem jego i może ze mną zrobić, co chce. , jak Maj – 01 niedziela 02 poniedziałek, 03 wtorek 2011 roku.

Z Halinką spotkałyśmy się w piątek u niej w domu, gdzie przy wódeczce przedstawiła tą relację, upoważniając mnie do zamieszczenia jej na stronie. Nie jest to taka prosta sprawa napisać relację, odsłuchując dyktafon, wymaga to dość dużej ilości czasu. Ale jakoś mi się udało. 09 maj 2011r. Baśka baska45@poczta.onet.pl

***

Krzysztof i Magda

Krzysztof i Magda.

Remont mieszkania po cioci Helence zbliżał się ku końcowi i trzeba było zacząć myśleć o porządkach. Powiedziałam na ten temat głośno do „fachowców”, którzy ten remont robili. Odezwał się Janek, mówiąc, że on porozmawia ze swoją teściową. Poszła z końcem ubiegłego roku na emeryturę i z tego co wie, na razie nic nie robi.

  •  

Po kilku dniach od tej rozmowy spotkałam Panią Magdą. Jest to kobieta średniego wzrostu, dość dobrze zbudowana, o bardzo miłej powierzchowności. W trakcie naszej rozmowy okazało się, że kiedyś skończyła Szkołę Chemiczną, całe życie pracowała w laboratorium. Kiedy skończyła te swoje 55 lat, na które nie wygląda, poszła na emeryturę. Rzeczywiście, nie bardzo wie, co z sobą zrobić, bo ją żądna praca typu etat nie interesuje. Wyjaśniłam, że w tej chwili to jest problem ze sprzątaniem po tych „fachowcach” oraz z urządzeniem tych pomieszczeń na biura. Przecież po posprzątaniu trzeba je jeszcze odpowiednio urządzić, pokupować różne wyposażenie. Zgodziła się i już od początku lipca zaczęła przychodzić przed południem, sprzątała, kupowała uzgodnione wyposażenie, tak, że praktycznie wszystko było gotowe na 02 sierpnia, czyli na dzień otwarcia Biura. Ale już następnego dnia okazało się, że są po nas różne śmieci. Zaproponowałam Magdzie stałą pracę jako „pomoc techniczną, czyli dbanie o porządek i cale zaplecze socjalne. Zgodziła się, umówiłyśmy się, że będzie przychodziła rano, sprzątał do 10-tej, to znaczy do czasu rozpoczęcia przez nas pracy. Później, jeżeli będzie coś do zrobienia, to zrobi, jeżeli nie, będzie mogła iść do domu. Byłam z tego bardzo zadowolona, bo tym sposobem miałam skompletowany zespół kobiet mniej więcej w tym samym wieku. Tak minął sierpień, Magda bardzo ładnie zaangażowała się w pracę, z tego co wiem, potrafi przyjechać nawet o 6-tej ramo, aby zdążyć posprzątać, pomyć naczynia, doprowadzić do odpowiedniego wyglądu podłogi. Pokazała się z bardzo dobrej strony, to też pewnego wrześniowego dnia poprosiłam ją na rozmowę i zapytałam, czy by nie podjęła się sprzątania również u mnie w domu. Umówiłyśmy się na wieczór, przyjechała, popatrzyła i stwierdziła, że dobrze. Powiedziała – przecież jak skończę w biurze, to mogę przyjechać do Ciebie posprzątać i dopiero później iść do domu. No i wszystko się ładnie ułożyło, do sprzątania na zewnątrz domu domówiłam się z panem, który też sprzątał u sąsiadów, a wewnątrz porządków i zakupów pilnowała mi Magda. Jak to się mówi, „sprawa się rypnęła” w połowie października. Magda poprosiła mnie o osobistą rozmowę i nie w biurze. Umówiłyśmy się zaraz tego dnia o 19-tej u mnie w domu. Przyszła, zrobiłam kawę, zaproponowałam po standardowym drinku typu cola -wódeczka, zasiadłyśmy przy ławie i zaczęłyśmy rozmowę. Magda na początku zaczęła mnie przepraszać, że rusza cudze rzeczy, ale nie była się w stanie opanować. Spojrzałam na nią mówiąc – mów o co Ci chodzi, bo jak na razie coś pieprzysz. Wówczas wyjaśniła mi, że pewnego razu sprzątając łazienkę natknęła się na wibrator, który tam zostawiłam i zaczęła się nim posługiwać. Wyjaśniła, że jest od 6-ściu lat wdową, przez cztery lata jakoś jej hormony spały, ale od dwóch lat się odezwały i ma takie potrzeby. Nie ma ochoty wiązać się na stałe z żadnym mężczyzną, ale raz na jakiś czas chce być zaspokojona. Przećwiczyła różne „warzywa”, ale to nie to samo, co wibrator, który znalazła. Przed nami weekend, chciała by sobie go pożyczyć. Ja parsknęłam śmiechem, nalałam po jeszcze jednym drinku i zaczęłam z nią rozmowę – jak zaczynamy ten temat, to ja go zacznę inaczej. Jest nas cztery kobiety mniej więcej w tym samym wieku, ale Ty wyglądasz najmniej korzystnie. Przecież jesteś dość zgrabna, ale trochę zaniedbana. Dlatego dostaniesz numer telefonu do Karoliny, do zakładu kosmetycznego, ona zajmie się Twoimi włosami, twarzą dekoltem. Magda przerwała