Moje Imieniny AD 2011

Imieniny 04.12.2011r.

W tym roku moje imieniny wypadały w niedzielę. Umówiłam się z koleżankami, że zrobimy sobie małe spotkanie w piątek wieczorem, po pracy. Magda zajęła się sprawą organizacyjnie i na 17-tą wszystko było gotowe. Ale w trakcie dnia miałam telefony z życzeniami jak również bardzo miłe wizyty. Już ok. 10-tej przyszedł Tadeusz ze Spółki Lekarskiej. Piękne kwiaty i duży zestaw kosmetyków. Kiedy robiłam kawę Iwona podpowiada – zaproś go na wieczór.

    Zaraz po Tadeuszu dzwoni Mikołaj z Kliniki Weterynaryjnej. Patrzę na Iwonę, a ona kiwa głową, to też go zaprosiłam. Ponadto zaprosiłam jeszcze dwóch innych szefów firm. O 17-tej okazało się, że Tadeusz przyszedł w składzie 4-osobowym, czterech lekarzy, których znałam. Zaraz potem pojawił się Mikołaj w składzie 3-osobowym. Dołączyło jeszcze tych dwóch Prezesów, tym sposobem było ich 9-więciu. Magda spojrzała na mnie mówiąc – dasz sobie sama radę, spojrzałam, w tym momencie zrozumiałam, że Iwona sugeruje orgietkę, spojrzałam na nią, mówiąc – tak. To też dziewczyny w dyskretny sposób parę minut po 18-tej wyszły z biura, Magda wychodząc powiedziała – nie sprzątaj, przyjdę rano, to posprzątam. Kiedy zamknęłam za nią drzwi weszłam do salonu, popatrzyłam na to wesołe towarzystwo, po czym poszłam do łazienki, rozebrałam się i naga , tylko w szpileczkach weszłam do salonu mówiąc – każdy z Was kiedyś mnie rżnął, dzisiaj macie możliwość wszyscy. Do północy jestem Wasza. Spojrzeli na mnie, a ja podeszłam do Tadeusza, mówiąc – od Ciebie to się zaczęło, więc zaczynaj. Wszyscy panowie byli już w koszulach, to też nie problem było szybko się rozebrać, pogłaskałam jego kutasa, zaraz stanął, ja odwróciłam się przodem do kanapy, uklękłam wystawiając pupę. Po chwili miałam Tadeusza w sobie. Tak zaczęła się ta „dużą” orgietka. Byłam rżnięta w pochwę, w pupę, zespół Tadeusza zafundował mi podwójną zabawę od przodu, to znowu Mikołaj zrobił kilka „kanapek”. Dwaj „Prezesi” single też nie byli gorsi, pięknie wkomponowali się w środowisko i uwijali się, jak mogli. Około 11-tej już zaczęłam głośno jęczeć, bo mnie już zaczęła boleć cipka, pupa trochę mniej. Ale Mikołaj przytomnie stwierdził – nie jęcz, sama zaproponowałaś północ i wziął mnie od tyłu. Rzeczywiście, sama zaproponowałam, to też nie protestowałam, kiedy następni mnie rżnęli. Równo o północy ustawiłam ich w rządku, po czym idąc przed nimi na kolanach, każdego wzięłam w usta, dziękując za spotkanie, po czym wszyscy się ubraliśmy i dość weseli wyszliśmy do domów. Tadeusz odwiózł mnie do domu. Długo leżałam w wannie, za nim poszłam do łóżka, a obudziłam się w sobotę o 10-tej. Pochwa nawet nie bardzo mnie bolała, pupa też, więc uznałam spotkanie za udane. Około 14-tej przyszła Magda, przekazała mi informację, co posprzątała w biurze, przyniosła napoczęte wódki i wina, pomogła mi przygotować „rodzinne spotkanie”. To też zaczęło się o 17-tej, ale przebiegało „normalnie, kulturalnie kończąc się około 21-szej. Posprzątałam i dość szybko poszłam spać, bo umówiłam się w niedzielę rano na basen. Już we wtorek, kiedy wychodziłam