Wpisy z sierpień, 2011

Specjalista “trzeciej dziurki”

Specjalista trzeciej dziurki.

Karolcia to moja kosmetyczka i fryzjerka od ładnych kilku lat, do której chodzę mniej więcej co dwa tygodnie w środę. Będąc któregoś razu dała mi wizytówkę mówiąc – jak masz chęć, to się tam „zamelduj”. Z zawodu jest to lekarz ginekolog, ale przede wszystkim jest to specjalista od „trzeciej dziurki”. Zapytałam, co poza tym, stwierdziła – inne „pieszczoty” też są ciekawe, „dopiecze” Ci do żywego. Nie jedź samochodem, bo nie będziesz miała siły wracać. Spojrzałam na nią, powiedziałam – dobrze, wsunęłam ją w torebkę. Nie ukrywam, że ta propozycja była „interesująca” szczególnie ta „trzecia dziurka” i to „dopieczenie do żywego”.

  •  

Wizytówka przeleżała na biurku ponad dwa miesiące, na początku sierpnia zrobiły się „luzy” szybko „zregenerowałam” się po spotkaniu z moim Działem Technicznym, postanowiłam zaryzykować, bardzo intrygowała mnie ta „trzecia dziurka”. Napisałam do niego list pytając o możliwość spotkania. Odpowiedział błyskawicznie, wymiana korespondencji ze zdjęciem trwała kilka godzin, po których zaproponował spotkanie w sobotę, o 12-tej. Okazało się że ten specjalista mieszka w innym wojewódzkim mieście, ale jest w miarę dobra komunikacja kolejowa, podróż trwa ok. 3 godzin. Spotkaliśmy się na dworcu, pojechaliśmy gdzieś za to miasto, był to bardzo ładny domek jednorodzinny na bardzo dużej działce. Wjechaliśmy, wówczas okazało się, że miejsce naszego spotkania to nie ten domek, a stojący w głębi duży, murowany budynek gospodarczy z wjazdem na samochód. Wysiedliśmy w garażu, okazało się, że jest tam przejście do następnego pomieszczenia, miało ono charakter typowego magazynu z półkami, za nim było jeszcze jedno, to miało charakter „gabinetu” jasno oświetlone, dość wysokie, ściany wyłożone płytkami, po bokach różne szafki i regały. Podeszliśmy do narożnika, gdzie znajdował się stolik i dwa krzesełka. Pokazał mi to miejsce, mówiąc – tutaj możesz się rozebrać. Położyłam swoją torbę, po czym zdjęłam to, co miałam na sobie, nie było tego dużo. Kiedy byłam już naga, podął mi szklaneczkę z napojem, poczułam w nim alkohol, powiedział – pewnie po podróży chce Ci się pić. Nie miałam wątpliwości, że po tych kilku godzinach z przyjemnością bym się czegoś napiła, to też bez zastanowienia wypiłam całą jej zawartość, spytał – jeszcze, kiwnęłam głową, podał mi drugą. Był w niej alkohol, ale też było coś innego, po chwili dopiero zorientowałam się, że jest to zapach mięty. Przez chwilę się zastanawiałam, co oznacza ta mięta, później się zorientowałam, w tym napoju była jakaś domieszka, która spowodowała moje duże odurzenie, trzeba było „przykryć” jej smak. Kiedy już ją opróżniłam Ignacy, bo tak się nazywał ten „specjalista” powiedział – idziemy się umyć, pokazując, gdzie mam iść. Przed wyjściem z domu myłam się dokładnie, ale nie protestowałam. Podeszliśmy do ściany, wisiał tam potężnych rozmiarów pojemnik, wg nie 5 litrów, Ignac wyjął z szuflady specjalną jednorazową końcówkę, dopiął do węża – odwróć się i wypnij dupę. Po chwili miałam ją już w sobie, a on odblokował przepływ tej cieczy. Nie wiedziałam, co to jest za ciecz, ale zaczęła ona wypełniać moje wnętrze. Kiedy jęknęłam pierwszy raz, że już jestem pełna, wyjął ją, a ja mogłam się wypróżnić. Skończyłam, wówczas ponownie wsunął mi te końcówkę, ale już głębiej, chyba w tym czasie, kiedy ja się wypróżniałam napełnił ponownie ten pojemnik, ponownie zaczęłam być wypełniana. Tym razem już głośno jęczałam, kiedy przerwał to wypełnianie, po czym znowu mogłam się wypróżnić. Za trzecim razem znowu poczułam, że mi wsuwa jeszcze głębiej, niż poprzednio, odblokował zacisk, ciecz zaczęła spływać do mojego wnętrza. Ale tym razem trzymał tę końcówkę zdecydowanie dłużej. Moje wnętrze wypełniło się, brzuch zrobił się jak balon, a on jeszcze wpuszczał ten płyn we mnie. Dopiero kiedy zaczęłam głośno jęczeć, że boli, wówczas skończył, spojrzał na pojemnik, usłyszałam – niezły wynik, 3,800. Oznaczało to, że w moje wnętrze wpuścił 3,8litra tego płynu. Tylko po co, skoro za chwilę ja to wszystko z siebie wypuściłam. Na odpowiedź nie musiałam czekać zbyt długo. Kiedy wróciłam z pod natrysku pokazał, abym położyła się na stojącym na środku stoliku. Kiedy oparłam się większą częścią ciała usłyszałam – wypłukałem Ci