mi, mówiąc, że to kosztuje, a ją nie bardzo stać na takie koszty. Powiedziałam jej, że to wcale tak dużo nie kosztuje, a trzy pierwsze wizyty ma gratis. Następnie zajęłam się jej ciałem, mówiąc, że przede wszystkim powinna zwrócić uwagę na dietę, wprowadzając do swojego jadłospisu więcej warzyw i jarzyn, bo z tego, co opowiada, nie wygląda to najlepiej. Ponadto zaproponowałam, aby zaczęła się trochę ruszać, a nie tylko siedzieć przed telewizorem. Poinformowałam ją, że ja chodzę dwa razy w tygodniu na ćwiczenia i basen, mogę jej załatwić „studencką” zniżkę, będzie miała pływanie i wejście do sauny. Zasugerowałam, że przecież jest zdrowa, to powinna zacząć albo chodzić, np. z kijami, albo kupić sobie rower i jeździć na rowerze. Nawtykałam jej jeszcze kilka innych spraw, po czym mówię – chodź. Poszłyśmy na piętro, weszłyśmy do pomieszczenia garderoby, otworzyłam szafę z „zabawkami”. Otrzymałam mieszkanie po Cioci Helence i tam była bardzo ładna, dużą, bo szeroka na 180cm, ale głęboka na 90cm szafa dwudrzwiowa, mająca po prawej stronie sporo szuflad, a po prawej półki w dość dużych odstępach. Ta szafa była zamykana na kluczyk, ale kluczyk był w drzwiach. Otworzyłam ją, wysunęłam szufladę z wibratorami i patrząc na nią mówię – wybierz sobie, który chcesz. Zobaczyłam, że jej „oczy stanęły w słup”, wyjęła jeden, mówiąc – to chyba był ten. No i jak to ja, czasami coś szybciej powiem niż pomyśle, mówię – a może przymierzysz się do tego, podając jej trochę inny wibrator, ale znacznie większy. Spojrzała, mówiąc, że pozostanie przy swojej wersji. Na tym skończyła się ta rozmowa i ta kwestia. Sądzę, że Magda już się sama „obsługuje” w zakresie stosowania zabawek, ale ponadto wzięła pod uwagę to, co do niej mówiłam, poszła do Karolci, ale też zaczęła chodzić na basen. Nie pływa zbyt dobrze, widać też, że nie najlepiej u niej z kondycją, ale to nie było najważniejsze w tym momencie. Po miesiącu, było po połowie listopada, kiedy jeden z ratowników stwierdził, że Magda zrobiła duże postępy w ćwiczeniach, poprawiła się również w pływaniu i zaczyna coraz bardziej atrakcyjnie wyglądać. Wówczas mu powiedziałam - wobec tego moim zdaniem zasadne jest, aby po pływaniu zaczęła odpoczywać w saunie. Spojrzał na mnie, bo oboje wiedzieliśmy, o co chodzi. Popatrzył, mówiąc – masz załatwione. Rzeczywiście, załatwił, w czwartek podczas pływania dał mi znać, że dzisiaj jest sauna do naszej dyspozycji. To też widząc, że w pewnym momencie Magda zaczyna odpoczywać, sama wyszłam z basenu, wyciągnęłam ja za rękę, mówiąc – chodź ze mną. W szatni poprosiłam ją, aby zdjęła kostium, owinęła się tak samo, jak ja w ręcznik i poszłyśmy do sauny. Jak zwykle w takiej sytuacji, panował półmrok, ale po pewnej chwili było widać, że na jednej z półkach leży czterech ratowników. Magda nie była nigdy wcześniej w saunie, więc to wszystko było dla niej nowe. Położyłyśmy się, leżąc dłuższą chwile bez ruchu. Kiedy jednak zaczęłyśmy się już pocić podeszło do nas dwóch ratowników i zaczęli nas rozcierać. Magda w pierwszej chwili obruszyła się, ale położyłam jej rękę na placach, mówiąc – spokojnie. Leżała, a on rozmasował, rozmasował plecy, zsunął rękę między nogi. Magda próbowała się ruszyć, ale pomogłam jej zająć pozycję na kolanach, szeroko rozsuwając nogi, mówiąc – tak będzie dobrze. Po chwili masujący ją ratownik już był w niej, a ona tylko jęczała. Na początek miała jedno zbliżenie, ale z tego co wiem, przy następnym pobycie na basenie została ponownie zaproszona do sauny i wówczas miała zbliżenia z dwoma ratownikami. Co się działo później, nie wiem, ale do tej pory cały czas chodzi na ten basen. Znaczący epizod miął miejsce podczas moich imienin. Magda pomogła posprzątać mieszkanie w czasie, kiedy Andrzej z Krzysztofem „zajmowali” się mną w łazience na piętrze. Zaczęłam schodzić z piętra tylko w lekkiej podomce widziałam zdziwienie w oczach Magdy, powiedziała, co zrobiła, mówiąc, że na tacy jest jeszcze drugi wrzut do zmywarki, po czym usłyszałam – Krzysztof zadeklarował się odwieźć mnie do domu. Spojrzałam na nią, spojrzałam na Krzysztofa, stwierdzając – mam nadzieję, że wiesz co robisz. Po dwóch dniach spotkałyśmy się, zdała mi dość szczegółową relację, mam ja nagraną na taśmę, a w wolnych chwilach próbuję ją opisać. Według niej wyglądało to mniej więcej tak.

