Krzysztof i Halina

Krzysztof i Halina

Krzysztof to kolega mojego byłego męża z czasów studiów oraz świadek z naszego ślubu. Kontakty nasze urwały się, kiedy mój mąż wyjechał do Paryża. Ale w sposób absolutnie nie przewidywalny odżyły w listopadzie 2010 roku. Okazało się, że Krzysztof jest liczącym się przedsiębiorcą produkującym określony sprzęt dla przemysłu okrętowego. Jest znaczącym przedsiębiorcą, czytaj jest zamożnym człowiekiem.

  •  

Krzysztof mieszka na stałe w Hamburgu, ale tutaj pozostał mu po rodzicach domek – segment. Jest mu żal to sprzedać, bo jest to „ojcowizna” ale z drugiej strony ma problemy, aby go w należytym stanie utrzymać. Kiedy widzieliśmy się właśnie w listopadzie narzekał, że niby tym domem opiekuje się jakaś jego kuzynka, ale ona nic w nim nie robi, nawet nie ściera kurzu z mebli. Wówczas wyraził się, że on jest w stanie dobrze zapłacić, pod warunkiem, że ktoś się tym domem rzetelnie zajmie. Taka możliwość pojawiła się w połowie lutego. Wracając kiedyś z miasta zastałam u siebie w domu Magdę, która sprząta u nas w biurze, ale też prowadzi mój dom i robi to bardzo dobrze. Zapytała, czy możemy porozmawiać. Zrobiłam kawę, zrobiłam po dużym drinku i zasiadłyśmy „roboczo” w kuchni przy stole. Wówczas Magda zaczęła mówić: Spotkałam któregoś dnia w mieście swoją dawną koleżankę z pracy, Halinkę. Halina przez pewien czas pracowała razem ze mną w tym samym laboratorium, ale „trafiła jej się fucha” i przeszła do pracy w laboratorium przemysłowym. Zdecydowały względy finansowe. Niestety, w 2007roku w lipcu miała wypadek. Pobierając próbkę do analizy z pewnej instalacji urwał się kurek probierczy i gorąca substancja pod ciśnieniem zalała jej prawa część ciała – twarz od policzka, ramię, klatkę piersiową i pierś, część brzucha, aż po udo. Proces leczenia trwał ponad półtora roku, ale pozostały ślady, które są widoczne przede wszystkim na twarzy. W związku z tym wypadkiem dostała druga grupę inwalidzką i jest od dwóch lat na rencie. Obecnie jest całkiem sama, męża „wyrzuciła” dawno z domu, bo pił i gdzieś się zapił na amen. Syn „kupił” po niej żyłkę chemika, na etapie liceum wygrał jakąś olimpiadę europejską, po maturze dostał propozycję studiowania w Denver, USA, oczywiście z niej skorzystał i wyjechał. Jest sama, ma 40 lat i chętnie by się podjęła jakiejś pracy, ale nigdzie jej nie może znaleźć, nawet sprzątania. Podejrzewa, że problem tkwi w wyglądzie jej twarzy. Basiu, może byś porozmawiała z Krzysztofem, może on by wyraził zgodę i za niewielką opłatą ona by mu posprzątała dom, a dla niej nawet tysiąc złotych miesięcznie to dużo. Kończąc drinka stwierdziłam, że chyba nie jest to zły pomysł i na tym tę rozmowę skończyłyśmy. Magda poszła, ja zrobiłam sobie jeszcze jednego małego drinka, zasiadłam przy biurku i zaczęłam się zastanawiać, co z tym „fantem” zrobić. Pomyślałam, Magda może ma racje, chce mieć czysty dom, to może go mieć, a ponieważ generalnie go w nim nie ma, nie będzie zbyt często narażony na widok Haliny, przy czym sama też jeszcze nie wiedziałam, jak ona wygląda. Zadzwoniłam do Magdy, że jej propozycja jest dobra, ale chciałabym skontaktować się z Haliną. Dostałam telefon i umówiłyśmy się na rozmowę w najbliższy piątek na 20-tą. Przyszła punktualnie kobieta średniego wzrostu, wyjątkowo zgrabna, kiedy zdjęła czapkę „wyleciało” z pod niej wyjątkowo dużo jasnych włosów. Zrobiłam kawę, zapytałam, czy chce się czegoś mocniejszego napić, wyraziła chęć na wódeczkę, dałam colę, sok jabłkowy i Wyborową, nalałam w kieliszki wznosząc toast – za nasze spotkanie. Wypiłyśmy i w kilku słowach przedstawiłam jej ewentualna swoją propozycję. Wówczas Halina stwierdziła – jak wyglądam, to widzisz, pokazując twarz, mówiąc jednocześnie – chcesz zobaczyć więcej ? Kiwnęłam tylko głową, a Halinka zaczęła się rozbierać. Zdjęła bluzkę i wyraźnie widać było dość grube bliznowce pomarańczowego koloru na ramieniu, poniżej ramienia, na klatce piersiowej. Odpięła staniczek mówiąc – tu było bardzo mocno, bo zatrzymało się w staniku, po chwili odpięła spódnicę, spuściła ja do dołu, zsunęła rajtuzy i majteczki, widać było duży ślad na biodrze i na udzie. Pokazując biodro powiedziała – tutaj też było duże poparzenie, bo zatrzymało się w majtkach i przemieściło się prawie na połowę brzucha. Rzeczywiście, widać było, że ten bliznowiec sięga prawie do wzgórka łonowego w dół i prawie do linii pępka w szerz brzucha. W tym momencie zobaczyłam Halinę praktycznie nagą i powtórnie przekonałam się, ze jest to wyjątkowo proporcjonalnie zbudowana kobieta, bez brzucha, bez żadnych przerostów, co w całości daje jej bardzo ładna sylwetkę. Pomimo tych blizn widać było jej kształtne biodra i dość obfity biust. Ubrała się, mówiąc – tamto wszystko to pryszcz, bo zakryte, najważniejsza jest twarz, bo widać. Zapytałam, czy nikt nie proponował jej operacji plastycznej, odpowiedziała, że nie, ponieważ jest to poparzenie chemiczne, a nie termiczne i jest zupełnie inna struktura tych bliznowców. Nie bardzo chciało mi się w to wierzyć, ale nie był to w tym momencie temat. Przedstawiłam jej propozycję sprzątania w domku Krzysztofa, akcentując właśnie ten element, że jego głównie nie ma. Halina zgodziła się od razu, wówczas wyjaśniłam jej również, że Krzysztof jest agresywnym mężczyzną i mogą ją spotkać pewne uciążliwości, tu w kilku słowach je przedstawiłam. Halinka popatrzyła na mnie mówiąc – jeżeli mnie ktoś zerżnie, to mi tylko zrobi dobrze, bo już nie pamiętam, kiedy miałam ostatnie zbliżenie z mężczyzną. Jeżeli nawet rozpierdoli mi pizdę, to też nie problem, na razie jest bezużyteczna.  A jak widzisz, przy moim wyglądzie te szanse są bardzo małe. Bólu też się nie boję, bo przy tym poparzeniu mocno uodporniłam się na ból. Na tym praktycznie nasza rozmowa na ten temat się zakończyła, przeszliśmy na temat naszych dzieci, bo jej syn w Denver, mój w Lyonie i tak zastała nas północ i pusta butelka. Mając zgodę Halinki następnego dna napisałam do Krzysztofa list: Zbliżają się Święta Wielkanocne, czy chcesz mieć elegancko wysprzątany dom. Odpowiedź przyszła natychmiast, przy czym okazało się, że może przyjechać dopiero na weekend 15/17 kwietnia, natomiast proponował kontakt z dotychczasową „opiekunką”, wzięcie od niej kluczy i robienie w tym domu porządków od ręki. Zgodnie z jego życzeniem skontaktowałam się z dotychczasową „opiekunką” umówiłyśmy się na spotkanie w ostatnią sobotę lutego. Przyszła kobieta w dojrzałym wieku, dość chętnie przekazała druga parę kluczy mówiąc, że już dawno mu to proponowała, bo dla niej jest to tylko uciążliwość. Weszłyśmy do domu, obejrzałyśmy, rzeczywiście, było tam co sprzątać, ale praktycznie ten dom kwalifikuje się do remontu wewnętrznego i zewnętrznego. Opisałam mu to wszystko, otrzymałam odpowiedź, że zdaje się zupełnie na mnie i prosi o numer konta, na które ma przesłać pieniądze na wszelkie zakupy. Ja tą informację przekazałam Halinie, a ponieważ ona też dysponuje komputerem i Internetem, dalsza wymiana korespondencji już była między nimi. Po dwóch tygodniach Halina zadzwoniła do mnie, poszłyśmy do tego mieszkania, pokazała, co przez ten czas zrobiła, mówiąc jednocześnie, że Krzysztof co tydzień przysyła jej dość znaczną kwotę pieniędzy. Powiedziałam, żeby się tym nie przejmowała, niech założy sobie w komputerze rachunek, zlicza wydatki i już. Uzgodniłyśmy, co ma robić dalej, następny zakres prac już uzgadniała bezpośrednio z Krzysztofem. Tak mijały dzień za dniem, aż przyszła połowa kwietnia i termin jego przyjazdu. Miał przylecieć w czwartek po obiedzie i od razu umówił się ze mną na 20-tą, natomiast z Haliną na sobotę, również na 20-tą. Umówiłyśmy się, że Halina po powrocie zadzwoni do mnie. Czekałam na ten telefon do północy, nie ma, wpół do pierwszej, nie ma. Wysłałam sms, tuż przed pierwszą drugi, na który otrzymałam odpowiedź – wszystko w porządku, zadzwonię jutro koło południa. Byłam zdziwiona, ale uspokojona poszłam spać. Nie było tego telefonu o dwunastej, ale dopiero około 13-tej z pytaniem – czy mogę przyjść do Ciebie. Wyraziłam zgodę i po kilku minutach Halina była u mnie. Weszła radosna, uśmiechnięta, trzymając w ręku 0,7 Wyborowej. Ja wyjęłam z lodówki napoje, zasiadłyśmy w salonie i Halina zaczęła swoja opowieść: Jak sama wiesz, od półtora miesiąca sprzątałam mieszkanie Krzysztofa, czasami przez cały dzień, czasami nawet tam spałam. Co pewien czas pisałam do niego listy, co zrobiłam i ile pieniędzy na to wydałam. Jaki był tego efekt, sama mogłaś zobaczyć, będąc tam w piątek. Rzeczywiście, kiedy w piątek przyszłam do Krzysztofa mieszkanie „pachniało” świeżością, czego nie można było powiedzieć, kiedy brałyśmy klucze od „opiekunki”. Za każdym razem, kiedy pisałam o swoich wydatkach, zaraz miałam na swoim koncie przynajmniej dwa razy więcej pieniędzy, niż wydałam, tym sposobem mam ich sporo i nie bardzo wiem, co z nimi zrobić. Uśmiechnęłam się, mówiąc – nic, są Twoje. Umówiliśmy się na spotkanie wczoraj na 20-dziestą. Po Twoich informacjach szłam na nie dość mocno stremowana, tym bardziej, że sprzątając „siłownię” odkryłam jego „specjalną” szafę. Ale od wejścia pełne zaskoczenie, rozebrałam się w przedpokoju, weszłam do pokoju, przywitał się ze mną bardzo elegancko, całując w rękę, po czym wręczył mi olbrzymi bukiet pięknych, bardzo długich, czerwonych róż. Podziękowałam, włożyłam do wazonu, wiedziałam, gdzie stał, po czym zasiedliśmy do zastawionego przez niego stołu. Na stole było to, co naszykowałam w lodówce, ale były tez inne potrawy, czyli musiał samemu je dokupić. Nalał do kieliszków wódeczki i wzniósł toast za nasze spotkanie, o którym przedstawił się, swoja historię życia oraz napomknął trochę o swoich interesach. Trwało to dobra chwilę, podczas której wypiliśmy dwa następne kieliszki wódki. Kiedy skończył, kurtuazyjnie zapytał, czy mam pytania, po czym poprosił, abym powiedziała coś o sobie, zaznaczając, że mogę powiedzieć to, co chce. Specjalnie nie mam czego ukrywać, to mu opowiedziałam historię swojego życia, dość mocno akcentując sprawę wypadku. Dokończyłam, mówiąc o leczeniu i o naszym spotkaniu. Kiedy skończyłam powiedział – mówisz o poparzeniu znacznej części ciała, czy mogę zobaczyć. Licząc się z tym, że za chwile mogę być naga i nie bardzo wiedziałam, co będzie dalej, wypiłam nalany kieliszek wódki i zdjęłam bluzkę, kładąc ją na krześle obok. Dalej zdjęłam stanik, położyłam obok i tak stałam przez chwilę. Usłyszałam – dalej, rozbierałam się już nie raz do naga, nie robiło to już na mnie większego wrażenia, to też zdjęłam spódnicę, zsunęłam rajtuzy i majteczki. Krzysztof wstał, podszedł do mnie i dłuższą chwilę przyglądał mi się, po czym spytał – mogę dotknąć. Kiwnęłam głową a on przyłożył rękę do mojej twarzy, po czym wolno przesunął w dół i zgrabnie omijając piersi przesunął ją aż do wzgórka łonowego. W tym momencie pomyślałam, że zamiast mnie zerżnąć pewnie mnie wyrzuci, bo kto to by chciał mieć do czynienia z taka kolorową. Ale nie, odsunął się, nalał do kieliszków, podał mi mój, mówiąc – za Twoje zdrowie. Po Twoich opowieściach, jaki on jest brutalny nie wierzyłam własnym uszom, bo Krzysztof za chwilę powiedział – chodź na górę. Byłam przygotowana, że w tym momencie każe mi iść do „siłowni” ale na górę, nic z tego nie rozumiałam. Weszliśmy do sypialni, a Krzysztof pokazuje, abym położyła się w łóżku. Sam też położył się z mojej lewej strony, lekko mnie przykrył, po czym patrząc na mnie ponownie zaczął przesuwać rękę po moich