dupę, teraz mogę Ci ją zerżnąć. Spojrzałam kątem oka, ten jego kutas nie wyglądał imponująco, po chwili poczułam, jak mi rozciąga pośladki, jeszcze chwila, jak się we mnie wpycha. Na szczęście się nasmarował, to też wszedł dość gładko. Trzymając się moich bioder systematycznie się we mnie wsuwał, osiągając swój stan maksymalnego podniecenia wyrażony spuszczeniem się we mnie. Nie będę ukrywała, że lubię seks analny, to też poczułam się mocno podniecona. Ale to był już koniec „pieszczot” po tym zbliżeniu już zaczęła się „zabawa”. Ignac wysunął się, nie kazał mi się ruszać, a po chwili poczułam, jak mi coś wsuwa w pupę. Jęknęłam, bo miałam wrażenie, że jest to coś dużego i nie myliłam się. Po chwili usłyszałam – wyprostuj się i usiądź na tym stołeczku. W tym momencie nie miałam już żadnej wątpliwości, w pupie tkwił kawałek czegoś srebrzystego, o średnicy ok. 3cm. Pozostała część wystawała na zewnątrz, a ja teraz siadając miałam ją wsunąć w siebie. Nie bardzo wiem, jak ja to zrobiłam, ale delikatnie osuwając się w dół po pewnym czasie pochłonęłam ten srebrzysty przedmiot. Wówczas Ignac polecił ni wstać i ponownie oprzeć się o stół, ale tylko rękoma. Po chwili usłyszałam – to jest taki cylinder, w środku pusty, tylko z zatyczką półokrągłą, aby mógł wejść w Ciebie, teraz tą zatyczkę wysunę, a Ciebie nakarmię takimi kiełbaskami. Zobaczyłam w ręku coś w rodzaju serdelka, poczułam, jak wysuwa zatyczkę, po chwili zorientowałam się, że wsunął w cylinder tę kiełbaskę, a tą zatyczką wpycha ją dalej, po chwili poczułam, jak coś się przemieszcza w moim wnętrzu. Tą procedurę wykonał trzy razy, po trzecim razie już dość wyraźnie poczułam wypełnienie mojego wnętrza. Wówczas Ignac wysunął ze mnie ten „cylinder” natomiast wsunął klasyczny korek analny, wg mnie ok. 12cm długi i 2,5 cm średnicy. Po tych „zabiegach” pozwolił mi się wyprostować, przesunął ręką po brzuchu, mówiąc – dobrze jest. W tym momencie nie bardzo wiedziałam, co to oznacza. Nie bardzo miałam czas nad tym się zastanawiać, Ignac założył mi opaski na rękach, wpiął w zwisające na ścianie linki, podciągnął mnie, ale nie za mocno, stopami stałam na podłodze, tyle tylko, że miałam mocno rozciągnięte ręce na boki. Kiedy ponownie przesunął mi ręką po brzuchu poczułam, że się w nim coś zaczyna dziać. Zaczęło i narastało. Pierwszą informacje odebrałam pozytywną, to nie boli, ale później już nie było tak dobrze. Miałam wrażenie, że mnie coś swędzi, to swędzenie narastało. Pierwszy odruch, kiedy Cię coś swędzi, podrapać się. Ale jak się podrapać w środku brzucha ? To też zaczęłam jęczeć, ruszać biodrami to w jedna, to w drugą stronę. Ignacowie właśnie o to chodziło, zobaczyłam w jego rękach klasyczny bat furmana, którego rzemienny koniec zaraz zaczął spadać na moje pośladki, ale tak jakoś dziwnie, nie poprzecznie, a wzdłużnie, trafiając również w rowek. Przerwał, mówiąc – wnętrze brzucha już Ci załatwiłem, teraz załatwię Ci tą zewnętrzna część dupy. Założył na prawą rękę rękawiczkę, po czym zanurzył ja w jakimś słoiczki i zaczął nią „smarować” pośladki. Po chwili poczułam potworne pieczenie. Nie wiedziałam, co to jest, kątem oka widziałam, że jest to białe i ma postać kremu. Wysmarował mi je dokładnie, mówiąc – starczy Ci tego kremu do jutra. Nie próbuj to myć, bo to reaguje w woda. Rzeczywiście, zarówno wnętrze brzucha, jak i pieczenie pośladków dokuczało mi do późnych godzin w niedzielę. Ale to był dopiero początek. Przeszedł na przód, uderzył kilka razy po piersiach, co skwitowałam bardzo głośnym krzykiem, wówczas usłyszałam – cyckom starczy, później się nimi zajmę, teraz rozsuń szeroko nogi. Rozsunęłam je, a on tym batem zaczął uderzać równo w sam środek, celując szczególnie w cipkę. Darłam się, on jednak systematycznie uderzał. Przestał, mówiąc – dupę Ci już załatwiłem, pizdą jeszcze się zajmę, teraz czas na cycki. Wziął z półki dwie płaskie metalowe listewki, na końcach których były śruby. Zawiesił je przede mną na linkach na wysokości moich piersi, chwycił brodawkę i za nią wciągnął całą pierś pomiędzy nie. Jest jedno „ale”, te płaskowniki były od wewnętrznej strony mocno chropowate, co dawało odpowiedni opór i uniemożliwiało wysunięcie się piersi. Po chwili zrobił to z drugą, a zaraz później zaczął kręcić śrubami, powodując mocne ich ściśnięcie. Tym sposobem, po wykonaniu kilku ruchów miałam