Kiedy wyszliśmy z Twojego domu byłam dość mocno podchmielona. Krzysztof zapytał, czy możemy jechać do niego „na herbatę”. Stwierdziłam, ze tak i pojechaliśmy. U niego w domu zamiast herbaty zrobił po drinku, ja tego nie kontrolowałam, ale mnie chyba nalał dość dużo wódki, bo później mocno szumiało mi w głowie. Wypiliśmy, zaproponował drugiego, po czym zaczął mnie rozbierać. Było jasne, ze chce mnie wypierdolić, ja nie miałam nic przeciwko temu, bo dawno nie miałam męskiego kutasa w sobie, tylko jakieś „środki zastępcze”.  Kiedy byłam już naga weszliśmy do pokoju na górze. Nawet sama się położyłam, rozsuwając szeroko nogi. Wszedł we mnie, czułam go bardzo mocno w sobie, jęczałam, kiedy się we mnie wsuwał. Już dawno nie miałam mężczyzny w sobie, to też każde jego pchnięcie czułam bardzo mocno, aż prawie krzyknęłam, kiedy przyszedł orgazm, a on się spuszczał. Podał mi leżący obok ręcznik, mówiąc – chodź. Prawie ciągnąć mnie za rękę zeszliśmy do pokoju, dał mi następnego drinka, nawet powiedziałam, że to za duże tempo, bo zaraz będę pijana. On stwierdził, że o to mu chodzi i tym razem zeszliśmy do piwnicy. Otworzył jakieś pomieszczenie, nie bardzo wiedziałam, co to jest, zapalił niewielkie światło na ścianie, po czym sięgnął na półkę. W jego rękach znalazły się kajdanki, miałam już nieskoordynowane ruchy, to też bez problemów założył mi je na ręce, sięgnął do ściany, pojawiła się linka z karabińczykiem, zapiął ją i zaczął naciągać. Po chwili wisiałam z wyciągniętymi rękoma do góry. Dłuższą chwilę mnie oglądał, dość długo macał cycki, wsunął rękę między nogi, rozsuwając je na bok, pizda była jeszcze mokra po tym, jak mnie zerżnął. Wówczas sięgnął na półkę po dyscyplinę i zaczął nią mnie okładać. Uderzał po dupie, ale uderzał też po cyckach, mam je dość duże, więc miał w co, uderzał też od dołu brzucha, tak, że rzemienie sięgały pizdy i dupy. Byłam dość pijana, ale to nie oznacza, ze nie czułam bólu. Zaczęłam się drzeć, im mocniej się darłam, tym mocniej mnie uderzał, szczególnie w pizdę. W pewnym momencie przestał, lekko poluzował mi ręce, przełożył przede mną, na wysokości dolnej części brzucha linkę w poprzek i zaczął ją naciągać. Tym sposobem byłam dość mocno wypięta do tyłu. Na tyle mocno, że mógł wejść we mnie i ponownie mnie zerżnął. Kiedy skończył, poluzował tę linkę, a ponownie naciągnął pionową, tak, że wisiałam, jak struna. Ponownie wziął dyscyplinę i zaczął uderzać szczególnie po pizdzie, ale nie żałował też cycków. Przestał, podszedł gdzieś do półek, po chwili w jego ręku pojawił się haczyk tego samego typu, jak wędkarski, ale bez wewnętrznego zaczepu. Jedyna różnica to jego wielkość.Ten haczyk, jak go zmierzyłam w domu, miał 5cm średnicy i 5mm grubości. Chwycił mi cycka za brodawkę, naciągnął ja mocno do przodu, po czym, w odległości ok. 2cm od niej zaczął go z góry na dół wbijać. Darłam się, ale to nic nie dawało, na szczęście miał on ostry czubek i wbił się dość gładko. Po chwili to samo zrobił z drugim cyckiem. Ale tego było mu mało. Chwycił mnie za brzuch, jakieś trzy centymetry poniżej pępka, tam mam dość duży fałd skórno – tłuszczowy i w ten sam sposób wbił mi tak samo duży hak. Wziął z półki takie samozaciskowe szczypce lekarskie, pochylił się, rozsunął mi nogi, po czym zapiął te szczypce na wardze sromowej. Po chwili w powstały fałd wbił bardzo podobny haczyk, tyle tyko, że zdecydowanie mniejszy, niecałe 3,5cm. Po chwili taki sam haczyk miałam w drugiej wardze. Wówczas poluzował linkę, wypiął z niej ręce, ale za chwilę, drugą parą kajdanek przypiął je do drabinki, gdzieś na wysokości bioder. Zaraz też zaczął napinać linkę, którą miałam na wysokości bioder, tym sposobem za chwilę znalazłam się w pozycji mocno pochylonej. Rękoma mogłam się trzymać tej drabinki, ale biodra miałam bardzo daleko wysunięte do tyłu. Krzysztof sprawdził, czy jestem odpowiednio wygięta, po czym za chwilę zawiesił na haku w cycku dość duży ciężarek. Jęczałam, bo takie naciągnięcie cycka dość mocno bolało, nie miałam czasu zastanawiać się, po chwili drugi ciężarek wisiał na drugim cycku, a za chwile trzeci na brzuchu, odciągając go mocno w dół. Kiedy to posprawdzał, stanął od tyłu, rozsunął nogi i sprawdził położenie haczyków, które miałam w pizdzie. Zaraz też i do nich poprzyczepiał ciężarki, ale zdecydowanie mniejsze, niż w cyckach. Posprawdzał, czy wszystkie są dobrze pozawieszane, po czym wziął w półki chyba bambusową trzcinkę i zaczął nią uderzać najpierw w wiszące mocno do dołu cycki, to raz z jednej strony, to drugi raz z drugiej strony. Już zupełnie wytrzeźwiałam i darłam się, jego to chyba podniecało, bo znowu uderzył. Po tym „strzelił” kilka razy w brzuch, mniej więcej 2cm za hakiem, na którym