z basenu jeden z ratowników powiedział do mnie – Ty masz w niedzielę imieniny, zapraszamy Cię na 9-tą do nas. To też rano wstałam, umyłam, wzięłam „basenową” torbę, wzięłam również 2 butelki 0,7 Bolsa i poszłam. Gdy tylko pojawiłam się na basenie natychmiast zaprowadzili mnie do sauny, na drzwiach której było napisane „Przepraszamy, awaria”, natomiast w środku już czekało na mnie „towarzystwo”. Najpierw wręczyli mi przepiękny bukiet róż, ale jakich długich, chyba po 80cm każda, a następne wręczyli model przepięknego jachtu. Ma on 50cm długości kadłuba i 65cm wysokości od pokładu do topu masztu. Na jednej burcie był tradycyjne życzenie dla żeglarzy – stopy wody pod kilem, na drugiej burcie napis – dla Barbary – 04.12.2011r. Za to tylko już byłam ich. Ale jeszcze był szampan i życzenia, po których Bolek objął mnie w pół, delikatnie zsuwając ramiączko od kostiumu. Drugie już zsunęłam sama, resztę kostiumu też i stojąc przed nimi naga powiedziałam – chłopcy, do dwunastej jestem Wasza. To wystarczyło i tutaj pewnego rodzaju aluzja. W piątek 9-ciu dojrzałych mężczyzn, w niedzielę rano teoretycznie pięciu „młodych chłopaków”, ale było ich więcej, bo zawsze musiało być dwóch na basenie, czyli chyba 7-dmiu. Ale w tym przypadku już po dwóch godzinach głośno jęczałam. Młodość to jednak młodość. O dwunastej już się bardzo słabo trzymałam na nogach. Opłukałam się i pojechałam do domu. No i teraz epilog. W domu rozebrałam się, poszłam do łazienki, chciałam się wykąpać. Ale będąc nagą dotknęłam cipki. Poczułam ją mocno, ale też poczułam coś innego, czego nie da się w normalny sposób wytłumaczyć. Zaskoczyłam, że niedawno dostałam Noego, dużego kutasa, jeszcze go nawet nie rozpakowałam. Prawie biegiem poleciałam na piętro, otworzyłam szafkę, rozerwałam wszystkie papiery i pudełka, nawet nie oglądając go przez chwilę, tylko nalałam na niego co nieco balsamu do ciała, który stał pod ręką, po czym postawiłam go na stołeczku i zaczęłam go „ujeżdżać”. W tym momencie zorientowałam się, że jest bardzo duży, a przede wszystkim gruby. Ale to nie miało znaczenia. Można powiedzieć, że wpadłam w furię i wbijałam się w niego coraz mocniej. Gdzieś w sobie czułam ból, a pomimo to wbijałam się na niego, aż wbiłam do końca. Gdy tylko moje wargi poczuły opór stało się coś dziwnego, po prostu dostałam bardzo mocny ścisk mięśni w brzuchu, a po ściankach zaczęły się sączyć krople moich soków. Wówczas jakby odpłynęły ze mnie wszystkie siły, nie wiele brakowało, abym się przewróciła, wyjęłam go z siebie, już nie szłam do wanny, tylko umyłam się pod prysznicem i poszłam do łóżka. Obudziłam się dobrze po południu. Poszłam do łazienki na piętrze „posprzątać” po tych moich „figlach”. Sprzątając opakowanie po tym sztucznym penisie przeczytałam, że ma on 15 cali długości całkowitej, a 13,5 cale do jąder, 2 cale średnicy, czyli ma on 38cm długości całkowitej, a 34 cm „roboczej” i 5cm średnicy. Patrzyłam na ten opis z niedowierzaniem, ale z drugiej strony przekonałam się, co można zrobić „w furii” Tak skończyły się moje imieniny A. D. 2011roku. Baśka baska45@poczta.onet.pl