bliznowcach. Zaczął od twarzy, ponownie przesunął ja aż do samego uda i do góry. Nic nie mówił, tylko patrzył, aż zsunął kołdrę, dając mi znać, że chce ze mną odbyć zbliżenie. Rozsunęłam szeroko nogi, po chwili poczułam, jak moja pizdę wypełnia jego kutas. W tym momencie dostałam dreszczy, przecież nie miałam w sobie męskiego kutasa już wiele lat. Moment, kiedy wszedł we mnie cały potwierdziłam głośnym krzykiem, jednocześnie wyrzucając ręce do góry. On to bardzo dobrze zrozumiał, bo wolniutko wysuwał się, po czym dość energicznie wsuwał do samego końca, czułam jego główkę na szyjce. Ale czułam też, jak podczas tych ruchów jego główka przesuwa się we mnie, co powodowało narastające podniecenie. To też jęczałam coraz głośniej, a on coraz mocniej wsuwał we mnie tego kutasa. Poczułam, jak mój brzuch nagle zrobił się twardy i bardzo mocny orgazm, kiedy się we mnie spuszczał. Tkwił we mnie dłuższą chwilę, po której powiedział – idź się umyj, weź z szafki jakąś podkoszulkę i zejdź na dół. Cała drżąca zeszłam, będąc pewną, że tym razem zejdziemy do „siłowni”. Ale Krzysztof zasiadł do stołu prosząc, abym zrobiła dla niego i dla siebie herbatę. Szybko zmieniłam filiżanki, w tym czasie zagotowała się woda i herbata była gotowa. Ponownie nalał do kieliszków wódeczkę i wzniósł toast za nasze spotkanie. Wypiliśmy, zaczęła się rozmowa, co bym zmieniła w tym jego domu. Powiedziałam, że przede wszystkim trzeba zrobić w nim generalny remont, bo ma bardzo starą instalacje elektryczną, powinny być też wymienione urządzenia sanitarne i np. wanny w łazience na górze już się nie da doszorować. Powinno się zmienić szafki w kuchni, bo są stare i się nie domykają. Rozmowa potoczyła się w tym kierunku, analizowaliśmy praktycznie każde pomieszczenie. Zajęło nam to trochę czasu i następne dwie kolejki wódki. Kiedy już prawie wszystko omówiliśmy Krzysztof powiedział – idziemy na górę. Ponownie się zdziwiłam, ale weszliśmy, położyliśmy się do łóżka i ponownie Krzysztof wodził rękoma po moich bliznowcach. Robił to bardzo wolno, delikatnie, zdziwiłam się, ale to mnie zaczęło podniecać. Chyba za trzecim razem, kiedy przesuwał rękę z góry na dół na wysokości piersi przesunął ja na pierś i patrząc mi prosto w oczy zaczął ją głaskać. Sama zdziwiłam się, ale pierś jakby zadrżała a po chwili wyraźnie się podnieciła, co uwidoczniło się mocnym powiększeniem się brodawki. Jęknęłam, a on nadal bardzo delikatnie ją gładził, aż przyszedł moment, którego się absolutnie nie spodziewałam. Krzysztof uniósł się trochę na ręce, na której leżał, pochylił się i wziął mi tą pierś w usta. Lekko ją ścisnął i wolniutko wysuwając się zaczął pieścić brodawkę językiem. Nie przypuszczałam, że ta brodawka jest jeszcze tak wrażliwa, to też syknęłam. Uniósł się i patrząca na mnie, zapytał – bolało, odpowiedziałam – nie, po czym on ponownie zaczął ją pieścić, intensywnie „omywając” brodawkę. Nie było to dla mnie obojętne i zaczęłam być bardzo mocno podniecona. Czując to spojrzał na mnie, po czym usłyszałam – usiąć na mnie. Nie robiłam tego prawie nigdy, to też nie szło mi to dość zgrabnie, ale w końcu siedziałam na nim, mając jego kutasa w swojej piździe. Chwycił mnie za biodra i kilka razy uniósł, to spowodowało, że wbił się we mnie jeszcze mocniej. Czułam go bardzo głęboko, jakbym go miała pod przeponą. Po chwili jakby przyciągnął mnie do siebie i patrząc mi prosto w oczy zaczął pieścić moje piersi, obie, tą zdrową i tą oparzoną. Ściskał je w rękach, to przesuwał lekko ściskając brodawki. Trwało to dość długo, po czym poczułam, że mnie minimalnie odpycha od siebie. Lewą ręką pieścił mi ta „chorą” pierś, drugą położył na brzuchu i wsunął palec pode mnie, tak, ze poczułam go na łechtaczce. Zaczął jednocześnie nimi ruszać, a ja zaczęłam się tak podniecać, że w pewnym momencie z pizdy zaczął wypływać śluz. Wówczas Krzysztof chwycił za biodra i unosząc lekko do góry wbijał mnie coraz mocniej w siebie, aż przyszedł moment, kiedy poczułam mocny chwyt w biodrach i jego wytrysk. Prawie krzyknęłam, bo ja też jednocześnie dostałam taki orgazm, jakiego w życiu nie pamiętam. Przyciągnął mnie do siebie i tak leżeliśmy dłuższą chwilę. Dał mi znać, zeszłam z niego i głową pokazał mi, że mam się iść umyć. Stojąc pod natryskiem już sobie wyobrażałam, że teraz to na pewno pójdziemy do „siłowni” i tam mi odpowiednio wpierdoli, zgodnie z Twoją zapowiedzią. Ale znowu zaskoczenie, zaprosił do stołu, wypiliśmy znowu po kieliszku, nie ukrywam, że z tych emocji już mi trochę szumiało w głowie, po czym ponownie wróciliśmy do samego wypadku, ale tym razem bardziej interesował go sam proces leczenia, a właściwie odczuwany przeze mnie ból. Tu już od razu moja myśl popłynęła do „siłowni”, ale dość precyzyjnie opowiadałam, jak bardzo mnie to wszystko bolało. Kiedy skończyłam, zapytał – czy musisz wracać do domu?.  Spojrzałam, mówiąc, że nie, bo znaczną część życia spędziłam sama, zajmując się wychowaniem syna, a po jego wyjeździe jestem już zupełnie sama. Dlatego nie miałam kompletnie nic do robienia i szukałam jakiegokolwiek zajęcia. W tej sytuacji jestem wdzięczna mojej koleżance Magdzie, że załatwiła mi tę prace u niego i na pewno będę zadowolona, jeżeli on mi pozwoli dalej ją wykonywać. Wówczas, zamiast odpowiedzi usłyszałam – chodź na górę. Ponownie położyliśmy się w łóżku, tym razem Krzysztof dokładnie mnie przykrył, mówiąc – idziemy spać, porozmawiamy rano. Basiu, czy Ty rozumiesz, mając świadomość, że mogłam być zbita czy nafaszerowana jakimiś korkami, a tu proponuje mi spanie. Druga sprawa, przecież ja nie spalam z mężczyzną już wiele lat. Teraz mam spać obok normalnego mężczyzny. Masz świadomość, że to nie wchodziło w rachubę. Krzysztof leżał na boku, przodem do nie i prawie za chwilę już spał. Ja leżałam i leżałam, w którymś momencie też przekręciłam się na bok, przodem do niego. Otworzył oczy, pogłaskał mnie po głowie, mówiąc – śpij, śpij. To chyba pomogło, bo zasnęłam, mało tego, zasnęłam tak mocno, że nie czułam, kiedy on wstał. Poczułam głaskanie po „chorej” części twarzy i usłyszałam – wstań, śniadanie czeka. Zerwałam się na równe nogi, przepraszając go, że tak długo spałam, Krzysztof się tylko uśmiechnął, bardzo czule mnie przytulił, mówiąc – idź się umyć. Zrobiłam to szybko, po czym zeszłam do kuchni, a tam rzeczywiście na stole czekała na mnie kawa. Zjedliśmy śniadanie, rozmawiając już tylko o jego locie do Hamburga. Kiedy skończyliśmy, wziął mnie za rękę, poszliśmy na samą górę domu. Zapytał, co bym zmieniła, popatrzyłam na niego, mówiąc, trzeba ten pokój odświeżyć, meble są z lat 70-tych, też je można by było wymienić. Dalej już nie chodziliśmy, wróciliśmy do pokoju, w którym spaliśmy, ponownie położył się obok mnie i właściwie milcząc gładził te moje bliznowe. Od góry do dołu, dotykając również piersi. Za którymś razem, kiedy miał rękę „na dole” wsunął mi ją między nogi, a ja je szeroko rozsunęłam. Poczułam, jak zaczął dotykać mi palcami łechtaczkę, ale robił to bardzo delikatnie, co powodowało narastające we mnie podniecenie. Przesuwał ten palec w górę i w dół raz dociskając go mocniej, raz lżej. Już nie wytrzymywałam, już głośno jęczałam, kiedy usłyszałam – jestem już mocno podniecony, chcę w Ciebie wejść, jak – od przodu, tyłu czy usiądziesz. Spojrzałam zdziwiona, od kiedy to mężczyzna pyta kobietę jak ma ja wypierdolić, to też powiedziałam – Ty decydujesz. Wówczas usłyszałam – połóż się na brzuchu i leż. Po chwili wrócił, stanął za mną, a w jego ręku zobaczyłam klasyczną dyscyplinę. Pomyślałam – no nareszcie się zacznie, on rzeczywiście, uderzył mnie po dupie, ale niezbyt mocno, po czym powiedział – odwróć się, a kiedy już leżałam przodem, rozsuwając nogi i spodziewając się, ze za chwilę dostanę po brzuchu, usłyszałam – nic byś nie dostała, gdybyś była grzeczna, jak ja pytam, masz odpowiadać, a nie dyskutować. Uśmiechnęłam się tylko mówiąc – przodem, po chwili już wszedł na łóżko i jego kutas wszedł w moją pizdę. Wsunął się, był uniesiony na swoich potężnych ramionach, a biodra jego systematycznie przesuwały się do przodu, wsuwając jego kutasa całkowicie we mnie. W sytuacji, w której się znalazłam, przy tym miłym jego do mnie usposobieniu, dostałam bardzo szybko orgazmu. Głośno krzyczałam, on jeszcze nie kończył. Aż przyszedł moment, kiedy się minimalnie wyprostował, po czym poczułam kilka mocnych pchnięć i ten wspaniały moment wypełniania jego spermą. Tkwił we mnie dłuższą chwilę, patrząc mi prosto w oczy. Ja patrzyłam na niego i też widziałam jego radosne oczy. Wysunął się, mówiąc – jak się umyjesz, zejdź na dół. Zeszłam, Krzysztof był już ubrany i zapraszał mnie do stołu. Wypiliśmy po następnej wódce po czym usłyszałam – dziękuję Ci bardzo za doprowadzenie domu do takiego stanu. Mam świadomość, że więcej nie byłaś w stanie zrobić. Pozostawiam Cię tutaj, jako Panią na włościach. Tam w teczce są pieniądze, powinno Ci starczyć na te Twoje zamiary remontowe. Remontujesz wszystkie pomieszczenia wg swojego uznania, co do podpiwniczenia dostaniesz szczegółowe instrukcje. Na mnie już czas, Ty możesz tu zostać, przyjeżdżasz do mnie za trzy tygodnie, pierwszego maja. Czy masz jakieś pytania ? Spojrzałam, mówiąc, że nie mam. Dopiliśmy kawę, ubrał się, zadzwoniłam po taksówkę, wychodząc pożegnał się, tuląc mnie do siebie i dając mi całusa w „chory” policzek, pojechał. Ja usiadłam przy stole i długo nie byłam w stanie wstać. W końcu się ruszyłam, najpierw posprzątałam kuchnię, później posprzątałam i pościeliłam pokój, w którym spaliśmy, na końcu weszłam do pokoiku, który był kiedyś chyba gabinetem, bo stało w nim bardzo eleganckie biurko. Na biurku leżał czarny, męski neseser, zamykany na dwa zameczki. Delikatnie go otworzyłam, po czym uniosłam wieko i omal nie zemdlałam. Patrzę, a on jest praktycznie pełen banknotów i to euro. Przejrzałam, a tam same nominału 500 euro. Zamknęłam go, po czym schowałam do szuflady w tym biurku, poszłam do kuchni i napiłam się wódki. Jeszcze przez chwilę siedziałam, w końcu ubrałam się, wsiadłam w taksówkę, pojechałam do swojego domu, tam się też przebrałam i przyjechałam do Ciebie. Basiu, kiedyś miałam spierdolone małżeństwo, bo Michał okazał się być pijakiem, później ten wypadek. Nie pamiętam kiedy jakikolwiek mężczyzna mnie objął ramieniem, a żeby pocałował – szczególnie teraz – jeszcze się to nie zdarzyło. Po tej nocy z Krzysztofem i po tym, co dla mnie zrobił jestem jego. I nie jest ważne czy przy następnym pobycie mi wpierdoli, czy nie, może mi wpierdolić, może mnie wypierdolić jak chce. Jestem po prostu jego. Rzeczywiście, cała ta relacja zaskoczyła mnie, tym bardziej, że u tego samego Krzysztofa byłam dzień wcześniej i mocno mi „nadokuczał” Cóż mam powiedzieć, teraz jak Ci Krzysztof powiedział, że jesteś „Panią na włościach” to przede wszystkim musisz się wziąć za siebie. Dam Ci namiary na kosmetyczkę Karolcię, dobrze by było, żebyś trochę poćwiczyła, aczkolwiek figurę to Ty masz wspaniałą. A co dalej będzie zobaczymy. Zobaczymy, jak będzie wyglądał Twój wyjazd do Hamburga. Dalej rozmawiałyśmy już tylko o remoncie, za który ma się wziąć i właściwie na tym skończyłyśmy. Tak zaczęła się znajomość Haliny z Krzysztofem, jak będzie wyglądała dalej, jeżeli będę miała jej jakąś relację, napiszę. I jeszcze jedna uwaga – ta znajomość jest następnym potwierdzeniem przypadkowości w naszym życiu. Bo gdyby Magda nie rozmawiała ze mną na ten temat, tego tematu by nie było. 20 kwietnia 2011r. Baśka. baska45@poczta.onet.pl