wisiał ciężarek. Przykładał trzcinkę do brzucha, po czym ją wyginał i puszczał. Ona sprężynowała uderzając mocno w brzuch. Na końcu wziął się za pizdę i równo w nią uderzał. Trafiał w pizdę i w dupę, już nie miałam siły krzyczeć, już tylko jęczałam. Przerwał, mówiąc – poczekam, aż Ci pizda spuchnie, zajmę się Twoją dupą. Zaraz poczułam, jak dostawia kutasa do brązowej dziurki i jak się w nią wdziera. Był mocny i sztywny, ale nie był zbyt śliski, to też mocno bolało mnie, kiedy się we mnie wdzierał. On na to nie zwracał uwagi, wbił się po same jaja i trzymając mnie za biodra zaczął ujeżdżać. Robił to tak długo, aż się spuścił. Wysunął, widziałam kątem oka, że się wyciera, po czym usłyszałam – moja sperma to za mało, jak na taką dupę, trzeba ją wypełnić mocniej. Za jakąś chwilę poczułam, że mam coś wsuwane w dupę i to coraz głębiej. Trudno powiedzieć, jak głęboko to było, ale na pewno nie tak płytko. Spojrzałam, a on wyjął z lodówki butelkę typu „Pet” a po chwili przyniósł normalny zestaw do irygacji. Powiesił na stojaku pojemnik, przewód podłączył do tego przewodu, który był już we mnie, wlał do tego pojemnika pierwszego „peta”, poluzował zacisk i poczułam, że jestem wypełniana dość zimną cieczą. Patrząc, jak spływa powiedział – to nie jest mleko, to jest taka ciecz, która będzie w Tobie „rosła”. Nie wiedziałam, co to oznacza, ale pojemnik opróżnił się dość szybko, wówczas Krzysztof wyjął z lodówki drugi, wlał do pojemnika, po czym zaczął dotykać mojego brzucha. Stwierdził – masz go dużego, powinny się dużo zmieścić. Nie wiedziałam, co to jest dużo, ale już czułam wypełnienie. Spłynął drugi, wlał trzeci. Ja już jęczałam, a on tylko dotykał mówiąc – jeszcze Ci się zmieści. Kiedy spłynęło trochę więcej niż połowę zatrzymał, odpiął cały układ i zaczął wysuwać przewód, który był we mnie. Kiedy go wysunął całkiem przystawił do dupy wcale nie mały stożkowy korek, którym mi ją zatkał. Rzeczywiście, ta ciecz zaczęła się zachowywać w moim wnętrzu dość dziwnie, bo czułam, jak coraz bardziej rozsadza mi brzuch. On jeszcze chwile odczekał, po czym dotknął go, a ja czułam, że mam przed sobą „olbrzymi bęben”, który na wszystko uciska i zaczyna mocno boleć. Wówczas Krzysztof przesunął ręką po piździe, jęknęłam, bo miałam ją mocno obitą, on rozsunął wargi, na których wisiały ciężarki, po czym zaczął wsuwać w nią swojego kutasa. Darłam się, bo przecież miałam cała przestrzeń brzucha wypełniona tamta cieczą, ale on pomimo to wsunął we mnie tego kutasa i zaczął mnie rżnąć. Wbijał się az po same jaja, co powodowało, że urażał również wargi, bo były naprężone ciężarkami i mocno obite. Wsuwał się i wysuwał, aż w końcu się spuścił. Spojrzałam, on się wytarł, poszedł gdzieś w głąb pomieszczenia, za chwilę wrócił trzymając w ręku potężnych rozmiarów silikonowego kutasa. Rozdarłam się – nieee, on na to nie zważał, przystawił do pizdy i zaczął go wsuwać. Darłam się, bo miałam wrażenie, ze za chwilę zostanę rozerwana, a on tylko coraz mocniej napierał, aż w końcu wsadził mi go całego. Czułam go gdzieś prawie pod brodą. Wówczas przestał, zdjął wiszące na mnie ciężarki i popuścił linkę, która podtrzymywała moje biodra. Opadłam na podłogę, bo nie miałam siły utrzymać się na nogach. Po chwili odpiął mi ręce, cała opadłam na podłogę, głęboko oddychając. Usłyszałam – wstawaj, idziesz się ubierać. Jak się miałam ubierać, w cyckach miałam haki, na brzuchu trzeci, w piździe dużego kutasa a w dupie korek blokujący ciecz w brzuchu. Ale nie dyskutowałam, podciągając się po poręczy weszłam do pokoju, założyłam tylko na siebie bluzkę, spódnicę i rajtuzy. Krzysztof w tym czasie zadzwonił po taksówkę, żegnając się ze mną wręczył mi kartkę z adresem internetowym, mówiąc – napisz, to uzgodnimy termin, kiedy masz do mnie przyjechać. Dał mi również „reklamówkę”, ale już do niej nie zaglądałam. Wsiadłam, siedząc „półdupkiem” pojechałam do domu. Tam szybko weszłam do łazienki, stanęłam pod natryskiem i zaczęłam wyjmować z siebie wszystko po kolei, najpierw korek z dupy, wyleciało ze mnie trochę tej substancji, ale na pewno nie wszystko, bo zrobiła się dziwnie gęsta, później kutasa z pizdy, a na końcu zaczęłam zdejmować haczyki. Kiedy to wszystko zrobiłam, umyłam i położyłam do łóżka. W pewnym momencie poczułam, że „coś” chce ze mnie jeszcze wypływa. Wsunęłam ręcznik między nogi i po dłuższej chwili usnęłam. Rano okazało się, że ręcznik jest całkiem mokry i jest też trochę tej substancji na prześcieradle, wyglądała jak kwaśne mleko, tyle tylko, że nie miała zapachu. Zmieniłam pościel, umyłam się, ale praktycznie przez cały dzień w majtkach nosiłam mały ręczniczek, bo cały czas się ze mnie sączyło. Dopiero kiedy przestało mogłam wyjść z domu.