je mocno spłaszczone. Zaczęłam jęczeć, bo mnie zaczęło boleć, ale Ignac na to nie zwracał uwagi. W momencie, kiedy uznał, że są odpowiednio spłaszczone, przestał kręcić. Wówczas wyjął z szuflady w szafce, która stała obok cztery dość grube szpilki, po czym po dwie wbił mi w piersi tuż przy krawędzi płaskowników, mówiąc – to zabezpieczenie, aby się nie wysunęły. Darłam się, on jednak tego nie słuchał. Niestety, to nie był koniec tych „pieszczot” Można powiedzieć, że najgorsze nastąpiło dopiero teraz. Wyjął z szuflady dwie zwykłe igły lekarskie, ale dość grube, po czym wbił je do połowy prosto w sam środek brodawek. Darłam się, ale nie miałam żądnego ruchu. Po chwili Ignac podszedł do szafki, wyjął z niej słoiczek, z szuflady wyjął klasyczną strzykawkę, 10ml, naciągnął w nią płyn, który w nim był, zaczął wstrzykiwać mi go w pierś. Wcisnął połowę, po chwili drugą połowę w drugą. Skończył, ponownie ją napełnił i ponownie po połowie wstrzyknął w moje piersi. Kiedy skończył, wyciągnął igły, lekko masując obie piersi. W momencie, kiedy skończył zaczęłam się drzeć i płakać. Nie wiem, co to była za substancja, ale wewnątrz piersi poczułam bardzo mocne pieczenie, przechodzące w ból. Ten mój płacz nic nie dawał, ta substancja już była we mnie. Piekły mnie już pośladki, jakieś dziwne uczucie miałam w sobie, teraz piekły mnie piersi. Ignacy wówczas powiedział – teraz czas wziąć się za zasadniczą sprawę, to znaczy za Twoja pizdę. Mówiąc to poluzował linki, spiął mi ręce kajdankami, po czym odpiął od linek. Odpiął również linki podtrzymujące listwy na piersiach. Przeszliśmy w inną część pomieszczenia, w pierwszej chwili myślałam, że to leżanka, a to był lekkiej konstrukcji fotel ginekologiczny. Polecił mi się położyć, po czym podciągnął go na odpowiednią wysokość, wówczas zaczął mnie „instalować”. Ułożył nogi na podpórkach i mocno rozchylił je na boki, po tym całość minimalnie przechylił do tyłu, tym sposobem miał swobodny dostęp do mojego krocza. Sięgnął pod ścianę, tam zwisały jakieś linki, ich końce wpiął w końcówki listewek, które były zaciśnięte na piersiach i podciągnął je na odpowiednia wysokość, tak, ze miałam piersi mocno naciągnięte. Wówczas rozpiął mi ręce, wiedząc, że ruchy mam i tak ograniczone. Przez chwilę przyglądał się mojemu kroczu, po czym zatarł ręce, mówiąc – no a teraz do pracy. Widać było, że to, co zobaczył mu odpowiada. Poszedł gdzieś, a kiedy wrócił zobaczyłam dość dużą tacę, którą ułożył obok. Jak prawdziwy lekarz, najpierw przetarł mi całą cipkę tamponem z jakimś środkiem dezynfekującym, po czym pojawiła się klasyczna igła medyczna, taka sama, jaką mi kłuł piersi, wbił mi ją w wargę sromową. Po chwili wziął tę samą strzykawkę, co poprzednio, napełnił tym samym białym płynem i wstrzyknął w wargę. Zaraz poczułam to samo pieczenie przechodzące w ból, następnie dostałam taki sam „zastrzyk” w druga wargę. Ale to, co było najbardziej bolesne, w następnej kolejności taki sam zastrzyk zrobił mi w samą łechtaczkę. Darłam się niesamowicie, łzy leciały mi z oczu z bólu. Ta sytuacja chyba podnieciła Ignacy, rozsunął fartuch w który był ubrany, po chwili już miałam jego kutasa w sobie. Mając mnie przed sobą w takiej pozycji nie miał żadnych trudności, aby odbyć ze mną zbliżenie. Wsuwał się systematycznie, pomimo bólu poczułam nawet dość duże podniecenie w chwili, kiedy się we mnie spuszczał. Skończył, wytarł się, mnie dał szklaneczkę z płynem, abym się napiła. Był to ten sam płyn z alkoholem, który piłam poprzednio. Wówczas w jego rękach pojawił się klasyczny, tworzywowy rozwieracz ginekologiczny. Wsunął go w pochwę dość mocno ją rozszerzając. Zaraz też w jego ręku pojawił się klasyczny rozwieracz Hagera, którym poszerza się wejście do szyjki macicznej. Natomiast Ignac chwycił w palce napletek łechtaczki i wsunął go w „trzecią dziurkę”. Zrobił to bardzo delikatnie, tak, aby się ona „przyzwyczaiła” do tej grubości. Wsunął jej połowę, wysunął, po chwili ponownie zaczął to robić. Kiedy już ten rozwieracz wsuwał się swobodnie, wysunął go całkowicie, ale tylko po to, aby za chwile wsunąć grubszy. Rozwieracze Hagera zwiększają swoją średnicę o 5mm do grubości 26mm. Ten, który miał Ignac w ręku miał chyba 15mm. Kiedy już „przyzwyczaiłam się” do tej średnicy wysunął, wsuwając następny. Robiąc to stopniowo nie czułam, jak zwiększa się