***

Spotkanie z Krzysztofem

Spotkanie z Krzysztofem

Krzysztof to kolega mojego byłego męża z czasów studiów oraz świadek z naszego ślubu. Kontakty nasze urwały się, kiedy mój mąż wyjechał do Paryża. Ale w sposób absolutnie nie przewidywalny odżyły w listopadzie ubiegłego roku. Okazało się, że Krzysztof jest liczącym się przedsiębiorcą produkującym określony sprzęt hydrauliczny dla przemysłu okrętowego. Jest znaczącym przedsiębiorcą, czytaj jest zamożnym człowiekiem.

  •  

Krzysztof mieszka na stałe w Hamburgu, ale tutaj pozostał mu po rodzicach domek – segment. Jest mu żal to sprzedać, bo jest to „ojcowizna”, ale z drugiej strony ma problemy, aby go w należytym stanie utrzymać. Kiedy widzieliśmy się właśnie w listopadzie narzekał, że niby tym domem opiekuje się jakaś jego kuzynka, ale ona nic w nim nie robi, nawet nie ściera kurzu z mebli. Wówczas wyraził się, że jest on w stanie dobrze zapłacić, pod warunkiem, że ktoś się tym domem rzetelnie zajmie. Taka możliwość pojawiła się w połowie lutego, kiedy zajęła się nim koleżanka Magdy – Halina. Niestety, Krzysztof nie mógł przyjechać od razu, zaproponował, abym to ja pilotowała tę sprawę, a on przyjedzie dopiero na weekend 15/17 kwietnia, to spotka się ze mną i Haliną. Umówiliśmy się, że spotka się ze mną w piątek, aby „odnowić między nami dawną znajomość”, natomiast z Halina spotka się w sobotę, aby omówić z nią kwestie opieki nad jego domem. Na tym się rozstaliśmy na etapie korespondencji. Kiedy zbliżał się termin jego przyjazdu przekazałam mu informację, że dom ma „wypucowany” i powinien zastanowić się nad dalszą współpracą z Haliną. Odpowiedział, że omówimy ten temat, kiedy się spotkamy. Umówiliśmy się na piątek, na godzinę 20-tą. Po moich imieninach zabrał Magdę do siebie i bardzo mocno jej „nadokuczał”, to też trochę obawiałam się tego spotkania. Weszłam i można powiedzieć, nie poznałam mieszkania. Nie dość, że było bardzo ładnie wysprzątane, to było „pachnące”. Zaprosił do pokoju, zasiedliśmy przy stole, podał mi szklaneczkę z drinkiem i rozmawialiśmy o różnych sprawach, trochę wracając do naszej „młodzieńczej” przeszłości. Ten temat dość płynnie przeszedł na czasy współczesne i moją prace zawodową. Bardzo intrygowała go ta kwestia, że prowadzę samodzielną działalność gospodarczą. Rozmowa toczyła się dość gładko, może zbyt gładko, bo poczułam, że mi dość mocno szumi w głowie. Szumi w głowie, ale nie tylko, stałam się taka jakby mocno pobudzona, mocno podniecona. Krzysztof to zauważył, podszedł i zdjął ze mnie bluzkę. Po chwili dał mi znać, że powinnam wstać, wówczas zsunął spódniczkę, zostałam w samym staniku i specjalnych sexownych czarnych rajtuzach z otworem w kroczu i białych majteczkach. Po chwili zdjął ze mnie również staniczek i majteczki, dłuższą chwilę przyglądając mi się, jak wyglądam w tych rajtuzach. Dalej, jakby nie zajmując się moimi rajtuzami samemu się rozebrał i pokazał, abym oparła ręce na krześle. Tym sposobem wypięłam się w jego stronę, a on za chwilę wsadził mi swojego kutasa prosto w cipkę. Nie od dziś wiedziałam, że ma go dość solidnego, to też szczególnie w tej pozycji poczułam go wyjątkowo mocno. On trzymał mnie za biodra i wbijał wyjątkowo mocno. Jęczałam bardzo głośno, a wręcz krzyczałam, kiedy się we mnie spuszczał, bo o dziwo, dostałam w tym samym momencie bardzo mocny orgazm. Puścił, podał mi ręcznik, podał następną szklankę z drinkiem, którego w tym momencie błyskawicznie wypiłam, mówiąc – chodź ze mną. Zeszliśmy do podpiwniczenia, gdzie Krzysztof miął urządzoną mini siłownię. Ale ku memu zdziwieniu na środku stał jakby „turystyczny” fotel ginekologiczny, taka lekka konstrukcja. Pokazał, że mam na nim usiąść, a kiedy usiadłam, zapiął mi ręce i nogi, przy czym nogi bardzo szeroko rozsunął na boki. Dłuższą chwilę przyglądał się cipce, delikatnie ją pogładził, sprawdził, że jest jeszcze mokra po naszym zbliżeniu, po czym sięgnął gdzieś na bok, po chwili w jego ręku pojawiły się dwie znaczących rozmiarów okrągłe kulki na dość długim sznureczku. Przystawił je do cipki i zaczął wciskać, zaczęłam jęczeć, bo nie były wcale takie malutkie, na pierwszy rzut oka miały na pewno powyżej 4,5cm. Spojrzał na mnie i jakby delektował się tym wsuwaniem ich, po chwili poczułam, jak prześlizgnęła się pierwsza, a za chwilę druga. Palcem dopchnął je do samego końca, aż je poczułam na szyjce, po czym zaczął wsuwać sznureczek, też go w całości wsuwając w cipkę. Skończył, przesunął ręką ponownie po cipce, jakby sprawdzając, czy wargi sromowe są odpowiednio zamknięte po wsunięciu tych kulek. Ale to sprawdzanie warg miało zupełnie inne znaczenie. Zaraz w jego ręku pojawiła się normalna igła, przez oczko której była przeciągnięta nitka. Ścisnął palcami wargę, po czym przebił ją tą igłą, przeciągając dość długi odcinek nitki. Rozdarłam się, bo pomimo tego, że byłam dość mocno odurzona, jednak takie kłucie poczułam. Po chwili przekłuł druga wargę, po czym zawiązał nitkę na pęczek, mocno ją ściskając. Tym sposobem ścisną mocno obie wargi. Zaraz zrobił to samo nieco niżej i tak aż do samego końca zawiązał mi sześć supełków, całkowicie zaszywając mi w cipce te kulki. Skończył, zaczął przesuwać rękę po dolnej części brzucha, jakby sprawdzał, jak głęboko mi je wsunął. Wszystko wskazywało, że się tym szyciem zadowolił, ale moja radość była przedwczesna. W jego ręku pojawiły się klasyczne igły lekarskie i zaczął mi je wbijać, to jedną z jednej strony, to druga z drugiej strony. Darłam się, to nic nie dawało, Krzysztof robił systematycznie „drabinkę”. Kiedy skończył, przyjrzał się temu, po czym podciągnął mi jeszcze wyżej nogi. Zdjął z siebie szorty i ujrzałam jego sterczącego kutasa. Wszystko wskazywało na to, że te wszystkie „prace” bardzo go podnieciły, przeciągnął po nim jakimś kremem a po chwili czułam, jak mi go wsadza w pupę. Poczułam, jak rozsuwa wejście, przepchnął się i „napotkał” pierwszą kulkę. Lekko na nią naparł, ale po chwili naparł z całą siłą i wszedł, napotykając drugą. Ponownie sytuacja się powtórzyła, tym razem pchnął mocniej i już był w środku. Chwycił mnie za biodra i zaczął się wysuwać i wsuwać. Ale robił to tak, aby za każdym razem popchnąć „głębiej” kulki siedzące w cipce. One nie mogły się przesunąć, to też przesuwając się wypychał je ku górze, co było dobrze widoczne. W końcu doszedł do swojego orgazmu wypełniając mnie swoimi sokami. Skończył, przez chwilę tkwił we mnie, wysunął się, przystawił mi do ust szklaneczkę, abym się napiła, a następnie wrócił do „zmęczonej” cipki. Przez chwilę się jej przyglądał, następnie wziął z półki klasyczną lekarską igłę i wbił mi ją dość głęboko w jedną wargę, zaraz też zrobił to samo z drugą. Jęczałam podczas tego wbijania, ale to nie miało znaczenia. Patrzę, wraca, a w ręku trzyma dwie strzykawki. Spojrzał na mnie mówiąc – nie bój się, to tylko sól fizjologiczna, podłączył je do pozostawionych w wargach igłach i zaczął je opróżniać. Patrzyłam, jak pęcznieją moje wargi, jak robią się baloniki, a on nic, tylko na szczęście dość wolno wprowadzał w nie ten płyn. Kiedy opróżnił pierwsze strzykawki, sięgnął po następne, ja spojrzałam, a moja cipka zrobiła się jak balon. Po pewnym czasie wpompowywał w nie następną porcję, a cipka robiła się jeszcze większa. Po trzeciej strzykawce już zaczęłam jęczeć, bo supełki, które zrobił wżynały się coraz mocniej w ciało. Ja mam dość wypukły wzgórek łonowy, teraz, kiedy wpompował w nie tyle płynu, był wyraźnie widoczny na moim kroczu. Kiedy tak mnie „pompował” przypomniało mi się, że Magdę, kiedy „zwinął” ją po moich imieninach, też mocno „napompował”. Teraz zastanawiałam się, co jeszcze mi napompuje. Okazało się, że już nic, wyjął mi igły, ale za to pojawił się z klasyczną, dość wąską packą, którą uderzył mnie w sam środek. Jeżeli jeszcze byłam podpita, to już natychmiast otrzeźwiałam, drąc się niesamowicie, bo mnie piekielnie bolało. Krzysztof jednak na to nie zważał, tylko raz za razem uderzał. Powodowało to potworny ból, próbowałam rzucać biodrami na boki, to jednak nic nie dawało, Krzysztof nadal uderzał, aż uznał, że wystarczy. Spojrzałam, dokładnie, jak w powiedzeniu, cipka była czerwona, jak burak. Odpiął mnie, podał następną szklankę, wypiłam do końca, pomimo, że czułam w niej alkohol. Polecił, abym się odwróciła i pochyliła do przodu. Kiedy tak stałam, długo wodził rękoma po plecach, krzyżu i pośladkach, po czym usłyszałam – oprzyj się o krawędź fotela. Byłam dość mocno zgięta, ale jego zdaniem jeszcze za mało, to też odsunął mnie jeszcze trochę i dość mocno rozsunął nogi. Jakby jeszcze raz sprawdził, czy jestem odpowiednio ułożona, po czym spojrzałam, a on wziął z półki klasyczna naszą dyscyplinę, podszedł z boku i uderzy po pośladku. Jęknęłam, ale nie zdążyłam jeszcze wydobyć powietrze do końca z siebie, kiedy poczułam uderzenie na drugim pośladku. Już teraz się darłam, a on mnie bił, przy następnym razie uderzając w sam środek, a końcówki rzemienia sięgały cipki. Darłam się, on to lekceważył do pewnego momentu. Przestał, znowu dostałam coś do picia, po czym ponownie polecił mi się pochylić mocno do przodu, polecając jednocześnie rozsunięcie pośladków. Kiedy to zrobiłam ujrzałam w jego ręku klasyczną bambusową trzcinkę, a za chwile poczułam ją w swoim rowku. Rozdarłam się, odruchowo próbując się wyprostować, ale usłyszałam – nie podnoś się, po czym poczułam następne uderzenia. Robił je bardzo precyzyjnie, równo w sam rowek, uderzając zarówno w brązową dziurkę, jak i w cipkę. Darłam się, ale o dziwo, nadal byłam pochylona, rękoma rozciągając pośladki. Kiedy skończył usłyszałam – oprzyj się o krawędź fotela, a kiedy to zrobiłam zaraz poczułam jego kutasa w brązowej dziurce. Nie wiem kiedy zdążył go przesmarować, ale o dziwo wszedł. Na początku tylko jęknęłam, ale za chwilę już się darłam, bo zaczął być we mnie głęboko, dotykając wcześniej obitej dziurki. To jednak nic nie dawało, trzymał za biodra i systematycznie się wbijał, aż poczułam, jak się we mnie spuszcza. Przez chwilę tkwił we mnie, po czym usłyszałam – nie ruszaj się, wysunął, ale za chwilę wrócił. Spojrzałam przez ramię, a on trzymał w ręku dość duży korek analny. Rozdarłam się – nieeee, ale za późno, przystawił go do dziurki i mocno pchnął. Część weszła, po chwili ponownie pchnął i znowu jakaś część weszła, już dotykając siedzącej w cipce kulki. Wówczas mnie wyprostował, podprowadził do stojącego obok stołeczka, polecając – siadaj, okazało się, że jest to bardzo mocny wibrator, w tym momencie go włączył. Miałam wrażenie, że za chwile mnie rozerwie, ale o dziwo wolniutko się na niego nabijałam. Kiedy poczułam drugą kulkę krzyknęłam, wówczas Krzysztof witką bambusową zmobilizował mnie, abym siadała dalej. Nie mam pojęcia, jak to się stało, ale w końcu miałam go w sobie całego. Krzysztof dokładnie mnie obejrzał, po czym podając mi rękę powiedział – na dzisiaj skończyłem, idź na górę i ubierz się. Tutaj nie mam wszystkich narzędzi, ale kiedy przylecisz do mnie do Hamburga, to się lepiej zabawimy. Ściskając pośladki weszłam na górę, założyłam majtki i rajtuzy, pozakładałam resztę i byłam gotowa do wyjścia. Krzysztof w tym czasie zamówił taksówkę, a żegnając się przytulił, mówiąc – czekam na Ciebie. Jazda do domu nie była wcale taka prosta, a kiedy weszłam natychmiast poszłam do łazienki na piętro, aby pod ciepłym natryskiem uwolnić się od tych jego zabawek. Najtrudniej było poprzecinać supełki, tak, aby się nie pokaleczyć. Jakoś mi się udało, udało wyjąć kulki, umyłam i już swoimi maściami posmarowałam poobijane miejsca. Długo leżałam w łóżku, za nim zasnęłam. Na szczęście miałam wolną sobotę i niedzielę, mogłam odpocząć. W sobotę Krzysztof miał się spotkać z Hanią, to też rano zadzwoniłam do niej, uprzedzając, że może mieć kłopoty. Później okazało się, że spotkanie Hani z Krzysztofem wyglądało zupełnie inaczej. 19 kwietnia 2011r. Baska baska45@poczta.onet.pl