***

Tak mniej więcej wyglądało spotkanie Magdy z Krzysztofem po moich imieninach. Kiedy przyszła do mnie przyniosła, jako „dowód w sprawie” wszystkie haczyki, tego kutasa i ten korek. Kutas był naprawdę potężny, miał 28cm długości i 5,5cm średnicy, korek typu „łezka” mniejszy, bo „tylko”18, ale też 5cm średnicy. Porozmawiałyśmy, opowiedziała mi to wszystko, mówiąc jednocześnie, że w „reklamówce” było dwa i pół tysiąca euro, pytając, czy ma się z nim kontaktować. Stwierdziłam, że decyzję musi podjąć sama, bo ma „próbkę” tego, co ją może tam spotkać. Z tego, co wiem, poza tamtym spotkaniem już była już dwa razy u Krzysztofa w Hamburgu, z krótkich relacji wynika, że jest tam przede wszystkim mocno rżnięta, na razie nie występowały elementy s/m. Rozmawiałyśmy w środę przed świętami, jakie ma plany na tę przerwę urlopową, powiedziała, że Święta z rodziną a na weekend majowy leci do Krzysztofa, jak sama powiedziała – obiecał jej znaczek. Tak też się stało, po bardzo intensywnych zbliżeniach zarówno w piątek, jak i w sobotę, na zakończenie spotkania „otrzymała” na wzgórku łonowym klasyczny tatuaż przedstawiający wizerunek końskiej łowy. Z duma nam ja pokazała, na co pozostałe stwierdziły – to my też powinnyśmy do tego kompletu douczyć, Ty, czyja ja już mam dużo, teraz Magda, a one nic. Stwierdziłam – życie przed wami. Jakby podsumowując generalnie ten temat muszę powiedzieć, że jakoś sobie radzimy. Magda „na co dzień” chodzi dwa razy w tygodniu na basen, w poniedziałki i środy. Z tego, co wiem, nieźle sobie radzi już z trzema ratownikami. Marta „normalnie” obsługuję Spółkę Lekarską i raz na jakiś czas, wg mnie tak raz na 6 tygodni ma dłuższe spotkanie w Klinice Weterynaryjnej. Iwona „generalnie” jest zaangażowana w Fundacji Prawniczej, ale u nas w firmie też ma „kilku” klientów. Ja nadzoruję całość, czyli bywam we wszystkich w/w miejscach no i czasami „wyrabiam” pozycję u nowych klientów. Tyle na ten temat. 08 maj 2011r. Baśka

***

Urlop, kwiecień 2011, sobota

Urlop, kwiecień 2011, sobota

Podczas naszej rozmowy w poniedziałek Anna poinformował mnie, ze na sobotę mam umówioną „przejażdżkę na byku”. Przyszła sobota. Byłam bardzo ciekawa, jak będzie wyglądała ta „przejażdżka na byku”. Umówiłyśmy się z Michałem już na 17-tą, bo zaczęliśmy już tradycyjnie od zbliżenia miedzy nami. Nie będę ukrywała, że po piątkowym spotkaniu „w piekiełku” czułam jeszcze mocno cipkę, ale o dziwo bardzo ochoczo wystawiłam mu biodra w pozycji od tyłu.

