Marek 04. Świąteczne jajka.
Marek jest moim „gospodarzem domu”, do jego obowiązków należy utrzymywanie porządku na zewnątrz budynku i wywiązuje się z nich bardzo dobrze. Ale od pewnego czasu, po zakończonej jego pracy dochodzi między nami do zbliżenia, przy czym Marek upodobał sobie moją pupę, a mnie z tym jest też dobrze. Ale nie są to zwykłe zbliżenia. Poza zbliżeniami Marek „bawi” się mną stosując różne elementy przemocy, a ja się na nie godzę.
Tak było również w miniony piątek. W środę przysłał mi sms-a z pytaniem, o której wrócę w piątek do domu, bo on chciałby zaprezentować mi „Świąteczne jajka”. Rzeczywiście, nie widzieliśmy się w Święta, bo ja wyjechałam, a zbliżenie z nim miałam pod koniec lutego, czyli prawie dwa miesiące temu. To też doszłam do wniosku, że mogę się z nim spotkać, licząc się z tym, że mnie zbije i nie wiem co jeszcze. To jest właśnie ten dziwny stan u mnie. Mam świadomość, że podczas tego spotkania mój partner zada mi bul, a pomimo to świadomie się na to godzę. Mało tego, psychicznie już się przygotowuję, aby być mu całkowicie podporządkowaną. Zaczęliśmy, można powiedzieć, jak zwykle, od natrysku. Kiedy weszłam do łazienki Marek stał już pod nim, to też stanęłam obok niego i zaczęliśmy się myć. Ale jak to już kilkakrotnie bywało, ręce jego od razu zaczęły „myć” moją dolną część ciała, usłyszałam - wyreguluj natrysk. Zmniejszyłam wypływ wody, regulując również jej temperaturę i podałam przez ramię końcówkę Markowi. Przesunął ją w znaczący sposób po moich plecach aż do samego dołu, a kiedy poczułam ją w rowku w znaczący sposób wypięłam pupę. Marek delikatnie wsunął mi ją w brązową dziurkę, ja odruchowo chwyciłam się za brzuch. On po chwili również przyłożył rękę do mojego brzuszka i oboje czekaliśmy, kiedy się wypełni. Przyszedł moment, uznałam, że wystarczy, Marek nie protestował, pozwolił mi się wypróżnić i wsunął końcówkę ponownie. Po chwili znowu byłam wypełniona, tym razem już trochę mocniej, ale ponownie Marek pozwolił mi się wypróżnić. Za trzecim razem przytrzymał końcówkę dłużej, wypełniając mnie bardzo mocno, aż krzyknęłam. Wówczas wolniutko wyjął końcówkę natrysku, w zamian wsuwając mi w pupę bardzo energicznym ruchem klasyczny, średniej wielkości korek analny. Jęknęłam, kiedy go wsuwał, ale po chwili już go miałam w sobie. Wyszliśmy z pod natrysku, owinęłam się w ręcznik, a Marek podprowadził mnie do bocznego lustra, mówiąc – chodź sprawdzimy, czy wystarczająco Cię napompowałem. Stanęłam profilem do lustra i aż się sama zdziwiłam, bo brzuch miałam jak średniej wielkości bębenek. Marek go delikatnie pogłaskał, po czym powiedział – a teraz ustaw się ładnie na pieska. Miałam świadomość, że od tego momentu zaczyna się jego zabawa, ale posłusznie ustawiłam się na kolanach, wysoko wypinając pupę i szeroko rozsuwając nogi. Marek stanął przede mną, pochylił, przesuwając ręką po całym kroczu, po czym usłyszałam świst rzemieni od dyscypliny, a za chwilę poczułam piekący bul ma cipce. Rzemienie spadły równo na nią, po chwili na jeden pośladek, za chwilę na drugi i ponownie w sam rowek. Darłam się, ale on nie reagował, tylko z odpowiednią siłą spuszczał na mnie rzemienie dyscypliny. Nie jestem w stanie policzyć, ile tego było, ale po pewnym czasie ustały, poprosił, abym wstała, podając mi szklankę z piciem. Czułam w szklaneczce alkohol, ale to nie było ważne, bardzo chciało mi się pić. Wypiłam ją do dna, wówczas Marek polecił – siadaj na stole. Zapiął mi opaski na rękach i nogach, po czym przypiął rękę z nogą do jednego kółka, drugą rękę z nogą do drugiego kółka, następnie zewnętrzne kółka do linek, które były przeciągnięte przez haki w ścianie. Tym sposobem miął mnie maksymalnie rozciągniętą, ale też miał pełny dostęp do mojego krocza. Przez chwilę jakby delektował się tym widokiem, przesuwając po brzuchu i kroczu rękę. Stwierdził, że są to miejsca jeszcze zbyt czerwone, wziął w rękę , które dyscyplinę i zaczął okładać mi nią cipkę. Darłam się, bo przecież mocno