***

Bal karnawałowy 2011r.

Bal karnawałowy 2011

W końcowych dniach lutego miałam spotkanie z Adamem, moim kolegą z poprzedniej pracy, który zaprosił mnie na Bal Karnawałowy. Wróciłam do domu, patrzę na kalendarz, a tu tylko dwa tygodnie. Miałyśmy iść na ten Bal razem z koleżanką, z którą pracuję, Iwoną, to też kiedyś, wykorzystując moment, że byłyśmy we dwie, pytam, jak się mam ubrać.

  •  

A Iwona, w sposób absolutnie bezpośredni powiedziała – licz się z tym, że będziemy rżnięte, ja zakładam pończochy samonośne. Spojrzałam, pytając – a dalej, ona spojrzała na mnie mówiąc – tak jak Ty, zwykłą bluzeczkę w serek, abyś odpowiednio eksponowała dekolt i krótką, zwiewna spódniczkę, abyś ją mogła łatwo podciągnąć. Dodała – Tobie jest dobrze w czerwonym kolorze.. Powiedziałam – dobrze i uznałam, że sprawę ubioru mamy załatwioną. Pytam dalej – a gdzie to jest, usłyszałam – to Cię nie interesuję, o 18-tej przyjedzie po nas samochód. Uznałam sprawę za załatwioną i czekałam na tę sobotę. Rzeczywiście, o 18-tej przyjechał samochód, wysiadł z niej postawny mężczyzna ubrany na czarno, ale zobaczyłam Iwonę, wsiadłam i pojechałyśmy. Jechałyśmy około dwóch godzin, gdzie, nie jest to w żaden sposób istotne, było ciemno, i tak niczego nie rozpoznawałam. Zapamiętałam tylko, że w pewnym momencie zjechaliśmy z głównej drogi, a po pewnym czasie w las i tą leśną drogą dojechaliśmy na miejsce. Był to jakiś ośrodek, Iwona wzięła mnie za rękę i poszłyśmy na piętro, jakimś korytarzem, tam wprowadziła do pokoju, mówiąc – ten jest Twój, przebierz się, spotkanie zaczyna się o 20-tej. Jechaliśmy co prawda klimatyzowanym samochodem, ale i tak czułam się nieświeżo, weszłam pod natrysk, opłukałam się, w pokoju był czajnik i zastawa, zrobiłam sobie kawy. Ubrałam się zgodnie z sugestia Iwony w czerwona bluzeczkę z dużym dekoltem, wzięłam do tego odpowiedni pólstanik, założyłam czerwone pończochy i czerwone majteczki. Niestety, nie miałam żadnej tego koloru spódniczki, wzięłam czarną, ale taką bardzo zwiewną. Do tego czerwone korale i klipsy oraz szpilki, ósemki. Iwona przyszła po mnie, popatrzyła, mówiąc – bomba. Ja natomiast zdziwiłam się, że ona jest ubrana w typowy strój sportowy – bluzka, szorty, getry. Jedyne, co miała „zasadnicze” to buty. Zeszłyśmy na parter, po prawej stronie korytarza była salka, w której były ustawione stoliki w podkowę, nakryte i zastawione już potrawami, a dalej, za przesuwanymi drzwiami następna salka z kominkiem, jakby naszykowana w tym momencie na tańce, tyle tylko, że w tym momencie stał w niej na środku stolik, a na nim kieliszki z szampanem. Popatrzyłam po sali i szybko policzyłam, było nas osiem par, czyli 16 osób i ja. Ze znanych mi osób byli to tylko Adam, Czesław i „oficerowie”. Reszty nie znałam, kiedy weszłam do tej sali okazało się, że praktycznie wszyscy są ubrani bardziej lub mniej sportowo, tylko ja znacznie odbiegam. Spojrzałam na Iwonę – a ona mi mówi – bo Ty jesteś pierwszą dama tego balu. Nie bardzo wiedziałam, co to oznaczało, ale póki co zaczynała się zabawa. Na środku, przy tym stoliku z szampanem stanęła para, jak się później okazało, właściciele tego pensjonatu, Małgorzata i Roman, wzięli kieliszek ręce kieliszki, po czym padło kilka zdań na temat, że jest to już 4 sobota karnawałowa, że na każdej wszyscy się bardzo dobrze bawili i oby tak było tym razem. Skończył – wszystkiego najlepszego. Pojawiło się dwóch kelnerów, wszyscy stali, oni zebrali kieliszki, po czym Roman podszedł do mnie i powiedział – każdy z naszych bali miął swoja „gwiazdę” tym razem, dzięki Adamowi i Czesławowi, jest to Basia. Brawo. Rozległy się oklaski, po czym rozległa się muzyka, wszyscy jednak ruszyli ku stolikom, bo wszystkim chciał się jeść. Zasiedliśmy, każdy coś tam pojadał, na stołach była wódeczka. Wykorzystując moment, że Iwona była wolna zapytałam co oznacza to oświadczenie Romana, że jestem „gwiazdą” balu. Iwona spojrzała, po czym spokojnie mi wyjaśniła – ma cię prawo zerżnąć jak chce każdy z obecnych tu mężczyzn, a Ty nie masz prawa protestować. W tym momencie wszystko było jasne, powiodłam wzrokiem po sali, uznając, że jest to wszyscy granicach moich możliwości. Trwała konsumpcja, ale pojawiła się w głośnikach muzyczka. Wówczas podszedł do mnie Adam, mówiąc – chodź ze mną. Weszliśmy na piętro, Adam otworzył drzwi, weszliśmy do środka. Adam wyjaśnił – jest to apartament właściciela ośrodka, a kiedy kończył weszli Roman i Małgosia. Na pierwszy rzut oka, równolatkowie ze mną, ale znacznie wyżsi, no ja jestem szczególnie niska, po czym Adam przedstawił ich – Roman i Małgorzata, właściciele Ośrodka. Przywitaliśmy się, w tym czasie Adam zrobił po drinku, a kiedy już były gotowe, zasiedliśmy przy stoliku, stuknęliśmy się szklaneczkami i został wzniesiony toast – za miłe spotkanie. W tym momencie Małgorzata stwierdziła – nasz ośrodek jest w środku lasu, nad rzeką, w bardzo zacisznym miejscu. Wokół są lasy, a niezbyt daleko rozlewiska rzeczki, jest wcale nie mało ryb. Tego typu spotkanie to rzadkość, najczęściej mamy tu spotkania typu klubowego przy zdecydowanie mniejszym udziale osób. Nie miałaś możliwości się zapoznać, ale jest tutaj również zaplecze do ćwiczeń oraz sauna. Myślę, że następnym razem, kiedy przyjedziecie z Adamem i Czesławem, będziesz miała możliwość z niej skorzystać. A teraz, Basiu, ja bardzo lubię patrzeć, jak mój mąż pierdoli takie szprotki. Spojrzałam, po chwili nie miałam już wątpliwości, Adam odsunął drzwi i ukazała się sypialnia, z dużym łóżkiem na środku. Adam szepnął mi do ucha – sama zdejmiesz spódniczkę, czy Ci ja mam zdjąć. Spojrzałam, po czym stwierdziłam – sama, jednym ruchem zdjęłam ją razem z majteczkami. Odłożyłam na bok, po czym nie czekając już na zaproszenie położyłam się na łóżku. No i tu konsternacja, bo „na wierzch” wypłynęły moje znaczki. Pierwsza podeszła Małgorzata, przyglądała się przez chwile, po czym stwierdziła – słuchajcie, mamy tutaj do czynienia z bardzo doświadczoną w tej „branży” partnerką,, skąd je masz. Popatrzyłam, mówiąc – dostałam w prezencie. Małgorzata stwierdziła – takich prezentów nie daje się byle komu, musiałaś się czymś zasłużyć lub wykazać. Teraz będzie się wykazywał Roman, a Ty chodź ze mną, powiedziała do Adama. Oni wrócili do saloniku, a Roman zrzucił z siebie spodenki i zaczął się zbliżać do mnie. Jęknęłam, kiedy zobaczyłam tego jego kutasa, bo do małych nie należał. Wszedł we mnie, mocno wypełniając. Było widać jego doświadczenie, nie robił tego zbyt szybko, ale za to, można powiedzieć, precyzyjnie, wsuwał się wolno, ale bardzo mocno, co w zdecydowany sposób czułam na wargach. To zbliżenie nie trwało wcale krótko, jęczałam z dużego podniecenia, kiedy się we mnie spuszczał. Wysunął się, ja zwinęłam się w „fasolkę” i kątem oka widziałam, jak Adam odbywa zbliżenie od tyłu z Małgorzatą. Nie ruszałam się do momentu, kiedy skończyli, Adam podszedł do mnie mówiąc- umyj się i zejdź na dół. Mój pokój był niedaleko, długo stałam pod natryskiem, o dziwo, dość mocno czując to zbliżenie. Ubrana tylko w spódniczkę, bez majteczek zeszłam, podeszłam do stolika, łapczywie pijąc sok, Czesław pokazał gestem na nalany kieliszek wódki, podniosłam i wypiłam go z nim. Podczas powitania zostałam przedstawiona wszystkim tym, którzy mnie nie znali, wszyscy to „branżą prawnicza”. Wśród nich wyróżniał się jeden, dość wysoki, a przede wszystkim bardzo mocno zbudowany, z tzw. szeroką klatką piersiową. Był mężem jednej z pań adwokat, zawodowo inżynier budownictwa. Kiedy wróciłam, zdążyłam co nieco zjeść, właśnie on się pojawił, prosząc mnie do tańca. Był ubrany w białe kimono, jak do zapasów, przepasany paskiem, z gołymi nogami, ale za to białe, krótkie skarpetki i czarne lakierki. Kiedy stanęłam przy nim spokojnie mogłam przejść pod jego ramieniem. Pomimo to tańczyło nam się do pewnego momentu bardzo dobrze. Jednak w pewnej chwili było już jasne, ze jemu nie o taki taniec chodzi. Trzymając mnie jedną ręką, drugą rozwiązał pasek, kimono się rozchyliło i ujrzałam sterczącego między jego nogami ogromnego kutasa. On wówczas wsunął mi rękę pod spódniczkę, kiedy zorientował się, że nie mam majtek, lekko się pochylając, powiedział – chwyć się mnie za szyję i rozsuń nogi. Wsunął mi ręce pod spódniczkę, chwycił za pośladki, uniósł do góry, a po chwili zaczął opuszczać, ja wówczas zaczęłam nadziewać się na tego olbrzyma. Przy tej dysproporcji ciał nie miął żadnych problemów, żeby mnie utrzymać, napierając na pośladki nabił mnie na siebie, aż do