otwór w mojej „trzeciej dziurce”. Gdy rozwieracz miał już, moim zdaniem, 2cm wyjął z pochwy ten rozwieracz ginekologiczny, ale za to wsunął mi klasyczny miniaturowy wibrator. Moim zdaniem miał on nie więcej niż 12cm, przy 2cm średnicy. Pomimo ciągłego bólu, po zbliżeniu z Ignacem byłam nadal trochę podniecona, to też ten wibrator zaczął mnie dalej podniecać. Chyba to podniecenie powodowało dalsze rozluźnienie pochwy, ale chyba też dalsze rozluźnienie innych mięśni, bo Ignac zaczął wsuwać we mnie następne rozwieracze. Przyszedł moment, że moim zdaniem wsunął mi już najgrubszy. I chyba miałam rację, bo po wyjęciu tego zaczął mi wsuwać zwykłe pręciki metalowe, tyle tylko, że miały one coraz to większą średnicę. Nie jestem w stanie tego ocenić, mocno już jęczałam, widząc następny, który zbliżał do tej dziurki, bo chyba miał już 3,5cm. Tym właśnie długo się ze mną bawił. Przez dłuższą chwilę miałam go w sobie. Wówczas Ignac powiedział – trzymaj go. Sięgnęłam rękoma, trzymałam, patrząc jednocześnie, co on robi. A on zdjął całkiem fartuch, wziął w ręce swoje prącie, czymś je nasmarował, tyle tylko, że było ono w stanie mocnego podniecenia. Podszedł jedną ręką wyjął najpierw ten wibrator, później ten rozwieracz, błyskawicznie się nade mną pochylił i drugą ręką przystawił go do tej dziurki. Zaczęłam się drzeć – nieeee, to jednak nic nie dało, poczułam, jak się we mnie wsuwa. Byłam przerażona, ale też zdziwiona. Po tylu latach „zabawy” w sex” dopiero teraz jakiś „doktorek” wsadził mi swojego kutasa w trzecia dziurkę. Wsadził, w pierwszej chwili byłam bardzo mocno przerażona, po chwili jednak te jego ruchy w przód i w tył spowodowały jakieś dziwne uczucie. Przede wszystkim nic mnie nie bolało, kiedy całkiem wszedł we mnie czułam go gdzieś bardzo głęboko w sobie, było to jakieś bardzo dziwne uczucie. Wykonał kilka ruchów, po których poczułam, że się we mnie spuszcza. No i w tym momencie całkiem „zgłupiałam”. Poczułam coś bardzo dziwnego, jakby jakieś wewnętrzne łechtanie, które trwało wyjątkowo krótko. Ignac jeszcze chwilę tkwił we mnie, po czym zaczął się bardzo wolniutko ze mnie wysuwać. Podał mi ręcznik, odpiął uchwyty na nogach, odkręcił śrubki na tych dwóch metalowych listwach, uprzednio wyjmując igły. Usłyszałam – spotkanie zakończone, chwilę poleż, abyś mogła dobrze stanąć na nogach. Rzeczywiście, było mi to potrzebne. Po pewnym jednak czasie stanęłam, Ignac podał mi podpaskę, mówiąc – przyda Ci się na drogę, po czym podeszliśmy do miejsca, gdzie się rozebrałam. Założyłam swoje ubranie, Ignac spojrzał na zegarek, usłyszałam – masz 40 minut do pociągu, zdążysz. Twoje pizda mówi, że jesteś doświadczoną kobietą, nie byłem na taką przygotowany. Na następne spotkanie przygotuję inny scenariusz. A może masz jakieś swoje życzenia, to mi napisz. Kiedy kończył odezwał się klakson taksówki, wyszłam, nic nie mówiąc na temat jego propozycji. Pojechałam na dworzec, miałam już bilet powrotny, usiadłam w przedziale. Ale gdzie tam, cały czas piekły mnie pośladki, cały czas jeszcze coś się we mnie „gotowało” i cały czas też piekły mnie piersi, wargi i łechtaczka. Nie było mowy o siedzeniu. Stałam na korytarzu zastanawiając się, czego dzisiaj doświadczyłam. Doszłam do wniosku, że doświadczyłam jednak czegoś nowego, a przede wszystkim zbliżenia w „trzeciej dziurce”. Czy to powtórzę, nie wiem. Tak, jak Ignac powiedział, w niedzielę po południu zaczęło się wszystko uspakajać i wieczorem mogłam spokojnie się wykąpać. W poniedziałek nie było już prawie śladów po tym spotkaniu. Co dalej, nie wiem. Za tydzień urlop. 08 sierpnia 2011r. Baśka baska45@poczta.onet.pl

Pożegnanie “Działu Technicznego”

Pożegnanie Działu Technicznego.

Pomimo, że już ponad rok nie pracuję w poprzedniej firmie, mam z nią cały czas kontakt poprzez różne osoby. Tym razem zadzwonił Tadeusz, w imieniu „Ekipy Technicznej”, kierowca z mojego poprzedniego miejsca pracy, informując, że już prawie rok mija, jak z nimi nie pracuję, a jeszcze się nie pożegnałam. Miał rację i z tego powodu było mi przykro. Ekipa techniczna to byli pracownicy, którym za niejedno jestem wdzięczna. Przede wszystkim trzej kierowcy – Tadeusz, Marian, Włodek, kierownik gospodarczy Karol i zaopatrzeniowiec Zdzisław, zawsze umieli „załatwić” to, co inni by mi na pewno nie załatwili lub by długo się zastanawiali, po co.