bolało. Tym razem jednak rzemienie nie spadały tylko na moje krocze, na cipkę, ale również na dolną część brzucha, która z racji „napompowania” była w specyficzny sposób wyeksponowana. Raz za razem spadały rzemienie dyscypliny na cipkę, czułam piekący bul, ale wystąpiło również to, co się w takich momentach u mnie pojawia, a mianowicie podniecenie. Wyraźnie czułam, jak po tych uderzeniach zaczynają falować mięśnie brzucha w narastającym podnieceniu, a na wyjściu z cipki pokazały się krople śluzu. Marek to zauważył, podszedł i podtrzymując ręką swojego kutasa wprowadził go do środka, mocno wbijając się we nie. Jęknęłam, czując, jak mnie wypełnia, a za chwilę zaczęłam jeszcze mocniej, czując, jak systematycznie wbija się we mnie. Czułam go szczególnie mocno, bo przecież miałam wypełniony cały brzuch, a przez to miałam mocno ściśniętą cipkę. Wsuwał się i wysuwał, a we mnie narastało podniecenie, aż przyszedł moment, poczułam, że Marek też jest już bardzo mocno podniecony, pchnął tego swojego kutasa jeszcze we mnie trzy razy i zaczął się spuszczać. Ja też w tym momencie głośno jęczałam, poczułam mocny ścisk w sobie w narastającym orgazmie. Chwile we mnie trwał, po czym wysunął się, wytarł kutasa w ręcznik i sięgnął po torebkę foliową. Patrzę, a on wyjmuje z niej ugotowane na twardo jajko, mówiąc - symbolem Świąt Wielkanocnych jest jajko, to Cię nimi nafaszeruje i ozdobie. Po czym zaczął mi je wsuwać w cipkę. Standardowe jajko ma około 6cm długości i 4cm szerokości, czyli ok. 65cm3 objętości. Niby nie jest to dużo, ale zależy to wszystko, do jakiej objętości się to odnosi. Objętość cipki nie jest zbyt duża, to też kiedy mi je wsuwał zaczęłam jęczeć. Przy drugim już jęczałam głośno, bo przecież powodowało ono jakiś ucisk, a przecież w środku miałam pełno wody, napompowanej do „pupy”. Po chwili wziął następne i już z pewnymi oporami, ale jeszcze mi je wepchnął. Kiedy wsuwał czwarte, już jęczałam bardzo głośno, na szczęście piątego jajka już nie był w stanie wcisnąć. To też sięgnął do torby, tym razem dłużej czegoś w niej szukał, po chwili wyjął spinkę typu „szczęki rekina” ścisnął mocno obie wargi i zapiął mi ją na nich. Była to duża, metalowa zapinka, mające około 12cm długości z wyjątkowo ostrymi kolcami, które się natychmiast wbiły w wargi. Rozdarłam się, bo mnie bolało, Marek natomiast jeszcze ją mocniej ścisnął, patrząc, czy odpowiednio głęboko wbiły mi się jej kolce. Uznał, że wystarczające, po czym powiedział - teraz czas na dekoracje pisankami. Patrzę, a on wyjął z torby dość grubą igłę z już nawleczoną igłą i zaczął zbliżać się do moich piersi. Chwycił w palce brodawkę i przekłuł ja pionowo. Można to powiedzieć w dwóch słowach, ale przecież najpierw ją ścisnął, po czym przyłożył do niej tą igłę i naciskając niezbyt mocno patrzył, jak mi się wbija w brodawkę. Ja jęczałam z bólu, on przebił ją na wylot, przeciągnął nitkę, po czym wyjął z torby pomalowane jajko, przekłuł je na wylot w poprzek i zawiązał. Tym sposobem miałam przytwierdzoną pisankę do piersi. Po chwili powtórzył to samo z drugą brodawką. Ale okazało się, że to jeszcze nie wszystko. Wziął w dwa palce fragment piersi nad brodawką tak samo go przekłuł, po czym przywiązał następne jajko. To samo powtórzył z drugą piersią, a następnie, w ten sam sposób przypiął po jednym jajku pod brodawką. Tym sposobem miałam poprzypinane po trzy jajka na każdej piersi. Na tym jeszcze Ne koniec. Nawlekając ponownie igłę wziął się za mój brzuch. Był on mocno „sterczący”, bo przecież miął w sobie dość dużo wody. To Markowi nie przeszkadzało, tylko systematycznie ściskał kolejny fałd skóry, przekłuwał go igłą, przeciągał nitkę i przywiązywał następne jajko. Tym sposobem, pomiędzy pępkiem a wzgórkiem łonowym przypiął mi pięć jajek. Ostatnie, szóste przypiął, przewlekając igłę przez napletek łechtaczki, co mnie szczególnie bolało. Skończył, wypiął z linek, mówiąc - możesz się obejrzeć. Stanęłam przed lustrem i zaczęłam się śmiać, bo wyglądało to