końca. Ja natomiast od samego początku bardzo głośno jęczałam, czując, jak się na niego nabijam. Wbił główkę, a zaraz lekko unosząc mnie, wbił dalszą część. I tak, systematycznie mnie lekko unosząc i opuszczając, wbiłam się w niego do samego końca, już bardzo głośno potwierdzając ten fakt. Przeżyłam nie jedno zbliżenie z niejednym dużym kutasem, ale w tej pozycji po raz pierwszy. Od pewnego momentu wyrzuciłam głowę do tyłu, włosy opadły mi na ramiona, a on, na środku tej sali odbywał ze mną wspaniały taniec „namiętności”. Za każdym razem, kiedy mnie nabijał, ja jęczałam coraz głośniej, aż prawie krzycząc potwierdziłam nasze spełnienie się. Wokół rozległy się oklaski, postawił mnie na nogach, a za chwile na podłodze pokazały się krople wypływającego ze mnie płynu. Wsunęłam między nogi spódniczkę, poszłam się umyć. Kiedy wróciłam, okazało się, że „moich’ panów nie ma, przy stoliku siedziały tylko Anna i Dorota, żony moich „wojaków”. Ucieszyły się, widząc mnie, spytałam, gdzie oni, pokazując wolne miejsca, dziewczyny tylko się uśmiechnęły, mówiąc – zmęczyli się. To też same wypiłyśmy po kieliszku, po czym dziewczyny zapytały – a dalszą część wódeczki nie mogłybyśmy wypić u Ciebie w pokoju. Nie podejrzewając niczego zgodziłam się, zwinęłyśmy i wódeczkę, i coś do popicia, szklaneczki i kieliszeczki, poszłyśmy do mnie. Zamknęłyśmy drzwi, Anna ponalewała, po czym wzniosłyśmy toast – za Bal Karnawałowy. Po chwili nalała „na druga nogę, kieliszeczki na szczęście były właśnie takie „damskie”, po czym dziewczyny zapytały, gdzie ćwiczyłam taką pozycję. Śmiejąc się powiedziałam, że to było pierwszy raz, przyjęły to z niedowierzaniem, mówiąc jednocześnie, że, jak do tej pory, był to najwspanialszy występ „gwiazdy”. Uśmiechnęłam się tylko, mówiąc, że jest mi bardzo miło, po czym zapytały, czy mogła bym pokazać te swoje ozdoby. Spojrzałam, Anna czując sprawę, nalała ponownie do kieliszków, wypiłyśmy, popiłam jakąś colę, po czym rozebrałam się i położyłam na łóżku, szeroko rozsuwając nogi. Obie nachyliły się, po czym zaczęły przesuwać po nich rękoma, jedna z jednej strony, druga z drugiej strony. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale to ich dotykanie zaczęło mnie podniecać. One to zauważyły, Dorota przesunęła palcami po wargach, mówiąc – tu jest piątka i zero. Wyjaśniłam, że kiedy kończyłam 50 lat, poprosiłam o taki tatuaż Wówczas Anna spojrzała na mnie, mówiąc – to Ty masz 50 lat, uśmiechnęłam się, wyjaśniając, że było to trzy lata temu. Wówczas Anna, najpierw dłuższą chwilę patrzyła na mnie, po czym przesunęła rękę na piersi, zaczęła je głaskać. Na ich reakcję nie musiałam zbyt długo czekać, po chwili zaczęły się powiększać, Anna stwierdziła – jakie duże brodawki. W tym samym czasie Dorota najpierw dotykała moich warg, jakby sprawdzając ten tatuaż, który tam jest, a po chwili wsunęła palec między nie, dotykając łechtaczki. Jęknęłam, bo byłam już bardzo podniecona, ona to odebrała to jako moją aprobatę, pieszcząc ją jeszcze mocniej Nie wiem, czy one to kiedyś ćwiczyły na sobie, ale Anna pochyliła się i zaczęła pieścić moje piersi ustami, Dorota nadal pieściła łechtaczkę. Nie gustuje w pieszczotach z kobietami, tym razem jednak zaczęłam „odpływać”. Jęczałam coraz głośniej, Anna coraz intensywniej pieściła piersi, natomiast Dorota wyjątkowo delikatnie wsunęła mi dwa palce w cipkę, sięgając szyjki. Wyrzuciłam ręce za siebie, o dziwo wypinając biodra w jej stronę, a ona coraz szybciej zaczęła wsuwać te palce i wysuwać. Moje podniecenie osiągnęło poziom orgazmu, kiedy Dorota nie dość, że wsuwała, ale również minimalnie obracała tymi palcami, co w pewnym momencie spowodowało mój tak mocny orgazm, że aż „chlusnęłam” swoimi sokami. Dziewczyny uznały, że wystarczy, poszły. Była chyba trzecia nad ranem, zmęczona tańcem z „zapaśnikiem” i pieszczotami dziewczyn leżałam na łóżku odpoczywając, kiedy pojawiła się Małgorzata, właścicielka tego pensjonatu, wzięła za rękę, zaprowadziła na zaplecze. Był tam dość duży pokoik, jakby pokój socjalny dla personelu. Na środku stał niezbyt wysoki, średniej wielkości stół, wokół jakieś szafki, kilka krzeseł. Weszliśmy, w środku stało sześciu mężczyzn, Małgorzata ich przedstawiła – to są nasi kierowcy – pierwszych czterech, dwóch to kelnerzy, poza tymi zajęciami jest to również nasza ochrona. Od tego momentu, przez godzinę jesteś do ich dyspozycji. Spojrzałam, ona tylko puściła do nich zdanie – wiecie, co do Was należy, oni odpowiedzieli gromkim = taaaak, po czym wyszła. Pierwszy zbliżył się do mnie kierowca, powiedzmy nr jeden, z którym jechałam, stwierdzając- jak tylko wsiadałaś, już miałem chęć na Twoją dupcię, rozbierzesz się sama, czy mamy Cię rozebrać. W tym momencie było jasne, Małgorzata mnie tu przyprowadziła „na wykończenie”, bo przecież takich 6 byczków, niech zrobią ze mną chociaż po dwa zbliżenia, to mi cipkę zmaltretują całkowicie. Myśląc tak rozbierałam się, zbyt dużo na sobie nie miałam, oni też natychmiast się rozebrali i zobaczyłam te ich sterczące kutasy. Gdy tylko się rozebrałam „pierwszy” kierowca ułożył się na tym stoliku, wystawiając tego swojego kutasa, mówiąc – siadaj na nim. Ktoś podstawił mi stołeczek, ja chwyciłam za pośladki i zaczęłam ustawiać się nad tym kutasem. Poczułam go na dziurce, na szczęście był posmarowany, zaczęłam się na niego wsuwać. Oparłam się rękoma o jego uda, a gdy tylko siedziałam już na nim podeszło dwóch następnych, chwyciło za nogi, unosząc je do góry i na boki. Wówczas pojawił się trzeci, trzymający w ręku swojego kutasa i kierującego go prosto w dziurkę. Jęknęłam, kiedy mi zaczął go wsuwać, przecież w pupie siedział tamten pierwszy, to jęczenie nic nie dało, po chwili już był cały we mnie i bardzo mocno się we mnie wsuwał. Pochylił się tak, że oparł ręce o stół, tym sposobem miał możliwość swobodnych ruchów biodrami, wbijając się we mnie z całej siły. Zaczęłam jęczeć, bo o dziwo, zaczęłam odczuwać narastające podniecenie, akcentując je dość głośnym jękiem w chwili, kiedy się we mnie spuszczał. Po chwili nastąpiła zmiana i zaraz wszedł we mnie następny. Nie miałam wątpliwości, oni to już kiedyś „ćwiczyli” bo ta zmiana była bardzo płynna, za chwilę miałam następnego kutasa w sobie. Ustawił się w tej samej pozycji, co pierwszy, tym sposobem wbijał się we mnie bardzo energicznie. Ja jęczałam, on się wsuwał i wysuwał, aż osiągnął swój cel. Trzeci wytarł cipkę ręcznikiem i za chwilę był we mnie. Byli to potężnie zbudowani mężczyźni, to też ich ruchy na były bardzo mocne, szczególnie czułam to na wargach. Jęczałam już mocno, on wsuwał się we mnie coraz mocniej, aż się spuścił. Przy czwartym już jęczałam non stop, ale im chyba było mało tego jęku, bo Ci, co skończyli wcześniej podeszli i chwycili mnie za piersi mocno je ściskając. Mój jęk już był na pograniczu płaczu, bolały mnie piersi, a bolała mnie już cipka. Na szczęście skończył i wbił się we mnie piąty. Sytuacja powtórzyła się, nie tak bolała mnie cipka, co ściskane piersi, prawie krzyczałam, a on robił swoje, aż do końca. Kiedy się spuścił, wysunął się, pozostali pomogli mi się obrócić, wylądowałam na brzuchu na stole, a pierwszy doprowadził się do końca, spuszczając mi się w pupę. Wówczas pozwolili mi pójść do łazienki umyć się. Dłuższą chwilę stałam pod natryskiem, kiedy wyszłam, okazało się, że oni już sobie „ostrzą” na mnie swoje kutasy. Nawet nie wiem który rozłożył się na fotelu, wystawiając swojego kutasa do góry, mówiąc – masz na nim usiąść, ale tyłem. Odwróciłam się, lekko pochyliłam, szeroko rozsunęłam nogi, zrobiłam dwa kroki do tyłu i poczułam go na dziurce. Jęcząc, wsunęłam go głęboko w siebie. W tym momencie pojawił się inny przede mną, podtykając mi swojego kutasa do ust. Oparłam ręce na jego biodrach i wsunęłam, wówczas oni zaczęli zabawę, siedzący unosił biodra, przez co ja cała się unosiłam, a ten drugi mocniej na mnie napierał, głębiej wsuwając mi swojego kutasa. Oba miałam maksymalnie w sobie, cipka opierała się o uda tego, na którym siedziałam, a usta opierały się na wzgórku łonowym tego, który mi go do nich wsadził. Była to tylko zabawa, bo ewidentnym było, że w tej pozycji ani jeden, ani drugi nie spuści się. Oni też to wiedzieli, ale „zabawa” przez pewien czas trwała. Zrezygnowali, kiedy inny dal im znać. Puścili mnie, ale tylko po to, aby położyć na stole. Dwóch uniosło mi nogi do góry, rozsuwając jednocześnie na boki, tym sposobem następny miał swobodne wejście w cipkę. Tyle tylko, że ułożyli mnie w poprzek stolika, był on