Wpisy z kategorii 'Opowiadania'

Moje spotkanie “powypadkowe”

Dość często koresponduję z młodymi dziewczętami, którym relacjonują swoje różne spotkania. Rzadko kiedy jednak przedstawiają jakąś szerszą relację. Ponieważ wyjątek potwierdza regułę prezentuje relacje Kasi z jej spotkania „powypadkowego”. Baśka baska45@poczta.onet.pl

  •  

Moje spotkanie „powypadkowe”.

Cała historia zaczęła się 3 dni temu, pomagałam babci i kiedy myłam naczynia stłukłam jej talerzyk. „To na szczęście Kasiu” powiedziała babcia i ja to tak zrozumiałam. Kiedy wracałam do domu, oczywiście jak zwykle na rowerze, była godzina 17. Myślałam o zbitym talerzyku i o szczęściu, które może mnie spotkać. Drogę znam na pamięć, więc nie myślałam o niczym ważnym, cieszyłam się, bo pogoda była wspaniała. Wjechałam na skrzyżowanie, z głównej ulicy i – pamiętam tylko uderzenie mojego ciała o asfalt. Nie zdążyłam się pozbierać a już stał koło mnie mężczyzna w wieku ok. 25 lat, wysoki, w garniturze i pomagał stanąć na nogi. Byłam na niego okrutnie zła, nie robiło na mnie wrażenia to że on naprawdę się martwił. Z samochodu przyniósł apteczkę i zaczął wylewać na mnie mililitry wody utlenionej, syczałam z bólu ale patrzyłam z zachwytem na jego twarz bo był naprawdę przystojnym facetem. Gdy upewnił się milionami pytań czy na pewno nic mi nie jest, pomimo zadrapanych rąk i nóg w końcu udało mi się go przekonać, że jest ok. Maciek, bo tak mu na imię, dał mi swój numer telefonu, i powiedział że mam dzwonić bo na prawdę chce jakoś przeprosić za to wszystko. Stwierdziłam, że łatwo mu nie wybaczę i na następny dzień zadzwoniłam do niego, umówiliśmy się na czwartek w kawiarni. Spotkaliśmy się, dostałam wielki przeprosinowy bukiet kwiatów oraz czekoladki, po długiej rozmowie, z wieloma pytaniami zaproponował czy nie wybiorę się do niego, z niepewnością w głosie zgodziłam się, bo zdaniem mojej mentorki: „okazja nadarza się raz”. Lekko utykając na lewą nogę weszłam do jego auta, które miało lekkie rysy z przodu na masce, prawdopodobnie przez mój rower. W drodze do niego zaczęliśmy rozmawiać na bardziej erotyczne tematy. Kiedy dojechaliśmy do jego bardzo zadbanego domku wysiadłam z auta całkiem w szoku. Okazało się, że Maciek mieszka sam, a domem zajmuje się jego gosposia. Weszłam do środka i usiadłam na kanapie. On poszedł do kuchni, z pytaniem na co mam ochotę, odpowiedziałam że na coś zimnego. Po chwili wrócił, już bez marynarki, w samej lekko rozpiętej koszuli i spodniach, z dwoma szklaneczkami napoju. Podał mi picie, w którym wyczułam alkohol. Piłam powoli, a on wymyślał nowe tematy, siadał coraz bliżej aż w końcu położył mi rękę na kolanie i lekko złapał mnie za kark. Poczułam mrowienie między nogami, zrobiło mi się gorąco. Popatrzyłam na niego, a on z wielką wprawą zaczął całować mnie po szyi, moja ręka powędrowała do jego rozporka, rozpięłam go i wsadziłam rękę do spodni dotykając przez bokserki jego lekko nabrzmiałą pałkę. Jego ręka była już pod moją spódniczką, odłożył nasze drinki i zaczął całować mnie namiętnie. Zrzucił mnie na podłogę, złapał za włosy, przyciskając do swojego krocza. Zrobiłam się strasznie mokra. Zsunęłam mu spodnie i bokserki, wzięłam do ręki już dużych rozmiarów pałkę. Zaczęłam przesuwać rękę po niej, a ona stawała się większa i większa, w końcu zaczęłam lizać główkę, ssałam ją mocno i brałam go coraz głębiej do ust, a on mruczał. Złapał mnie za włosy i docisnął moją głowę do brzucha. Z uwagi na wielkość jego pałki miałam ją w przełyku, patrzyłam na niego błagalnie ze łzami w oczach, aby wyjął ją, ale on schylił się, dotknął mojej mocno mokrej pizdy i uśmiechnął się, wyciągnął ze mnie swoją pałkę, pchną na sofę, oparł moją głowę o brzeg łóżka i zaczął mocno i brutalnie gwałcić moje gardło. W końcu kazał mi klęknąć na łóżku, mam wypiąć pupę i oprzeć się na rękach, mocno mnie klepnął w tyłek. Uwielbiam takie zagrania i moja soczki z pizdy zaczęły cieknąć już po nodze. Maciek widział to i zaczął wsuwać powoli swoją pałę (tak, to już nie była pałka, tylko pała) w moją gorącą i rozgrzaną pizdę. Czułam jak mnie rozdziera w środku. Wchodził długo, aż dobił do końca, klepnął potężnie w tyłek, zebrał soczek z pizdy i zaczął wsadzać palec w drugą dziurkę. Już nie mogłam wytrzymać i odsunęłam od niego tyłeczek żeby zaraz mnie uderzył, lecz on złapał mnie za biodra i kazał mi zostać tak, złapał mnie za włosy, pociągnął mocno wyginając moją głowę mocno do tyłu aż jęknęłam. Krzyknął „LUBISZ TO SUKO!” przytaknęłam i zaczął wkładać następne palce w mój tyłeczek. W końcu zaczął wsuwać i wysuwać pałkę z mojej pizdy, a ja jęczałam głośno. Dobijał do samego końca, czułam go idealnie mocno, w pokoju słychać było rytmiczne „plaskanie” jego bioder o moje pośladki. Co chwile mocniej ciągnął za włosy, aż byłam wygięta jak struna. Krzyczałam i jęczałam na przemian, on raczej „sapał” i wyzywał mnie od suk. Czułam jego palce w moim tyłeczku i wielką pałę w piździe, nawet nie poczułam kiedy włożył mi 4 palce w drugą dziurkę. Skończyliśmy prawie w jednym momencie, ja z krzykiem opadłam na łóżko i przez długą chwile odczuwałam orgazm na całym ciele, położył się koło mnie i przytulił. Niestety, musiałam być szybko w domu więc wzięłam szybki prysznic a on zadzwonił po taksówkę. Na koniec mocno pocałował i kazał dzwonić kiedy tylko będę chciała. Na pewno skorzystam z tego, może opiszę, jak wyglądało nasze następne spotkanie. 08 lipca 2011r. Kasia

Lipcowy weekend 2011

Lipcowy weekend 2011r.

01 lipca są moje urodziny. Teraz nie jest to powód do specjalnej radości. Odszedł 53 krzyżyk. Na szczęście, poza moimi koleżankami z pracy nikt się nie zorientował, po pracy wypiłyśmy trochę wódeczki, około 20-tej byłam już w domu. Zrobiłam sobie sama imprezę.

  •  

Po kolacji wypiłam dość mocnego drinka, po czym poszłam do łazienki „mocować się” ze swoim nowym nabytkiem. Ma on 50cm długości i 5cm średnicy. Jest on koloru czarnego, długo się z nim mocowałam, w końcu otrzymałam wynik 28cm. Na czarnym dobrze widać, jak daleko wszedł. Jest dość miękki, to „zafundowałam” sobie jeszcze jedną „przyjemność”. Wzięłam w półki dość długą i w grubą szpilkę, wbiłam ją sobie poprzez łechtaczkę w tego kutasa. Bolało mocno, ale o to mi chodziło. Do „kompletu” wsunęłam w pupę „pałeczkę”, ma ona 30 cm długości, 4cm średnicy kulki. Weszła prawie cała. Jęczałam, wyłam, bo mnie bolało, ale wsadziłam. Wówczas uznałam, że dzień moich urodzin zakończony. Od długiego weekendu czerwcowego do niedzieli są prowadzone prace konserwacyjne na basenie, na który chodziłam. Tak, że brakowało mi tego wysiłku fizycznego. To też postanowiłam pojechać na swoją tradycyjna wycieczkę rowerowa. W sobotę rano pogoda nie była zbyt optymistyczna, wyjątkowo mocno się ochłodziło. Przed wyjazdem zadzwoniłam do Basi, do zajazdu, czy pracują i czy mogę wpaść na herbatę. Potwierdziła, to też ubrałam się ciepło, kurtka, nieprzemakalne spodnie, czapka na głowę i w drogę. Kiedy kupowałam na stacji bilet kilka obecnych tam osób dziwnie mi się przyglądało, bo padał deszcz. To mnie jednak nie zniechęciło, wsiadłam do pociągu i pojechałam do swojej stacji. Kiedy wysiadłam, akurat przestało padać, wsiadłam na rower i w drogę. Jadące samochody pozdrawiały mnie światłami, bo byłam jedynym rowerzystą na tej trasie. Po drodze nie padał zbyt intensywny deszcz, była taka mżawka, ale ona specjalnie nie przeszkadzała. Po dwóch godzinach jazdy dojechałam do zajazdu. Wprowadziłam rower na zaplecze, przywitałam się z Basią, dała mi klucz od służbówki, poszłam się umyć i odpocząć. Poprosiłam, aby mi przyniosła gorącą herbatę, 50-tke czystej wódki i małą coca – colę. Wyszłam już z pod natrysku, kiedy przyszła, postawiła na stole tacę, od razu wlałam do szklaneczki trochę coli i wódkę, po czym szybko wypiłam. Wówczas Basia mówi – słuchaj, mam fajnych gości, trzech młodych Niemców, ostre kutasy, jak nie wczoraj zerżnęli, to do tej pory ich czuję. Może masz ochotę, ale trzeba uważać, jeden mocno bije po dupie. Spojrzałam na nią, chwilę pomyślałam, po czym powiedziałam – wczoraj skończyłam 53 lata, dzisiaj zaczyna wchodzić na grzbiet 54. Może warto by było, żeby ktoś mi te głupoty przez dupę wybił. Basia popatrzyła, powiedziała – dobrze wiesz, że tej głupoty wybić się nie da, wiem to po sobie, przysłać ich, ale musisz uważać, bo już od rana trochę wypili. Kiwnęłam tylko głową, Basia poszła, za parę minut weszło do pokoju trzech wysokich, dobrze zbudowanych mężczyzn. Przynieśli butelkę 0,7 wódki, jakieś „popitki” i szklaneczki. Przyszli w samych szortach, ja byłam owinięta w ręcznik. Przedstawili się Kurt, Karol, Jochan. Basia miała rację. Było to trzech bardzo dobrze zbudowanych mężczyzn wzrostu około 180cm, w klatkach piersiowych około 120, uda jak słupy telegraficzne. Usiedli, na czym się dało, polali po szklaneczkach, ja dolałam sobie tradycyjnie coli i wypiliśmy toast za miłe spotkanie. Po chwili zadali mi pytanie skąd się tu wzięłam i dlaczego tak późno. Wyjaśniłam w kilku słowach, skąd się wzięłam, w tym czasie wypiliśmy następny toast. Wówczas Kurt szarpnął ręcznik, którym byłam owinięta, jednocześnie w sposób dość agresywny powiedział – dość tego gadania, teraz pojeździsz z nami, kładź się. Nawet nie próbowałam z nim dyskutować, położyłam się na łóżku szeroko i wysoko rozsuwając nogi, a po chwili miałam jego kutasa w sobie. Basia miała racje, miał on dość potężnego kutasa, naparł na mnie z cała furią, od razu wypełnił mnie całkowicie, aż głośno jęknęłam. Spojrzał, po czym wsuwając się we mnie wyjątkowo mocno usłyszałam – jeszcze nie tak będziesz jęczała. Miał rację, bo wsuwał się we mnie wyjątkowo mocno. Był to potężny mężczyzna, to tez jego biodra były równie duże, kiedy się we mnie wsuwał, prawie mnie „spłaszczał” mocno naciskając również na wargi sromowe. Na szczęście taka furia nie trwała zbyt długo, poczułam, jak sztywnieje, a za chwilę jak się we mnie spuszcza. Nawet przez moment się nie zawahał, wypełnił mnie do końca. Wysunął się, nie zdążyłam się jeszcze dobrze ruszyć, kiedy usłyszałam – odwróć się i wystaw dupę. W momencie, kiedy się unosiłam poczułam na pośladku bardzo mocne uderzenie, rozdarłam się, po czym usłyszałam Kurta – rozsuń szeroko nogi. Nawet przez moment nie zastanawiałam się, wystawiłam pupę, po chwili klęknął za mną Jochan, jego kutas natychmiast znalazł się w cipce, a on trzymając mnie za biodra, tak samo, jak Kurt, wsuwał się we mnie z całej siły. Po pokoju zaczął rozchodzić się ten charakterystyczny odgłos odbijanych od siebie bioder i moje jęczenia, a właściwie miauczenie, bo walił we mnie z całej siły, a ja, o dziwo, podniecałam się coraz mocniej. Moment, kiedy się spuszczał potwierdziłam dość głośnym krzykiem osiągniętego orgazmu. Jochan wysunął się, zaczął się do mnie zbliżać Karol, ale za nim ustawił się za mną, ponownie Kurt „położył” swoją dłoń na pośladku. Piekło mnie niesamowicie, nie miałam czasu zastanawiać się, gdyż Karol przesunął swojego kutasa po bardzo mokrej cipce, ale po chwili przeciągnął go do góry, zaczął wciskać go do pupy. Darłam się, nie był na tyle mokry, aby wszedł gładko. Czułam ból oporu zwieracza, na niewiele się to dało, naparł mocno i wbił się we mnie do samego końca, do swojego wzgórka łonowego. Trzymając mnie za biodra wsuwał się i wysuwał, aż poczułam, jak się we mnie spuszcza. Odetchnęłam, wysunął się, a ja poszłam do łazienki. Dłuższą chwilę stałam pod natryskiem nie wiedząc, że działam na swoją niekorzyść. Na niekorzyść, bo oni w tym czasie odpoczęli. Gdy tylko wyszłam z łazienki Kurt znowu przylepił swoją dłoń do mojego pośladka, rozdarłam się, ale w tym samym momencie zostałam pchnięta na łóżko, tyle tylko, że w jego poprzek Kurt od razu chwycił mnie za ramiona, ściągnął na jego brzeg, mówiąc – tą dziurkę tez trzeba wypełnić. W tej pozycji głowa lekko opadła do tyłu dając możliwość głębokiego wejścia w usta. On to wykorzystał, po chwili miałam go całego. Pozostali tez nie próżnowali, Karol zajął się moimi piersiami, ale nie na zasadzie łagodnych pieszczot, tylko ściskania ich i skręcania brodawki trzymanej w palcach. Natomiast Jochyn zajął się cipką, przede wszystkim dotykając palcami łechtaczki. Byłam mocno pobudzona, to tez łechtaczka za chwilę zrobiła się mokra, pomimo, że Jochyn ściskał mi piersi, powodując ból. Kurt natomiast trzymając mnie za głowę systematycznie wsuwał swojego kutasa w moje usta. Na początku nie był jeszcze taki podniecony, ten jego kutas nie był aż tak duży, jak zrobił się po kilku jego pchnięciach. Kiedy poczuł, że jest już odpowiednio sztywny wysunął się i zajął miejsce między nogami, a mnie w usta wsadzi swojego kutasa Jochyn. Próbowałam jęczeć, ale z moich ust wydobywały się nieartykułowane dźwięki, kiedy Kurt wsuwał mi swojego kutasa z jednej strony, Jochyn z drugiej strony w usta, a Karol „ukręcał” mi piersi. Na szczęście nie trwało to długo, poczułam, jak Kurt się spuszcza. Jochyn też wysunął swojego kutasa z moich ust. O dziwo, pozwolili mi iść się umyć, a kiedy wyszłam zobaczyłam, że Karol leży na łóżku z wystawionym do góry świecącym kutasem. Pokazali mi, że mam na nim usiąść, a kiedy już miałam go w sobie, Jochyn stanął przede mną, wsuwając mi swojego kutasa ponownie w usta. Kiedy poczuł, że jest już odpowiednio sztywny schylił się, wsunął go w cipkę. Tym sposobem miałam ich dwóch w sobie. Jęczałam głośno, ale to nic nie dawało, Jochyn wsuwał się systematycznie, aż doszedł do swojego szczytu, spuszczając się we mnie. Gdy się wysunął Karol, trzymając mnie w pół uniósł się, obrócił, położył na brzuchu i dokończył swoje zbliżenie, spuszczając się we mnie. Gdy uniósł się Kurt znowu dał o sobie znać i za nim zdążyłam się unieść, przyłożył mi swoim łapskiem kilka razy po pośladkach. Ryczałam, bo mnie bolało, na szczęście udało mi się wywinąć, poszłam do łazienki, umyć się. Podczas tej zabawy, która trwała już dość długo panowie opróżnili butelkę, którą przynieśli, dość często częstując również mnie. Tym sposobem w pewnym momencie dość mocno szumiało mi w głowie. Kiedy wyszłam z łazienki i zobaczyłam, że butelka została opróżniona, uznałam, że ta zabaw już się skończyła. Ale chyba właśnie opróżnienie tej butelki spowodowało „nietypowe” jej zakończenie. W pierwszej chwili nie wiedziałam o co chodzi, bo moi panowie ułożyli mnie na brzuchu przy łóżku. Wyciągnęli do góry ręce, poprawili mój tułów, tak, aby jego znaczna część leżała na tapczanie, a pozostała, szczególnie biodra, wystawała poza tapczan. W tym samym czasie poczułam, jak mi mocno rozsuwają na boki nogi. Wówczas Kurt usadowił się na siedząco obok mnie, swoim ciałem docisnął mnie do łóżka, przy okazji dając mi dwa następne klapsy na pupę, po czym w rękach Jochana zobaczyłam opróżniona przeze mnie małą buteleczkę po coli. Przesunął ja w dość charakterystyczny sposób, tak, jak to robi mężczyzna ze swoim kutasem, a po chwili poczułam ją w swojej cipce. Wcisnęłam twarz w pościel, aby nie było słychać zbyt mocno mojego – nieeee, to jednak nic nie dało. Zaczął ją we mnie wciskać. Na szczęście nie robił tego zbyt mocno, czasami cofając ją i znowu napierając. W pewnym momencie uniosłam głowę drąc się, że boli. Jochan jeszcze raz pchnął ją we mnie i wysunął. Okazało się, że weszło jej prawie 3/4 . Kiedy Jochan wsuwał mi tę buteleczkę Karol wszedł do łazienki. Nie wywołało to w tym momencie mojej żadnej reakcji, nie zareagowałam nawet, widząc, ze trzyma w ręku tubkę z moim kremem nawilżającym. Kiedy Jochan wysunął z cipki buteleczkę Karol dostawił do pupy tę tubkę z kremem i praktycznie całą jej zawartość wcisnął we mnie. Po chwili poczułam w niej jego dwa palce, za chwilę już trzy palce „rozwiercały” ją, a za chwilę poczułam, jak jego zwinięta „w trąbkę” dłoń zaczyna napierać na wejście do pupy. Ale w tym momencie przeszły po mnie dreszcze, wcisnęłam twarz w pościel, jęcząc coraz głośniej, a z drugiej strony wypinałam pupę i wręcz napierałam sama też na jego dłoń. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale poczułam też dziwne podniecenie w cipce. Karol parł swoją dłonią cały czas do przodu, głośno jęczałam, kiedy poczułam, że przechodzi przez odbyt koronka dłoni, mojego zaraz jeszcze głośniej, kiedy zaczął „penetrować’ moje wnętrze. Wsunął ją całą, wsuną dalej niż nadgarstek. Lekko ja cofną i naparł ponownie. Ku mojemu zdziwienia zabolało mnie lekko, ale on wsunął się aż do dwunastnicy. Nie wiem, jak głęboko w nią wszedł, w pewnym momencie poczułam duży ból, krzyknęłam – dość. Posłuchał, jeszcze przez chwilę tkwił we mnie, po czym zaczął ją wycofywać. Wysunął i musiał iść się umyć. Ja leżałam w całkowitym bezruchu, głęboko oddychając po tym przeżyciu. Kiedy Karol się umył uznałam nasze spotkanie za zakończone. Oni nie protestowali, wzięli wszystkie rzeczy, które przynieśli i wyszli. Żegnając się, na kartce napisali swój adres internetowy, zapraszając mnie jednocześnie, abym ich odwiedziła. Nie skomentowałam tego, samej weszłam do łazienki, dłuższą chwilę stałam pod natryskiem, myjąc cipkę i pupę. Obie czułam bardzo mocno. W tym momencie ewidentnym było, że do domu wracam autobusem. Ubrałam się zeszłam, poprosiłam Basię, aby przechowała mi rower do dzisiejszego dnia. Rano pojechałam autobusem do zajazdu, już tym razem nie zatrzymując się, podziękowałam za przechowanie roweru, wsiadłam i wróciłam do domu. Odpoczęłam, zjadłam obiad, napisałam tą relację. Tak zakończył się pierwszy weekend miesiąca lipca. Jak będą wyglądały następne, nie wiem. 04 lipca 2011r. Baśka baska45@poczta.onet.pl

***

Student Andrzej – rozstanie

Student Andrzej – rozstanie

Jesienią ubiegłego roku poznałam na basenie Andrzeja, pana inżyniera, który teraz kontynuował naukę na kursie magisterskim. W semestrze zimowym spotykaliśmy się we wtorki i czwartki, po moim basenie. Ale już w drugim semestrze tak miał ustawiony plan zajęć, że mogliśmy spotykać się tylko w czwartki. Ale czasami, kiedy mógł, spotykaliśmy się również w piątkowy lub sobotni wieczór.