dość zabawnie. Z drugiej jednak strony każdy ruch ciałem, szczególnie piersiami poruszał te jajka, a to urażało, powodując dokuczliwy bul. Marek popatrzył też na mnie, po czym pozwolił, abym wyjęła z pupy tkwiący tam ciągle korek w wypuściła z siebie będącą wewnątrz mnie wodę. Trwało to chwilę, po czym usłyszałam - wiesz, ze lubię Twoją dupcuię, to mnie nasmaruj. Spojrzałam, stał przede mną ze sterczącym kutasem, a w ręku trzymał tubkę z kremem. Kiedy go wysmarowałam, polecił - połóż się na stole. Popatrzyłam, a on tylko głową wskazał mi stół, na którym nie tak dawno jeszcze siedziałam. Podeszłam i wolno przesuwając ręce do przodu pochyliłam cały tułów, aż w końcu się na nim położyłam. Położyłam, mocno jęcząc, pod sobą miałam jajka przymocowane za pomocą nitki, która była przeciągnięta przez fragment skóry na brzuchu lub przez piersi. Przy każdym ruchu powodowało to dość mocny bul, a zanosiło się na jeszcze większy. Marek zbliżył się do mnie od tyłu, rozsunął pośladki i wsunął w brązową dziurkę swojego sterczącego kutasa. Zrobił to płynnie, bo wcześniej był przeze mnie nasmarowany, po czym chwycił za biodra i zaczął mnie systematycznie posuwać. To się trochę wysunął, to się wbił to znowu wysunął, to znowu wbił. Ja jęczałam bardzo głośno, bo to jego wbijanie się powodowało ruch całego ciała, a przede wszystkim napinanie się pode mną tych zamocowanych jajek. To wsuwanie i wysuwanie trwało dość długo, jednak w pewnym momencie poczułam, że pęcznieje, a za chwilę, jak mnie wypełnia swoimi sokami. To mmi trochę ulżyło, bo zakładałam, ze to już koniec tej zabawy. Niestety, myliłam się. Owszem, Marek wysunął ze mnie swojego kutasa, ale usłyszałam - nie ruszaj się. Odwróciłam twarz w jego stronę, patrzę, a on znowu coś wyciąga z torby, która stała obok. Było to następne jajko ugotowane na twardo i obrane ze skorupki. Przystawił mi je do brązowej dziurki i zaczął je wciskać. Pupa była dość mocno rozluźniona po jego zbliżeniu, była też mokra po jego sokach, to też udało mu się je wsunąć bez większych problemów. Czuje, ze za moment wsuwa drugie i następne. Po czterech już zaczęłam głośno jęczeć, ale wsunął jeszcze piąte i szóste. Tu już darłam się, ze mnie boli. Wówczas usłyszałam - podnieś się. Wyprostowałam się, a on stwierdził, że mój brzuch jest jeszcze za mało wyeksponowany i ponownie pchnął mnie na stół. Ten ruch do góry spowodował, że jajka, które miałam w sobie lekko się przesunęły i kiedy ponownie położyłam się na stole udało mu się wsunąć we mnie jeszcze dwa, kiedy próbował trzecie już się darłam bardzo mocno. Zrezygnował, ale usłyszałam - nie ruszaj się. Po chwili poczułam, jak mi ściska skórę na pośladku, a za chwilę mocne ukłucie Za moment to samo powtórzyło się na drugim pośladku. Okazało się, że Marek miął przygotowane trzy duże agrafki i nimi „zapiął” mi pupę tak, aby siedzące w niej jajka nie wysuwały się. Po czym pozwolił mi się wyprostować a następnie polecił usiąść na stołeczku. Nie było to takie proste, ale w końcu usiadłam, czując, jak się we mnie przesuwają te jajka. Czas, w którym wsuwał mi te jajka pozwolił mu się dość dobrze zregenerować i jego kutas był już dość sztywny, przystawi mi go do ust, głęboko wsuwając. Czułam, jak mi wchodzi coraz głębiej, to też coraz szerzej otwierałam usta. Nie wiem, jak on to zrobił, ale podniecił się dość szybko i spuszczając się skierował cały strumień na moje piersi mówiąc - masz jajka w majonezie. Wysunął się, umył ubrał i poszedł. Ja najpierw dłuższą chwilę siedziałam, dopiero później wzięłam nożyczki i przecinałam nitki na piersiach i na brzuchu uwalniając się od tych pisanek. Później z dużym wysiłkiem odpięłam agrafki na pupie uwalniając ją z całej zawartości. Wówczas dopiero weszłam pod natrysk, dokładnie się umyłam, po czym nastąpiła cała ceremonia smarowania obolałych miejsc. Skończyłam, była prawie północ na zegarze. Dobrze, ze następny dzień to sobota, miałam szanse odpocząć.
20 kwietnia 2010. Baśka baska45@poczta.onet.pl
***