na tyle wąski, że z drugiej strony głowa opadła za jego krawędź. Wykorzystał to inny, po chwili miałam pełne usta następnego kutasa, a w tej pozycji wsunął mi go bardzo głęboko. Po chwili tym razem dwóch innych znowu się we mnie wbijało, jeden siedząc głęboko w ustach, ale drugi swobodnie wypełniając cipkę. Chwycił za biodra i wsuwał się mocno i do końca, co szczególnie czułam na miażdżonych przez niego wargach. Robił to dość powolnie, ale na tyle skutecznie, że w pewnym momencie poczułam, jak się spuszcza. Mój jęk był na pograniczu krzyku, to nic nie dawało, panowie się tylko zmienili i następny już był we mnie. Ten, niestety, był bardzo „agresywny” wsunął się i zdecydowanie mocno wsuwał się we mnie. Ja jęczałam coraz mocniej, nie było to zbytnio słyszalne, bo w usta miałam wypełnione kutasem, on coraz mocniej wsuwał się we mnie, aż dobił do celu. Niestety, po nim pojawił się trzeci, ten, ponownie jak pierwszy wsuwał się w sposób dość spokojny, ale za to bardzo precyzyjny i mocny. Każde jego pchnięcie czułam głęboko w sobie, ale również na swoich wargach. Nie wiem, jak oni to robią, ale ten też się we mnie spuścił. Kiedy się wysunął, wysunął się również ten, którego miałam w ustach, opuścili nogi, pozwalając iść do łazienki. Opadłam na podłogę, dopiero po dłuższej chwili któryś podał mi rękę, wstałam i poszłam. Celowo przedłużałam to mycie, aby mieć chwile odpoczynku. Kiedy wyszłam, oni byli bardzo rozbawieni, widziałam w ich rękach szklaneczki z piwem, nawet nie pytając o zgodę wzięłam od pierwszego i wypiłam cała do dna. Uznali, ze już odpoczęłam, ponownie położyli mnie na stole, tym razem na brzuchu, tak, że z tyłu wystawały moje biodra, rozsunęli nogi i zaraz jeden z nich wszedł we mnie. Już nie miałam siły jęczeć. Przy takiej dysproporcji ciała, prawie „fruwałam” do góry, kiedy się we mnie wbijał, a na pewno bardzo mocno czułam jego kość łonową. Trzymał nie mocno za biodra i systematycznie wchodził. Nie wiem który był to jego raz, ale trwało to dobrą a chwilę, za nim się we mnie spuścił. Po nim wszedł następny i tak wszyscy inni po kolei. Muszę przyznać, że wykazali się bardzo dużą sprawnością i aktywnością, bo praktycznie za każdym razem spuszczali się we mnie. Przy tej ostatniej „serii” czułam, jak ich sperma sączy się po moim podbrzuszu, jak spływa po jednej i drugiej nodze. Było to nawet dość mile. Nie liczyłam tych zbliżeń, ale na szczęści kończył się już czas mojego z nimi spotkania. Wówczas nastąpiło coś, co się zdarza bardzo rzadko. Jeden z nich zaprowadził do łazienki i za nim zdążyłam puścić wodę pod natryskiem, on mnie odwrócił, polecił wypiąć pupę i wdarł się w nią z całej siły, ja się rozdarłam, bo mnie to bolało, on natomiast chwycił za biodra, można powiedzieć zastygł na moment, a za chwilę poczułam, jak mnie wypełnia swoim złotym płynem. Jęknęłam, ale zrobiło mi się dobrze, czując ten ciepły płyn wypełniający moje wnętrze. Skończył, wysunął się, a ja zaczęłam się myć. Tak skończyła się moja „godzina” z kierowcami i kelnerami. Wychodząc od nich miałam nadzieję, że to już koniec tej „zabawy”, tym bardziej, że byłam bardzo mocno zmaltretowana, bolała mnie cipka, praktycznie ledwo trzymałam się na nogach. Pojawili się w drzwiach Małgosia i Adam, Adam wziął mnie pod rękę i zaprowadził do pokoju, mówiąc – umyj się, chwilę odpocznij, przyjdę po ciebie.  Weszłam pod natrysk i stałam pod nim dobra chwilę, po czym owinięta w ręcznik położyłam się na łóżku, przykryłam kołdra i tak leżałam. Nie wiem, jak długo, ale przyszedł Adam, mówiąc – chodź. Próbowałam coś na siebie założyć, Adam powiedział – okryj się ręcznikiem, to wystarczy. Spojrzałam, nie mówiąc już nic zeszliśmy do salonu, wchodząc do niego Adam zaczął uderzać w dzwonek, jakby kogoś przywoływał. Bo rzeczywiście przywoływał, w salonie nadal grała muzyka, niektórzy tańczyli, ale części osób nie było. Po tym dzwonku zaczęli się pojawiać, ale było widać, że wszyscy są już dość mocno zmęczeni. Kiedy tak czekaliśmy kelnerzy wsunęli na sale lokomotywę, autentyczną lokomotywę wykonaną z blachy i wcale nie taką małą. Przednie koła miały ok. 80cm, duże około metra. Całość wyglądała jak najbardziej autentycznie. Wówczas Adam powiedział na głos – szanowni Państwo, rozpoczynamy procedurę przyjęcia Basi do naszego Klubu, a zwracając się do mnie – otrzymałaś od nas miniaturkę lokomotywy, jako symbolu naszej organizacji. Teraz „przejedziesz” się tą lokomotywą, a właściwie na tej lokomotywie. W tym momencie podeszła do mnie Małgosia i pokazała mi, że na kominie tej lokomotywy jest jakby osadzona kula. Spojrzała na mnie mówiąc – ta kuleczka ma się znaleźć w Twojej pizdeczce, siadaj na niej, jednocześnie przesuwając mnie tak, żebym okrakiem stanęła nad tym kominem, lekko przykucnęłam, poczułam tę kulkę pod cipką. Spojrzałam, nie problem usiąść, ale ta kulka miała moim zdaniem około 5cm średnicy. Przesunęłam się tak, że kroczem oparłam się na tym kominie, a cipką usiadłam na tej kulce. Od razu poczułam, że jest bardzo duża, będę miała poważne problemy, aby ją sobie wsadzić. Adam podszedł do kabiny, włączył „motor” bo coś zaczęło w tej maszynie szumieć, nacisnął jakiś guzik, po którym rozległ się klasyczny gwizd lokomotywy, a za chwilę autentyczne odgłosy jej pracy. Słychać było charakterystyczne – puf, puf, puf, po czym poczułam, że ta kulka, którą miałam pod sobą zaczyna unosić się do góry. Po prostu ta kulka była zakończeniem rurki teleskopowej, która była w środku i która na skutek pompowania powietrza zaczęła unosić się do góry Ja zaczęłam się unosić razem z nią, ale przyszedł moment, że ja się już wyprostowałam, a ona nadal napiera. Zaczęłam jęczeć, bo zorientowałam się, ze ona napiera i chce się we mnie wsunąć. Po chwili to nastąpiło, chwyciłam się rękoma za brzuch, głośno jęcząc, czując, jak się wolniutko we mnie wsuwa, widziałam, jak ta część podbrzusza się uwypukla. Trudno mi ocenić, jak dużo tego „komina” weszło we mnie, ale czułam ją mniej więcej w połowie pomiędzy łechtaczką a pępkiem. Na szczęście zatrzymała się, ale i tak czułam go bardzo głęboko w sobie, a przede wszystkim miałam bardzo mocno wypełnioną przestrzeń na wysokości wzgórka łonowego. To spowodowało, że w szczególny sposób były eksponowane moje „obrazki, która na nim miałam. Wszyscy się przez chwile im przyglądali, a ja tak stałam i jęczałam. Pojawił się Czesław w towarzystwie Małgorzaty i Romana. Roman podszedł do mnie, wziął za ręce mówiąc – od dziś możesz się uważać pełnoprawnym członkiem naszej fundacji, abyś jednak o nas nie zapominała, otrzymujesz mały znaczek. Spojrzałam, a Adam kontynuował – jesteśmy Klubem prawniczym, a symbolem prawników jest „paragraf”, pokazując trzymany w ręku metalowy znak paragrafu, pomazany na czarno, który w pozycji poziomej zbliża do mojego wzgórka. Zaczęłam się drzeć, ale Roman mnie mocno przytrzymał, a Adam przyłożył ten „stempelek” na szczęście tuż nad „Kwiatem Lotosu”. Rozdarłam się, bo mnie parzyło, ten stempel był bardzo gorący i przykładając mi go do ciała wtopił go we mnie, pozostawiając na ciele wyraźny ślad. Odłożył go na bok, po czym ogłosił – proszę państwa, nasz Bal karnawałowy a.d. 2011r uważam za zakończony. W tym momencie ktoś zwolnił ciśnienie i „kominek” zaczął się obniżać, aż się całkiem ze mnie wysunął. Wówczas pojawiła się Iwona, mówiąc – chodź się ubrać, za chwile wracamy. Chwiejąc się na nogach doszłam do swojego pokoju, ubrałyśmy się , a po paru minutach siedziałyśmy w tym samym samochodzie, z tymi samymi panami, którzy nas przywieźli, a teraz odwozili. Kiedy już wjeżdżaliśmy do miasta Iwona powiedziała – najpierw odwiozą Ciebie, później mnie. Specjalnie się nie zdziwiłam, przecież tak wyjeżdżaliśmy. Podjechaliśmy pod dom, na dość chwiejnych nogach doszłam do bramy, drugi mężczyzna, który siedział obok kierowcy pomógł mi wyjąć z samochodu torbę i odjechali. Ja weszłam, nawet się nie myjąc położyłam się na łóżku i nie wiem kiedy usnęłam. Kiedy się obudziłam, pierwsze co poczułam, to pieczenie na brzuchu. Wstałam i nie miałam żadnych wątpliwości, miałam bardzo „ładny” znak paragrafu na swoim wzgórku łonowym, posmarowałam maścią, trochę zelżyło i poszłam spać dalej, myśląc, czy zaproszą mnie za rok na bal. Ale to dopiero za rok. Zaczęłam się krzątać po mieszkaniu, kiedy zadzwonił telefon. Dzwoniła Iwona, mówiąc, że Ci dwaj odwieźli ją do domu, weszli z nią do środka i zerżnęli. Tak definitywnie skończył się nasz bardzo dziwny „Bal Karnawałowy 2011r”.09 marca 2011r Baśka baska45@poczta.onet.pl