Dlaczego tak mogliśmy się spotykać, nie wiedziałam, tym razem zaproponował środę przed długim weekendem czerwcowym. Wcześniej jednak coś się podziało. Przede wszystkim muszę powiedzieć, że te spotkania z Andrzejem, przynajmniej do pewnego momentu były wspaniałe. Dochodziło między nami do zbliżeń klasycznych, zarówno od przodu jak i od tyłu. Osiągałam podczas tych zbliżeń pełny orgazm, a czasami wręcz wpadałam w drgawki, kiedy się we mnie spuszczał. Było mi również bardzo miło i nie raz doprowadzał mnie do orgazmu, kiedy pieścił cipkę ustami. Ja mu nie byłam dłużna i nie raz pieszcząc jego kutasa swoimi ustami doprowadzałam go do wytrysku. Pierwszy sygnał, że coś się w naszych pieszczotach zmienia miał miejsce w czwartek, 05 maja. Było to nasze pierwsze spotkanie po moim urlopie. Doszło między nami do klasycznego zbliżenia praktycznie zaraz, kiedy tylko wszedł do domu. Miałam wrażenie, że tęskniłam za nim, chciałam mu się oddać całkowicie, to też kiedy przyszedł moment jego spełnienia, ja też doszłam do bardzo mocnego orgazmu, poczułam wyjątkowo mocny skurcz mięśni brzucha, co wręcz wykrzyczałam. Odpoczęliśmy, zjedliśmy kolację, po której ponownie wylądowaliśmy w łóżku, a tym razem Andrzej wziął mnie od tyłu. Przy tej dysproporcji ciał czułam każde jego pchnięcie bardzo mocno. Ma tego kutasa dość dużego, to też wypełniał mnie całkowicie i ponownie głośno krzyczałam, kiedy się we mnie spuszczał. Nie mieliśmy ze sobą kontaktu trzy tygodnie i chyba ten czas spowodował, że bardzo pragnęłam jego pieszczot. Z drugiej strony chyba to zadowolenie, że przyszedł spowodowało, że piliśmy dość dużo alkoholu, to też po tym zbliżeniu czułam już dość duży szum w głowie. Umyci ponownie położyliśmy się do łóżka, przez dłuższa chwilę leżeliśmy, ale nie trwało to zbyt długo. Andrzej ponownie nalał wódeczkę do kieliszków, po czym ja swój wypiłam do końca, a on tylko do połowy, natomiast drugą połowę wylał na wzgórek łonowy, wódeczka zaczęła spływać do cipki. Wówczas zmienił pozycję, uniósł się, przesunął tak, że jego usta zaczęły pieścić łechtaczkę, zlizując spływającą tam wódeczkę. Dotykał ją językiem, ale w pewnym momencie powiedział – ten pierścionek jest tu zupełnie niepotrzebny, nie można Cię swobodnie pieścić, bo mocno przeszkadza. Gdybym była trzeźwa, może bym tak nie zareagowała, ale ponieważ byłam już dość mocno podpita, stwierdziłam – to go zdejmij. Uniósł się, popatrzył w koło, na stoliku leżały cążki do skórek, wziął je w rękę, jedną ręką przytrzymując jedno ramię, drugie ramię udało mu się odgiąć na tyle, żeby przesunąć go na bok tak, aby móc go wysunąć. Zdjął, po czym wziął butelkę, nalał nam do kieliszków, pokazał, że mam wypić, a samemu wypił połowę, a drugą tym razem wylał na łechtaczkę, mówiąc – muszę ją zdezynfekować. Krople wódeczki nie zdążyły jeszcze dobrze spłynąć w dziurkę, kiedy jego usta zaczęły ją pieścić. Tym razem, nie mając już żadnych przeszkód jego języczek bardzo mocno ją pieścił, a ja coraz mocniej wiłam się na łóżku w narastającym podnieceniu. Przyszedł moment, kiedy już byłam o krok od pełnego orgazmu. Andrzej to wyczuł i zrobił coś, co zrobił już raz, pół roku temu. Mianowicie mnie ugryzł, zacisnął na napletku łechtaczki zęby tak, że się mocno w nią wbiły. Ja zawyłam, wyrzuciłam biodra do góry, ale za nim opadły, on już się uniósł i już się we mnie wsuwał. Po chwili wypełnił mnie do końca, a ja bardzo głośno jęczałam. Ból spowodowany ugryzieniem przykryło bardzo mocne podniecenie. Myślę, że ten ból spowodował jednocześnie tak duże moje podniecenie, że wbijałam ręce w jego ramiona, mocno wypinając biodra w jego kierunku, aby jak najmocniej we mnie wszedł. A on rytmicznie się wsuwał, aż przyszedł moment pełnego spełnienia, podczas którego ja dostałam wręcz dreszczy, jednocześnie bardzo głośno krzycząc. Długo później odpoczywaliśmy, kiedy poszłam się umyć widziałam na swoim wzgórku dwa bardzo wyraźne znaki po jego zębach, a kiedy myłam to miejsce, czułam przenikliwy ból. Ale poszłam do łóżka i nawet nie bardzo wiem, kiedy usnęłam, mocno do niego się tuląc. Nad ranem, kiedy zaczęliśmy się ruszać okazało się, że jest już mocno podniecony i od razu mnie wypełnił, a ja jęczałam, osiągając bardzo mocny orgazm. Umył się, ubrał i poszedł, bo przecież on na uczelnię, a ja do pracy. Wszystko dobrze, ale cały czas czułam to jego ugryzienie, a wieczorem widać było w tym miejscu bardzo mocny i ciemny siniak. Po dwóch tygodniach mamy następne spotkanie, podczas którego, jeżeli tak można powiedzieć, popełniam błąd przyznania się do swojego czerpania przyjemności z bólu. Było już mocno po północy, byłam też mocno pod wpływem alkoholu, kiedy odbywaliśmy klasyczne zbliżenie od tyłu. Wypięłam w jego kierunku, Andrzej wsunął się mocno we mnie, ja jęknęłam, wówczas on, nie wiem dlaczego, klepnął mnie dłonią w pośladek. Ja, będąc już w mocnym podnieceniu powiedziałam – mocniej, po chwili dostałam następny, ale na tym się skończyło, bo on zaczął już szczytować, a za chwilę poczułam, jak mnie wypełnia. Mogę powiedzieć, że sytuacja w pewnym sensie powtórzyła się za tydzień, tyle tylko, że w innym wydaniu. Również było to już mocno po północy, kiedy mieliśmy już za sobą dwa zbliżenia i wypite wcale nie mało wódeczki. Andrzej ułożył mnie płasko na tapczanie na brzuchu, ukląkł za mną i zaczął mi dawać klapsy na pupę. Uderzył jedną ręką w jeden pośladek, drugą ręką w drugi i jakby czekał na moją reakcję. Ponieważ ja nie zareagowałam, uderzył ponownie. Przecież mocno czułam te jego uderzenia, ale nie reagowałam. Chyba po pięciu takich klapsach pierwszy raz jęknęłam, to go chyba sprowokowało, bo zaczął uderzać dalej. Przyszedł moment, że mnie te pośladki już bolały, już jęczałam głośno, to go chyba podniecało, bo uderzał dalej. Chyba po trzech następnych jęknęłam – boli, wówczas usłyszałam – przecież lubisz, po czym dostałam kilka następnych uderzeń. Kiedy już zaczęłam krzyczeć, że mocno boli uznał, że wystarczy. Usłyszałam – nie ruszaj się, Andrzej wychylił się, wziął z szafki krem, który tam leżał, posmarował nim swojego kutasa i rozsuwając mocno pośladki wbił mi go w pupę. Jęczałam, bo czułam go bardzo mocno w sobie, a przede wszystkim jęczałam, bo napierał na bardzo mocno sklepaną pupę. Wsuwał się systematycznie, aż doszedł do swojego orgazmu, spuszczając się we mnie. To był koniec atrakcji na czas tego spotkania. Dalej minęło półtora miesiąca na pięknym klasycznym seksie z bardzo dużą ilością pieszczot oralnych zarówno z mojej strony, jak również ze strony Andrzeja. Przyszedł długi weekend, zaproponował spotkanie w środę, o 6-tej, tłumacząc potrzebą pojechania na pozostałą część weekendu do domu. Niczego nie podejrzewając zgodziłam się i wszystko przez długi okres wyglądało normalnie. Mieliśmy trzy zbliżenia, byłam wypieszczona jego ustami aż do pełnego orgazmu. Podczas tego spotkanie wypiliśmy również dość dużą ilość wódeczki, bo Andrzej opijał zaliczenie pierwszego roku studiów magisterskich. Nie ukrywam, że nad ranem byłam trochę jeszcze pijana, kiedy on już wstał. Usłyszałam – idę się umyć, po czym poszedł do łazienki na piętrze. Przebudziłam się, też poszłam do łazienki, opłukałam i wyszłam. Patrzę, jego jeszcze nie ma, idę na górę, o on na mnie czeka w górnej łazience. Podchodzę, a Andrzej pokazuje, że na środku stoi mój stolik nakryty ręcznikiem, a ja mam się na tym położyć. Kiedy tylko to zrobiłam w jego rękach pojawiły się kajdanki, założył mi je na rękę i nogę jedną parę, drugą na drugą rękę i nogę Tym sposobem leżałam, jak to się mówi rozłożona „na motyla” z pełnym dostępem do krocza, a w szczególności do cipki. Wówczas również można powiedzieć całkiem się obudziłam, ale to było już za późno. Andrzej przesunął ręką po całym moim kroczu, po czym usłyszałam – dzisiaj jest nasze ostatnie spotkanie. W przyszłym roku zamieniam studia stacjonarne na zaoczne, bo podejmuję w lipcu pracę. Druga kwestia, we wrześniu się żenię, to też już nie będę przyjeżdżał do Ciebie. Lubisz ból, ale dzisiaj dostaniesz taki wpierdol, jakiego być może jeszcze nie miałaś. Sięgnął do torby i wyjął z niej trzcinkę bambusową, w znaczący sposób przeciągnął ja w dłoni, po czym zbliżył się do mnie i za chwilę ta trzcinka spadła na cipkę. Jęknęłam, ale to nic nie dało, Andrzej, w określonych odstępach czasu systematycznie mnie uderzał. Po kilku takich uderzeniach już bardzo głośno jęczałam, a po kilku następnych już płakałam. Andrzej nic z tego sobie nie robił, tylko cały czas komentował – Twoja pizda jest jeszcze za mało czerwona, po czym uderzał następny raz. Kiedy już prawie wyłam, przestał, poszedł do kuchni, przyniósł sok, wódkę i szklankę, zrobił bardzo mocnego drinka, podtrzymując mi głowę wlał go we mnie. Ewidentnym było, że po takiej ilości alkoholu zaraz ponownie będę pijana. Odstawił, wówczas okazało się, że ta jego „zabawa” bardzo go podnieciła, przesunął mnie bliżej krawędzi stołu i wszedł we mnie. Darłam się, bo mnie bolała cała zewnętrzna część cipki, ale za moment ten ból zaczął jakby ustępować narastającemu podnieceniu. Wypełniał mnie całkowicie, wchodził aż do końca. Powodowało to narastające we mnie podniecenie, aż osiągnęłam prawie orgazm w momencie, kiedy się we mnie spuszczał. Wysunął się i wytarł, po czym odpiął mi nogi i trzymając za ręce położył ponownie na tym stoliku na brzuchu. Przypinając kajdankami ręce do nóg stołowych. Leżałam z wypiętą pupą a Andrzej ponownie wziął trzcinkę w rękę i zaczął nią obijać mi pośladki, ale nie tylko, ustawiał się tak, żeby trafić w rowek. Darłam się, jednak usłyszałam – zrobię Ci dupę czerwoną jak marchewka, po czym znowu zaczął uderzać. Nie wiem, ile razy i gdzie mnie uderzył, ale po pewnym czasie już nie miałam nawet siły krzyczeć, a on cały czas uderzał mnie w pośladki i w rowek. Te uderzenia bardzo mnie już bolały, już nawet nie krzyczałam, już jęczałam. Wówczas o dziwo przerwał, spojrzałam kątem oka, a on szykował swojego kutasa, aby wejść w moją pupę. Przytrzymał go ręką i przystawił do dziurki, po czym mocno pchnął. Rozdarłam się, bo ten jego kutas był praktycznie suchy, miał trochę spermy na samym czubku. Wpychając mi powodował, że jego główka przeciskała się przez wejście, powodując duży ból. Na szczęście nie trwało to zbyt długo, chwycił mnie za biodra i po chwili cały już siedział we mnie. Zaczął systematycznie się wsuwać, aż w końcu osiągnął swój stan maksymalnego podniecenia i się we mnie spuścił. Poczułam, jak się jego soki rozpływają po mnie i miałam nadzieję, że to już koniec tego spotkania, tym bardziej, ze Andrzej obmył swojego kutasa w umywalce, wytarł go i założył szorty. Niestety, mocno się myliłam. A tej łazience jest powkręcanych w sufit i w boczne ściany kilka różnych haków. Powkręcał je Marek, kiedy ćwiczył w domu i rozpinał na nich drążki i sprężyny. Teraz okazało się, ze Andrzej przełożył przez jeden z haków w suficie linkę, odpiął mi ręce od nóg stołowych, ale spiął je razem, a w środek wpiął linkę, którą zaczął naciągać. Po chwili stałam na środku łazienki z rękoma wyciągniętymi do góry. Andrzej przeszedł wokół mnie, pogładził po pupie, przeciągnął ręką po kroczu, po czym usłyszałam – dostałaś lanie, przecież to lubisz, ale teraz trzeba Cię trochę powypełniać. Skończył, po czym poszedł do kuchni i przyniósł z niej zwykły stołek barowy. Kiedyś dostałam takie dwa stołki od pewnej firmy, zwykle ich nie używam, stoją sobie w kącie, są dość wysokie, 75cm. Teraz przyniósł, postawił przede mną, mówiąc – możesz się o niego trochę oprzeć. Tym sposobem byłam lekko pochylona do przodu. Andrzej tymczasem podszedł do swojej torby i wyjął z niej potężnych rozmiarów korek analny typu „wieża”. Spojrzałam, kiedyś taki miałam, ale trochę mniejszy. Natomiast ten od razu wydawał mi się bardzo duży i nie myliłam się. Kiedy go później pomierzyłam okazało się, że ma 32cm długości i 7/7,5cm średnicy. Zaczęłam krzyczeć – nieeee, on na to – przecież kiedyś sama mówiłaś, ze lubisz mieć coś mocnego w dupie. Wyjął również z torby jakiś pojemnik, odkręcił wieczko, po czym umoczył w nim ten korek, dalej palcem posmarował prawie cały, przystawił mi go do pupy i zaczął napierać. Pupa po chwili puściła i zaczął się wsuwać. Najpierw wszedł czubek, a po chwili już pierwszy segment. Ale wówczas zaczęłam czuć bardzo duże pieczenie. Zaczęłam krzyczeć, próbowałam ruszać biodrami na boki, ale Andrzej nie zwracał na to uwagi, tylko systematycznie go we mnie wsuwał. Na szczęście nie robił tego „na chama” tylko w miarę delikatnie, kawałek wsunął, minimalnie wysunął i ponownie napierał. Tym sposobem wsuwał go coraz dalej i dalej, aż w końcu wsunął mi go całego. Przesunął ręką po brzuchu, gdzie wyraźnie wyczuwało się wybrzuszenie spowodowane tym korkiem. Wówczas przesunął stołek, który stał przede mną za mnie, lekko popchnął go do przodu, podtykając go pod pupę, tak, że blokował ten korek w pupie. Tym sposobem teraz byłam lekko wychylona do przodu, Andrzej zatrzymał się, jeszcze raz pogładził po brzuchu, sięgnął do cipki, po czym rozsunął mi mocno nogi na boki. Po chwili podszedł do swojej torby i wyjął z niej wcale nie małych rozmiarów sztucznego penisa. Po zakończonym spotkaniu pomierzyłam go, okazało się, że ma 27,5cm, tyle tylko, że był bardzo gruby, miał 5cm średnicy. Zaczęłam się ponownie drzeć – nieee, ale Andrzej się tylko uśmiechnął, mówiąc – jak to nie, przecież takie kutasy lubisz. Po czym tak samo, jak poprzednio posmarował go „kremem” ze swojego pudełeczka, zbliżył się do mnie i zaczął wciskać mi go w cipkę. Zaczęłam się drzeć, on na to nie zwracał zupełnie uwagi, wziął go w dwie ręce, przystawił do dziurki i zaczął wciskać. Darłam się, bo nie dość, że zaczęło mnie w środku piec, to na dodatek miałam wrażenie, ze za chwilę rozerwie mi cipkę. Przecież już we mnie siedział ten korek w pupie. Andrzej jednak na to nie zważał, tylko napierał, a ten kutas wsuwał się i wsuwał. Wszedł prawie cały, prawie, bo nie czułam jeszcze tej imitacji jajeczek, kiedy Andrzej podszedł do mnie od tyłu, wyjął stołek i podstawił go z przodu, najpierw lekko pochylony, a kiedy był już pode mną zaczął go prostować, tak, że w końcu na nim siedziałam. Siedziałam, ale tym sposobem wbił we mnie do końca ten korek w pupie i tego kutasa w cipkę. Siedziałam, ale widać było, jak tego jest dużo, bo bardzo wyraźnie odstawała mi dolna część brzucha. Było wyraźnie widać to wybrzuszenie. Skończył, ja się na tym stołeczku mocno kręciłam, bo w dalszym ciągu odczuwałam pieczenie w pupie i w cipce. Tym razem byłam przekonana, że to już koniec tej zabawy, bo przecież powbijał we mnie to co chciał. Okazało się, ze jednak nie. Podszedł do swojej torby i wyjął z niej normalną świecę stołową, taką, która ma około 30cm długości i ok. 2,5cm średnicy. Spojrzał na mnie i mówi – dupę i pizdę Ci już urządziłem, ale masz jeszcze cycki, nimi też się można pobawić. Zapalił tę świecę, podszedł do mnie, chwycił za pierścionek, który miałam wpięty, naciągnął całą pierś, po czym zaczął na nią kapać stearyną z tej świeczki. Po chwili zaczął to samo z drugą. Darłam się, przecież mnie parzyło, on jednak równomiernie skapywał t ą stearynę to na jedna, to na drugą pierś. Kiedy już na obie nakapał odpowiednio dużo, pogładził mnie po brzuchu, stwierdzając – masz tu bardzo ładną wypukłość, będzie po niej świeca ładnie spływać. Ta wypukłość, to te dwa „prezenty” które mi wsadził. Jęknęłam, bo po chwili zaczęły spadać krople płynnej świecy na moje podbrzusze. Tak wypalił prawie pół świecy, po czym usłyszałam – Twoje podbrzusze, to jak kronika, co jakiś czas ktoś w niej coś zapisuje. Pomyślałem, że ja też powinienem pozostawić na nim jakiś ślad. Ale nie będę Cię w taki sposób zdobić. Zostawię Ci ślad po mojej świeczce. W tym momencie palącą się część skierował na mój brzuch tuż pod pępkiem i mocno przycisnął. Rozdarłam się, bo mnie parzyło, ale było już po wszystkim. Andrzej odłożył tą zgaszoną świeczkę, wszedł do pokoiku, ubrał się, po czym podszedł, jak to się mówi, dał mi pożegnalnego buziaka mówiąc – miło było się z Tobą pieprzyć, po czym zluzował linkę, do której były przywiązane moje ręce, rozpiął kajdanki, rzucając je na podłogę i poszedł. Okazało się, że nie jest mi zbyt wygodnie na tym stołku, na którym siedziałam, chciałam stanąć, ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa, osunęłam się na podłogę. Leżałam tak dobrą chwilę, za nim przede wszystkim wyjęłam z siebie te korki, następnie już podpierając się o barierkę schodów zeszłam do swojej łazienki. Napuściłam do wanny wody, wsypałam wcale nie mało pachnącej soli Jericho i zanurzyłam się całkowicie. Tego typu sole zawierają wyjątkowo dużo mikroelementów, które poprawiają wygląd i elastyczność skóry, co po „klepaniu” Andrzeja było mi bardzo potrzebne. Jednocześnie musiałam pozbyć się świecy z piersi i brzucha oraz dobrze zmyć miejsce, w którym zgasił świeczkę. Dłuższą chwilę leżałam w tej wodzie, ale kiedyś trzeba było wyjść. Tylko się wytarłam i położyłam do łóżka. Spojrzałam na zegarek, była godzina 9-ta. Prosty rachunek, spotkanie kończące moją znajomość z Andrzejem trwało trzy godziny. Kiedyś i tak musiało by się skończyć, ale nie przypuszczałam, że ta znajomość skończy się w taki sposób. Jak widać, życie nadal nas zaskakuje i sprawia różne niespodzianki, szkoda, że czasami tak bolesne. 27 czerwca 2011r. Baśka baska45@poczta.onet.pl

***

Jak dobrze mieć sąsiada

Jak dobrze mieć sąsiada.

Mam na imię Agnieszka. Mam 30 lat i od 8 lat jestem mężatką – mam dwoje dzieci. Wyszłam za mąż z miłości – w każdym bądź razie wtedy tak mi się wydawało. Uczucie moje do męża w związku kompletnym brakiem zainteresowania moją osobą już dawno umarło i nie było to spowodowane historią, którą opisuję poniżej. Podobno, w ocenie facetów jestem bardzo atrakcyjna, gdyż jestem wysoka (179 cm), szczupła choć biuściasta i to co lubią faceci, przeważnie długowłosą blondynką (czasami zmieniam kolor włosów na odcienie kasztanu). Mam wyższe wykształcenie ekonomiczne i pracuję w dużym mieście w dużym banku we Wielkopolsce.