  •  

Ze wszystkimi miałam bardziej lub mniej osobiste kontakty. Zaczęło się kilka lat temu od Tadeusza. Wracaliśmy z trasy, zaproponował, abyśmy podjechali do niego na działkę, chciał coś wziąć do domu. Ponieważ było dość wcześnie, była piękna pogoda, zaproponowałam, abyśmy odpoczęli. On się rozebrał do spodenek, to ja do bielizny. Dłuższą chwilę patrzył, ale ułatwiłam mu decyzję, wzięłam za rękę wprowadziłam do domku i wsunęłam rękę w szorty, szukając jego argumentu. Okazało się, że ma wcale nie mały. Od tamtego czasu, jak tylko wyjeżdżaliśmy w trasę pilnowałam, kiedy mogłam, aby miał pokój obok mnie. Dotyczyło tylko wyjazdów, na miejscu unikałam takich sytuacji. Również na wyjeździe zaczęła się historia z Marianem i Włodkiem. Natomiast nie miałam żadnych doświadczeń z „działem gospodarczym”, ale wychodząc z założenie, że są to młodzi mężczyźni, uznałam, że nie powinnam mieć problemów. Musiałam jednak to gdzieś zorganizować, wówczas Tadeusz zaproponował spotkanie na swojej działce. Stwierdził – rodzina wyjechała, jest wolna. W czwartek Tadeusz przyjechał do mnie po pracy samochodem, wziął przygotowane pojemniki, tace i torby z jedzeniem oraz napojami. W piątek, o określonej godzinie spotkaliśmy się przy autobusie i pojechaliśmy. Pomimo transportu poprzedniego dnia i tak wszyscy mieliśmy jeszcze jakieś torby. Tadeusz rozpalił kominek, ja naszykowałam kolację i zasiedliśmy do stołu. Nalali wódeczkę w kieliszki, po czym Tadeusz wzniósł toast – za miłe spotkanie. Kiedy odstawiliśmy kieliszki nastąpił bardzo miły dla mnie moment. Wszyscy stanęli przede mną, a Tadeusz wręczył mi tablo formatu A – 4. Na granatowym atłasowym tle nasz herb z herbowym przesłaniem. Rodzina Taty wywodzi się ze szlachty małopolskiej, która za czasów carskich, za pomoc powstańcom została wygnana głównie na Podole. Na odwrocie tej metaloplastyki była plakietka z ich podziękowaniem za okres współpracy. Byłam absolutnie zaskoczona tym prezentem. Kiedyś odkryłam, że rodzina nasza jest herbowa, prosiłam właśnie Karola, aby się zorientował, czy jest gdzieś zakład metaloplastyki, który by mi to zrobił, ale jakoś później zapomniałam o tym całkowicie. Nie da się ukryć, że tym prezentem zrobili mi wyjątkową przyjemność. Przyrzekłam im, że będzie on wisiał w moim gabinecie na honorowym miejscu. Wszystkich mocno wycałowałam i w tym bardzo dobrym nastroju znowu sięgnęliśmy po kieliszki. Po jednym z następnych, kiedy towarzystwo już było bardzo wesołe uznałam za zasadne rozpocząć „właściwą” część kolacji. Nie przypuszczałam, że kręcę sobie bat na własny tyłek” i to dosłownie. Podeszłam do Karola, usiadłam mu na kolanach, jednocześnie wysoko podciągając spódniczkę, mówiąc – tamci mnie już trochę znają, wskazując kierowców głową, ale Tobie rzeczywiście jeszcze nie podziękowałam za naszą miłą współpracę. Jedną ręką objęłam go za ramię, drugą zaczęłam wsuwać w spodnie. Zrozumiał mój gest i wolną ręką zaczął odpinać spodnie. Po chwili już miałam jego „argument” w swojej dłoni. Poczułam, że jest już podniecony, to też mówię do niego – chyba nie będziesz się tak długo męczył. Wstałam, zaczęłam iść w kierunku kanapy, kiedy przy niej stanęliśmy obije zaczęliśmy się rozbierać, po chwili już zupełnie naga położyłam się, szeroko rozsuwając nogi. Karol przez chwilę patrzył na moje podbrzusze, później dowiedziałam się dlaczego, po czym wszedł i podtrzymując kutasa ręką delikatnie wprowadził go we mnie. Ale to był jedyny „delikatny” moment z jego strony. Po chwili, podpierając się rękoma, zaczął się we mnie wsuwać, wykonując bardzo mocne ruchy biodrami. Karol m 35 lat, jest mężczyzną dość wysokim, dobrze zbudowanym, to tez te jego „pchnięcia” nie były wcale takie delikatne, czułam je bardzo mocno na swoich wargach. Ale też czułam, jak mnie wypełnia do samego końca, a jego kutas napiera na szyjkę. To też za chwilę zaczęłam się mocno podniecać, aż poczułam zbliżający się finał. Karol najpierw zatrzymał się we mnie, a po chwili wykonał bardzo mocne trzy pchnięcia, jednocześnie spuszczając się we mnie. Tak się zaczęło ta część spotkania z „Działem Technicznym”. Chwilę odpoczęłam i podeszłam do Zdzisława. Ten jest trochę starszy, ma 40 lat, ale tak samo sprawny, jak Karol. Ponieważ jest niższego wzrostu i korpulentniejszy, zaproponowałam zbliżenie od tyłu. Nie miął nic przeciwko temu, po chwili już go czułam w sobie. Trzymał mnie mocno za biodra, a po pomieszczenie za chwilę zaczął rozchodzić się odgłos odbijanych od siebie bioder. Jest to bardzo charakterystyczny odgłos, ale też bardzo podniecający. To