  •  

Wszedł we mnie gładko, wypełnił mnie całkowicie, a ja, chyba z tych emocji, że zaraz znowu gdzieś pojadę podnieciłam się bardzo mocno osiągając mocny orgazm w momencie, kiedy się spuszczał. Poszłam do łazienki umyć się, wypiłam niedokończonego drinka i pojechaliśmy. Tym razem zostałam zawieziona w rejon Prowansji. Jest to głównie region rolniczy, u nas znane są Zioła Prowansalskie, używane do zup, sosów ziołowych, sałatek, jaj oraz przy sporządzaniu pieczeni, mięs mielonych, potraw z grilla. Ale Prowansja jest jednym z ważniejszych regionów uprawy Lawendy wąskolistnej, uprawianej dla otrzymywania olejków eterycznych, stosowanych przede wszystkim w kosmetyce. Należy jednak pamiętać, że niektóre zioła, nawet takie, jak Lawenda, odpowiednio spreparowane są parzące, o czym miałam się niedługo przekonać. Dojechaliśmy do pewnego miejsca, dość daleko od głównej drogi, które, po naszemu, można by nazwać gospodarstwo agroturystyczne. Duży, piętrowy dom, na dole pomieszczenia użytkowe, na górze cztery pokoje hotelowe. Zasiedliśmy na dole w dużym pokoju wyposażonym w długi stół i ławy do siedzenia, gospodarz podał półmisek przekąsek, czyli różnych wyrobów począwszy od mięs, a skończywszy na serach, pieczywo, pojemnik przypraw, między innymi z tymi ziołami i „gąsiorek” wina, gąsiorek, bo ta butelka miała kształt bańki szklanej z uchem i miała pojemność ok. 3,5 litra. Gospodarze, to ludzie w wieku ok. 35 lat, elegancko ubrani, z elementami strojów ludowych. Bardzo ich interesowało skąd jestem, co robię, gdzie wyjeżdżam na urlop. W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, czy aby Anna nie pomyliła celu naszego wyjazdu. Ale jak się za chwile okazało, wszystko było pod kontrolą. Ta pogawędka, a przede wszystkim kilka wypitych szklaneczek wina zrobiły swoje i poczułam się być mocno rozluźniona. Michał to zauważył, zaproponował, abyśmy wzięli szklaneczki, niedopity jeszcze gąsiorek z winem i przeszli na piętro. Tam weszliśmy do bardzo dużego pokoju, gdzie panował głęboki półmrok. Po chwili dopiero dojrzałam stojący przede mną dość duży stół, a za nim siedziało kilku mężczyzn. Podeszłam, przywitali się ze mną, po czym od Michała usłyszałam – teraz poznasz się z tymi panami. Trzymałam w ręku szklaneczkę, oni stanęli i próbowali się swoimi ze mną stuknąć. Kiedy wstali, zobaczyłam, że mam przed sobą czterech dobrze zbudowanych mężczyzn. Byli praktycznie wszyscy rozebrani, przepasani tylko ręcznikami na biodrach. Wypiłam ją do końca, po czym pokazali mi rękoma, że za tym stołem stoi dość duże łóżko. Nie miałam już wątpliwości, po co ono jest. Odłożyłam pled, którym byłam do tej pory okryta i ruszyłam w jego kierunku. Oni ruszyli za mną, spojrzałam, każdy z nich trzymał w ręku wcale nie małego kutasa. Powiodłam wzrokiem po nich, pomyślałam, nieźle, zobaczymy, jak ja dam im radę. Zaczęło się, można powiedzieć, normalnie, odbyłam pierwsze zbliżenie, umyłam się, wyszłam, a tu drugi już się niecierpliwy. Wystawiłam mu biodra od tyłu, on chwycił je w swoje duże ręce, a za chwilę już się wsuwał we mnie. Robił to bardzo intensywnie, zorientowałam się, ze mam do czynienia z profesjonalistą, bo nie spuszczał się zbyt szybko, tylko dłuższą chwilę wsuwał się we mnie. Czułam go bardzo mocno w sobie i nawet byłam już mocno podniecona, kiedy się we mnie spuszczał. Po wyjściu z łazienki widzę, że jest zmiana sytuacji. Na łóżku, na którym do tej pory byłam leży mężczyzna, ma szeroko rozstawione nogi, a miedzy nimi sterczy pionowo do góry ustawiony jego kutas. Pozostali podeszli, pokazując, że mam na nim usiąść pupą. Kucnęłam, rozsunęłam szeroko pośladki, po chwili poczułam, jak się we mnie wsuwa. Rozpierał się w moim wejściu, a zaraz później poczułam jego biodra na dziurce i jego kutasa głęboko w sobie. Kiedy już mocno siedziałam dwóch podniosło mi nogi do góry, a trzeci wbił się w cipkę. Jęknęłam, bo przecież w środku miałam już jednego kutasa. On jednak nawet na moment się nie zatrzymał, tylko mocno się we mnie wsuwał, wypełniając mnie do końca. Czułam go mocno w sobie, wypełniał mnie całkowicie. Dość mocno jęczałam, a on wsuwał się systematycznie, aż osiągnął swój orgazm, spuszczając się we mnie. Po chwili jeden z tych, którzy podtrzymywał mi nogi zamienił się z poprzednim i równie mocno wszedł. Kiedy wypełniał mnie ten trzeci, już głośno jęczałam, czując go szczególnie mocno na swoich wargach. Skończył, spuszczając się dość obwicie. Wówczas ten, na który siedziała chwycił mnie mocno w biodrach, wstał i obrócił, kładąc brzegu tapczanu. Zaraz też, trzymając mnie mocno za biodra zaczął się wsuwać, aż poczułam to ciepło rozpływających się we mnie jego soków. Puścił, nareszcie mogłam iść się umyć. Wyszłam z łazienki, wówczas okazało się, że to już jest koniec zbliżeń, Michał podał mi pled, który leżał na kanapie, pokazał, ze mam założyć buty, bo wychodzimy na zewnątrz. Było już szaro, przeszliśmy przez podwórko, weszliśmy do typowego pomieszczenia gospodarczego. Wówczas dwóch nowych „partnerów” chwyciło mnie za ręce dwóch pozostałych założyło opaski i podłączyło do zwisających linek. Po chwili dwóch chwyciło za ręce, a dwóch za nogi, unieśli je do góry, zawisłam wygięta w pół, ktoś inny odsunął parawan, za którym stał autentyczny byk. Miął wpięte kółko w nozdrza, za które był przywiązany do poprzecznej, stalowej belki. Ci, co trzymali mnie za ręce podciągnęli je trochę do góry i znalazłam się nad jego grzbietem. Było to kawał wielkiego cielska, dorosły byk, a na takiego ten wyglądał, ważył nawet tonę. Patrzę, co oni robią, a jeden z nich wziął wiaderko, łopatkę i smaruje grzbiet tego byka białą substancją, jakby pastą do zębów. Zaczął się wokół rozchodzić zapach lawendy, pomyślałam, że to jakiś krem. Miało to postać kremu, ale na pewno nie był to krem. Kiedy już rozprowadzili odpowiednią ilość, tak, że praktycznie cały grzbiet już był biały,