Spotkanie żeglarskie. Ala

Spotkanie „żeglarskie”, Ala

Była prawie dziewiąta godzina, kiedy zadzwonił telefon Marka, odebrałam, po czym słyszę damski głos – Dzień Dobry Basiu, czy mogę przyjechać do Ciebie wykąpać się, bo to, co jest w tym hotelu nie nadaje się do użytku. Stwierdziłam, nie ma sprawy, bierz swoje bety, przyjeżdżaj, pójdziesz na stoisko ode mnie.

  •  

Ala przyjechała z cała swoją torbą. Na początku dłuższą chwilę oglądała dom, po czym zaprowadziłam ją na piętro, pokazałam pokój gościnny, mówiąc – jak chcesz wziąć natrysk, masz łazienkę naprzeciwko, natychmiast jak chcesz się wykąpać, to zejdź na dół. Stwierdziła, że ma chęć się wykąpać, powiedziałam – dobrze, przebierz się i zejdź. Zeszłam do łazienki, puściłam wodę, nalałam płynu i olejku, czekałam, kiedy zejdzie. Ale za nim weszła do wanny zaprosiłam ją do salonu, podając szklaneczkę z drinkiem, mówiąc – za miłe spotkanie. Wypiłyśmy, weszłyśmy obie do łazienki, ja chciałam sprawdzić poziom wody w wannie, Ala jęknęłam – uooo, po czym stwierdziła – ta wanna jest bardzo duża, zmieścimy się obie. Tego się nie spodziewałam, ale za nim zdążyłam zareagować, Ala zdjęła swój szlafroczek i wsuwając się do wanny, wyciągnęła w moim kierunku rękę, mówiąc – chodź. Byłam ubrana w podomkę, a ramo, prawdę powiedziawszy, zdążyłam tylko wziąć natrysk, to też nie zastanawiając się dłużej wsunęłam się również do wanny. Ala siedziała naprzeciwko mnie i widziałam jej falujące piersi, a ona moje. Po chwili wyjęła z wody rękę, nalała na nią płynu, roztarła na drugiej i wyciągnęła je w moim kierunku, dotknęła ich, zaczęła nimi ruszać tak, jakby mi je myła. Byłam trochę zaskoczona, ale zaczęłam robić to samo, co ona. Ja nie gustuję w pieszczotach z kobietami, do tej pory miałam ich bardzo niewiele, ale tym razem miałam wrażenie, że chce być przez nią myta. Po chwili przysunęła się jeszcze bliżej mnie, zsunęła ręce na brzuch, a za chwilę poczułam jej paluszki w swojej cipce. Przeszły po mnie dreszcze, ale jakby odruchowo zrobiłam to samo. Ku memu zdziwieniu zrobiło mi się dobrze. Czułam, jak Ala mnie coraz mocniej masuje, ale też czułam też ją coraz bardziej podnieconą. Przyszedł moment, że zbliżyłyśmy się do siebie, to, co było moim dużym zaskoczeniem ciągnęło mnie do jej ust. Aż przyszedł moment, kiedy się spotkałyśmy, kiedy nasze wargi zaczęły ocierać się mocniejsi siebie, kiedy wreszcie bardzo mocno przywarły do siebie, a nasze języczki latały to w jedną, to w druga stronę. Obie czułyśmy bardzo mocne podniecenie. Nie wiem, jak to się stało, nigdy tego nie robiłam, ale w pewnym momencie powiedziałam – opłuczmy się i chodźmy do łóżka. Ala nawet chwili nie czekała, uniosła się, wzięła naszykowany ręcznik, owinęła się i potruchtała do łóżka, ja za nią, tam „dotarłyśmy” się, odrzuciłyśmy ręczniki i wsunęłyśmy pod kołdrę. Wsunęłyśmy się, ale to, co mnie zdziwiło, natychmiast nasze ręce owinęły się wokół naszych ciął, a usta złączyły w namiętnym, gorącym pocałunku. Dobrą chwilę tak tkwiłyśmy, po chwili jednak nasze ręce zaczęły chodzić po naszym ciele. Ja zaczęłam pieścić jej piersi, które zaraz nabrzmiały, ona moje, brodawka po chwili zrobiła się tak dużą, jak mała truskawka. Ale tego nam było mało, zaczęłyśmy się dotykać w kroku, ona moja łechtaczkę, ja jej. Nasze cipki po chwili zrobiły się mokre i zaczęłyśmy jęczeć w bardzo dużym podnieceniu. W tym czasie zsunęła się z nas kołdra, leżałyśmy, każda na boku z rozszerzonymi nogami, abyśmy mogły swobodnie się pieścić. Ala, będąc chyba mocniej podniecona w pewnym momencie uniosła głowę i zobaczyła moje „ozdoby”. Puściła mnie, przesunęła i dobra chwile im się przyglądała. Spytała – co to jest, odpowiedziałam – pamiątki z życia. Ala zaczęła je dotykać, przesuwać palcem po śladzie każdej z nich, przez chwilę „bawiła” się pierścionkiem wpiętym powyżej napletka, po czym wróciła „do góry”, patrząc na mnie spytała – możesz powiedzieć skąd to masz. Wstałam, nalałam ponownie do szklaneczek drinka, usiadłam na krawędzi łóżka, podając jej druga szklaneczkę i w kilku zdaniach wyjaśniłam pochodzenie moich „ozdób”, nie wnikając w zbytnie szczegóły. Po tym wstałam poszłam do kuchni i naszykowałam śniadanie, przede wszystkim chciałam dokończyć swoje, przy okazji częstując Alę. Zjadłyśmy, o czym usiadłyśmy jeszcze na chwilę przy ławie w salonie dopijając kawę. Wówczas Ala przytuliła się do mnie, rękę położyła na mojej piersi, po czym stwierdziła – Basiu, ja bym bardzo chciała przeżyć coś takiego, jak Ty. Bardzo bym chciała, aby mnie ktoś dobrze zerżnął. Przecież ja z tym swoim mężem to tylko klasyka i klasyka. Spojrzałam na nią, pytając – a czy Ty go choć raz sprowokowałaś do czegoś, czy zaproponowałaś mu morze seks w łazience lub na spacerze. Popatrzyła – mówiąc – nie. Powiedziałam dalej – jak chcesz spróbować, to możesz dzisiaj wieczorem, przychodzi Marek, przyjdź z Wojtkiem i Karolem, myślę, ze możemy mieć dobrą zabawę. Spojrzała, mówiąc – dobrze, z Markiem się znam, ale nie spałam, tamtych nie, ale myślę, że będą mieli na mnie chęć. W tym momencie jakby odsunęła się ode mnie, wsuwając rękę między swoje nogi. Spojrzałam, a Ala mówi – zrobiło mi się mokro, tak bym już chciała poczuć coś konkretnego w sobie. Spojrzałam, pytając – mówisz serio ? Ala tylko kiwnęłam głową, to jej powiedziałam – idź do łóżka. Poszłam na piętro, do swojej białej szafy, ostatnio dostałam dość duży wibrator, 24cm długości, 4cm średnicy, tzw. Mrówkę. Pozornie jest on gładki, ale po uruchomieniu wibracji przechodzą od pewnego momentu jego długości do samego czubka takie fale, które powodują uczucie, jakby po ciele chodziły mrówki. Wzięłam go, owinęłam w ręczniczek, żeby nie widziała, zeszłam, po czym usadowiłam się między jej nogami, odkryłam go i szybko przystawiłam do jej dziurki. Pchnęłam część, po czym już wolno w nią wsuwając, włączyłam tą wibrację. Ale aż skoczyła, próbując się podnieść, ale położyłam jej rękę na brzuchu i dalej wpychałam. Wsunęłam ¾, kiedy poczułam opór, minimalnie popuściłam i od tego momentu już napierałam na nią krótkimi ruchami, to w przód, to w tył. Ala leżała z szeroko rozsuniętymi nogami, co chwila lekko unosząc biodra i opuszczając, ale za to coraz głośniej jęcząc. Ja wpasowałam się w te jej ruchy i kiedy miałam ją wyżej, mocniej napierałam. Tak doprowadziłam ją do orgazmu, kiedy wyrzuciła biodra bardzo wysoko, a później mocno opadając, prawie przy tym krzycząc. Wyjęłam go z niej, mówiąc – idź się umyć i jedź na Targi, wieczorem mam dla Ciebie coś innego. Umyła się, dopiła kawę, ubrała i poszła, była zaledwie godzina 11-ta. Ta „zabawa” z Alą spowodowała, że ja też byłam bardzo podniecona, cipka była wilgotna i nie wiedziałam, co z sobą zrobić. Zaskoczyłam, nie dawno przyszła przesyłka, nowy wodoszczelny wibrator „Kiwaczek”, ma dwie podstawy, kiedy się naciśnie jedną na drugą, włącza się wibracja. Poszłam szybko do swojej białej szafy, wyjęłam go z opakowania, wsunęłam baterie i szybko wróciłam do łazienki. Puściłam ciepłą wodę, po czym przyssałam go do dna wanny, a kiedy było w niej już odpowiednio dużo, że miałam zamoczone biodra, zaczęłam się na niego osuwać. Było już trochę za późno, w tym pośpiechu dobrze mu się nie przyjrzałam, dopiero teraz i zauważyłam, że nie jest on taki „malutki” Później sprawdziłam, miał on 26cm długości, ale to, co najistotniejsze w tym momencie, dość gruby, 4,5cm. To też czułam go bardzo mocno w sobie, czułam, jak przesuwając się „szoruje” po ściankach pochwy, aż doszedł do szyjki. To, że doszedł do szyjki nie oznaczało, że wszedł cały. Lekko unosząc się ponownie napierałam, czułam go bardzo mocno w sobie, jęczałam, ale parłam, aż poczułam pod sobą te sztuczne jąderka. Jeszcze raz naparłam, a po chwili cała się minimalnie pochyliłam. Dobrze, że nie było nikogo, bo rozdarłam się, kiedy włączyła się wibracja. Ładnie wymodelowana główka powodowała bardzo dużą wibrację, w szczególny sposób odbieraną przez szyjkę. Jęczałam coraz głośniej, aż przyszedł moment prawie że krzyku w chwili orgazmu. Uniosłam się, nie było to takie łatwe, wypuściłam wodę z wanny, sama wytarłam się i położyłam do łóżka. O dziwi, byłam tak wyczerpana, że usnęłam. Nie wiem, jak długo spałam, ale obudził mnie telefon – Marek pytał, czy około 14-tej może wpaść na mała przekąskę. Spojrzałam na zegarek, było po dwunastej, powiedziałam dobrze. Tym sposobem musiałam wstać i zająć się domem. Można powiedzieć, że w tym momencie skończyła się dopiero kąpiel Ali.