  •  

Dokładnie rok temu 11 czerwca 2010 r. w piątek zaczęła się ta dziwna, choć dla mnie cudowna historia (celowo nie piszę, że przygoda, bo teraz tego tak nie oceniam). Mieszkam za miastem w dużym domu jednorodzinnym (280 m2). Dom ten usytuowany był na działce 3940 m2. Jako, że budowa mojego domu pochłonęła sporo pieniędzy i w związku z tym powstały długi postanowiliśmy dokonać podziału działki i wystawić jej połowę na sprzedaż. Grunty te kupiło starsze od nas małżeństwo – on starszy o 14 lat, ona 11. Zaczęli budowę domu i zakończyli ją dwa lata temu. Jako, że byli naszymi jedynymi sąsiadami zaczęłam obserwować ich życie. Sąsiadka jest wybitnie niesympatyczną kobietą, za to on tryska dobrym humorem i optymizmem. Przez te 2 lata obserwacji nie zauważyłam, aby rozmawiali ze sobą więcej niż 3-4 zdania na godzinę. Raczej unikali swojego towarzystwa, choć on próbował wielokrotnie pieszczotliwie ją zagadywać – zawsze kończyło się to jej odburknięciem. Wszystko to dobrze widziałam i słyszałam, bo nasze działki oddziela jedynie 60-cio centymetrowej wysokości żywopłot. Już wtedy, gdy mieszkali zaledwie kilka tygodni, zaczęłam marzyć o takim facecie jak mój sąsiad i stawał się on z dnia na dzień coraz bardziej obiektem mojego pożądania. Kończyło się to przeważnie moją masturbacją w łazience. Trwało to do dnia podanego wcześniej i wtedy zaczęło się moje inne życie. Jak wspomniałam był piątek i zakończył się tydzień pracy. Była godzina 23-cia. Rodzinka dawno już spała a ja zakończyłam w łazience przepierki. Z mokrymi ciuchami w ręce, nie chcąc ich ładować do wirówki w pralce by nie budzić rodziny, wyszłam na dwór. Było równie ciepło jak tego roku. Rozwiesiłam odzież na lince by obciekła do rana i gdy już chciałam wracać do domu, w drzwiach od podwórka w domu sąsiadów zapaliło się światło. W poranniku wyszedł mój sąsiad. Nie wiedział, że i ja tam jestem. Jego żona chyba spała, bo we wszystkich oknach było zupełnie ciemno. Stałam w bezruchu i obserwowałam go z ciemności. On stanął może z 2 metry od domu i zdjął porannik – był kompletnie nagi. Jakże wtedy był cudowny. Dobrze umięśniony, bez piwnego brzucha i z całkiem potężnym orężem poniżej pępka. Penis jego był już całkiem spory pomimo, że był dopiero w pół wzniesiony Zaczął wykonywać ćwiczenia, a ja rozpływałam się w uwielbieniu do jego ciała. Jakże wtedy zaczęłam zazdrościć jego żonie tak cudownego faceta. Z wrażenia pojemnik na pranie wyleciał mi z rąk. On na ten dźwięk zamarł i skierował się do granicznego żywopłotu nie dbając o swoją nagość. O sąsiadeczka – powiedział. Myślałem, że ktoś buszuje Wam po podwórku. Podeszłam do niego nieco bliżej – tak na metr od niego i teraz widziałam jak cudownie jest zbudowany. Chyba jego podniecała ta sytuacja, bo członek stanął mu w kilkunastu sekundach. Przepraszam, za brak u mnie stroju, ale przywykłem do takich ćwiczeń, kiedy byłem na kontrakcie w Afryce. Odpowiedziałam, że ma nie krępować się moją obecnością, ale ma uważać aby nikt inny z moich domowników go nie widział. Miejsce gdzie stoję i ćwiczę nie jest widoczne z Waszych okien – odpowiedział. Ale jak chce pani porozmawiać to proszę przejść do mnie i wtedy już nikt nas nie zobaczy. Poczułam się zażenowana choć mocno podniecona. Zapytałam tylko czy często to robi – odpowiedział, że codziennie o tej samej porze o ile pogoda pozwala, a na jutro zapowiadają jeszcze cieplejszą pogodę. Dał tym samym znać, że również tu będzie. No to do jutra – odpowiedziałam. Powiedział wtedy, że możemy poćwiczyć razem. Pasowało mi to, bo mąż rano miał z dziećmi wyjechać na tydzień do swojej matki 380 km dalej. Powiedziałam sąsiadowi o tym, a on odpowiedział, że Marta – jego żona chodzi spać ok. godz. 9.30 i zasypia tak twardo, że armaty ją nie obudzą. Powiedziałam, że przyjdę a on odpowiedział, że może przyjść w szortach o ile mnie krępuje jego nagość. Nic a nic mnie nie krępuje, bo widzieć tak pięknego faceta to sama przyjemność – odpowiedziałam. Na dowód moich zamiarów powiedziałam, że oboje będziemy nadzy. Na pożegnanie przeszliśmy na Ty i pocałowaliśmy się na pojednanie nad żywopłotem. Jego usta wydały mi się wtedy najsłodszymi ustami na świecie. Spojrzałam na dół na członek, który on gładził ręką i tylko powiedziałam „cudowny, najwspanialszy” i pobiegłam do domu. Zza firanki z ciemnego już korytarza dostrzegłam, że on onanizuje się stojąc przy żywopłocie na szeroko rozstawionych nogach. Chyba dał sobie maksymalną rozkosz i zakończył tą zabawę wytryskiem bo wyprężył się i trzymając penisa w ręce zamarł w bezruchu. Potem było widać jak go otrząsa. Gdy wrócił do domu i pogasły u niego światła, wyszłam z latarką z domu i podeszłam do żywopłotu. Snopem światła omiotłam płytki pod żywopłotem – lśniła na nich świeża sperma. Dotknęłam ją palcem. Rozmazałam ją na dłoni – była jeszcze ciepła i podniecająco pachniała. Walczyłam ze sobą aby nie wziąć jej do ust. Tej nocy nie mogłam spać i myślałam, że wydrapię sobie łechtaczkę. Żałowałam straconej okazji, bo jego członek stał dla mnie i z myślą o mnie był ten wytrysk nasienia. Gdy rodzinka o świcie wyjechała złapałam kilka godzin snu. Po obiedzie sąsiedzi znowu coś robili na ogrodzie, a on, gdy tylko mnie dostrzegł na dworze krzyknął do mnie „dzień dobry Pani sąsiadko”. Pomyślałam „aha, boi się tego kaszalota i nie mówi do mnie na Ty”. Pomachałam im obu ręką i poszłam do domu. Wieczorem wykapałam się starannie i dobierałam ciuchy do nocnej gimnastyki z sąsiadem. Jednak nic mi nie pasowało i w końcu naszła mnie myśl, że wyjdę w samym poranniku. Miałam nowy jeszcze w szafie, który sięgał mi do wysokości powyżej połowy ud tak, że tylko niewiele zakrywał mi pupę. Pośpiesznie wydepilowałam sobie łono i krocze by nie wyjść na zaniedbaną babę. Wyszłam na podwórko, gdy tylko zauważyłam pojawiającą się poświatę od drzwi sąsiadów. Krzysztof – mój sąsiad już był na ogrodzie i cudownie wyglądał nago w świetle księżyca. Poszłam do niego i udaliśmy się w głąb ogrodu z dala od domów. Gdy tam doszliśmy jego członek już stał i był naprawdę potężny. Zapytał czy mam strój do ćwiczeń a ja odpowiedziałam, że sam ma sprawdzić czy jest odpowiedni. Rozwiązał mi pasek od porannika i gdy zobaczył mnie nagą, aż zadrżał mu głos i ledwo wyjęknął – boski strój. Zapytałam ile ma czasu na ćwiczenia – odpowiedział, że praktycznie do świtu. Zaprosiłam go do mnie do domu aby tam kontynuować ćwiczenia. Pozbieraliśmy nasze poranniki i poszliśmy do mnie do sypialni. Chciał zgasić światło, ale zaprotestowałam, gdyż chciałam rozkoszować oczy widokiem jego muskulatury i wzwodem członka. Wziął mnie w objęcia a ja czułam się cudownie, bo nigdy jeszcze nie byłam w ramionach tak dużego i silnego faceta. Każda część jego ciała była wręcz idealna. Byłam bardzo podniecona i on też, o czym świadczył jego wielki i mocno nabrzmiały penis. Moja muszelka już kipiała sokami. On delikatnie położył mnie na łóżku i zaczęliśmy się całować. Zaczął bardzo długą grę wstępną obcałowując każdy zakamarek mojego ciała – piersi, brzuch, uda, łydki, stopy ssąc zarazem każdy z palców przy nich. Potem były całowane plecy, pośladki, przeciągnął językiem przez szparkę pomiędzy nimi zagłębiając jednocześnie język do odbytu, aż w końcu wessał się w moją cipkę. Był pierwszym facetem w moim życiu, który okazał takie uwielbienie mojemu ciału. Całymi ustami obejmował wargi cipki i wysysał ze mnie wszystkie soki. Byłam na pograniczu szaleństwa i tak samo jak on ja również zapragnęłam jego ciała. Powiedziałam mu o tym, że mam ochotę wziąć jego prącie do ust, ale nigdy tego nie robiłam i ma mi wybaczyć, jak mi to nie wyjdzie. Położył się płasko i rozwarł nogi tak szeroko jak umiał. Umieściłam się pomiędzy nimi tak, ze najpierw całowałam go w usta, potem po szyi i torsie pachnącym kosmetykami. Całowałam brzuch i schodząc niżej poczułam, że jego członek mam pod spodem brody. Całowałam potem jego ciało po bokach penisa oglądając go bez ustanku. Był tak potężny jak jego właściciel i mocno żylasty. Lizałam potem jego jądra i krocze pod nimi, aż w końcu przyszła kolej na penisa. Jeszcze nigdy nie miałam tego męskiego organu tak blisko twarzy. Dopiero teraz po raz pierwszy wzięłam go w dłoń. Nie wiem ile to centymetrów, ale jak trzymałam go w dłoni u nasady i nad nią złapałam drugą ręką to było na wierzchu jeszcze sporo członka na trzeci chwyt. Zdjęłam do końca skórkę z żołędzia i wpakowałam go sobie do ust. Spojrzałam Krzysiowi w oczy – był rozpromieniony. Z jego żołędzia wydobywał się w wielkich ilościach śluz, który mi nieziemsko smakował. Posuwałam ustami po jego orężu, a on trzymał mnie za głowę, aż w końcu mi przerwał, bo zbliżał się jego orgazm. Prosił o chwilę uspokojenia. Ja też nie chciałam tego tak kończyć. Po może 10 minutach ręcznych pieszczot rozwarłam jak szeroko uda i pod pośladki wsadziłam poduszkę. Wsadź mi – poprosiłam. On umieścił się nade mną i wpakował w kipiącą sokami cipkę swojego potężnego penisa. Gdy już wszedł we mnie drżał cały i mówił, że w najśmielszych marzeniach nie spodziewał się takiego szczęścia, że w tym wieku będzie mógł kochać się z tak młodą kobietą. Mogę już na zawsze być Twoja – odpowiedziałam. Posuwał mnie fantastycznie, a ja moją cipką odpowiadałam na każdy jego ruch. Złączyłam stopy nad jego pośladkami i błagałam niebiosa aby już nigdy nie wychodził ze mnie. Niestety tak się nie stało. Szybko dopadły nas w tym samym momencie orgazmy. On nim zaczął wytrysk chciał wyjść ze mnie, ale ja go powstrzymałam przed tym. Wlał we mnie wszystkie soki napompowane do nasieniowodów w trakcie naszego wspólnego uwielbienia. Nie wychodził ze mnie tylko całował moje piersi, a ja nasze zmieszane ze sobą płyny zbierałam palcem z cipki i zlizywałam. Smakuje? – zapytał. A ja zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że bardzo. Wyjął penisa ze mnie i powiedział, że jak chcę mogę mieć tego więcej. Zrozumiałam i rozpływając się w szczęściu i niegasnącym pożądaniu wzięłam ponownie jego członek do ust i ssałam jak maleńkie dziecko smoczek. On patrzył na moje poczynania i ponownie wzrosła twardość jego penisa. Po kilku minutach kochaliśmy się powtórnie i również ze szczytowaniem, potem jeszcze raz i jeszcze raz. O 4 nad ranem poszedł do siebie. Umówiliśmy się na następny wieczór i kolejne, ale teraz już przychodził całkiem nagi i ja na niego tak samo nago czekałam. W tydzień przećwiczyliśmy większość układów z Kamasutry. Było nam cudownie. Najbardziej jednak wspominam pierwszy raz gdy on dostał orgazm w moich ustach. Do dzisiaj jego nasienie jest dla mnie czymś najlepszym czym może mnie obdarować. Potem przez najbliższy rok, aż do ubiegłego miesiąca spotykaliśmy się po pracy w hoteliku na godziny, aż w końcu Krzysztof stwierdził, że za dużo czasu zajmuje szukanie hotelu i wychodzi to zbyt drogo i wynajął kawalerkę na przedmieściach, gdzie mogliśmy bez skrępowania przed pracą i po pracy spotykać się by oddawać się naszej miłości. W tym momencie sprawdza się powiedzenie – nie da Ci ojciec, nie da Ci matka, to co da Ci sąsiadka ( sąsiad ) Agnieszka.

List ten otrzymałam od Agnieszki i za jej zgodą umieszczam na swojej stronie. Może ktoś też ma tak „dobrego” sąsiada. 20 czerwca 2011 Baska baska45@poczta.onet.pl

Andrzej, aptekarz

Andrzej – aptekarz.

Tuż po nowym roku, była to chyba środa, zadzwonił Tadeusz, szef Spółki Lekarskiej z prośbą o spotkanie, mówiąc jednocześnie, że sprawa jest pilna. Wsiadłam w samochód, za parę minut byłam u niego. W gabinecie siedział jeszcze jeden mężczyzna, został mi przedstawiony jako Andrzej. Pomyślałam, znowu Andrzej, bo kiedyś mąż Andrzej, teraz Andrzej student. Kiedy wstał, okazało się, że jest to mężczyzna średniego wzrostu, około 35 lat, później okazało się, że 38, bardzo dobrze zbudowany, taki „mocny w sobie”, można powiedzieć o połowę ode mnie szerszy.

  •  

Podczas rozmowy okazało się, że jego księgowa w czasie Świąt przewróciła się, jest w szpitalu po operacji lewej ręki, a właściwie łokcia. Tym sposobem było jasne, że nie ma mu kto prowadzić księgowości, a prowadzi hurtownię farmaceutyczną i ma „pod sobą” pięć aptek. Usłyszałam – zajmij się tym, oczywiście, nie za darmo. Pewnie, że nie za darmo, ale zająć się mogę, bo to w końcu moja praca. Uzgodniliśmy spotkanie następnego dnia u niego. Przywitał się, po czym zaproponował mi pokazanie „swoich włości”. Jego hurtownia mieści się w jednym z biurowców z lat 70-tych, który został wyremontowany na zasadzie, że każda firma kupowała sobie pewną powierzchnię i sama ją remontowała, jednocześnie partycypując proporcjonalnie do swojej powierzchni w tzw. kosztach ogólnych. Na dole portiernia ze stałym nadzorem, on ma swoją hurtownię na 6-tym piętrze. Po prawej stronie od wejścia duży, chyba ok. 30m2 pokój administracyjno – biurowy, a dalej duża łazienka i pokój socjalny dla personelu. Od razu rzuciła mi się w oczy stojąca pod oknem dość szeroka wersalka, na środku stół i 4 krzesła, na ścianie sąsiadującej z łazienką aneks kuchenny i kilka szafek zarówno stojących jak i wiszących Natomiast po lewej stronie cztery rzędy regałów, na których leży cały asortyment, którym handlują apteki. Obeszliśmy te regały w koło, rzuciło mi się w oczy, że przy ścianach i po środku jest większy odstęp między regałami, a pomiędzy dwoma wewnętrznymi węższy. Wróciliśmy do pokoju biurowo – administracyjnego, przedstawił mi Emilię, poprosił, aby nam zrobiła kawę i tak się zaczęła nasza współpraca. Emilia zna się na księgowości, ale nie ma uprawnień księgowej, umówiliśmy się, że ona będzie wykonywać wszystkie operacje księgowe, wymagany jest odpowiedni nadzór nad tymi czynnościami, ewentualnie rozstrzyganie niejednoznacznych spraw. Umówiłyśmy się, ze będę przychodziła raz w tygodniu i tak ta praca trwa po dziś dzień. Zarejestrowałam Emilię u siebie w Biurze, jako praktykantkę po to, aby z czasem mogła zdać egzamin na księgową, wówczas moja pomoc nie będzie potrzebna. Andrzej okazał się być wyjątkowo miłym i sympatycznym mężczyzną, jak większość Andrzej, to też współpraca między nami układa się bardzo dobrze. Ale po drodze zaistniały inne okoliczności. Było to pod koniec maja, kiedy Andrzej zapowiedział swoją wizytę w biurze. Rozmowa dotyczyła głównie spraw kadrowych pracowników w podległych mu aptekach. Nie zdążyliśmy omówić wszystkiego, zaproponował spotkanie następnego dnia, 25.05, ale praktycznie o 18-tej, wcześniej nie miał możliwości. Nie miałam nic zaplanowane, zgodziłam się. Przyszedł, zaproponowałam kawę, zaproponowałam również drinka. Okazało się, że Andrzej jest „człowiekiem” a nie „samochodem”, nie było problemu. Myślę, że Tadeusz przekazał mu pewne informacje, co do moich „skłonności”, bo w pewnym momencie, kiedy wracałam z toalety stanął przede mną, położył ręce na ramionach, przystawił twarz do mojej i zaczął mnie całować. W pierwszej chwili byłam mocno zdziwiona jego zachowaniem, ale kiedy poczułam przyjemny dotyk jego warg na swoich podjęłam „grę”. Zaczęłam mu odwzajemniać mu ten pocałunek, nasze języki zaczęły jakąś dziwną rozmowę. To oczywiście doprowadziło do mojego dużego podniecenia, to też nie broniłam się, kiedy wsunął mi ręce pod bluzkę, zaczął ją podciągać do góry. Uniosłam ręce, po chwili bluzka leżała obok nas, to samo spotkało mój staniczek. Ja w tym momencie zaczęłam rozpinać jego koszulę, sam zsunął ją z ramion, usta ponownie spotkały się w namiętnym pocałunku, a to, co ważniejsze moje piersi poczuły szorstkość jego klatki piersiowej. Jest to szczególne wrażenie, jest to bardzo podniecające, kiedy brodawki, które już zrobiły się mocno napęczniała zaczęły czuć jego owłosienie. To podniecenie spowodowało dalsze nasze rozbieranie. On zsunął spodnie, ja też, po chwili zsunęłam rajtuzy z majteczkami, on zsunął swoje spodenki. W tym momencie „wyszło szydło z worka”, spojrzałam, trzymał w ręku wcale nie małej wielkości, a przede wszystkim dość grubego kutasa. Nie wytrzymałam, uklękłam, wzięłam go w usta. Nie miałam już żadnych wątpliwości. Musiałam szeroko je otworzyć, aby go wsunąć, a kiedy już miałam go w ustach okazało się, że niewiele go mogłam w nich zmieścić. Próbowałam kilka razy, to nic nie dało, nie wsunęłam go głębiej, jak koniec języka. Te próby spowodowały bardzo duże moje podniecenie, to też puściłam go, obróciłam i oparłam o siedzenie kanapy. Andrzej wiedział, co ma ze mną zrobić, przystawił tego kutasa do dziurki i zaczął ją wypełniać. Zaczął ją wypełniać, a ja zaczęłam jęczeć. Byłam już mocno podniecona, to też mógł dość gładko wsuwać się we mnie, a pomimo to czułam, jak jestem mocno wypełniana. Nie wsuwał się od razu, pchną delikatnie do przodu, chwilę poczekał, pchnął ponownie. Każde jego pchnięcie czułam wyjątkowo mocno, każde jego pchnięcie potwierdzałam głośnym jękiem. Nie wiem dlaczego, ale czułam bardzo mocne podniecenie. W momencie, kiedy wszedł we mnie cały poczułam pierwszy orgazm, a kiedy mnie wypełnił ponownie poczułam następne skurcze brzucha. Później już za każdym pchnięciem czułam następne skurcze. Moment, kiedy zaczął dochodzić do swojego maksymalnego podniecenia, kiedy poczułam, że robi się bardzo twardy, a za chwilę zaczął się spuszczać, zaczęłam bardzo głośno jęczeć. Tkwiliśmy w sobie dłuższą chwilę, ale nie mogliśmy tak bez końca. Wysunął się, ja poszłam się umyć. Kiedy wróciłam, był już ubrany, ja pomimo „wodnego” ostudzenia cały czas czułam go w sobie. Podeszłam, usta nasze spotkały się w bardzo namiętnym pocałunku, po czym uznaliśmy, że czas zakończyć to spotkanie. W chwili rozstania zaprosił mnie do swojej hurtowni, za tydzień, 01.06, na godzinę 20-tą. Nie będę ukrywała, że ten tydzień dłużył mi się bardzo, a dnie upływały wyjątkowo wolno. Ale tak to jest, kiedy się czeka na coś przyjemnego. Równo za tydzień, kilka minut przed 20-tą pojechałam pod umówiony adres. Weszłam, okazało się, że w biurze już nie ma nikogo tylko Andrzej. Przywitał się, usiedliśmy w takim kącie dla gości w części biurowej, gdzie jest kanapa narożna i ława, po czym zaproponował kawę i „coś do kawy”. Przezornie przyjechałam taksówką, nie było problemu z tym „coś do kawy”. Usiedliśmy nawet położył na ławie jakieś dokumenty, ale kiedy wypiliśmy po dobrym łyku drinka wziął mnie za rękę, przeszliśmy do pokoju socjalnego, a tam wersalka, która normalnie jest złożona, tym razem jest już rozłożona, pościelona ładnym kolorowym prześcieradłem, na której leżała kołderka. Nie miałam żadnych wątpliwości, po co tu przyszliśmy. Rozebrałam się, Andrzej zrobił to samo, po chwili oboje leżeliśmy w łóżku przytuleni do siebie. Ręce nasze oplotły ramiona, a usta spotkały w bardzo namiętnym pocałunku. Pocałunek trwał nadal, ale ręce już zaczęły przesuwać się w dół. Moja pochwali pieściła kutasa Andrzeja, jego już pieściła moją łechtaczkę. Ja czując jego palec bardzo szybko podnieciłam się, Andrzej to wyczuł, spojrzał na mnie pytając- już ? Skinęłam głową, odrzucił kołdrę, ja rozsunęłam i uniosłam w górę nogi, on zaczął się we mnie wsuwać. Podobnie, jak poprzednim razem, robił to bardzo wolno, ale zdecydowanie. Jego pchnięcia czułam cała ciałem. Kiedy mnie wypełnił, zaczęłam głośno jęczeć i tak już jęczałam do samego końca. A on wsuwał się we mnie bardzo mocno, czułam go całym ciałem, piersi nabrzmiały bardzo mocno, stawiając brodawki na sztorc. On to zauważył, pochylił się i zaczął ocierać się o nie, wykonując te ruchy do przodu. To znowu powodowało napięcie mięśni brzucha, które robiły się coraz twardsze. Poczułam, że zaczyna dochodzić do swojego szczytu, jeszcze mocniej prężąc się i jeszcze mocniej się we nie wsuwając. Aż przyszedł ten wspaniały moment orgazmu, kiedy zaczęłam cała drżeć, czując, jak jego sperma prawie wciska się w szyjkę. Głośno jęknęłam, po czym oboje zastygliśmy w bezruchu. Nie trwało to zbyt długo, wyjął z pod poduszki ręczniczek, podał, mówiąc – idź się umyć. Kiedy wróciłam czekał na mnie w łóżku, podając szklaneczkę drinka. Wypiłam łapczywie, po czym ponownie położyliśmy się obok siebie, dłuższą chwilę leżąc i nic nie mówiąc. Trudno jest mi określić ten czas „lenistwa”, po którym Andrzej powiedział – może byśmy trochę popracowali. Podał mi koc, samemu owinął biodra ręcznikiem, poszliśmy do biura. Zasiedliśmy przy ławie, przeglądając przygotowane dokumenty. Trwało to pewien czas, skończyliśmy, wypiliśmy następnego drinka, po którym Andrzej pokazując mi mocno już sztywnego kutasa powiedział – masz bardzo ładna dupcię, pozwolisz mu w nią wejść ? Kiwnęłam tylko głową, wówczas on podał mi jakiś krem, mówiąc – posmaruj, będzie łatwiej. Wycisnęłam trochę tego kremu na dłonie, rozsmarowałam go między nimi, po czym przyklęknęłam przed nim i starannie go nasmarowałam. Ten mój dotyk spowodował jeszcze większe jego podniecenie, czułam, że jest bardzo twardy. Rozłożył swój ręcznik na ławie, pokazując, żebym uklękła, a kiedy już wypięłam pupę bardzo delikatnie się w nią zaczął wsuwać. Tak samo, jak poprzednio, nie robił tego na raz, tylko delikatnymi pchnięciami, to tez dłuższą chwilę czułam, jak się przepycha przez odbyt i jak w końcu cały jest już we mnie. Chwycił za biodra i zaczął systematyczne wbijanie się, a ja czułam go bardzo dobrze. Nie będę ukrywała, że lubię seks analny, szczególnie w takim wykonaniu. Od pewnego momentu zaczęłam z nim „współpracować”, co on napierał na mnie, ja mocniej wypinałam się w jego stronę. Ta nasza „współpraca” przyniosła efekt w postaci jego spuszczenia się we mnie. Poczułam, jak się po moim wnętrzu rozpływają te jego soki. I jest to bardzo miłe, można powiedzieć, ze jest to pewnego rodzaju orgazm, bo po brzuchu zaczęły przechodzić skurcze, powodując wypływ z cipki moich soków. Tak tkwiliśmy przez chwilę, po której wysunął się, ja usiadłam na kanapie, mając pod spodem ręcznik, on poszedł się umyć. Po nim ja się umyłam, wypiliśmy znowu po drinku i tak skończyliśmy to spotkanie. Obojgu było nam szkoda kończyć je, ale następny dzień był normalnym dniem pracy. Zadzwonił po taksówkę, wsiadłam, przyjechałam do domu i jeszcze długo, leżąc w łóżko czułam go w sobie. Zastanawiałam się, czy był to krótki, ale wspaniały epizod, czy będzie z tego coś więcej. Czas pokaże. 05 czerwca 2011r Baśka baska45@poczta.onet.pl