też zaczęłam jęczeć coraz głośniej, aż wydałam z siebie prawie krzyk, kiedy „dopadł” mnie orgazm, a Zdzisław wlewał we mnie swoje soki. Następnym był Tadeusz, spojrzałam na niego, mówiąc – Ciebie nie muszę zapraszać. Po chwili już był we mnie, a ponieważ nie jest to ułomek, czułam go bardzo mocno w sobie. Czułam go również na zewnątrz, jego wzgórek łonowy mocno „atakował” moje wargi sromowe. To tez jęczałam, kiedy wsuwał się w sposób bardzo zdecydowany, aż do samego finału. Nie zdążyłam jeszcze dobrze ochłonąć, kiedy zaczął wypełniać mnie Marian. Jęczałam już dość głośno, byłam już mocno podniecona, ale też zaczęłam odczuwać skutki tej „sztafety”. Przecież miałam w sobie już czwartego kutasa. Po też, kiedy odbywałam zbliżenie z Włodkiem już bardzo głośno jęczałam prawie krzycząc, kiedy się we mnie spuszczał. Na szczęście Matka Natura tak to urządziła, że teraz musieli trochę „odpocząć”. Je też odpoczywałam, delektując się wódeczką. Jednak nie trwało to zbyt długo, Zdzisiu rozsiadł się na fotelu, szeroko rozsuwając nogi, tym sposobem dając mi do zrozumienia, że powinnam nim się zająć. Tego typu pieszczoty lubię, to też podeszłam, opierając ręce o jego uda, zaczęłam go pieścić, wsuwając i wysuwając go sobie w usta. Ale okazało się, że inni nie chcieli „odpoczywać”, Karol przyklęknął za mną, a po chwili poczułam jego palec na łechtaczce, natomiast Tadeusz z Marianem zaczęli pieści mi piersi. Nie mogłam jęczeć, bo miałam „zakneblowane” usta wpuszczając ,go sobie aż po jego wzgórek łonowy, a byłam coraz mocniej podniecona tymi innymi pieszczotami. Przyszedł moment, że już nie mogłam wytrzymać. Wówczas okazało się, że Włodek jest już mocno podniecony, rozłożył na podłodze koc, położył się na nim, pokazując, że ja mam na nim usiąść. Pozostali puścili, wbiłam się na jego kutasa, pozostali pomogli mi, wyprostowałam, wówczas pewien „układ” powrócił. Zdzisław odchylił mnie do tyłu, tak, że mógł swobodnie wsunąć mi kutasa w usta, a Tadeusz z Marianem dalej pieścili moje piersi. Ale teraz, mając je całkowicie na wierzchu, nie tylko ściskali, zaczęli też pociągać za pierścionki, które miałam wpięte. Będąc dość mocno odchyloną do tyłu Karol nadal nie miał żądnych problemów, aby pieścić mi łechtaczkę. Tym sposobem po chwili znowu cała byłam mocno podniecona. Włodek unosił i opuszczał swoje biodra tak, że byłam aż po wargi na niego nabita, a pozostali mu wtórowali. Nie byłam w stanie tego wytrzymać, ruszałam swoim ciąłem na  wszystkie strony, aż przyszedł moment, kiedy Włodek się spuścił. Panowie pomogli mi wstać, ale tylko po to, aby po chwili ustawić na kolanach, po czym zaraz Karol był we mnie. Trzymał mnie za biodra, po pokoju rozchodził się odgłos odbijanych bioder, a ja głośno jęczałam. Jęczałam coraz głośniej bo Panowie tym razem już nie robili żadnej przerwy, tylko jeden po drugim wchodzili we mnie wypełniając swoimi sokami. To, że ze mnie wręcz kapało, to nie problem. Problem w tym, że te ich bardzo intensywne zbliżenia bardzo mocno czułam już na swoich wargach sromowych, były one już dość dobrze „sklepane”. Na szczęście nastąpiła następna, dość długa przerwa, podczas której, leżąc na kanapie mogłam spokojnie odpocząć. Ten odpoczynek okazał się być „ciszą przed burzą” i to burza z piorunami. Podszedł do nie Karol mówiąc – Basiu, Twoja pizdeczka jest pewnego rodzaju Twoją wizytówka, ja ją widziałem kilka razy. Teraz, przed naszym spotkaniem zastanawialiśmy się, co to może znaczyć. Poczytaliśmy różne rzeczy w Internecie, doszliśmy do wniosku, że po prostu Ty lubisz inny seks. Jaki, nie wiemy do końca, ale chcemy spróbować, chodź. Za nim zdążyłam się zorientować, już prowadzili mnie do drugiego pokoju, gdzie na środku był ustawiony niewielki stolik, przykryty ręcznikiem. Pokazali, abym się na nim położyła, nie wiem skąd wzięli te sznurki, ale obwiązali mi nimi nogi, po czym rozciągnęli na boki i do góry. Wówczas mieli swobodny dostęp do całego mojego krocza. W ręku Karola pojawiła się klasyczna, wąska packa, którą zaczęli mnie bić. Karol uderzył trzy razy, po czym przekazał te packę Zdziśkowi, ten tak samo, tym sposobem zostałam uderzona piętnaście razy równo w samo krocze, a szczególnie w cipkę. Darłam się, ale to nic nie dawało, oni mieli założony plan, realizowali go systematycznie. Kiedy skończyli Karol przeciągnął po niej rękę, mówiąc – jest czerwona, jak dojrzała truskaweczka, myślę, ze będzie nam smakowała, po czym wszedł we mnie. Ponownie czułam go mocno w sobie, ale to, co najważniejsze, bardzo czułam go na zewnątrz, bardzo mocno czułam, jak