wówczas trzymający mnie za ręce podciągnęli do przodu, tak, że moje piersi znalazły się na wysokości kłębu tego byka. Po chwili opuścili, ale tak, że miałam w kremie piersi i cały brzuch. Kiedy już byłam odpowiednio wysmarowana podciągać mnie go góry, dołożyli świeżą porcje „kremu”, rozciągnęli nogi na boki i za chwilę siedziałam na nim okrakiem. Umięśnienie grzbietu byka jest prawie płaskie, to też miałam nogi bardzo mocno rozwarte na boki a całe krocze zamoczone w tym „kremie” Byk poczuł mój ciężar na sobie, zaczął się poruszać na boki. Powodowało to ruch skóry. Skóra byka ma krótkie, ale ostre sprężyste włókna, co powodowało, że jej ruch wbijał się w moje ciało, wprowadzając w nie właśnie ten „krem”. Wbijały się we wszystkie dostępne miejsca, zaczęły wbijać się również w cipkę. Rozsunięcie nóg powodowało, że sierść byka zaczęła dotykać również warg sromowych, a po kilku jego następnych ruchach zaczęła wbijać się również w małe wargi, dochodząc do samej dziurki, jak również dochodząc do brązowej dziurki. Całe moje krocze ten „krem” wypełnia szczelnie. Trwało to pewien czas, po którym zaczęłam się czuć dziwnie, a za chwilę wszystko zrozumiałam. Wszystkie miejsca, które miały kontakt z tym „kremem” zaczęły mnie piec. W niewielkim stopniu piersi i brzuch, bo z nich ten krem prawie spłynął, ale zaczęły mnie piec uda, które ocierały się najbardziej, a przede wszystkim całe krocze, szczególnie obie dziurki. Kiedy zaczęło mnie to piec zaczęłam wykonywać różne ruchy biodrami na boki nie mając świadomości, że nimi wcieram go jeszcze bardziej. Przyszedł moment, że już nie wytrzymywałam, wierciłam się, ale też zaczęłam się drzeć, że mnie piecze, wręcz boli. Oni jeszcze przez chwilę się temu przypatrywali, po czym chwycili za nogi, podnieśli do góry i zdjęli z byka. Muszę przyznać, że miałam „atrakcyjną” przejażdżkę na nim. Michał podał mi pled, w którym byłam owinięta mówiąc – załóż buty i idź się umyj. Ale to trzeba było wrócić do tego samego budynku i wejść na piętro. Starając się iść okrakiem doszłam do łazienki, a kiedy stanęłam pod natryskiem aż zawyłam. Wszystkie miejsca, które miały kontakt z „kremem” były czerwone, a krocze to jeden wielki ogień. Myjąc się czułam każdy ruch ręki, a myjąc te miejsca miałam wrażenie, że za chwile ona też się poparzy, takie było gorące. Dłuższą chwilę stałam pod tym natryskiem, umyłam się dokładnie, ale to nie oznaczało, że „ugasiłam ogień” Nadal czułam pieczenie, szczególnie w kroczu. Wyszłam z łazienki, okazało się, że oni na mnie czekają. Dostałam dużą szklankę wina, którą wypiłam całą, po czym moi partnerzy ponownie przystąpili do zbliżeń ze mną. Położyli mnie na stole, podciągnęli, rozsunęli na boki nogi, po czym pierwszy wszedł we mnie. Rozdarłam się, bo wsuwając się przeciągnął swoim kutasem po całym kroczu. Poczułam, jak mnie uraża, po chwili poczułam, jak nadal mnie uraża, wbijając się całkowicie i napierając swoim wzgórkiem łonowym na moje wargi. Jęczałam głośno, ale to chyba dla nich była właśnie „podniecająca” melodia, bo zaczął się we mnie wbijać jeszcze mocniej. Trudno jest mi powiedzieć, jak długo to trwało, bo się nie spuścił, a jednak wysunął. Był to chyba manewr taktyczny, za chwilę wypełnił mnie drugi. Czułam go tak samo mocno, jak poprzedniego. Urażał moje miejsca, a ja tylko jęczałam. Na dodatek, ten, który się ze nie wysunął zaczął „się bawić” piersiami, które też były mocno podrażnione. Znowu minęło trochę czasu, wsuwał się we mnie mocno i do końca. To powodowało mocne ugniatanie warg, które były podrażnione tym „kremem” Jęczałam, przestał, po chwili wszedł we mnie trzeci i czwarty. Cały czas jęczałam, bo mnie cipka bardzo bolała. Ten ból nie był już bólem zewnętrznym, zaczął przenikać gdzieś do wnętrza, miałam wrażenie, że zaczyna mnie boleć całe podbrzusze. Dodatkowo, jakby od góry spływał ból „pieszczonych” piersi. Nie wiem dlaczego, ale wówczas nastąpiła zmiana pozycji. Ułożyli mnie płasko na podłodze, podłożyli pod biodra dwie poduszeczki, tak, że miałam je dość wysoko, rozsunęli lekko nogi, po czym poczułam jak jeden zaczyna wkładać swojego kutasa w moja brązową dziurkę. Rozdarłam się, bo przecież była ona tak samo poparzona, jak cipka. Nie stanowiło to dla niego żadnej przeszkody. Po chwili oparty na swoich potężnych ramionach wbijał się we mnie aż po swój wzgórek łonowy. Czułam go bardzo mocno w sobie. Poduszka, którą miałam pod sobą minimalnie amortyzowała te jego pchnięcia, ale pomimo to czułam go w sobie bardzo mocno. Wbijał się systematycznie przez pewien czas, nie wiem, na czym to polega, bo czułam cały czas mocnego, sztywnego kutasa, a on się nie