***

Halina w Hamburgu

Halina w Hamburgu

Postać Haliny pojawiła się w połowie lutego zupełnie przypadkowo. Wracając kiedyś z miasta zastałam u siebie w domu Magdę, która sprząta u nas w biurze, ale też prowadzi mój dom, robi to bardzo dobrze. Zapytała, czy możemy porozmawiać. Podczas tej rozmowy przedstawiła mi Halinę. Jest to jej koleżanka, kiedyś pracowały razem, później Halina poszła do przemysłu, tam miała wypadek. Ma poparzoną prawą część ciała – twarz od policzka, ramię, klatkę piersiową i pierś, część brzucha, aż po udo. Proces leczenia trwał ponad półtora roku, ale pozostały ślady, które są widoczne przede wszystkim na twarzy.

  •  

Obecnie jest całkiem sama, męża „wyrzuciła” z domu dawno, bo pił i zapił się „na amen”. Syn „kupił” po niej żyłkę chemika, na etapie liceum wygrał jakąś olimpiadę europejską, po maturze dostał propozycję studiowania w Denver, USA, oczywiście z niej skorzystał i wyjechał. Ma 40 lat, chętnie podjęła by się jakiejś pracy, ale nigdzie jej nie może znaleźć, nawet sprzątania. Podejrzewała, że problem tkwił w wyglądzie jej twarzy. Ale nadarzyła się okazja, byłam wówczas po spotkaniu z kolegą mojego byłego męża Krzysztofem. Krzysztof mieszka na stałe w Hamburgu, tutaj pozostał mu po rodzicach domek – segment. Jest mu żal to sprzedać, bo jest to „ojcowizna” ale z drugiej strony ma problemy, aby go w należytym stanie utrzymać. Kiedy pierwszy raz widzieliśmy się narzekał, że niby tym domem opiekuje się jakaś jego kuzynka, ale ona nic w nim nie robi, nawet nie ściera kurzu z mebli. To też kiedy poznałam Halinę zaproponowałam Krzysztofowi, aby ona zajęła się tym jego mieszkaniem. On wyraził zgodę, a ona zajęła się tym mieszkaniem bardzo rzetelnie, doprowadzając je do maksymalnego w tych warunkach porządku. Krzysztof spotkał się z Haliną w tym mieszkaniu w połowie kwietnia, zaakceptował całkowicie to, co do tej pory zrobiła, dając jej możliwość dalszego działania. Jednocześnie zaprosił ją na 1-szego maja do siebie do Hamburga. Wg jej relacji to spotkanie wyglądało następująco:

Przyleciałam do Hamburga w niedzielę po południu, Krzysztof odebrał mnie osobiście i pojechaliśmy do jego domu. Jakiego tam domu, dwupiętrowy „pałac” w pięknym ogrodzie, pełny różnych pokoi, łazienek i innych pomieszczeń. Nie da się to zapamiętać podczas pierwszej prezentacji. Zaprowadził mnie do pokoju, który miął być moim pokojem na czas pobytu. Pokój większy niż połowa mojego mieszkania, obok prześliczna łazienka. Rozpakowałam się, rozłożyłam w szafie swoje rzeczy. Odświeżyłam się po podróży i ubrana w lekka sukieneczkę zeszłam na parter, do pokoju stołowego. Stół był nakryty na dwie osoby, zostałam zaproszona na kolację. Nie ukrywałam, że byłam po podróży trochę głodna, to też zaczęłam nakładać sobie na talerz, a Krzysztof zaczął nalewać wódeczkę do kieliszków. Wznieśliśmy toast za miłe spotkanie, chociaż nie wiedziałam, jakie ono będzie. Później pytał o przelot oraz o postępy w pracach domowych. Zrelacjonowałam je dość dokładnie, to zajęło trochę czasu, ubyło trochę wódki z butelki, stałam się dość swobodna. Wówczas Krzysztof wstał, pokazał ręką, abym szła do pokoju, a sam został. Nie wiem dlaczego, ale byłam przygotowana, że zaraz wróci w jakimiś „zabawkami”, on natomiast przyjechał z całym barkiem, na którym była butelka niedopitej przez nas wódki oraz inne napoje. Nalał po kieliszku, tym razem wypiliśmy zupełnie bez toastu, po czym odstawiliśmy kieliszki, Krzysztof chwycił moją sukienkę od dołu i przeciągając ja przeze mnie zdjął. Ze względu na blizny od czasu wypadku rzadko kiedy noszę stanik, tym razem akurat miałam, zdjął mi go, stałam tylko w majteczkach. Po chwili też je zsunął i położył mnie na łóżku. Przez chwilę na mnie patrzył, po czym pochylił i zaczął całować mój wzgórek łonowy. Jest on prawie cały w przebarwieniu po tym poparzeniu, na szczęście nie ma na nim tych grubych bliznowców. Zaczął całować to miejsce, a ja zaczęłam cała drżeć. Jakby odruchowo rozsunęłam nogi, on tylko na mnie spojrzał, a po chwili jego języczek ocierał się o łechtaczkę. Na szczęście ta i całe wnętrze pizdy nie ucierpiały, to też od razu zaczęłam się podniecać. Zaczęłam pojękiwać, kiedy jego języczek pocierał się o łechtaczkę, kiedy ja całą brał w usta i całą ssał. Ale już zaczęłam bardzo głośno jęczeć, kiedy jego języczek zaczynał penetrować moja dziurkę. Czułam go fantastycznie, będąc samej mocno zdziwiona tą sytuacją. Tak pieścił mnie mój autentyczny wujek moment przed tym, jak mnie później pozbawił dziewictwa. Po tym fakcie już nikt nigdy tego nie robił, to też teraz nie dość, że głośno jęczałam, to zaczynałam się wiercić bardzo mocno podniecona, a z dziurki sączyło się coraz więcej moich soków. Podniecałam się coraz mocniej, aż przyszedł moment orgazmu a z dziurki wręcz chlusnęło sokami. Krzysztof w tym momencie akurat miał języczek w środku, lekko nim zamerdał, po czym uniósł się obtarł twarz o prześcieradło i zaczął się przesuwać coraz wyżej. Kiedy poczułam jego kutasa w dziurce ponownie doznałam mocnego orgazmu, a kiedy wszedł we mnie głośno jęknęłam. Jęknęłam i jęczałam coraz głośniej, a on systematycznie się we mnie wsuwał. Nie wiem, czy moja pizda jest taka mała, czy jego kutas taki duży, ale czułam go bardzo mocno w sobie. Czułam, jak się minimalnie wysuwa i jak napiera na szyjkę, czułam, jak jego żołądź przesuwa się podczas tych ruchów po ściankach mojej pochwy. To wszystko powodowało moje wyjątkowo mocne podniecenie wyrażane coraz to głośniejszym jęczeniem. Przyszedł moment, kiedy poczułam, że dochodzi do swojego maksymalnego podniecenia, wówczas we mnie też się coś zadziałało, dostałam wyjątkowo mocny orgazm, z bardzo mocnym skurczem brzucha. Wręcz darłam się w tym momencie, cała prawie drżąc. Krzysztof opadł na mnie, przez chwilę leżał, po czym wstał i poszedł do łazienki. Ja ścisnęłam z całej siły nogi, jakby chcąc jak najdłużej zatrzymać go w sobie. Nie trwało to jednak zbyt długo, po chwili wrócił, a ja poszłam się umyć. Kiedy wróciłam czekał na mnie kieliszek napełniony do ¾ wódką. On miął tak samo nalany, stuknęliśmy się, po czym usłyszałam – idziemy spać, jutro idziesz do szpitala na badania. Wypiliśmy, te słowa trochę mnie zmroziły, ale wyjęłam koszulkę, założyłam i położyłam. Krzysztof położył się obok mnie, pogładził po plecach mówiąc – nie bój się, to jest tylko konsultacja w sprawie tych Twoich blizn. Bać, to może ja się nie bałam, bo po tym wypadku szpital nie był mi taki obcy, ale też nie byłam zbyt spokojna. I jak tu miałam spać, jak na dodatek leżał obok mnie mężczyzna, z którym moment temu przeżyłam tak wspaniałe chwile. A jednak usnęłam, obudziliśmy się razem i ponownie przeżyłam coś wspaniałego. Krzysztof poprosił, abym odwróciła się na brzuch, pomógł mi unieść biodra i rozsunąć nogi, po czym za chwile już był we mnie. Czułam go bardzo mocno, rozpierał moją pizdę na wszystkie strony, ale przede wszystkim napierał na szyjkę. To rozpieranie, to napieranie na szyjkę powodowało narastające podniecenie, co w efekcie końcowym skończyło się znowu bardzo mocnym orgazmem. Wysunął się, a ja opadłam i dłuższą chwilę leżałam bez ruchu. Krzysztof wrócił z łazienki, dał mi symbolicznego klapsa dopingującego do tego, abym wstała. Umyłam się, ubrałam i zeszłam na dół. Stół był znowu nakryty i pachniało kawą. Okazało się, że u Krzysztofa pracują trzy osoby, których zadaniem jest obsługa kuchni, porządek na pokojach, porządek wokół domu. Były to dwie kobiety, ewidentnie Azjatki i jeden mężczyzna, o bardzo dziwnej karnacji, później dowiedziałam się, że jest pochodzenia arabskiego. Zjedliśmy śniadanie, wsiedliśmy w samochód, okazało się, że jest jeszcze jeden pracownik, kierowca, zawiózł nas pod jakąś poliklinikę, tyle zdołałam przeczytać, weszliśmy do środka, jakieś korytarze, winda, przecież kiedy się idzie pierwszy raz, szczególnie kiedy jest się prowadzonym, to kompletnie się nie wie, gdzie się idzie. W końcu doszliśmy i tutaj nareszcie ulga, wyszła dziewczyna, która mówiła po polsku. Znam jako tako angielski, niemieckiego ani w ząb. Zostawił mnie, mówiąc, że ona odprowadzi mnie do samochodu, ale na razie to on jedzie do pracy. Dziewczyna, Monika miała na imię spisała wszystkie moje dane formalne, po czym zaprowadziła do gabinetu. No i tu znowu zaskoczenie, w gabinecie w białym fartuchu średniego wzrostu mężczyzna, ale ciemnoskóry. Nie „czekolada” ale dobre „kakao”, Przywitał się ze mną, wymieniając jakieś imię, ale ja już tego nie kontrolowałam. Zaczął przyglądać się mojej twarzy, po chwili poprosił, abym się rozebrała, zdjęłam wszystko do połowy, przyglądał się bardzo długo, po chwili pokazał, żebym zdjęła resztę. Byłam już do tego przyzwyczajona, to też zdjęłam, a on ponownie zaczął mnie bardzo dokładnie oglądać, w końcu lekarz. Coś powiedział do Moniki, ona wyszła i przez chwilę zrobiło mi się głupio tak samej stać przed nim, ale za chwilę przyszło jeszcze dwóch lekarzy, znowu zaczęło się oglądanie, ale tym razem zaczęli mnie dotykać, niektóre miejsca jakby ściskać. Skończyli, po czym ten „mój” lekarz coś powiedział do Moniki, a ona przekazała mnie – chcą pobrać trzy próbki, celem zbadania tych bliznowców. Bez tego nie będą mogli nic powiedzieć, czy się zgadzam ?. Oczywiście, że się zgodziłam, wówczas Monika poleciła mi się ponownie ubrać, przeszłyśmy do innego gabinetu, typu nasz zabiegowy, tam ponownie się rozebrałam i położyłam na stojącym na środku łóżku. Po chwili przyszedł „mój” lekarz’ ale również dwie dziewczyny, to wyglądały na europejki, mówiły po niemiecku. On położył mnie na lewym boku, po czym wziął „czarny pisak” ale to chyba nie był zwykły pisak, zrobił na moim ciele trzy kółka, pierwsze na szyi, drugie na ręku, trzecie na brzuchu, poniżej biodra. Monika przetłumaczyła mi, że z tych miejsc będą brane próbki, dlatego najpierw dostanę w te miejsca zastrzyk znieczulający, później one wytną odpowiedniej wielkości próbki tych blizn. Zgodziłam się, zastrzyk nie był dla mnie nowością, niewielkie ukłucia, pół godziny leżenia i zaczęły wycinać te próbki. Szczypcami ściągały w tym miejscu skórę, aby powstała fałda, skalpelem ścinały odpowiednie kawałki, po czym po zdjęciu szczypiec pryskały jakimś aerozolem i zaklejały te miejsca plastrem, bo krwawiły. Monika powiedziała mi, że mam tych plastrów przez około godzinę nie zdejmować i na tym skończyło się moje spotkanie z polikliniką. Kiedy się już ubrałam przyszedł lekarz, mówiąc, że wynik będzie za dwa tygodnie, zostanę przez Krzysztofa powiadomiona. Monika sprowadziła mnie do samochodu, już był, wróciłam do domu. Nie da się ukryć, że ta wizyta w poliklinice była pomimo wszystko stresująca, rozebrałam się, położyłam do łóżka i o dziwo usnęłam. Spałam na tyle mocno, że nawet nie zorientowałam się, kiedy Krzysztof wszedł do sypialni. Dopiero kiedy poczułam, jak jego ręka przesuwa się po moim udzie, skoczyłam jak „oparzona”. Ale Krzysztof mnie przytrzymał, mówiąc – leż spokojnie, po czym zaczął gładzić moje podbrzusze, w końcu przesuwając ręce aż na sam dół. Jakby odruchowo rozsunęłam nogi, on je rozsunął jeszcze mocniej i zdarzyło się coś, czego nie przeżywałam już wiele lat. Pierwszy raz pieścił moją cipkę mężczyzna, kiedy byłam jeszcze w liceum, a on koniecznie mnie chciał, to też robił wszystko, aby nie zdobyć, nawet pieścił mnie w ten sposób. Później już nikt nigdy tego nie robił, aż do tego momentu. To też znowu skoczyłam „jak oparzona” Krzysztof ponownie przytrzymał mnie mocno swoimi rękoma, wsuwając jednocześnie swoją głowę. Poczułam jego język na łechtaczce i aż krzyknęłam. Przyszedł pierwszy skurcz brzucha, a po nim następne. Krzysztof dość intensywnie pieścił mi łechtaczkę, a ja coraz mocniej wypinałam biodra w jego kierunku. Przyszedł jednak moment, kiedy się uniósł, wprowadził kutasa w cipkę i zaczął mnie wypełniać. Znowu czułam go pełnego w sobie, może nawet zbyt pełnego, bo napierał bardzo mocno na szyjkę. Pochylił się nade mną, jego ramiona miałam obok siebie jak dwa filary, a on systematycznie wykonując posuwiste ruchy wchodził we mnie aż do końca. Do całkowitego końca, kiedy się spuścił. Długą chwile trwaliśmy w bezruchu, po czym usłyszałam – umyj się i zejdź na dół, obiad czeka. Nie było to takie proste, bo kiedy się ze mnie wysunął zwinęłam się, podciągając pod siebie nogi i tak tkwiłam dłuższą chwilę. Ale jakoś się zebrałam, umyłam, zasiadłam do obiadu. Bardzo mi smakował, a kiedy dałam temu wyraz powiedział, abym poszła do pokoju odpocząć. Teoretycznie nie byłam zmęczona, ale rzeczywiście, poszłam na górę, ponownie zdjęłam z siebie wszystko, wsunęłam pod kołdrę, spokojnie leżąc. Nawet nie próbowałam się zastanawiać, co dalej, bo po prostu nie wiedziałam. A ciąg dalszy był prostszy, niż myślałam. Krzysztof przyszedł, też się rozebrał, chwilę leżał obok mnie, mocno się do mnie tuląc. Podkurczyłam nogi, tym sposobem miałam pupę mocno wypiętą w jego stronę. On przez chwilę głaskał mnie po pośladku, ale zaraz się trochę przesunął, poczułam jego kutasa w dziurce. Wypięłam się mocniej, a on go wsadził. Okazało się, że w takiej pozycji też go dobrze czuję. Położyłam się na boku, tak, aby jak najmocniej wypiąć się w jego stronę, on trzymał mnie za biodro, wsuwając się do końca. Czułam go całym brzuchem, chwilami miałam wrażenie, że czuję go aż pod przeponą. Wchodził we mnie bardzo głęboko i do samego końca, aż się spuścił. W tej pozycji mogliśmy dłużej trwać, to też leżeliśmy obok siebie, Krzysztof głaskał mnie po plecach, co dawało poczucie jeszcze głębszego podniecenia. Ale w pewnym momencie wysunął się, poszedł się umyć, ja położyłam się na brzuchu, mocno ściskając nogi, chcąc jak najdłużej mieć w sobie to, co mi zostawił. Wyszedł z łazienki, mówiąc – zejdź na dół, wypijemy herbatę, pojedziemy do miasta. Umyłam się, ubrać się to się ubrać, ale jak, po co mamy jechać do miasta. Zeszłam w bluzeczce i spódniczce, pytając, czy tak mogę jechać, Krzysztof kiwnął głową podając mi herbatę. Przy herbacie pytał o spotkanie z lekarzami, opowiedziałam przebieg wizyty, mówiąc, że wyniki on otrzyma za jakieś dwa tygodnie. Jak się dowiem, dam Ci znać, umówimy się na następny przyjazd – usłyszałam, po czym dał znać, że jedziemy, zasugerował, abym wzięła sweter, bo na zewnątrz jest jeszcze chłodno. Na zewnątrz było już szaro, gdzie pojechaliśmy, nie wiem, przecież kompletnie nie znam miasta, wjechaliśmy przy jakimś budynku na podwórko, które chyba stanowiło parking, stało tam kilka samochodów. Weszliśmy do wnętrza, po schodach na I piętro, a dalej do dość dużego pokoju typu salon. Panował w nim dość duży półmrok, kiedy wzrok się przyzwyczaił, zobaczyłam, że pod ścianą jest duże łóżko, pod drugą szeroka kanapa, na środku też dość duży stół, krzesła. Po bokach kilka innych sprzętów, również barek, kufle i szklanki. Kiedy tak oglądałam wnętrze do pokoju wszedł ciemnoskóry mężczyzna. Krzysztof popatrzył na mnie, po czym powiedział – z tego co mówiłaś, w swoim życiu nie miałaś zbyt dużo ciekawych przeżyć seksualnych. Dzisiaj przeżyjesz coś specjalnego, rozbieraj się. Spojrzałam na niego, spojrzałam na tego mężczyznę, zdjęłam z siebie to, co miałam, Krzysztof pokazał, abym położyła się na łóżku podnosząc wysoko nogi.Ciemnoskóry mężczyzna, jakby do tej pory stojący obojętnie nagle zdjął koszulę i jeszcze szybciej spodnie, zaczął zbliżać się do mnie. Spojrzałam, powiedzieć, że mi oczy wyszły z orbit to mało. Podtrzymywał sobie ręką bardzo dużego kutasa. Patrzyłam jakby zahipnotyzowana, prawie bez reakcji, jak on się do mnie zbliża, jak zaczyna go przykładać do dziurki. Wówczas dopiero, można powiedzieć, otrzeźwiałam krzycząc – nieeee. To jednak nic nie dało. Nastąpiło pierwsze pchnięcie, cała żołądź znalazła się w moim wnętrzu. Po chwili nastąpiła seria pchnięć, po której zostałam całkowicie wypełniona. Ale nie tylko na długości, nie tylko napierał na szyjkę. Czułam, jak bardzo mocno napiera na boczne ścianki pizdy, która zaczęła się znacznie powiększać. Mnie wypełnił całkowicie, ale on wsadził mi może 2/3 swojej długości. To też teraz zaczął napierać tak, aby mi go wsadzić całego. Ja jęczałam bardzo głośno, on natomiast wykonywał te swoje posuwiste ruchy bardzo systematycznie. Patrzyłam, jak po moim brzuchu „chodzi” ta jego „maczuga”, jak sięga coraz głębiej. Nie wiem, jak to się stało, ale w pewnej chwili poczułam jego biodra, oznaczało to, że wszedł cały. To jednak nie oznaczało, że zrobiło mi się lepiej. Teraz, napierając na całą pizdę, napierał również na wargi sromowe. Nie jestem ułomkiem, jestem kobietą średniej budowy, z dość mocno wyeksponwanymi, zaokrąglonymi wargami. On to właśnie wyczuł i wsuwając się we mnie prawie mi je miażdżył. Jęczałam już bardzo głośno, ale to nic nie dawało. Mało tego, trzymałam rozsunięte na boki nogi uniesione ku górze. W pewnym momencie chwyciłam je pod kolanami i podciągając jeszcze wyżej, lepiej je wystawiałam w jego kierunku. On to wyczuł, w pewnym momencie przyspieszył, coraz mocniej się we mnie wbijając, aż w pewnym momencie wbił się we mnie bardzo mocno i zatrzymał. Tak tkwiliśmy dłuższą chwilę, po której wysunął się, wziął swoje rzeczy i poszedł do łazienki. Ja przekręciłam się na bok, podkurczyłam nogi i leżałam całkiem bez ruchu. Mój partner wyszedł, Krzysztof klepnął mnie dość mocno w pośladek, dopingując do wstanie i pójście do łazienki. Nie było to takie proste, mocno czułam swoje krocze. Jak kaczka człapiąc doszłam, opłukałam się, wróciłam, ubrałam, Krzysztof podał mi coś do picia, co wypiłam jednym duszkiem, wróciliśmy do samochodu, wróciliśmy do domu. Nie oznaczało to jednak zakończenia tego dnia. Po powrocie do domu weszłam do naszej łazienki, dobrze się umyłam i położyłam się do łóżka. Po chwili przyszedł Krzysztof, przyniósł coś do picia, rozebrał się i położył obok mnie, od tej poparzonej stony. Kiedy zaczął dotykać piersi bardzo się podnieciłam. Pizdę czułam bardzo mocno, a pomimo to jakbym chciała, żeby w nią wszedł. Nie, on jednak wybrał inny wariant. Podał mi tubkę, samemu kładąc się na wznak, mówiąc – nasmaruj mnie, wzrokiem pokazując swojego kutasa. Nie robiłam tego do tej pory, to też ostrożnie nasmarowałam tego jego kutasa, a kiedy uznał, że jest to zrobione dobrze polecił mi położyć się na brzuchu, rozsuwając szeroko nogi. Kiedy się położyłam, on położył się prawie na mnie, podtrzymując ręką kutasa skierował go w moją brązową dziurkę. Jęknęłam, po czym usłyszałam – jej się też coś należy, wsuwając się we mnie do końca. Po chwili czułam go całego na sobie, czułam go również głęboko w sobie. Wsuwał się systematycznie, aż osiągnął swój orgazm, spuszczając się we mnie. W tym momencie opadł całkowicie, leżąc przez dłuższą chwilę. Po pewnym czasie wstał, poszedł się umyć, po nim ja to zrobiłam, położyliśmy się obok siebie, usłyszałam – dobranoc. Łatwo to było powiedzieć, ale ja, po takich przeżyciach, kiedy nie mogłam zsunąć nóg, czując „zmaltretowaną” pizdę nie bardzo wiedziałam, jak mam usnąć. Chyba jednak usnęłam. Poranek nie był najłatwiejszy, bo nie dość, że bolała mnie pizda, bolała mnie cała dolna część brzucha. Ale wolniutko się jakoś pozbierałam, zrobiłam toaletę, zjadłam śniadanie i praktycznie był czas, aby jechać na lotnisko. Tak zakończyło się moje pierwsze spotkanie z Krzysztofem w Hamburgu. Czy będzie następne i jak będzie wyglądało, zobaczymy. Myślę, że będzie to zależało od wyników badań. Może to zabrzmi w tym momencie dziwnie, ale modlę się, abym miała wynik pozytywny, aby mogli mi chociaż częściowo usunąć te bliznowe. Ale modlę się również dlatego, ze chcę latać do Krzysztofa, chcę, żeby mnie pierdolił i chcę, aby jeszcze inni pierdolili mnie też i to takimi maczugami, jak tym razem, a może nawet większymi. Postanowiłam – jestem jego i może ze mną zrobić, co chce. , jak Maj – 01 niedziela 02 poniedziałek, 03 wtorek 2011 roku.