swoim wzgórkiem łonowym dotyka moich warg. Darłam się, to nic nie dawało, pozostali ściskali równie mocno moje piersi, a Karol wsuwał się we mnie systematycznie, aż doszedł do swojego końca. Można powiedzieć, że to był „start”, po nim wchodzili we mnie pozostali, jeden po drugim. Każdy z nich jest potężnym mężczyzną, każdy z nich ma swoją wagę i każdy z nich miał swoja siłę wsuwania się we mnie. To też wycierając mnie tylko, nie zważając na mój płacz, jeden po drugim wsuwali się we mnie, aż Włodek, jako ostatni spuścił się we mnie. Wówczas odwiązali mi nogi, opuścili, a ja cała osunęłam się na podłogę. Dłuższą chwilę tak siedziałam, za nim mogłam wstać i iść do łazienki. Długo stałam pod natryskiem, próbując letnia wodą złagodzić ten ból. Ale na niewiele się to zdało, cały czas czułam piekącą cipkę. Owinęłam się w ręcznik, wyszłam do pokoju, tam czekała na mnie szklaneczka z piciem. Poczułam w niej alkohol, ale chciało mi się pić, wypiłam ją do końca. Wówczas Karol pokazał, abym położyła się na kanapie. Skulona, przykryta pledem, tak dłuższą chwilę leżałam, czując, jak mi puchnie cipka. Oni jednak nie pozwolili zbyt długo spokojnie leżeć. Podeszli, zsunęli ze mnie ten pled, po czym usłyszałam – pokaż tą swoją pizdeczkę. Przyklęknęli obok tej kanapy, była ona trochę odsunięta od ściany, mieli do mnie dostęp z trzech stron. Wówczas rozsunęli mi nogi, a między nie wsunął swoja głowę Włodek. Był z nich najstarszy, był też najbardziej doświadczony. Rozsuwając jeszcze szerzej nogi wsunął miedzy nie głowę, pochwali poczułam język na łechtaczce. Poczułam język na łechtaczce, ale również ból dotykania. Po chwili jednak ten ból zaczął ustępować uczuciu podniecenia powodowanego przez pieszczenie łechtaczki. Tadeusz z Marcinem „przypięli się” do piersi, pieszcząc je swoimi językami. Kiedy już jęczałam z bardzo mocnego podniecenia, powodowanego tymi wszystkimi pieszczotami nastąpił zupełnie nieprzewidziany moment. Tadeusz i Marcin podnieśli się, a Karol ze Zdziśkiem podeszli do mnie, wpinając w pierścionki, które miałam wpięte dwa wisiorki, problem w tym, że były to dość duże wisiorki, mocno w tym momencie obciągające piersi na boki. Specjalnie się w tym momencie tym nie zajmowałam, Włodek pieścił mnie bardzo intensywnie, doprowadzając praktycznie do orgazmu. Aż przyszedł moment, kiedy już nie wytrzymałam, wyrzuciłam biodra do góry, głośno krzycząc w bardzo mocnym orgazmie łechtaczkowym. Moi panowie pozwolili mi chwilę odpocząć, dając pełną szklaneczkę napoju do picia. Po poprzedniej szklaneczce już mi się kręciło w głowie, ale chciało mi się pić. Kiedy wypiłam, usłyszałam – idziemy, pokazując drugi pokój. Próbowałam stawiać opór, mówiąc – nieeee, ale chwycili mnie mocno, zaprowadzili, tym razem założyli pętelki na ręce, mocno podciągając sznurek go góry. Po chwili wisiałam wyciągnięta jak struna. Karol obszedł mnie w koło, po czym gładząc moje pośladki powiedział – czemu się bronisz, przecież to lubisz, przecież to już robiłaś. Niestety, miał rację, nie raz miałam taką „klepankę”. Tym razem było tak samo. Kiedy mnie już tak obejrzał w jego ręku zobaczyłam klasyczną trzcinkę. Zaczął chodzić wokół mnie, ale zaczął od pośladków. Dostałam raz, na każdy, po czym przejął ją Zdzisio, dostałam od przodu, równo w cipkę. Następnym był Tadeusz, ten przytrzymał sobie pierś, po czym z góry ja uderzył. To samo zrobił Marian, na koniec Włodek ponownie wrócił do mojego wzgórka łonowego. Darłam się to jednak nic nie dawało, przeszli ponownie rundę po piersiach i wzgórku łonowym, po czym podsunęli stolik tak, abym się mogła przy nim pochylić. Wówczas zajęli się moimi piersiami. Będąc w tej pochylonej pozycji były one obciągnięte w dół przez ciężarki, które mi wpięli. Zaczęli je „dziwnie” ściskać, po chwili wszystko było wiadomo, w ręku Zdzisława pojawiła się dość długa szpilka, którą zaczął przebijać mi pierś z jednej strony na drugą. Po chwili zaczął to samo robić Marcin. Darłam się, nic to nie dało, wbili mi te dwie szpile w poprzek. Ale ich było pięciu, po chwili to samo, tylko w pionie zaczęli robić Tadeusz i Włodek. Na koniec Karol chwycił mi najpierw jedna pierś, ścisnął ją mocno, po czym wbił mi wcale nie małą szpilkę prosto w brodawkę, najpierw w jedną, później w drugą. Na tym skończyli ten typ pieszczot piersi. Poluzowali jeszcze mocniej sznurek, tak, że prawie położyłam się na stoliku, który mi postawili, a oni wrócili do bicia mnie od tyłu. Zmieniając się i jakby specjalnie celebrując te uderzenia, uderzali każdy po kolei. Ale w pewnym momencie poczułam, że