spuszczał. Można uznać, że się zmęczył, bo zastąpił go drugi i to samo. Wsuwał się całkowicie, aż po wzgórek łonowy, urażając mnie mocno. Ja wyrzuciłam ręce do przodu i kręcąc głową to w jedną, to w druga stronę mogłam tylko jęczeć. Po drugim był trzeci i czwarty i piąty, jęczałam coraz głośniej. Mogę powiedzieć, że pewnego rodzaju zmiana nastąpiła, kiedy zostałam wypełniona po raz piąty. Ten, wsuwając się we mnie bardzo mocno w pewnym momencie się spuścił. Jęknęłam, bo pomimo wszystko to jednak dość miłe uczucie, kiedy się wewnątrz rozpływają te soki. Po nim już wszyscy czterej wsuwali się, a kiedy osiągali swój orgazm, spuszczali się, wypełniając mnie coraz bardziej. Mogę powiedzieć, że na tę część tych pieszczot zostało ich pięciu, pięciu się spuściło, uznali spotkanie za zakończone. Pozwolili mi się podnieść, już tradycyjnie dostałam dużą szklankę wina, po czym poszłam do łazienki. Delikatnie opłukałam się, wyszłam do pokoju, moich partnerów już nie było, czekał na mnie tylko Michał. *** Ubrałam się, wróciliśmy do hotelu. Trochę się zdziwiłam, kiedy Michał wysiadł również z samochodu, mówiąc, że mnie odprowadzi. Kiedy tylko weszliśmy do pokoju nie miałam wątpliwości, po co mnie odprowadza. Dość energicznym ruchem pchnął mnie w kierunku łóżka polecając mi się rozebrać. Nie trwało to zbyt długo, sama wsunęłam się na łóżko, szeroko rozsuwając nogi. Jego kutas szybko mnie wypełnił, wsuwając się we mnie bardzo głęboko. Ja jęczałam, bo mnie wszystko bolało, ale też jęczałam, bo o dziwo zaczęłam się podniecać. Trwało to dość długo, za nim on osiągnął swój orgazm, spuszczając się we mnie. Ja w tym momencie też mocno jęknęłam, osiągając swój i to również wcale nie mały orgazm. Michał powiedział, „dziękuję, dobranoc”, po czym wyszedł. Był to ostatni „akcent” mojego urlopu w Lyonie. W niedzielę wstałam dość późno, podczas porannej toalety stwierdziłam, że podrażnienia skóry na piersiach i brzuchu już znacznie zbladły, niestety, w kroczu jeszcze nie. Zjadłam śniadanie, spakowałam się i poszłam do rodziny. Zjedliśmy rodzinny obiad, po czym syn marek odwiózł mnie na lotnisko. Dochodziła 21-sza kiedy dojechałam do domu. Rozpakowałam się, uporządkowałam rzeczy, o czym nalałam sobie wody do wanny, nalałam swoich ulubionych olejków i zanurzyłam się, chcąc odpocząć po całym dniu podróży, ale jakby również chcąc zmyć „pozostałości” po wszystkich spotkaniach na tym wyjeździe. Myjąc się delikatnie wsunęłam rękę w krocze i zaczęłam dotykać cipki. Wówczas nastąpiło coś, czego się nie spodziewałam – dotknęłam łechtaczki, a ta od razu zrobiła się „wielka”, natomiast w moim „wnętrzu” odezwał się jakby głos wielkiego podniecenia, wręcz żądającego ode mnie jego zaspokojenia. Wyszłam z wanny, poszłam na piętro, do garderoby, tam otworzyłam swoją „białą szafę”, wysunęłam szufladę i pierwsze co mi się rzuciło w oczy, to nowy żelowy, bardzo miękki „ Cherubinek”. Na ulotce było napisane: Cherubin potężna nadprzyrodzona istota, stojąca bardzo wysoko w hierarchii bytów gdy go zobaczysz – daje Ci on znak byś uwierzyła w swoje szczęście. Przecież ja chciałam w tym momencie swojego szczęścia, a że była to: potężne nadprzyrodzona istota nie miałam żadnych wątpliwości. Miał on 28cm długości i 6,0/7,5cm średnicy. Szybko go rozpakowałam, jeszcze szybciej zbiegłam ponownie do łazienki, ponownie wsunęłam się do wanny, rozsunęłam szeroko nogi i za chwilę zaczęłam go sobie wsuwać. Jęczałam, bo przecież mnie wszystko bolało, ale chciałam też zaznać tego właśnie „szczęścia”. Wsunęłam go prawie ¾, czułam, jak mnie całą od środka rozsadza, ale przecież jeszcze nie wszedł cały. Zmieniłam pozycję, uklękłam i opuszczając biodra napierałam na niego. To się lekko uniosłam, to znowu napierałam. Jęczałam z bólu, ale też jęczałam z podniecenia, że udaje mi się pochłaniać tego Cherubinka. Ażeby go wsadzić w siebie całego wyszłam lewą nogą z wanny i oparłam się na jej krawędzi. Był to dobry pomysł, bo naparłam kilka razy i jęknęłam, co całym kroczem oparłam się o jej krawędź, czując ból podrażnienia, ale czując również całkowite wypełnienie. Był on dość miękki, to też wsunął się cały, ale od razu „rozprężał się” powodując mocne wypełnienie dolnej części brzuszka. Z satysfakcją pogładziłam się po brzuchu, czując, jak jest mocno wypełniony. O dziwo, wówczas dostałam orgazmu, wszystkie mięśnie brzucha napięły się, a z cipki popłynęły moje soki namiętności. Wstałam, wyjęłam go z siebie, obmyłam i odłożyłam, siebie też opłukałam, wytarłam i poszłam spać. To był definitywny koniec mojego wyjazdu do Lyonu. Kiedy będzie następny, nie wiem. 07 maja 2011r. Baśka. baska45@poczta.onet.pl