Z Halinką spotkałyśmy się w piątek u niej w domu, gdzie przy wódeczce przedstawiła tą relację, upoważniając mnie do zamieszczenia jej na stronie. Nie jest to taka prosta sprawa napisać relację, odsłuchując dyktafon, wymaga to dość dużej ilości czasu. Ale jakoś mi się udało. 09 maj 2011r. Baśka baska45@poczta.onet.pl

***

Krzysztof i Magda

Krzysztof i Magda.

Remont mieszkania po cioci Helence zbliżał się ku końcowi i trzeba było zacząć myśleć o porządkach. Powiedziałam na ten temat głośno do „fachowców”, którzy ten remont robili. Odezwał się Janek, mówiąc, że on porozmawia ze swoją teściową. Poszła z końcem ubiegłego roku na emeryturę i z tego co wie, na razie nic nie robi.

  •  

Po kilku dniach od tej rozmowy spotkałam Panią Magdą. Jest to kobieta średniego wzrostu, dość dobrze zbudowana, o bardzo miłej powierzchowności. W trakcie naszej rozmowy okazało się, że kiedyś skończyła Szkołę Chemiczną, całe życie pracowała w laboratorium. Kiedy skończyła te swoje 55 lat, na które nie wygląda, poszła na emeryturę. Rzeczywiście, nie bardzo wie, co z sobą zrobić, bo ją żądna praca typu etat nie interesuje. Wyjaśniłam, że w tej chwili to jest problem ze sprzątaniem po tych „fachowcach” oraz z urządzeniem tych pomieszczeń na biura. Przecież po posprzątaniu trzeba je jeszcze odpowiednio urządzić, pokupować różne wyposażenie. Zgodziła się i już od początku lipca zaczęła przychodzić przed południem, sprzątała, kupowała uzgodnione wyposażenie, tak, że praktycznie wszystko było gotowe na 02 sierpnia, czyli na dzień otwarcia Biura. Ale już następnego dnia okazało się, że są po nas różne śmieci. Zaproponowałam Magdzie stałą pracę jako „pomoc techniczną, czyli dbanie o porządek i cale zaplecze socjalne. Zgodziła się, umówiłyśmy się, że będzie przychodziła rano, sprzątał do 10-tej, to znaczy do czasu rozpoczęcia przez nas pracy. Później, jeżeli będzie coś do zrobienia, to zrobi, jeżeli nie, będzie mogła iść do domu. Byłam z tego bardzo zadowolona, bo tym sposobem miałam skompletowany zespół kobiet mniej więcej w tym samym wieku. Tak minął sierpień, Magda bardzo ładnie zaangażowała się w pracę, z tego co wiem, potrafi przyjechać nawet o 6-tej ramo, aby zdążyć posprzątać, pomyć naczynia, doprowadzić do odpowiedniego wyglądu podłogi. Pokazała się z bardzo dobrej strony, to też pewnego wrześniowego dnia poprosiłam ją na rozmowę i zapytałam, czy by nie podjęła się sprzątania również u mnie w domu. Umówiłyśmy się na wieczór, przyjechała, popatrzyła i stwierdziła, że dobrze. Powiedziała – przecież jak skończę w biurze, to mogę przyjechać do Ciebie posprzątać i dopiero później iść do domu. No i wszystko się ładnie ułożyło, do sprzątania na zewnątrz domu domówiłam się z panem, który też sprzątał u sąsiadów, a wewnątrz porządków i zakupów pilnowała mi Magda. Jak to się mówi, „sprawa się rypnęła” w połowie października. Magda poprosiła mnie o osobistą rozmowę i nie w biurze. Umówiłyśmy się zaraz tego dnia o 19-tej u mnie w domu. Przyszła, zrobiłam kawę, zaproponowałam po standardowym drinku typu cola -wódeczka, zasiadłyśmy przy ławie i zaczęłyśmy rozmowę. Magda na początku zaczęła mnie przepraszać, że rusza cudze rzeczy, ale nie była się w stanie opanować. Spojrzałam na nią mówiąc – mów o co Ci chodzi, bo jak na razie coś pieprzysz. Wówczas wyjaśniła mi, że pewnego razu sprzątając łazienkę natknęła się na wibrator, który tam zostawiłam i zaczęła się nim posługiwać. Wyjaśniła, że jest od 6-ściu lat wdową, przez cztery lata jakoś jej hormony spały, ale od dwóch lat się odezwały i ma takie potrzeby. Nie ma ochoty wiązać się na stałe z żadnym mężczyzną, ale raz na jakiś czas chce być zaspokojona. Przećwiczyła różne „warzywa”, ale to nie to samo, co wibrator, który znalazła. Przed nami weekend, chciała by sobie go pożyczyć. Ja parsknęłam śmiechem, nalałam po jeszcze jednym drinku i zaczęłam z nią rozmowę – jak zaczynamy ten temat, to ja go zacznę inaczej. Jest nas cztery kobiety mniej więcej w tym samym wieku, ale Ty wyglądasz najmniej korzystnie. Przecież jesteś dość zgrabna, ale trochę zaniedbana. Dlatego dostaniesz numer telefonu do Karoliny, do zakładu kosmetycznego, ona zajmie się Twoimi włosami, twarzą dekoltem. Magda przerwała mi, mówiąc, że to kosztuje, a ją nie bardzo stać na takie koszty. Powiedziałam jej, że to wcale tak dużo nie kosztuje, a trzy pierwsze wizyty ma gratis. Następnie zajęłam się jej ciałem, mówiąc, że przede wszystkim powinna zwrócić uwagę na dietę, wprowadzając do swojego jadłospisu więcej warzyw i jarzyn, bo z tego, co opowiada, nie wygląda to najlepiej. Ponadto zaproponowałam, aby zaczęła się trochę ruszać, a nie tylko siedzieć przed telewizorem. Poinformowałam ją, że ja chodzę dwa razy w tygodniu na ćwiczenia i basen, mogę jej załatwić „studencką” zniżkę, będzie miała pływanie i wejście do sauny. Zasugerowałam, że przecież jest zdrowa, to powinna zacząć albo chodzić, np. z kijami, albo kupić sobie rower i jeździć na rowerze. Nawtykałam jej jeszcze kilka innych spraw, po czym mówię – chodź. Poszłyśmy na piętro, weszłyśmy do pomieszczenia garderoby, otworzyłam szafę z „zabawkami”. Otrzymałam mieszkanie po Cioci Helence i tam była bardzo ładna, dużą, bo szeroka na 180cm, ale głęboka na 90cm szafa dwudrzwiowa, mająca po prawej stronie sporo szuflad, a po prawej półki w dość dużych odstępach. Ta szafa była zamykana na kluczyk, ale kluczyk był w drzwiach. Otworzyłam ją, wysunęłam szufladę z wibratorami i patrząc na nią mówię – wybierz sobie, który chcesz. Zobaczyłam, że jej „oczy stanęły w słup”, wyjęła jeden, mówiąc – to chyba był ten. No i jak to ja, czasami coś szybciej powiem niż pomyśle, mówię – a może przymierzysz się do tego, podając jej trochę inny wibrator, ale znacznie większy. Spojrzała, mówiąc, że pozostanie przy swojej wersji. Na tym skończyła się ta rozmowa i ta kwestia. Sądzę, że Magda już się sama „obsługuje” w zakresie stosowania zabawek, ale ponadto wzięła pod uwagę to, co do niej mówiłam, poszła do Karolci, ale też zaczęła chodzić na basen. Nie pływa zbyt dobrze, widać też, że nie najlepiej u niej z kondycją, ale to nie było najważniejsze w tym momencie. Po miesiącu, było po połowie listopada, kiedy jeden z ratowników stwierdził, że Magda zrobiła duże postępy w ćwiczeniach, poprawiła się również w pływaniu i zaczyna coraz bardziej atrakcyjnie wyglądać. Wówczas mu powiedziałam - wobec tego moim zdaniem zasadne jest, aby po pływaniu zaczęła odpoczywać w saunie. Spojrzał na mnie, bo oboje wiedzieliśmy, o co chodzi. Popatrzył, mówiąc – masz załatwione. Rzeczywiście, załatwił, w czwartek podczas pływania dał mi znać, że dzisiaj jest sauna do naszej dyspozycji. To też widząc, że w pewnym momencie Magda zaczyna odpoczywać, sama wyszłam z basenu, wyciągnęłam ja za rękę, mówiąc – chodź ze mną. W szatni poprosiłam ją, aby zdjęła kostium, owinęła się tak samo, jak ja w ręcznik i poszłyśmy do sauny. Jak zwykle w takiej sytuacji, panował półmrok, ale po pewnej chwili było widać, że na jednej z półkach leży czterech ratowników. Magda nie była nigdy wcześniej w saunie, więc to wszystko było dla niej nowe. Położyłyśmy się, leżąc dłuższą chwile bez ruchu. Kiedy jednak zaczęłyśmy się już pocić podeszło do nas dwóch ratowników i zaczęli nas rozcierać. Magda w pierwszej chwili obruszyła się, ale położyłam jej rękę na placach, mówiąc – spokojnie. Leżała, a on rozmasował, rozmasował plecy, zsunął rękę między nogi. Magda próbowała się ruszyć, ale pomogłam jej zająć pozycję na kolanach, szeroko rozsuwając nogi, mówiąc – tak będzie dobrze. Po chwili masujący ją ratownik już był w niej, a ona tylko jęczała. Na początek miała jedno zbliżenie, ale z tego co wiem, przy następnym pobycie na basenie została ponownie zaproszona do sauny i wówczas miała zbliżenia z dwoma ratownikami. Co się działo później, nie wiem, ale do tej pory cały czas chodzi na ten basen. Znaczący epizod miął miejsce podczas moich imienin. Magda pomogła posprzątać mieszkanie w czasie, kiedy Andrzej z Krzysztofem „zajmowali” się mną w łazience na piętrze. Zaczęłam schodzić z piętra tylko w lekkiej podomce widziałam zdziwienie w oczach Magdy, powiedziała, co zrobiła, mówiąc, że na tacy jest jeszcze drugi wrzut do zmywarki, po czym usłyszałam – Krzysztof zadeklarował się odwieźć mnie do domu. Spojrzałam na nią, spojrzałam na Krzysztofa, stwierdzając – mam nadzieję, że wiesz co robisz. Po dwóch dniach spotkałyśmy się, zdała mi dość szczegółową relację, mam ja nagraną na taśmę, a w wolnych chwilach próbuję ją opisać. Według niej wyglądało to mniej więcej tak.

Kiedy wyszliśmy z Twojego domu byłam dość mocno podchmielona. Krzysztof zapytał, czy możemy jechać do niego „na herbatę”. Stwierdziłam, ze tak i pojechaliśmy. U niego w domu zamiast herbaty zrobił po drinku, ja tego nie kontrolowałam, ale mnie chyba nalał dość dużo wódki, bo później mocno szumiało mi w głowie. Wypiliśmy, zaproponował drugiego, po czym zaczął mnie rozbierać. Było jasne, ze chce mnie wypierdolić, ja nie miałam nic przeciwko temu, bo dawno nie miałam męskiego kutasa w sobie, tylko jakieś „środki zastępcze”.  Kiedy byłam już naga weszliśmy do pokoju na górze. Nawet sama się położyłam, rozsuwając szeroko nogi. Wszedł we mnie, czułam go bardzo mocno w sobie, jęczałam, kiedy się we mnie wsuwał. Już dawno nie miałam mężczyzny w sobie, to też każde jego pchnięcie czułam bardzo mocno, aż prawie krzyknęłam, kiedy przyszedł orgazm, a on się spuszczał. Podał mi leżący obok ręcznik, mówiąc – chodź. Prawie ciągnąć mnie za rękę zeszliśmy do pokoju, dał mi następnego drinka, nawet powiedziałam, że to za duże tempo, bo zaraz będę pijana. On stwierdził, że o to mu chodzi i tym razem zeszliśmy do piwnicy. Otworzył jakieś pomieszczenie, nie bardzo wiedziałam, co to jest, zapalił niewielkie światło na ścianie, po czym sięgnął na półkę. W jego rękach znalazły się kajdanki, miałam już nieskoordynowane ruchy, to też bez problemów założył mi je na ręce, sięgnął do ściany, pojawiła się linka z karabińczykiem, zapiął ją i zaczął naciągać. Po chwili wisiałam z wyciągniętymi rękoma do góry. Dłuższą chwilę mnie oglądał, dość długo macał cycki, wsunął rękę między nogi, rozsuwając je na bok, pizda była jeszcze mokra po tym, jak mnie zerżnął. Wówczas sięgnął na półkę po dyscyplinę i zaczął nią mnie okładać. Uderzał po dupie, ale uderzał też po cyckach, mam je dość duże, więc miał w co, uderzał też od dołu brzucha, tak, że rzemienie sięgały pizdy i dupy. Byłam dość pijana, ale to nie oznacza, ze nie czułam bólu. Zaczęłam się drzeć, im mocniej się darłam, tym mocniej mnie uderzał, szczególnie w pizdę. W pewnym momencie przestał, lekko poluzował mi ręce, przełożył przede mną, na wysokości dolnej części brzucha linkę w poprzek i zaczął ją naciągać. Tym sposobem byłam dość mocno wypięta do tyłu. Na tyle mocno, że mógł wejść we mnie i ponownie mnie zerżnął. Kiedy skończył, poluzował tę linkę, a ponownie naciągnął pionową, tak, że wisiałam, jak struna. Ponownie wziął dyscyplinę i zaczął uderzać szczególnie po pizdzie, ale nie żałował też cycków. Przestał, podszedł gdzieś do półek, po chwili w jego ręku pojawił się haczyk tego samego typu, jak wędkarski, ale bez wewnętrznego zaczepu. Jedyna różnica to jego wielkość.Ten haczyk, jak go zmierzyłam w domu, miał 5cm średnicy i 5mm grubości. Chwycił mi cycka za brodawkę, naciągnął ja mocno do przodu, po czym, w odległości ok. 2cm od niej zaczął go z góry na dół wbijać. Darłam się, ale to nic nie dawało, na szczęście miał on ostry czubek i wbił się dość gładko. Po chwili to samo zrobił z drugim cyckiem. Ale tego było mu mało. Chwycił mnie za brzuch, jakieś trzy centymetry poniżej pępka, tam mam dość duży fałd skórno – tłuszczowy i w ten sam sposób wbił mi tak samo duży hak. Wziął z półki takie samozaciskowe szczypce lekarskie, pochylił się, rozsunął mi nogi, po czym zapiął te szczypce na wardze sromowej. Po chwili w powstały fałd wbił bardzo podobny haczyk, tyle tyko, że zdecydowanie mniejszy, niecałe 3,5cm. Po chwili taki sam haczyk miałam w drugiej wardze. Wówczas poluzował linkę, wypiął z niej ręce, ale za chwilę, drugą parą kajdanek przypiął je do drabinki, gdzieś na wysokości bioder. Zaraz też zaczął napinać linkę, którą miałam na wysokości bioder, tym sposobem za chwilę znalazłam się w pozycji mocno pochylonej. Rękoma mogłam się trzymać tej drabinki, ale biodra miałam bardzo daleko wysunięte do tyłu. Krzysztof sprawdził, czy jestem odpowiednio wygięta, po czym za chwilę zawiesił na haku w cycku dość duży ciężarek. Jęczałam, bo takie naciągnięcie cycka dość mocno bolało, nie miałam czasu zastanawiać się, po chwili drugi ciężarek wisiał na drugim cycku, a za chwile trzeci na brzuchu, odciągając go mocno w dół. Kiedy to posprawdzał, stanął od tyłu, rozsunął nogi i sprawdził położenie haczyków, które miałam w pizdzie. Zaraz też i do nich poprzyczepiał ciężarki, ale zdecydowanie mniejsze, niż w cyckach. Posprawdzał, czy wszystkie są dobrze pozawieszane, po czym wziął w półki chyba bambusową trzcinkę i zaczął nią uderzać najpierw w wiszące mocno do dołu cycki, to raz z jednej strony, to drugi raz z drugiej strony. Już zupełnie wytrzeźwiałam i darłam się, jego to chyba podniecało, bo znowu uderzył. Po tym „strzelił” kilka razy w brzuch, mniej więcej 2cm za hakiem, na którym wisiał ciężarek. Przykładał trzcinkę do brzucha, po czym ją wyginał i puszczał. Ona sprężynowała uderzając mocno w brzuch. Na końcu wziął się za pizdę i równo w nią uderzał. Trafiał w pizdę i w dupę, już nie miałam siły krzyczeć, już tylko jęczałam. Przerwał, mówiąc – poczekam, aż Ci pizda spuchnie, zajmę się Twoją dupą. Zaraz poczułam, jak dostawia kutasa do brązowej dziurki i jak się w nią wdziera. Był mocny i sztywny, ale nie był zbyt śliski, to też mocno bolało mnie, kiedy się we mnie wdzierał. On na to nie zwracał uwagi, wbił się po same jaja i trzymając mnie za biodra zaczął ujeżdżać. Robił to tak długo, aż się spuścił. Wysunął, widziałam kątem oka, że się wyciera, po czym usłyszałam – moja sperma to za mało, jak na taką dupę, trzeba ją wypełnić mocniej. Za jakąś chwilę poczułam, że mam coś wsuwane w dupę i to coraz głębiej. Trudno powiedzieć, jak głęboko to było, ale na pewno nie tak płytko. Spojrzałam, a on wyjął z lodówki butelkę typu „Pet” a po chwili przyniósł normalny zestaw do irygacji. Powiesił na stojaku pojemnik, przewód podłączył do tego przewodu, który był już we mnie, wlał do tego pojemnika pierwszego „peta”, poluzował zacisk i poczułam, że jestem wypełniana dość zimną cieczą. Patrząc, jak spływa powiedział – to nie jest mleko, to jest taka ciecz, która będzie w Tobie „rosła”. Nie wiedziałam, co to oznacza, ale pojemnik opróżnił się dość szybko, wówczas Krzysztof wyjął z lodówki drugi, wlał do pojemnika, po czym zaczął dotykać mojego brzucha. Stwierdził – masz go dużego, powinny się dużo zmieścić. Nie wiedziałam, co to jest dużo, ale już czułam wypełnienie. Spłynął drugi, wlał trzeci. Ja już jęczałam, a on tylko dotykał mówiąc – jeszcze Ci się zmieści. Kiedy spłynęło trochę więcej niż połowę zatrzymał, odpiął cały układ i zaczął wysuwać przewód, który był we mnie. Kiedy go wysunął całkiem przystawił do dupy wcale nie mały stożkowy korek, którym mi ją zatkał. Rzeczywiście, ta ciecz zaczęła się zachowywać w moim wnętrzu dość dziwnie, bo czułam, jak coraz bardziej rozsadza mi brzuch. On jeszcze chwile odczekał, po czym dotknął go, a ja czułam, że mam przed sobą „olbrzymi bęben”, który na wszystko uciska i zaczyna mocno boleć. Wówczas Krzysztof przesunął ręką po piździe, jęknęłam, bo miałam ją mocno obitą, on rozsunął wargi, na których wisiały ciężarki, po czym zaczął wsuwać w nią swojego kutasa. Darłam się, bo przecież miałam cała przestrzeń brzucha wypełniona tamta cieczą, ale on pomimo to wsunął we mnie tego kutasa i zaczął mnie rżnąć. Wbijał się az po same jaja, co powodowało, że urażał również wargi, bo były naprężone ciężarkami i mocno obite. Wsuwał się i wysuwał, aż w końcu się spuścił. Spojrzałam, on się wytarł, poszedł gdzieś w głąb pomieszczenia, za chwilę wrócił trzymając w ręku potężnych rozmiarów silikonowego kutasa. Rozdarłam się – nieee, on na to nie zważał, przystawił do pizdy i zaczął go wsuwać. Darłam się, bo miałam wrażenie, ze za chwilę zostanę rozerwana, a on tylko coraz mocniej napierał, aż w końcu wsadził mi go całego. Czułam go gdzieś prawie pod brodą. Wówczas przestał, zdjął wiszące na mnie ciężarki i popuścił linkę, która podtrzymywała moje biodra. Opadłam na podłogę, bo nie miałam siły utrzymać się na nogach. Po chwili odpiął mi ręce, cała opadłam na podłogę, głęboko oddychając. Usłyszałam – wstawaj, idziesz się ubierać. Jak się miałam ubierać, w cyckach miałam haki, na brzuchu trzeci, w piździe dużego kutasa a w dupie korek blokujący ciecz w brzuchu. Ale nie dyskutowałam, podciągając się po poręczy weszłam do pokoju, założyłam tylko na siebie bluzkę, spódnicę i rajtuzy. Krzysztof w tym czasie zadzwonił po taksówkę, żegnając się ze mną wręczył mi kartkę z adresem internetowym, mówiąc – napisz, to uzgodnimy termin, kiedy masz do mnie przyjechać. Dał mi również „reklamówkę”, ale już do niej nie zaglądałam. Wsiadłam, siedząc „półdupkiem” pojechałam do domu. Tam szybko weszłam do łazienki, stanęłam pod natryskiem i zaczęłam wyjmować z siebie wszystko po kolei, najpierw korek z dupy, wyleciało ze mnie trochę tej substancji, ale na pewno nie wszystko, bo zrobiła się dziwnie gęsta, później kutasa z pizdy, a na końcu zaczęłam zdejmować haczyki. Kiedy to wszystko zrobiłam, umyłam i położyłam do łóżka. W pewnym momencie poczułam, że „coś” chce ze mnie jeszcze wypływa. Wsunęłam ręcznik między nogi i po dłuższej chwili usnęłam. Rano okazało się, że ręcznik jest całkiem mokry i jest też trochę tej substancji na prześcieradle, wyglądała jak kwaśne mleko, tyle tylko, że nie miała zapachu. Zmieniłam pościel, umyłam się, ale praktycznie przez cały dzień w majtkach nosiłam mały ręczniczek, bo cały czas się ze mnie sączyło. Dopiero kiedy przestało mogłam wyjść z domu.