mam rozciągane pośladki, a zaraz poczułam jak w sam rowek spada ta trzcinka, sięgając aż do cipki. Jęczałam i płakałam, to nic nie dawało. Nie wiem ile razy zostałam uderzona, ale w pewnym momencie przerwali, odplątali mi ręce, ciężarem ciała opadłam na ten stolik, a oni rozciągnęli mi pośladki, zaraz poczułam, że któryś wsuwa mi swojego kutasa w pupę. Na szczęście posmarowali się, tak po kolei jeden po drugim wsuwali swoje kutasy we mnie aż do chwili, kiedy się spuścili. Skończyli, myślałam, że to już koniec tego spotkania. Pozwolili mi się wyprostować, ledwo trzymałam się na nogach, kiedy szłam do łazienki. Umyłam, a kiedy wyszłam znowu dostałam szklankę drinka, czułam, że jest mocny, nie miałam wyjścia, chciało mi się pić. Moment, kiedy ją opróżniłam, a Karol znowu – idziemy, już nie protestowałam, nie miałam siły, Przeszliśmy do drugiego pokoju, ponownie wczepili mi ręce w sznurki, ale tak, abym była mocno pochylona, to powodowało, że kiedy się ruszałam, wiszące mi w piersiach ciężarki obciągały je w dół, powodując ból, rozsunęli mi pośladki, usłyszałam – rozluźniliśmy Ci dupę, nie powinnaś mieć problemów, aby Ci takiego wcisnąć. To mu się tylko wydawało, bo na moje oko on miał ze 28cm długości, ale przede wszystkim środkowa „bańka” miała z 5cm średnicy. Chwycili mnie mocno za biodra , zaczęli wciskać. Jęczałam coraz głośniej, Rozciągnęli mi pośladki i zaczęli wciskać. Jęczałam coraz głośniej, a oni napierali coraz mocniej. Nie wiem, jak to zrobili, ale w pewnym momencie poczułam „stopkę”, uświadomiłam sobie, że wsunęli mi go całego. Po tym rozwiązali ręce, myślałam, że to już koniec. Niestety, nie. Włodek ustawił na środku tego pokoju stołeczek, a na nim pokaźnych rozmiarów sztucznego kutasa. Spojrzałam, porównywalnie był on tak samo długi, jak wkładka w pupie, może trochę cięńszy, może miał „tylko” 3.5cm średnicy. Ale to nie miało znaczenia, przecież w pupie siedział tamten korek. Podprowadzili mnie do tego stołeczka, trochę się pochyliłam, wówczas dostałam trzcinką po dupie, usłyszałam – staraj się go wsunąć, bo jak nie, to Cię będziemy dopingowali. Nie miałam wyjścia, rozsunęłam wargi, poczułam go w dziurce, zaczęłam się opuszczać. Ale jak tu się opuszczać, kiedy w pupie siedzi ten drugi korek. Minimalnie się uniosłam, panowie od razu dali mi znać, że nie w tą stronę mam się poruszać, poczułam na dupie mocne uderzenie trzcinka. To był rzeczywiście argument, bo od razu opadłam w dół i już miałam przynajmniej połowę w sobie. Od tego momentu już milimetr po milimetrze wpuszczałam go w siebie. Jęczałam coraz głośniej, coraz mocniej miałam wrażenie, że zaraz pęknę. Jednak nie pękałam, tylko dalej wsuwałam go w siebie. Aż przyszedł ten upragniony moment, kiedy miałam go już prawie całego w sobie. Moi panowie bacznie mnie obserwowali, kibicując – jeszcze, jeszcze, jest. Nareszcie miałam go całego w sobie, moje wargi były mocno wyeksponowane na boki, przede wszystkim jednak bardzo mocno była wyeksponowana łechtaczka. To właśnie wykorzystał Karol. Usłyszałam – trzymajcie ją, chwycili mnie za ramiona, mocno odchylając do tyłu, a on w łechtaczkę wbił grubą szpilkę, która przeszła na wylot wbijając się w ten korek. Rozdarłam się, to jednak nic nie dało, po chwili dwie następne szpilki powbijał mi w wargi. Kiedy to skończył oni puścili mnie, a Karol powiedział – no na tym możemy zakończyć to spotkanie. Masz od nas kilka prezentów. A jak kiedyś będziesz miała chęć ponownie spotkać się z nami, to zadzwoń. Pomyślimy na lepszą zabawą. Teraz możesz się ubrać. Powiedziałam tylko – dobrze, wstałam, przeszłam do salonu, tam założyłam na siebie bluzkę i naciągnęłam spódnicę, po czym podeszłam do drzwi wyjściowych. Każdy się ze mną elegancko pożegnał, Karol dał nawet „buziaka” mówiąc – mam nadzieję, że Ci było dobrze, po czym Tadeusz poprowadził do samochodu. On w ogóle nie pije alkoholu, mógł jechać, odwiózł mnie pod dom. Wysiadłam, podziękowałam, pierwsze co zrobiłam, to natychmiast poszłam do łazienki na piętrze, zdjęłam wszystko z siebie i stojąc przed lustrem powyjmowałam najpierw szpilki z piersi, wisiorki, następnie szpilki z cipki, tym sposobem uwolniłam się od „ich prezentów”. Dłuższą chwilę stałam pod natryskiem, po czym zaczęłam smarować przede wszystkim piersi odpowiednimi maściami, aby jak najszybciej zniknęły ślady po tych ich szpilkach. Tak definitywnie zakończyło się pożegnanie mojej poprzedniej pracy. Byłam dość mocno obolałam, ale z drugiej strony byłam bardzo zadowolona z herbowego tabloidu. 01 sierpnia 2011r. Baśka baska45@poczta.onet.pl