***

Tak mniej więcej wyglądało spotkanie Magdy z Krzysztofem po moich imieninach. Kiedy przyszła do mnie przyniosła, jako „dowód w sprawie” wszystkie haczyki, tego kutasa i ten korek. Kutas był naprawdę potężny, miał 28cm długości i 5,5cm średnicy, korek typu „łezka” mniejszy, bo „tylko”18, ale też 5cm średnicy. Porozmawiałyśmy, opowiedziała mi to wszystko, mówiąc jednocześnie, że w „reklamówce” było dwa i pół tysiąca euro, pytając, czy ma się z nim kontaktować. Stwierdziłam, że decyzję musi podjąć sama, bo ma „próbkę” tego, co ją może tam spotkać. Z tego, co wiem, poza tamtym spotkaniem już była już dwa razy u Krzysztofa w Hamburgu, z krótkich relacji wynika, że jest tam przede wszystkim mocno rżnięta, na razie nie występowały elementy s/m. Rozmawiałyśmy w środę przed świętami, jakie ma plany na tę przerwę urlopową, powiedziała, że Święta z rodziną a na weekend majowy leci do Krzysztofa, jak sama powiedziała – obiecał jej znaczek. Tak też się stało, po bardzo intensywnych zbliżeniach zarówno w piątek, jak i w sobotę, na zakończenie spotkania „otrzymała” na wzgórku łonowym klasyczny tatuaż przedstawiający wizerunek końskiej łowy. Z duma nam ja pokazała, na co pozostałe stwierdziły – to my też powinnyśmy do tego kompletu douczyć, Ty, czyja ja już mam dużo, teraz Magda, a one nic. Stwierdziłam – życie przed wami. Jakby podsumowując generalnie ten temat muszę powiedzieć, że jakoś sobie radzimy. Magda „na co dzień” chodzi dwa razy w tygodniu na basen, w poniedziałki i środy. Z tego, co wiem, nieźle sobie radzi już z trzema ratownikami. Marta „normalnie” obsługuję Spółkę Lekarską i raz na jakiś czas, wg mnie tak raz na 6 tygodni ma dłuższe spotkanie w Klinice Weterynaryjnej. Iwona „generalnie” jest zaangażowana w Fundacji Prawniczej, ale u nas w firmie też ma „kilku” klientów. Ja nadzoruję całość, czyli bywam we wszystkich w/w miejscach no i czasami „wyrabiam” pozycję u nowych klientów. Tyle na ten temat. 08 maj 2011r. Baśka

***

Urlop, kwiecień 2011, sobota

Urlop, kwiecień 2011, sobota

Podczas naszej rozmowy w poniedziałek Anna poinformował mnie, ze na sobotę mam umówioną „przejażdżkę na byku”. Przyszła sobota. Byłam bardzo ciekawa, jak będzie wyglądała ta „przejażdżka na byku”. Umówiłyśmy się z Michałem już na 17-tą, bo zaczęliśmy już tradycyjnie od zbliżenia miedzy nami. Nie będę ukrywała, że po piątkowym spotkaniu „w piekiełku” czułam jeszcze mocno cipkę, ale o dziwo bardzo ochoczo wystawiłam mu biodra w pozycji od tyłu.

  •  

Wszedł we mnie gładko, wypełnił mnie całkowicie, a ja, chyba z tych emocji, że zaraz znowu gdzieś pojadę podnieciłam się bardzo mocno osiągając mocny orgazm w momencie, kiedy się spuszczał. Poszłam do łazienki umyć się, wypiłam niedokończonego drinka i pojechaliśmy. Tym razem zostałam zawieziona w rejon Prowansji. Jest to głównie region rolniczy, u nas znane są Zioła Prowansalskie, używane do zup, sosów ziołowych, sałatek, jaj oraz przy sporządzaniu pieczeni, mięs mielonych, potraw z grilla. Ale Prowansja jest jednym z ważniejszych regionów uprawy Lawendy wąskolistnej, uprawianej dla otrzymywania olejków eterycznych, stosowanych przede wszystkim w kosmetyce. Należy jednak pamiętać, że niektóre zioła, nawet takie, jak Lawenda, odpowiednio spreparowane są parzące, o czym miałam się niedługo przekonać. Dojechaliśmy do pewnego miejsca, dość daleko od głównej drogi, które, po naszemu, można by nazwać gospodarstwo agroturystyczne. Duży, piętrowy dom, na dole pomieszczenia użytkowe, na górze cztery pokoje hotelowe. Zasiedliśmy na dole w dużym pokoju wyposażonym w długi stół i ławy do siedzenia, gospodarz podał półmisek przekąsek, czyli różnych wyrobów począwszy od mięs, a skończywszy na serach, pieczywo, pojemnik przypraw, między innymi z tymi ziołami i „gąsiorek” wina, gąsiorek, bo ta butelka miała kształt bańki szklanej z uchem i miała pojemność ok. 3,5 litra. Gospodarze, to ludzie w wieku ok. 35 lat, elegancko ubrani, z elementami strojów ludowych. Bardzo ich interesowało skąd jestem, co robię, gdzie wyjeżdżam na urlop. W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, czy aby Anna nie pomyliła celu naszego wyjazdu. Ale jak się za chwile okazało, wszystko było pod kontrolą. Ta pogawędka, a przede wszystkim kilka wypitych szklaneczek wina zrobiły swoje i poczułam się być mocno rozluźniona. Michał to zauważył, zaproponował, abyśmy wzięli szklaneczki, niedopity jeszcze gąsiorek z winem i przeszli na piętro. Tam weszliśmy do bardzo dużego pokoju, gdzie panował głęboki półmrok. Po chwili dopiero dojrzałam stojący przede mną dość duży stół, a za nim siedziało kilku mężczyzn. Podeszłam, przywitali się ze mną, po czym od Michała usłyszałam – teraz poznasz się z tymi panami. Trzymałam w ręku szklaneczkę, oni stanęli i próbowali się swoimi ze mną stuknąć. Kiedy wstali, zobaczyłam, że mam przed sobą czterech dobrze zbudowanych mężczyzn. Byli praktycznie wszyscy rozebrani, przepasani tylko ręcznikami na biodrach. Wypiłam ją do końca, po czym pokazali mi rękoma, że za tym stołem stoi dość duże łóżko. Nie miałam już wątpliwości, po co ono jest. Odłożyłam pled, którym byłam do tej pory okryta i ruszyłam w jego kierunku. Oni ruszyli za mną, spojrzałam, każdy z nich trzymał w ręku wcale nie małego kutasa. Powiodłam wzrokiem po nich, pomyślałam, nieźle, zobaczymy, jak ja dam im radę. Zaczęło się, można powiedzieć, normalnie, odbyłam pierwsze zbliżenie, umyłam się, wyszłam, a tu drugi już się niecierpliwy. Wystawiłam mu biodra od tyłu, on chwycił je w swoje duże ręce, a za chwilę już się wsuwał we mnie. Robił to bardzo intensywnie, zorientowałam się, ze mam do czynienia z profesjonalistą, bo nie spuszczał się zbyt szybko, tylko dłuższą chwilę wsuwał się we mnie. Czułam go bardzo mocno w sobie i nawet byłam już mocno podniecona, kiedy się we mnie spuszczał. Po wyjściu z łazienki widzę, że jest zmiana sytuacji. Na łóżku, na którym do tej pory byłam leży mężczyzna, ma szeroko rozstawione nogi, a miedzy nimi sterczy pionowo do góry ustawiony jego kutas. Pozostali podeszli, pokazując, że mam na nim usiąść pupą. Kucnęłam, rozsunęłam szeroko pośladki, po chwili poczułam, jak się we mnie wsuwa. Rozpierał się w moim wejściu, a zaraz później poczułam jego biodra na dziurce i jego kutasa głęboko w sobie. Kiedy już mocno siedziałam dwóch podniosło mi nogi do góry, a trzeci wbił się w cipkę. Jęknęłam, bo przecież w środku miałam już jednego kutasa. On jednak nawet na moment się nie zatrzymał, tylko mocno się we mnie wsuwał, wypełniając mnie do końca. Czułam go mocno w sobie, wypełniał mnie całkowicie. Dość mocno jęczałam, a on wsuwał się systematycznie, aż osiągnął swój orgazm, spuszczając się we mnie. Po chwili jeden z tych, którzy podtrzymywał mi nogi zamienił się z poprzednim i równie mocno wszedł. Kiedy wypełniał mnie ten trzeci, już głośno jęczałam, czując go szczególnie mocno na swoich wargach. Skończył, spuszczając się dość obwicie. Wówczas ten, na który siedziała chwycił mnie mocno w biodrach, wstał i obrócił, kładąc brzegu tapczanu. Zaraz też, trzymając mnie mocno za biodra zaczął się wsuwać, aż poczułam to ciepło rozpływających się we mnie jego soków. Puścił, nareszcie mogłam iść się umyć. Wyszłam z łazienki, wówczas okazało się, że to już jest koniec zbliżeń, Michał podał mi pled, który leżał na kanapie, pokazał, ze mam założyć buty, bo wychodzimy na zewnątrz. Było już szaro, przeszliśmy przez podwórko, weszliśmy do typowego pomieszczenia gospodarczego. Wówczas dwóch nowych „partnerów” chwyciło mnie za ręce dwóch pozostałych założyło opaski i podłączyło do zwisających linek. Po chwili dwóch chwyciło za ręce, a dwóch za nogi, unieśli je do góry, zawisłam wygięta w pół, ktoś inny odsunął parawan, za którym stał autentyczny byk. Miął wpięte kółko w nozdrza, za które był przywiązany do poprzecznej, stalowej belki. Ci, co trzymali mnie za ręce podciągnęli je trochę do góry i znalazłam się nad jego grzbietem. Było to kawał wielkiego cielska, dorosły byk, a na takiego ten wyglądał, ważył nawet tonę. Patrzę, co oni robią, a jeden z nich wziął wiaderko, łopatkę i smaruje grzbiet tego byka białą substancją, jakby pastą do zębów. Zaczął się wokół rozchodzić zapach lawendy, pomyślałam, że to jakiś krem. Miało to postać kremu, ale na pewno nie był to krem. Kiedy już rozprowadzili odpowiednią ilość, tak, że praktycznie cały grzbiet już był biały,

wówczas trzymający mnie za ręce podciągnęli do przodu, tak, że moje piersi znalazły się na wysokości kłębu tego byka. Po chwili opuścili, ale tak, że miałam w kremie piersi i cały brzuch. Kiedy już byłam odpowiednio wysmarowana podciągać mnie go góry, dołożyli świeżą porcje „kremu”, rozciągnęli nogi na boki i za chwilę siedziałam na nim okrakiem. Umięśnienie grzbietu byka jest prawie płaskie, to też miałam nogi bardzo mocno rozwarte na boki a całe krocze zamoczone w tym „kremie” Byk poczuł mój ciężar na sobie, zaczął się poruszać na boki. Powodowało to ruch skóry. Skóra byka ma krótkie, ale ostre sprężyste włókna, co powodowało, że jej ruch wbijał się w moje ciało, wprowadzając w nie właśnie ten „krem”. Wbijały się we wszystkie dostępne miejsca, zaczęły wbijać się również w cipkę. Rozsunięcie nóg powodowało, że sierść byka zaczęła dotykać również warg sromowych, a po kilku jego następnych ruchach zaczęła wbijać się również w małe wargi, dochodząc do samej dziurki, jak również dochodząc do brązowej dziurki. Całe moje krocze ten „krem” wypełnia szczelnie. Trwało to pewien czas, po którym zaczęłam się czuć dziwnie, a za chwilę wszystko zrozumiałam. Wszystkie miejsca, które miały kontakt z tym „kremem” zaczęły mnie piec. W niewielkim stopniu piersi i brzuch, bo z nich ten krem prawie spłynął, ale zaczęły mnie piec uda, które ocierały się najbardziej, a przede wszystkim całe krocze, szczególnie obie dziurki. Kiedy zaczęło mnie to piec zaczęłam wykonywać różne ruchy biodrami na boki nie mając świadomości, że nimi wcieram go jeszcze bardziej. Przyszedł moment, że już nie wytrzymywałam, wierciłam się, ale też zaczęłam się drzeć, że mnie piecze, wręcz boli. Oni jeszcze przez chwilę się temu przypatrywali, po czym chwycili za nogi, podnieśli do góry i zdjęli z byka. Muszę przyznać, że miałam „atrakcyjną” przejażdżkę na nim. Michał podał mi pled, w którym byłam owinięta mówiąc – załóż buty i idź się umyj. Ale to trzeba było wrócić do tego samego budynku i wejść na piętro. Starając się iść okrakiem doszłam do łazienki, a kiedy stanęłam pod natryskiem aż zawyłam. Wszystkie miejsca, które miały kontakt z „kremem” były czerwone, a krocze to jeden wielki ogień. Myjąc się czułam każdy ruch ręki, a myjąc te miejsca miałam wrażenie, że za chwile ona też się poparzy, takie było gorące. Dłuższą chwilę stałam pod tym natryskiem, umyłam się dokładnie, ale to nie oznaczało, że „ugasiłam ogień” Nadal czułam pieczenie, szczególnie w kroczu. Wyszłam z łazienki, okazało się, że oni na mnie czekają. Dostałam dużą szklankę wina, którą wypiłam całą, po czym moi partnerzy ponownie przystąpili do zbliżeń ze mną. Położyli mnie na stole, podciągnęli, rozsunęli na boki nogi, po czym pierwszy wszedł we mnie. Rozdarłam się, bo wsuwając się przeciągnął swoim kutasem po całym kroczu. Poczułam, jak mnie uraża, po chwili poczułam, jak nadal mnie uraża, wbijając się całkowicie i napierając swoim wzgórkiem łonowym na moje wargi. Jęczałam głośno, ale to chyba dla nich była właśnie „podniecająca” melodia, bo zaczął się we mnie wbijać jeszcze mocniej. Trudno jest mi powiedzieć, jak długo to trwało, bo się nie spuścił, a jednak wysunął. Był to chyba manewr taktyczny, za chwilę wypełnił mnie drugi. Czułam go tak samo mocno, jak poprzedniego. Urażał moje miejsca, a ja tylko jęczałam. Na dodatek, ten, który się ze nie wysunął zaczął „się bawić” piersiami, które też były mocno podrażnione. Znowu minęło trochę czasu, wsuwał się we mnie mocno i do końca. To powodowało mocne ugniatanie warg, które były podrażnione tym „kremem” Jęczałam, przestał, po chwili wszedł we mnie trzeci i czwarty. Cały czas jęczałam, bo mnie cipka bardzo bolała. Ten ból nie był już bólem zewnętrznym, zaczął przenikać gdzieś do wnętrza, miałam wrażenie, że zaczyna mnie boleć całe podbrzusze. Dodatkowo, jakby od góry spływał ból „pieszczonych” piersi. Nie wiem dlaczego, ale wówczas nastąpiła zmiana pozycji. Ułożyli mnie płasko na podłodze, podłożyli pod biodra dwie poduszeczki, tak, że miałam je dość wysoko, rozsunęli lekko nogi, po czym poczułam jak jeden zaczyna wkładać swojego kutasa w moja brązową dziurkę. Rozdarłam się, bo przecież była ona tak samo poparzona, jak cipka. Nie stanowiło to dla niego żadnej przeszkody. Po chwili oparty na swoich potężnych ramionach wbijał się we mnie aż po swój wzgórek łonowy. Czułam go bardzo mocno w sobie. Poduszka, którą miałam pod sobą minimalnie amortyzowała te jego pchnięcia, ale pomimo to czułam go w sobie bardzo mocno. Wbijał się systematycznie przez pewien czas, nie wiem, na czym to polega, bo czułam cały czas mocnego, sztywnego kutasa, a on się nie spuszczał. Można uznać, że się zmęczył, bo zastąpił go drugi i to samo. Wsuwał się całkowicie, aż po wzgórek łonowy, urażając mnie mocno. Ja wyrzuciłam ręce do przodu i kręcąc głową to w jedną, to w druga stronę mogłam tylko jęczeć. Po drugim był trzeci i czwarty i piąty, jęczałam coraz głośniej. Mogę powiedzieć, że pewnego rodzaju zmiana nastąpiła, kiedy zostałam wypełniona po raz piąty. Ten, wsuwając się we mnie bardzo mocno w pewnym momencie się spuścił. Jęknęłam, bo pomimo wszystko to jednak dość miłe uczucie, kiedy się wewnątrz rozpływają te soki. Po nim już wszyscy czterej wsuwali się, a kiedy osiągali swój orgazm, spuszczali się, wypełniając mnie coraz bardziej. Mogę powiedzieć, że na tę część tych pieszczot zostało ich pięciu, pięciu się spuściło, uznali spotkanie za zakończone. Pozwolili mi się podnieść, już tradycyjnie dostałam dużą szklankę wina, po czym poszłam do łazienki. Delikatnie opłukałam się, wyszłam do pokoju, moich partnerów już nie było, czekał na mnie tylko Michał. *** Ubrałam się, wróciliśmy do hotelu. Trochę się zdziwiłam, kiedy Michał wysiadł również z samochodu, mówiąc, że mnie odprowadzi. Kiedy tylko weszliśmy do pokoju nie miałam wątpliwości, po co mnie odprowadza. Dość energicznym ruchem pchnął mnie w kierunku łóżka polecając mi się rozebrać. Nie trwało to zbyt długo, sama wsunęłam się na łóżko, szeroko rozsuwając nogi. Jego kutas szybko mnie wypełnił, wsuwając się we mnie bardzo głęboko. Ja jęczałam, bo mnie wszystko bolało, ale też jęczałam, bo o dziwo zaczęłam się podniecać. Trwało to dość długo, za nim on osiągnął swój orgazm, spuszczając się we mnie. Ja w tym momencie też mocno jęknęłam, osiągając swój i to również wcale nie mały orgazm. Michał powiedział, „dziękuję, dobranoc”, po czym wyszedł. Był to ostatni „akcent” mojego urlopu w Lyonie. W niedzielę wstałam dość późno, podczas porannej toalety stwierdziłam, że podrażnienia skóry na piersiach i brzuchu już znacznie zbladły, niestety, w kroczu jeszcze nie. Zjadłam śniadanie, spakowałam się i poszłam do rodziny. Zjedliśmy rodzinny obiad, po czym syn marek odwiózł mnie na lotnisko. Dochodziła 21-sza kiedy dojechałam do domu. Rozpakowałam się, uporządkowałam rzeczy, o czym nalałam sobie wody do wanny, nalałam swoich ulubionych olejków i zanurzyłam się, chcąc odpocząć po całym dniu podróży, ale jakby również chcąc zmyć „pozostałości” po wszystkich spotkaniach na tym wyjeździe. Myjąc się delikatnie wsunęłam rękę w krocze i zaczęłam dotykać cipki. Wówczas nastąpiło coś, czego się nie spodziewałam – dotknęłam łechtaczki, a ta od razu zrobiła się „wielka”, natomiast w moim „wnętrzu” odezwał się jakby głos wielkiego podniecenia, wręcz żądającego ode mnie jego zaspokojenia. Wyszłam z wanny, poszłam na piętro, do garderoby, tam otworzyłam swoją „białą szafę”, wysunęłam szufladę i pierwsze co mi się rzuciło w oczy, to nowy żelowy, bardzo miękki „ Cherubinek”. Na ulotce było napisane: Cherubin potężna nadprzyrodzona istota, stojąca bardzo wysoko w hierarchii bytów gdy go zobaczysz – daje Ci on znak byś uwierzyła w swoje szczęście. Przecież ja chciałam w tym momencie swojego szczęścia, a że była to: potężne nadprzyrodzona istota nie miałam żadnych wątpliwości. Miał on 28cm długości i 6,0/7,5cm średnicy. Szybko go rozpakowałam, jeszcze szybciej zbiegłam ponownie do łazienki, ponownie wsunęłam się do wanny, rozsunęłam szeroko nogi i za chwilę zaczęłam go sobie wsuwać. Jęczałam, bo przecież mnie wszystko bolało, ale chciałam też zaznać tego właśnie „szczęścia”. Wsunęłam go prawie ¾, czułam, jak mnie całą od środka rozsadza, ale przecież jeszcze nie wszedł cały. Zmieniłam pozycję, uklękłam i opuszczając biodra napierałam na niego. To się lekko uniosłam, to znowu napierałam. Jęczałam z bólu, ale też jęczałam z podniecenia, że udaje mi się pochłaniać tego Cherubinka. Ażeby go wsadzić w siebie całego wyszłam lewą nogą z wanny i oparłam się na jej krawędzi. Był to dobry pomysł, bo naparłam kilka razy i jęknęłam, co całym kroczem oparłam się o jej krawędź, czując ból podrażnienia, ale czując również całkowite wypełnienie. Był on dość miękki, to też wsunął się cały, ale od razu „rozprężał się” powodując mocne wypełnienie dolnej części brzuszka. Z satysfakcją pogładziłam się po brzuchu, czując, jak jest mocno wypełniony. O dziwo, wówczas dostałam orgazmu, wszystkie mięśnie brzucha napięły się, a z cipki popłynęły moje soki namiętności. Wstałam, wyjęłam go z siebie, obmyłam i odłożyłam, siebie też opłukałam, wytarłam i poszłam spać. To był definitywny koniec mojego wyjazdu do Lyonu. Kiedy będzie następny, nie wiem. 07 maja 2011r. Baśka. baska45@poczta.onet.pl

Krzysztof i Halina

Krzysztof i Halina

Krzysztof to kolega mojego byłego męża z czasów studiów oraz świadek z naszego ślubu. Kontakty nasze urwały się, kiedy mój mąż wyjechał do Paryża. Ale w sposób absolutnie nie przewidywalny odżyły w listopadzie 2010 roku. Okazało się, że Krzysztof jest liczącym się przedsiębiorcą produkującym określony sprzęt dla przemysłu okrętowego. Jest znaczącym przedsiębiorcą, czytaj jest zamożnym człowiekiem.

  •  

Krzysztof mieszka na stałe w Hamburgu, ale tutaj pozostał mu po rodzicach domek – segment. Jest mu żal to sprzedać, bo jest to „ojcowizna” ale z drugiej strony ma problemy, aby go w należytym stanie utrzymać. Kiedy widzieliśmy się właśnie w listopadzie narzekał, że niby tym domem opiekuje się jakaś jego kuzynka, ale ona nic w nim nie robi, nawet nie ściera kurzu z mebli. Wówczas wyraził się, że on jest w stanie dobrze zapłacić, pod warunkiem, że ktoś się tym domem rzetelnie zajmie. Taka możliwość pojawiła się w połowie lutego. Wracając kiedyś z miasta zastałam u siebie w domu Magdę, która sprząta u nas w biurze, ale też prowadzi mój dom i robi to bardzo dobrze. Zapytała, czy możemy porozmawiać. Zrobiłam kawę, zrobiłam po dużym drinku i zasiadłyśmy „roboczo” w kuchni przy stole. Wówczas Magda zaczęła mówić: Spotkałam któregoś dnia w mieście swoją dawną koleżankę z pracy, Halinkę. Halina przez pewien czas pracowała razem ze mną w tym samym laboratorium, ale „trafiła jej się fucha” i przeszła do pracy w laboratorium przemysłowym. Zdecydowały względy finansowe. Niestety, w 2007roku w lipcu miała wypadek. Pobierając próbkę do analizy z pewnej instalacji urwał się kurek probierczy i gorąca substancja pod ciśnieniem zalała jej prawa część ciała – twarz od policzka, ramię, klatkę piersiową i pierś, część brzucha, aż po udo. Proces leczenia trwał ponad półtora roku, ale pozostały ślady, które są widoczne przede wszystkim na twarzy. W związku z tym wypadkiem dostała druga grupę inwalidzką i jest od dwóch lat na rencie. Obecnie jest całkiem sama, męża „wyrzuciła” dawno z domu, bo pił i gdzieś się zapił na amen. Syn „kupił” po niej żyłkę chemika, na etapie liceum wygrał jakąś olimpiadę europejską, po maturze dostał propozycję studiowania w Denver, USA, oczywiście z niej skorzystał i wyjechał. Jest sama, ma 40 lat i chętnie by się podjęła jakiejś pracy, ale nigdzie jej nie może znaleźć, nawet sprzątania. Podejrzewa, że problem tkwi w wyglądzie jej twarzy. Basiu, może byś porozmawiała z Krzysztofem, może on by wyraził zgodę i za niewielką opłatą ona by mu posprzątała dom, a dla niej nawet tysiąc złotych miesięcznie to dużo. Kończąc drinka stwierdziłam, że chyba nie jest to zły pomysł i na tym tę rozmowę skończyłyśmy. Magda poszła, ja zrobiłam sobie jeszcze jednego małego drinka, zasiadłam przy biurku i zaczęłam się zastanawiać, co z tym „fantem” zrobić. Pomyślałam, Magda może ma racje, chce mieć czysty dom, to może go mieć, a ponieważ generalnie go w nim nie ma, nie będzie zbyt często narażony na widok Haliny, przy czym sama też jeszcze nie wiedziałam, jak ona wygląda. Zadzwoniłam do Magdy, że jej propozycja jest dobra, ale chciałabym skontaktować się z Haliną. Dostałam telefon i umówiłyśmy się na rozmowę w najbliższy piątek na 20-tą. Przyszła punktualnie kobieta średniego wzrostu, wyjątkowo zgrabna, kiedy zdjęła czapkę „wyleciało” z pod niej wyjątkowo dużo jasnych włosów. Zrobiłam kawę, zapytałam, czy chce się czegoś mocniejszego napić, wyraziła chęć na wódeczkę, dałam colę, sok jabłkowy i Wyborową, nalałam w kieliszki wznosząc toast – za nasze spotkanie. Wypiłyśmy i w kilku słowach przedstawiłam jej ewentualna swoją propozycję. Wówczas Halina stwierdziła – jak wyglądam, to widzisz, pokazując twarz, mówiąc jednocześnie – chcesz zobaczyć więcej ? Kiwnęłam tylko głową, a Halinka zaczęła się rozbierać. Zdjęła bluzkę i wyraźnie widać było dość grube bliznowce pomarańczowego koloru na ramieniu, poniżej ramienia, na klatce piersiowej. Odpięła staniczek mówiąc – tu było bardzo mocno, bo zatrzymało się w staniku, po chwili odpięła spódnicę, spuściła ja do dołu, zsunęła rajtuzy i majteczki, widać było duży ślad na biodrze i na udzie. Pokazując biodro powiedziała – tutaj też było duże poparzenie, bo zatrzymało się w majtkach i przemieściło się prawie na połowę brzucha. Rzeczywiście, widać było, że ten bliznowiec sięga prawie do wzgórka łonowego w dół i prawie do linii pępka w szerz brzucha. W tym momencie zobaczyłam Halinę praktycznie nagą i powtórnie przekonałam się, ze jest to wyjątkowo proporcjonalnie zbudowana kobieta, bez brzucha, bez żadnych przerostów, co w całości daje jej bardzo ładna sylwetkę. Pomimo tych blizn widać było jej kształtne biodra i dość obfity biust. Ubrała się, mówiąc – tamto wszystko to pryszcz, bo zakryte, najważniejsza jest twarz, bo widać. Zapytałam, czy nikt nie proponował jej operacji plastycznej, odpowiedziała, że nie, ponieważ jest to poparzenie chemiczne, a nie termiczne i jest zupełnie inna struktura tych bliznowców. Nie bardzo chciało mi się w to wierzyć, ale nie był to w tym momencie temat. Przedstawiłam jej propozycję sprzątania w domku Krzysztofa, akcentując właśnie ten element, że jego głównie nie ma. Halina zgodziła się od razu, wówczas wyjaśniłam jej również, że Krzysztof jest agresywnym mężczyzną i mogą ją spotkać pewne uciążliwości, tu w kilku słowach je przedstawiłam. Halinka popatrzyła na mnie mówiąc – jeżeli mnie ktoś zerżnie, to mi tylko zrobi dobrze, bo już nie pamiętam, kiedy miałam ostatnie zbliżenie z mężczyzną. Jeżeli nawet rozpierdoli mi pizdę, to też nie problem, na razie jest bezużyteczna.  A jak widzisz, przy moim wyglądzie te szanse są bardzo małe. Bólu też się nie boję, bo przy tym poparzeniu mocno uodporniłam się na ból. Na tym praktycznie nasza rozmowa na ten temat się zakończyła, przeszliśmy na temat naszych dzieci, bo jej syn w Denver, mój w Lyonie i tak zastała nas północ i pusta butelka. Mając zgodę Halinki następnego dna napisałam do Krzysztofa list: Zbliżają się Święta Wielkanocne, czy chcesz mieć elegancko wysprzątany dom. Odpowiedź przyszła natychmiast, przy czym okazało się, że może przyjechać dopiero na weekend 15/17 kwietnia, natomiast proponował kontakt z dotychczasową „opiekunką”, wzięcie od niej kluczy i robienie w tym domu porządków od ręki. Zgodnie z jego życzeniem skontaktowałam się z dotychczasową „opiekunką” umówiłyśmy się na spotkanie w ostatnią sobotę lutego. Przyszła kobieta w dojrzałym wieku, dość chętnie przekazała druga parę kluczy mówiąc, że już dawno mu to proponowała, bo dla niej jest to tylko uciążliwość. Weszłyśmy do domu, obejrzałyśmy, rzeczywiście, było tam co sprzątać, ale praktycznie ten dom kwalifikuje się do remontu wewnętrznego i zewnętrznego. Opisałam mu to wszystko, otrzymałam odpowiedź, że zdaje się zupełnie na mnie i prosi o numer konta, na które ma przesłać pieniądze na wszelkie zakupy. Ja tą informację przekazałam Halinie, a ponieważ ona też dysponuje komputerem i Internetem, dalsza wymiana korespondencji już była między nimi. Po dwóch tygodniach Halina zadzwoniła do mnie, poszłyśmy do tego mieszkania, pokazała, co przez ten czas zrobiła, mówiąc jednocześnie, że Krzysztof co tydzień przysyła jej dość znaczną kwotę pieniędzy. Powiedziałam, żeby się tym nie przejmowała, niech założy sobie w komputerze rachunek, zlicza wydatki i już. Uzgodniłyśmy, co ma robić dalej, następny zakres prac już uzgadniała bezpośrednio z Krzysztofem. Tak mijały dzień za dniem, aż przyszła połowa kwietnia i termin jego przyjazdu. Miał przylecieć w czwartek po obiedzie i od razu umówił się ze mną na 20-tą, natomiast z Haliną na sobotę, również na 20-tą. Umówiłyśmy się, że Halina po powrocie zadzwoni do mnie. Czekałam na ten telefon do północy, nie ma, wpół do pierwszej, nie ma. Wysłałam sms, tuż przed pierwszą drugi, na który otrzymałam odpowiedź – wszystko w porządku, zadzwonię jutro koło południa. Byłam zdziwiona, ale uspokojona poszłam spać. Nie było tego telefonu o dwunastej, ale dopiero około 13-tej z pytaniem – czy mogę przyjść do Ciebie. Wyraziłam zgodę i po kilku minutach Halina była u mnie. Weszła radosna, uśmiechnięta, trzymając w ręku 0,7 Wyborowej. Ja wyjęłam z lodówki napoje, zasiadłyśmy w salonie i Halina zaczęła swoja opowieść: Jak sama wiesz, od półtora miesiąca sprzątałam mieszkanie Krzysztofa, czasami przez cały dzień, czasami nawet tam spałam. Co pewien czas pisałam do niego listy, co zrobiłam i ile pieniędzy na to wydałam. Jaki był tego efekt, sama mogłaś zobaczyć, będąc tam w piątek. Rzeczywiście, kiedy w piątek przyszłam do Krzysztofa mieszkanie „pachniało” świeżością, czego nie można było powiedzieć, kiedy brałyśmy klucze od „opiekunki”. Za każdym razem, kiedy pisałam o swoich wydatkach, zaraz miałam na swoim koncie przynajmniej dwa razy więcej pieniędzy, niż wydałam, tym sposobem mam ich sporo i nie bardzo wiem, co z nimi zrobić. Uśmiechnęłam się, mówiąc – nic, są Twoje. Umówiliśmy się na spotkanie wczoraj na 20-dziestą. Po Twoich informacjach szłam na nie dość mocno stremowana, tym bardziej, że sprzątając „siłownię” odkryłam jego „specjalną” szafę. Ale od wejścia pełne zaskoczenie, rozebrałam się w przedpokoju, weszłam do pokoju, przywitał się ze mną bardzo elegancko, całując w rękę, po czym wręczył mi olbrzymi bukiet pięknych, bardzo długich, czerwonych róż. Podziękowałam, włożyłam do wazonu, wiedziałam, gdzie stał, po czym zasiedliśmy do zastawionego przez niego stołu. Na stole było to, co naszykowałam w lodówce, ale były tez inne potrawy, czyli musiał samemu je dokupić. Nalał do kieliszków wódeczki i wzniósł toast za nasze spotkanie, o którym przedstawił się, swoja historię życia oraz napomknął trochę o swoich interesach. Trwało to dobra chwilę, podczas której wypiliśmy dwa następne kieliszki wódki. Kiedy skończył, kurtuazyjnie zapytał, czy mam pytania, po czym poprosił, abym powiedziała coś o sobie, zaznaczając, że mogę powiedzieć to, co chce. Specjalnie nie mam czego ukrywać, to mu opowiedziałam historię swojego życia, dość mocno akcentując sprawę wypadku. Dokończyłam, mówiąc o leczeniu i o naszym spotkaniu. Kiedy skończyłam powiedział – mówisz o poparzeniu znacznej części ciała, czy mogę zobaczyć. Licząc się z tym, że za chwile mogę być naga i nie bardzo wiedziałam, co będzie dalej, wypiłam nalany kieliszek wódki i zdjęłam bluzkę, kładąc ją na krześle obok. Dalej zdjęłam stanik, położyłam obok i tak stałam przez chwilę. Usłyszałam – dalej, rozbierałam się już nie raz do naga, nie robiło to już na mnie większego wrażenia, to też zdjęłam spódnicę, zsunęłam rajtuzy i majteczki. Krzysztof wstał, podszedł do mnie i dłuższą chwilę przyglądał mi się, po czym spytał – mogę dotknąć. Kiwnęłam głową a on przyłożył rękę do mojej twarzy, po czym wolno przesunął w dół i zgrabnie omijając piersi przesunął ją aż do wzgórka łonowego. W tym momencie pomyślałam, że zamiast mnie zerżnąć pewnie mnie wyrzuci, bo kto to by chciał mieć do czynienia z taka kolorową. Ale nie, odsunął się, nalał do kieliszków, podał mi mój, mówiąc – za Twoje zdrowie. Po Twoich opowieściach, jaki on jest brutalny nie wierzyłam własnym uszom, bo Krzysztof za chwilę powiedział – chodź na górę. Byłam przygotowana, że w tym momencie każe mi iść do „siłowni” ale na górę, nic z tego nie rozumiałam. Weszliśmy do sypialni, a Krzysztof pokazuje, abym położyła się w łóżku. Sam też położył się z mojej lewej strony, lekko mnie przykrył, po czym patrząc na mnie ponownie zaczął przesuwać rękę po moich bliznowcach. Zaczął od twarzy, ponownie przesunął ja aż do samego uda i do góry. Nic nie mówił, tylko patrzył, aż zsunął kołdrę, dając mi znać, że chce ze mną odbyć zbliżenie. Rozsunęłam szeroko nogi, po chwili poczułam, jak moja pizdę wypełnia jego kutas. W tym momencie dostałam dreszczy, przecież nie miałam w sobie męskiego kutasa już wiele lat. Moment, kiedy wszedł we mnie cały potwierdziłam głośnym krzykiem, jednocześnie wyrzucając ręce do góry. On to bardzo dobrze zrozumiał, bo wolniutko wysuwał się, po czym dość energicznie wsuwał do samego końca, czułam jego główkę na szyjce. Ale czułam też, jak podczas tych ruchów jego główka przesuwa się we mnie, co powodowało narastające podniecenie. To też jęczałam coraz głośniej, a on coraz mocniej wsuwał we mnie tego kutasa. Poczułam, jak mój brzuch nagle zrobił się twardy i bardzo mocny orgazm, kiedy się we mnie spuszczał. Tkwił we mnie dłuższą chwilę, po której powiedział – idź się umyj, weź z szafki jakąś podkoszulkę i zejdź na dół. Cała drżąca zeszłam, będąc pewną, że tym razem zejdziemy do „siłowni”. Ale Krzysztof zasiadł do stołu prosząc, abym zrobiła dla niego i dla siebie herbatę. Szybko zmieniłam filiżanki, w tym czasie zagotowała się woda i herbata była gotowa. Ponownie nalał do kieliszków wódeczkę i wzniósł toast za nasze spotkanie. Wypiliśmy, zaczęła się rozmowa, co bym zmieniła w tym jego domu. Powiedziałam, że przede wszystkim trzeba zrobić w nim generalny remont, bo ma bardzo starą instalacje elektryczną, powinny być też wymienione urządzenia sanitarne i np. wanny w łazience na górze już się nie da doszorować. Powinno się zmienić szafki w kuchni, bo są stare i się nie domykają. Rozmowa potoczyła się w tym kierunku, analizowaliśmy praktycznie każde pomieszczenie. Zajęło nam to trochę czasu i następne dwie kolejki wódki. Kiedy już prawie wszystko omówiliśmy Krzysztof powiedział – idziemy na górę. Ponownie się zdziwiłam, ale weszliśmy, położyliśmy się do łóżka i ponownie Krzysztof wodził rękoma po moich bliznowcach. Robił to bardzo wolno, delikatnie, zdziwiłam się, ale to mnie zaczęło podniecać. Chyba za trzecim razem, kiedy przesuwał rękę z góry na dół na wysokości piersi przesunął ja na pierś i patrząc mi prosto w oczy zaczął ją głaskać. Sama zdziwiłam się, ale pierś jakby zadrżała a po chwili wyraźnie się podnieciła, co uwidoczniło się mocnym powiększeniem się brodawki. Jęknęłam, a on nadal bardzo delikatnie ją gładził, aż przyszedł moment, którego się absolutnie nie spodziewałam. Krzysztof uniósł się trochę na ręce, na której leżał, pochylił się i wziął mi tą pierś w usta. Lekko ją ścisnął i wolniutko wysuwając się zaczął pieścić brodawkę językiem. Nie przypuszczałam, że ta brodawka jest jeszcze tak wrażliwa, to też syknęłam. Uniósł się i patrząca na mnie, zapytał – bolało, odpowiedziałam – nie, po czym on ponownie zaczął ją pieścić, intensywnie „omywając” brodawkę. Nie było to dla mnie obojętne i zaczęłam być bardzo mocno podniecona. Czując to spojrzał na mnie, po czym usłyszałam – usiąć na mnie. Nie robiłam tego prawie nigdy, to też nie szło mi to dość zgrabnie, ale w końcu siedziałam na nim, mając jego kutasa w swojej piździe. Chwycił mnie za biodra i kilka razy uniósł, to spowodowało, że wbił się we mnie jeszcze mocniej. Czułam go bardzo głęboko, jakbym go miała pod przeponą. Po chwili jakby przyciągnął mnie do siebie i patrząc mi prosto w oczy zaczął pieścić moje piersi, obie, tą zdrową i tą oparzoną. Ściskał je w rękach, to przesuwał lekko ściskając brodawki. Trwało to dość długo, po czym poczułam, że mnie minimalnie odpycha od siebie. Lewą ręką pieścił mi ta „chorą” pierś, drugą położył na brzuchu i wsunął palec pode mnie, tak, ze poczułam go na łechtaczce. Zaczął jednocześnie nimi ruszać, a ja zaczęłam się tak podniecać, że w pewnym momencie z pizdy zaczął wypływać śluz. Wówczas Krzysztof chwycił za biodra i unosząc lekko do góry wbijał mnie coraz mocniej w siebie, aż przyszedł moment, kiedy poczułam mocny chwyt w biodrach i jego wytrysk. Prawie krzyknęłam, bo ja też jednocześnie dostałam taki orgazm, jakiego w życiu nie pamiętam. Przyciągnął mnie do siebie i tak leżeliśmy dłuższą chwilę. Dał mi znać, zeszłam z niego i głową pokazał mi, że mam się iść umyć. Stojąc pod natryskiem już sobie wyobrażałam, że teraz to na pewno pójdziemy do „siłowni” i tam mi odpowiednio wpierdoli, zgodnie z Twoją zapowiedzią. Ale znowu zaskoczenie, zaprosił do stołu, wypiliśmy znowu po kieliszku, nie ukrywam, że z tych emocji już mi trochę szumiało w głowie, po czym ponownie wróciliśmy do samego wypadku, ale tym razem bardziej interesował go sam proces leczenia, a właściwie odczuwany przeze mnie ból. Tu już od razu moja myśl popłynęła do „siłowni”, ale dość precyzyjnie opowiadałam, jak bardzo mnie to wszystko bolało. Kiedy skończyłam, zapytał – czy musisz wracać do domu?.  Spojrzałam, mówiąc, że nie, bo znaczną część życia spędziłam sama, zajmując się wychowaniem syna, a po jego wyjeździe jestem już zupełnie sama. Dlatego nie miałam kompletnie nic do robienia i szukałam jakiegokolwiek zajęcia. W tej sytuacji jestem wdzięczna mojej koleżance Magdzie, że załatwiła mi tę prace u niego i na pewno będę zadowolona, jeżeli on mi pozwoli dalej ją wykonywać. Wówczas, zamiast odpowiedzi usłyszałam – chodź na górę. Ponownie położyliśmy się w łóżku, tym razem Krzysztof dokładnie mnie przykrył, mówiąc – idziemy spać, porozmawiamy rano. Basiu, czy Ty rozumiesz, mając świadomość, że mogłam być zbita czy nafaszerowana jakimiś korkami, a tu proponuje mi spanie. Druga sprawa, przecież ja nie spalam z mężczyzną już wiele lat. Teraz mam spać obok normalnego mężczyzny. Masz świadomość, że to nie wchodziło w rachubę. Krzysztof leżał na boku, przodem do nie i prawie za chwilę już spał. Ja leżałam i leżałam, w którymś momencie też przekręciłam się na bok, przodem do niego. Otworzył oczy, pogłaskał mnie po głowie, mówiąc – śpij, śpij. To chyba pomogło, bo zasnęłam, mało tego, zasnęłam tak mocno, że nie czułam, kiedy on wstał. Poczułam głaskanie po „chorej” części twarzy i usłyszałam – wstań, śniadanie czeka. Zerwałam się na równe nogi, przepraszając go, że tak długo spałam, Krzysztof się tylko uśmiechnął, bardzo czule mnie przytulił, mówiąc – idź się umyć. Zrobiłam to szybko, po czym zeszłam do kuchni, a tam rzeczywiście na stole czekała na mnie kawa. Zjedliśmy śniadanie, rozmawiając już tylko o jego locie do Hamburga. Kiedy skończyliśmy, wziął mnie za rękę, poszliśmy na samą górę domu. Zapytał, co bym zmieniła, popatrzyłam na niego, mówiąc, trzeba ten pokój odświeżyć, meble są z lat 70-tych, też je można by było wymienić. Dalej już nie chodziliśmy, wróciliśmy do pokoju, w którym spaliśmy, ponownie położył się obok mnie i właściwie milcząc gładził te moje bliznowe. Od góry do dołu, dotykając również piersi. Za którymś razem, kiedy miał rękę „na dole” wsunął mi ją między nogi, a ja je szeroko rozsunęłam. Poczułam, jak zaczął dotykać mi palcami łechtaczkę, ale robił to bardzo delikatnie, co powodowało narastające we mnie podniecenie. Przesuwał ten palec w górę i w dół raz dociskając go mocniej, raz lżej. Już nie wytrzymywałam, już głośno jęczałam, kiedy usłyszałam – jestem już mocno podniecony, chcę w Ciebie wejść, jak – od przodu, tyłu czy usiądziesz. Spojrzałam zdziwiona, od kiedy to mężczyzna pyta kobietę jak ma ja wypierdolić, to też powiedziałam – Ty decydujesz. Wówczas usłyszałam – połóż się na brzuchu i leż. Po chwili wrócił, stanął za mną, a w jego ręku zobaczyłam klasyczną dyscyplinę. Pomyślałam – no nareszcie się zacznie, on rzeczywiście, uderzył mnie po dupie, ale niezbyt mocno, po czym powiedział – odwróć się, a kiedy już leżałam przodem, rozsuwając nogi i spodziewając się, ze za chwilę dostanę po brzuchu, usłyszałam – nic byś nie dostała, gdybyś była grzeczna, jak ja pytam, masz odpowiadać, a nie dyskutować. Uśmiechnęłam się tylko mówiąc – przodem, po chwili już wszedł na łóżko i jego kutas wszedł w moją pizdę. Wsunął się, był uniesiony na swoich potężnych ramionach, a biodra jego systematycznie przesuwały się do przodu, wsuwając jego kutasa całkowicie we mnie. W sytuacji, w której się znalazłam, przy tym miłym jego do mnie usposobieniu, dostałam bardzo szybko orgazmu. Głośno krzyczałam, on jeszcze nie kończył. Aż przyszedł moment, kiedy się minimalnie wyprostował, po czym poczułam kilka mocnych pchnięć i ten wspaniały moment wypełniania jego spermą. Tkwił we mnie dłuższą chwilę, patrząc mi prosto w oczy. Ja patrzyłam na niego i też widziałam jego radosne oczy. Wysunął się, mówiąc – jak się umyjesz, zejdź na dół. Zeszłam, Krzysztof był już ubrany i zapraszał mnie do stołu. Wypiliśmy po następnej wódce po czym usłyszałam – dziękuję Ci bardzo za doprowadzenie domu do takiego stanu. Mam świadomość, że więcej nie byłaś w stanie zrobić. Pozostawiam Cię tutaj, jako Panią na włościach. Tam w teczce są pieniądze, powinno Ci starczyć na te Twoje zamiary remontowe. Remontujesz wszystkie pomieszczenia wg swojego uznania, co do podpiwniczenia dostaniesz szczegółowe instrukcje. Na mnie już czas, Ty możesz tu zostać, przyjeżdżasz do mnie za trzy tygodnie, pierwszego maja. Czy masz jakieś pytania ? Spojrzałam, mówiąc, że nie mam. Dopiliśmy kawę, ubrał się, zadzwoniłam po taksówkę, wychodząc pożegnał się, tuląc mnie do siebie i dając mi całusa w „chory” policzek, pojechał. Ja usiadłam przy stole i długo nie byłam w stanie wstać. W końcu się ruszyłam, najpierw posprzątałam kuchnię, później posprzątałam i pościeliłam pokój, w którym spaliśmy, na końcu weszłam do pokoiku, który był kiedyś chyba gabinetem, bo stało w nim bardzo eleganckie biurko. Na biurku leżał czarny, męski neseser, zamykany na dwa zameczki. Delikatnie go otworzyłam, po czym uniosłam wieko i omal nie zemdlałam. Patrzę, a on jest praktycznie pełen banknotów i to euro. Przejrzałam, a tam same nominału 500 euro. Zamknęłam go, po czym schowałam do szuflady w tym biurku, poszłam do kuchni i napiłam się wódki. Jeszcze przez chwilę siedziałam, w końcu ubrałam się, wsiadłam w taksówkę, pojechałam do swojego domu, tam się też przebrałam i przyjechałam do Ciebie. Basiu, kiedyś miałam spierdolone małżeństwo, bo Michał okazał się być pijakiem, później ten wypadek. Nie pamiętam kiedy jakikolwiek mężczyzna mnie objął ramieniem, a żeby pocałował – szczególnie teraz – jeszcze się to nie zdarzyło. Po tej nocy z Krzysztofem i po tym, co dla mnie zrobił jestem jego. I nie jest ważne czy przy następnym pobycie mi wpierdoli, czy nie, może mi wpierdolić, może mnie wypierdolić jak chce. Jestem po prostu jego. Rzeczywiście, cała ta relacja zaskoczyła mnie, tym bardziej, że u tego samego Krzysztofa byłam dzień wcześniej i mocno mi „nadokuczał” Cóż mam powiedzieć, teraz jak Ci Krzysztof powiedział, że jesteś „Panią na włościach” to przede wszystkim musisz się wziąć za siebie. Dam Ci namiary na kosmetyczkę Karolcię, dobrze by było, żebyś trochę poćwiczyła, aczkolwiek figurę to Ty masz wspaniałą. A co dalej będzie zobaczymy. Zobaczymy, jak będzie wyglądał Twój wyjazd do Hamburga. Dalej rozmawiałyśmy już tylko o remoncie, za który ma się wziąć i właściwie na tym skończyłyśmy. Tak zaczęła się znajomość Haliny z Krzysztofem, jak będzie wyglądała dalej, jeżeli będę miała jej jakąś relację, napiszę. I jeszcze jedna uwaga – ta znajomość jest następnym potwierdzeniem przypadkowości w naszym życiu. Bo gdyby Magda nie rozmawiała ze mną na ten temat, tego tematu by nie było. 20 kwietnia 2011r. Baśka. baska45@poczta.onet.pl

***

Spotkanie z Krzysztofem

Spotkanie z Krzysztofem

Krzysztof to kolega mojego byłego męża z czasów studiów oraz świadek z naszego ślubu. Kontakty nasze urwały się, kiedy mój mąż wyjechał do Paryża. Ale w sposób absolutnie nie przewidywalny odżyły w listopadzie ubiegłego roku. Okazało się, że Krzysztof jest liczącym się przedsiębiorcą produkującym określony sprzęt hydrauliczny dla przemysłu okrętowego. Jest znaczącym przedsiębiorcą, czytaj jest zamożnym człowiekiem.

  •  

Krzysztof mieszka na stałe w Hamburgu, ale tutaj pozostał mu po rodzicach domek – segment. Jest mu żal to sprzedać, bo jest to „ojcowizna”, ale z drugiej strony ma problemy, aby go w należytym stanie utrzymać. Kiedy widzieliśmy się właśnie w listopadzie narzekał, że niby tym domem opiekuje się jakaś jego kuzynka, ale ona nic w nim nie robi, nawet nie ściera kurzu z mebli. Wówczas wyraził się, że jest on w stanie dobrze zapłacić, pod warunkiem, że ktoś się tym domem rzetelnie zajmie. Taka możliwość pojawiła się w połowie lutego, kiedy zajęła się nim koleżanka Magdy – Halina. Niestety, Krzysztof nie mógł przyjechać od razu, zaproponował, abym to ja pilotowała tę sprawę, a on przyjedzie dopiero na weekend 15/17 kwietnia, to spotka się ze mną i Haliną. Umówiliśmy się, że spotka się ze mną w piątek, aby „odnowić między nami dawną znajomość”, natomiast z Halina spotka się w sobotę, aby omówić z nią kwestie opieki nad jego domem. Na tym się rozstaliśmy na etapie korespondencji. Kiedy zbliżał się termin jego przyjazdu przekazałam mu informację, że dom ma „wypucowany” i powinien zastanowić się nad dalszą współpracą z Haliną. Odpowiedział, że omówimy ten temat, kiedy się spotkamy. Umówiliśmy się na piątek, na godzinę 20-tą. Po moich imieninach zabrał Magdę do siebie i bardzo mocno jej „nadokuczał”, to też trochę obawiałam się tego spotkania. Weszłam i można powiedzieć, nie poznałam mieszkania. Nie dość, że było bardzo ładnie wysprzątane, to było „pachnące”. Zaprosił do pokoju, zasiedliśmy przy stole, podał mi szklaneczkę z drinkiem i rozmawialiśmy o różnych sprawach, trochę wracając do naszej „młodzieńczej” przeszłości. Ten temat dość płynnie przeszedł na czasy współczesne i moją prace zawodową. Bardzo intrygowała go ta kwestia, że prowadzę samodzielną działalność gospodarczą. Rozmowa toczyła się dość gładko, może zbyt gładko, bo poczułam, że mi dość mocno szumi w głowie. Szumi w głowie, ale nie tylko, stałam się taka jakby mocno pobudzona, mocno podniecona. Krzysztof to zauważył, podszedł i zdjął ze mnie bluzkę. Po chwili dał mi znać, że powinnam wstać, wówczas zsunął spódniczkę, zostałam w samym staniku i specjalnych sexownych czarnych rajtuzach z otworem w kroczu i białych majteczkach. Po chwili zdjął ze mnie również staniczek i majteczki, dłuższą chwilę przyglądając mi się, jak wyglądam w tych rajtuzach. Dalej, jakby nie zajmując się moimi rajtuzami samemu się rozebrał i pokazał, abym oparła ręce na krześle. Tym sposobem wypięłam się w jego stronę, a on za chwilę wsadził mi swojego kutasa prosto w cipkę. Nie od dziś wiedziałam, że ma go dość solidnego, to też szczególnie w tej pozycji poczułam go wyjątkowo mocno. On trzymał mnie za biodra i wbijał wyjątkowo mocno. Jęczałam bardzo głośno, a wręcz krzyczałam, kiedy się we mnie spuszczał, bo o dziwo, dostałam w tym samym momencie bardzo mocny orgazm. Puścił, podał mi ręcznik, podał następną szklankę z drinkiem, którego w tym momencie błyskawicznie wypiłam, mówiąc – chodź ze mną. Zeszliśmy do podpiwniczenia, gdzie Krzysztof miął urządzoną mini siłownię. Ale ku memu zdziwieniu na środku stał jakby „turystyczny” fotel ginekologiczny, taka lekka konstrukcja. Pokazał, że mam na nim usiąść, a kiedy usiadłam, zapiął mi ręce i nogi, przy czym nogi bardzo szeroko rozsunął na boki. Dłuższą chwilę przyglądał się cipce, delikatnie ją pogładził, sprawdził, że jest jeszcze mokra po naszym zbliżeniu, po czym sięgnął gdzieś na bok, po chwili w jego ręku pojawiły się dwie znaczących rozmiarów okrągłe kulki na dość długim sznureczku. Przystawił je do cipki i zaczął wciskać, zaczęłam jęczeć, bo nie były wcale takie malutkie, na pierwszy rzut oka miały na pewno powyżej 4,5cm. Spojrzał na mnie i jakby delektował się tym wsuwaniem ich, po chwili poczułam, jak prześlizgnęła się pierwsza, a za chwilę druga. Palcem dopchnął je do samego końca, aż je poczułam na szyjce, po czym zaczął wsuwać sznureczek, też go w całości wsuwając w cipkę. Skończył, przesunął ręką ponownie po cipce, jakby sprawdzając, czy wargi sromowe są odpowiednio zamknięte po wsunięciu tych kulek. Ale to sprawdzanie warg miało zupełnie inne znaczenie. Zaraz w jego ręku pojawiła się normalna igła, przez oczko której była przeciągnięta nitka. Ścisnął palcami wargę, po czym przebił ją tą igłą, przeciągając dość długi odcinek nitki. Rozdarłam się, bo pomimo tego, że byłam dość mocno odurzona, jednak takie kłucie poczułam. Po chwili przekłuł druga wargę, po czym zawiązał nitkę na pęczek, mocno ją ściskając. Tym sposobem ścisną mocno obie wargi. Zaraz zrobił to samo nieco niżej i tak aż do samego końca zawiązał mi sześć supełków, całkowicie zaszywając mi w cipce te kulki. Skończył, zaczął przesuwać rękę po dolnej części brzucha, jakby sprawdzał, jak głęboko mi je wsunął. Wszystko wskazywało, że się tym szyciem zadowolił, ale moja radość była przedwczesna. W jego ręku pojawiły się klasyczne igły lekarskie i zaczął mi je wbijać, to jedną z jednej strony, to druga z drugiej strony. Darłam się, to nic nie dawało, Krzysztof robił systematycznie „drabinkę”. Kiedy skończył, przyjrzał się temu, po czym podciągnął mi jeszcze wyżej nogi. Zdjął z siebie szorty i ujrzałam jego sterczącego kutasa. Wszystko wskazywało na to, że te wszystkie „prace” bardzo go podnieciły, przeciągnął po nim jakimś kremem a po chwili czułam, jak mi go wsadza w pupę. Poczułam, jak rozsuwa wejście, przepchnął się i „napotkał” pierwszą kulkę. Lekko na nią naparł, ale po chwili naparł z całą siłą i wszedł, napotykając drugą. Ponownie sytuacja się powtórzyła, tym razem pchnął mocniej i już był w środku. Chwycił mnie za biodra i zaczął się wysuwać i wsuwać. Ale robił to tak, aby za każdym razem popchnąć „głębiej” kulki siedzące w cipce. One nie mogły się przesunąć, to też przesuwając się wypychał je ku górze, co było dobrze widoczne. W końcu doszedł do swojego orgazmu wypełniając mnie swoimi sokami. Skończył, przez chwilę tkwił we mnie, wysunął się, przystawił mi do ust szklaneczkę, abym się napiła, a następnie wrócił do „zmęczonej” cipki. Przez chwilę się jej przyglądał, następnie wziął z półki klasyczną lekarską igłę i wbił mi ją dość głęboko w jedną wargę, zaraz też zrobił to samo z drugą. Jęczałam podczas tego wbijania, ale to nie miało znaczenia. Patrzę, wraca, a w ręku trzyma dwie strzykawki. Spojrzał na mnie mówiąc – nie bój się, to tylko sól fizjologiczna, podłączył je do pozostawionych w wargach igłach i zaczął je opróżniać. Patrzyłam, jak pęcznieją moje wargi, jak robią się baloniki, a on nic, tylko na szczęście dość wolno wprowadzał w nie ten płyn. Kiedy opróżnił pierwsze strzykawki, sięgnął po następne, ja spojrzałam, a moja cipka zrobiła się jak balon. Po pewnym czasie wpompowywał w nie następną porcję, a cipka robiła się jeszcze większa. Po trzeciej strzykawce już zaczęłam jęczeć, bo supełki, które zrobił wżynały się coraz mocniej w ciało. Ja mam dość wypukły wzgórek łonowy, teraz, kiedy wpompował w nie tyle płynu, był wyraźnie widoczny na moim kroczu. Kiedy tak mnie „pompował” przypomniało mi się, że Magdę, kiedy „zwinął” ją po moich imieninach, też mocno „napompował”. Teraz zastanawiałam się, co jeszcze mi napompuje. Okazało się, że już nic, wyjął mi igły, ale za to pojawił się z klasyczną, dość wąską packą, którą uderzył mnie w sam środek. Jeżeli jeszcze byłam podpita, to już natychmiast otrzeźwiałam, drąc się niesamowicie, bo mnie piekielnie bolało. Krzysztof jednak na to nie zważał, tylko raz za razem uderzał. Powodowało to potworny ból, próbowałam rzucać biodrami na boki, to jednak nic nie dawało, Krzysztof nadal uderzał, aż uznał, że wystarczy. Spojrzałam, dokładnie, jak w powiedzeniu, cipka była czerwona, jak burak. Odpiął mnie, podał następną szklankę, wypiłam do końca, pomimo, że czułam w niej alkohol. Polecił, abym się odwróciła i pochyliła do przodu. Kiedy tak stałam, długo wodził rękoma po plecach, krzyżu i pośladkach, po czym usłyszałam – oprzyj się o krawędź fotela. Byłam dość mocno zgięta, ale jego zdaniem jeszcze za mało, to też odsunął mnie jeszcze trochę i dość mocno rozsunął nogi. Jakby jeszcze raz sprawdził, czy jestem odpowiednio ułożona, po czym spojrzałam, a on wziął z półki klasyczna naszą dyscyplinę, podszedł z boku i uderzy po pośladku. Jęknęłam, ale nie zdążyłam jeszcze wydobyć powietrze do końca z siebie, kiedy poczułam uderzenie na drugim pośladku. Już teraz się darłam, a on mnie bił, przy następnym razie uderzając w sam środek, a końcówki rzemienia sięgały cipki. Darłam się, on to lekceważył do pewnego momentu. Przestał, znowu dostałam coś do picia, po czym ponownie polecił mi się pochylić mocno do przodu, polecając jednocześnie rozsunięcie pośladków. Kiedy to zrobiłam ujrzałam w jego ręku klasyczną bambusową trzcinkę, a za chwile poczułam ją w swoim rowku. Rozdarłam się, odruchowo próbując się wyprostować, ale usłyszałam – nie podnoś się, po czym poczułam następne uderzenia. Robił je bardzo precyzyjnie, równo w sam rowek, uderzając zarówno w brązową dziurkę, jak i w cipkę. Darłam się, ale o dziwo, nadal byłam pochylona, rękoma rozciągając pośladki. Kiedy skończył usłyszałam – oprzyj się o krawędź fotela, a kiedy to zrobiłam zaraz poczułam jego kutasa w brązowej dziurce. Nie wiem kiedy zdążył go przesmarować, ale o dziwo wszedł. Na początku tylko jęknęłam, ale za chwilę już się darłam, bo zaczął być we mnie głęboko, dotykając wcześniej obitej dziurki. To jednak nic nie dawało, trzymał za biodra i systematycznie się wbijał, aż poczułam, jak się we mnie spuszcza. Przez chwilę tkwił we mnie, po czym usłyszałam – nie ruszaj się, wysunął, ale za chwilę wrócił. Spojrzałam przez ramię, a on trzymał w ręku dość duży korek analny. Rozdarłam się – nieeee, ale za późno, przystawił go do dziurki i mocno pchnął. Część weszła, po chwili ponownie pchnął i znowu jakaś część weszła, już dotykając siedzącej w cipce kulki. Wówczas mnie wyprostował, podprowadził do stojącego obok stołeczka, polecając – siadaj, okazało się, że jest to bardzo mocny wibrator, w tym momencie go włączył. Miałam wrażenie, że za chwile mnie rozerwie, ale o dziwo wolniutko się na niego nabijałam. Kiedy poczułam drugą kulkę krzyknęłam, wówczas Krzysztof witką bambusową zmobilizował mnie, abym siadała dalej. Nie mam pojęcia, jak to się stało, ale w końcu miałam go w sobie całego. Krzysztof dokładnie mnie obejrzał, po czym podając mi rękę powiedział – na dzisiaj skończyłem, idź na górę i ubierz się. Tutaj nie mam wszystkich narzędzi, ale kiedy przylecisz do mnie do Hamburga, to się lepiej zabawimy. Ściskając pośladki weszłam na górę, założyłam majtki i rajtuzy, pozakładałam resztę i byłam gotowa do wyjścia. Krzysztof w tym czasie zamówił taksówkę, a żegnając się przytulił, mówiąc – czekam na Ciebie. Jazda do domu nie była wcale taka prosta, a kiedy weszłam natychmiast poszłam do łazienki na piętro, aby pod ciepłym natryskiem uwolnić się od tych jego zabawek. Najtrudniej było poprzecinać supełki, tak, aby się nie pokaleczyć. Jakoś mi się udało, udało wyjąć kulki, umyłam i już swoimi maściami posmarowałam poobijane miejsca. Długo leżałam w łóżku, za nim zasnęłam. Na szczęście miałam wolną sobotę i niedzielę, mogłam odpocząć. W sobotę Krzysztof miał się spotkać z Hanią, to też rano zadzwoniłam do niej, uprzedzając, że może mieć kłopoty. Później okazało się, że spotkanie Hani z Krzysztofem wyglądało zupełnie inaczej. 19 kwietnia 2011r. Baska baska45@poczta.onet.pl

***

« Poprzednia stronaNastępna strona »