***Marek rzeczywiście wpadł tuż po trzynastej, od razu poszedł na górę do łazienki, opłukał się, ubrał tylko w podkoszulkę i szorty, po chwili zasiadł do stołu i można powiedzieć, błyskawicznie zmiótł z talerza to, co mu naszykowałam. Postawiłam kawę na ławie, napił się kilka łyków, po czym usłyszałam – a jakiegoś loda na deser to może dostanę. Uśmiechnęłam się, on się uniósł, zsunął całkowicie spodenki, szeroko rozsuwając nogi. Ja przesunęłam się tak, abym mogła go pieścić i zaczęłam wsuwać go sobie w usta. Ja bardzo lubię pieścić ustami męskie kutasy, sprawia mi to dużą przyjemność, to też zaraz najpierw wpuściłam go sobie w usta, a po chwili wysunęłam, po to, aby „lizać” jego pałeczkę. Robiłam to wolno, jakby delektując się jego sokami, po chwili ponownie wsunęłam go sobie w usta. Już teraz poczułam, że jest większy, niż był poprzednio. Ponownie go wysunęłam, polizałam i wpuściłam. Poczułam, że jest już na tyle sztywny, ze może we mnie wejść. Uniosłam się, zrzuciłam z siebie sukienkę i majteczki, uklękłam przy kanapie, wystawiając w jego kierunku pupę. Po wczorajszym dniu wiedział, co ma z nią zrobić, poczułam, jak we mnie wchodzi, jak mnie wypełnia. Jęczałam od samego początku, a on systematycznie wsuwał się i wysuwał, aż poczułam, że pęcznieje, a po chwili, jak się we mnie spuszcza. Ten moment potwierdziłam bardzo głośnym jękiem wywołanym dużym orgazmem. Marek wysunął się, poszedł na górę, ubrał i za chwilę pojechał na Targi. Tak skończył się szybki obiad Marka. Posprzątałam mieszkanie, zaczęłam zastanawiać się, co przygotować na wieczorny spotkanie z Alą. Kiedy tak się zastanawiałam, zadzwonił telefon od Marka z pytaniem, czy ewentualnie z Alą mogą jeszcze przyjść on, Wojtek i Karol. Stwierdziłam, że tak, Marek tylko dodał, że będzie to około 18-tej.Tym sposobem zaczęłam szykować kolację na pięć osób, a jak ona wyglądała, to już inna historia. Baśka baska45@poczta.onet.pl

***.

Spotkanie “żaglarskie” Marek

Spotkanie „żeglarskie”, Marek

Moja Babcia mawiała – planowanie, czas stracony, los da ci to, co będzie chciał. Tak właśnie było w miniony weekend. Niczego nie planowałam, a los dał mi sam i to dużo. Okazało się, że od piątku do niedzieli odbywają się u nas Targi Turystyczne. W piątek, około 15-tej zadzwonił Marek, że właśnie są na tych targach, mają tutaj i tutaj stoisko, zapraszają.

  •  

Kiedyś, w młodości nauczyłam się żeglować. Później sporo żeglowałam, osiągając stopień kapitana jachtowego. To spowodowało, że w tym środowisku mam wcale nie mało znajomych, Marek był jednym z nich. Ma teraz swoja firmę, promującą żeglarstwo, organizuje rejsy, promuje szeroko rozumiane wychowanie marynistyczne. Przyjechał na targi ze swoimi znajomymi, mającymi chęć promowania całego tego nadmorskiego regionu. Na stoisku okazało się, że w skład delegacji wchodzi Ala, dziewczyna około 35 lat, niezbyt wysoka, niewiele wyższa ode mnie, oraz poza Markiem – Wojtek, Karol, Adam, Krzysztof. Każdy reprezentował inny region, każdy też inną specjalizację. A na stoisku prezentowane było całe bogactwo regionu, od bursztynu, poprzez ryby, specjalnie na tę okazje przygotowane w specjalnych foliach reklamowych, po prezentację nalewek w buteleczkach 50ml. Poza tym oczywiście całe pudła papierowych materiałów promocyjnych. Przywitałam się bardzo serdecznie z Markiem, bo się znamy już od ponad 15 lat, byliśmy wspólnie na niejednym rejsie i nie jedną noc przespaliśmy z sobą. W zdecydowanie mniejszym stopniu znałam również Wojtka i Karola, widywaliśmy się na różnych spotkaniach u Marka, też trochę pływaliśmy. Ali, Adama i Krzysztofą nie znałam zupełnie. Targi kończyły się o 17-tej, zapytali, czy mogę im zaproponować jakąś ciekawą restaurację, gdzie można coś ciekawego zjeść. Pojechaliśmy do zaprzyjaźnionej restauracji, zasiedliśmy, kto mógł, wypił po piwku i praktycznie przed 21-szą było po wszystkim. Wówczas w dość dyskretny sposób zaproponowałam Markowi ciąg dalszy spotkania u mnie. Marek zgodził się natychmiast, kiedy wszyscy wychodzili, myśmy wsiedli w taksówkę i przyjechaliśmy do mnie. Znając się już tyle lat zbędne były jakiekolwiek słowa, od razu, gdy tylko weszliśmy do domu, Marek objął mnie, a usta nasze spotkały się w bardzo namiętnym pocałunku. Ten pocałunek przedłużał się, nasze ręce zaczęły poruszać się wzdłuż ciała, Marek wsunął mi rękę pod bluzkę, dość mocno ściskając pierś, co mnie od razu podnieciło. Puściłam go oczy zaczęłam się rozbierać, on zrobił to samo, za chwilę, już zupełnie nadzy doszliśmy do mojego lóżka. Nie czekając na nic położyłam się, szeroko oczy wysoko unosząc nogi, marek za chwile był we mnie. Myślę, że sama możliwość spotkania się z nim spowodowała u mnie tak duże podniecenie, czułam go bardzo mocno w sobie. Pojękiwałam, kiedy się we mnie wsuwał, czułam tego jego kutasa, jak się miarowo przesuwa w pochwie, jak dochodzi do końca i napiera na szyjkę. Oplotłam rękoma jego ramiona starając się jak najmocniej wystawić biodra w jego kierunku, a on to wykorzystywał, systematycznie mnie wypełniając, aż do końca, aż do momentu, kiedy się we mnie spuścił. Ten moment zaakcentowałam w sposób szczególny, po czym jeszcze przez chwilę tkwiliśmy w sobie, za nim powiedziałam – na piętrze jest łazienka. Marek poszedł na górę, po drodze zbierając swoje rzeczy a ja poszłam do swojej łazienki, umyłam, po czym poszłam do kuchni. Zrobiłam w dzbanku kawy, wystawiłam jakieś drobne słodycze, napoje, wódkę i z tak wyposażonym barkiem przejechałam do sypialni. Po chwili przyszedł Marek, ponalewałam w filiżanki, on ponalewał drinki, wznieśliśmy toast – za miłe spotkanie. Po chwili zaczęła się zwykła konwersacja dotycząca pierwszego dnia targów, dopiliśmy drinki, Marek zrobił po drugim, ale podczas już dalszej rozmowy położyliśmy się na łóżku a marek zaczął całować moje piersi. Podnieciłam się, brodawki zrobiły się bardzo duże i mocno wystające, co prowokuje zawsze mężczyzn, pieszcząc je ustami zaraz też zsunął rękę między nogi, sięgając łechtaczki. Ona też się podnieciła, robiąc się mokrą, a marek swoim paluszkiem jeszcze mocniej ja pobudzał. Zaczęłam jęczeć, a on coraz mocniej. Nie chcąc mu być dłużną zaczęłam pieścić rękoma jego kutasa, czując, jak zaczyna nabierać mocy. Przyszedł moment, zrobił się na tyle sztywny iż uznałam, że mogę go wykorzystać. Uniosłam się na kolana i przemieściłam na jego brzuch, po czym przesuwając się do tyłu, napotkałam ta jego „pałkę” zaczęłam ją sobie wpuszczać w siebie. Nie da się ukryć, głośno jęknęłam, kiedy już ja miałam w sobie. Napierała na moje wnętrze bardzo mocno. Marek chwycił mnie za biodra, minimalnie uniósł do góry, jednocześnie zaczął systematycznie unosić swoje biodra, powodowało to bardzo intensywny ruch jego kutasa we mnie, jęczałam coraz głośniej, aż przyszedł moment, kiedy wystrzelił we mnie wypełniając mnie cała. Opadłam na niego, przez chwilę tkwiliśmy w sobie, po chwili poczułam, że robi nam się mokro, zsunęłam się i poszliśmy się myć. Ale tym razem nie wróciliśmy do łóżka, założyłam podomkę, poszłam do kuchni przygotować lekką kolację, w końcu zużyliśmy wcale nie mało energii. Szybko zrobiłam grzanki, zapiekłam je w piekarniku, zasiedliśmy przy stole zjadając je, jak również popijając wcale nie mało wódeczki. Skończyliśmy, Marek poszedł umyć ręce, ja stanęłam przy blacie sprzątając naczynia. Po chwili poczułam, jak Marek wsuwa mi rękę od tyłu między nogi. Zdążyłam już wszystko włożyć do zmywarki, w tym momencie ścierałam blat, to też oparłam ręce i szeroko rozsunęłam nogi. Jego paluszek już dość mocno pieścił łechtaczkę, a ja już bardzo mocno jęczałam. Cipka zrobiła się bardzo mokra, wówczas Marek zaczął pieścić ta łechtaczkę dwoma palcami, jakby lekko ściskając je jak szczypce, napierając jednocześnie na napletek. Powodowało to dalsze moje podniecenie, jęczałam już bardzo głośno. On czując to wykonał jeszcze kilka ruchów po niej, po czym zsunął je niżej i wsunął w pochwę, mocno ją wypełniając. Ma te rączkę nie małą, wobec tego te jego palce były na tyle długie, że od razu sięgnęły szyjki, mocno ją dotykając. Ja, czując to, zaczęłam podniecać się coraz bardziej, aż poczułam, jak moje „soki” już zaczynają wypływać z cipki, nogi mi się ugięły, a on jeszcze mocniej wsuwał te palce i wsuwał. Już tego nie mogłam wytrzymać, osunęłam się na podłogę i za chwilę znaleźliśmy się nad sobą w pozycji 6×9, ja na podłodze, a on na mnie. Mam ogrzewanie podpodłogowe, to tez było nam ciepło na niej leżeć, ja od razu wpuściłam sobie w usta, o on wyginając się nade mną dopadł ustami moja cipkę. Dopadł, a jego język zaczął najpierw od łechtaczki, po chwili jednak zaczął wwiercać się w samą dziurkę. Ja, będąc tak podnieconą łapczywie wpuszczałam w usta jego kutasa, starając się mięć go jak najgłębiej. Oboje byliśmy coraz bardziej podnieceni, z cipki wręcz zaczęłam wypływać struga soków, która on systematycznie zlizywał, a ja coraz mocniej czułam go w swoich ustach. Aż oboje osiągnęliśmy znowu pełne orgazmy, ja wręcz chlusnęłam sokami z pochwy, a Marek spuścił mi się w usta. Opadliśmy na podłogę głęboko oddychając, a po chwili poszliśmy się myć. Tym razem ułożyliśmy się w łóżku i nie bardzo wiem kiedy oboje usnęliśmy Marek pierwszy, w pewnym momencie usłyszałam jego równy, miarowy oddech. Ten sen był nam potrzebny, kiedy obudziliśmy się nad ranem, ponownie byliśmy w pełni sił. Zdążyłam się tylko przeciągnąć w łóżku, kiedy Marek zsunął kołdrę, przesunął się za krawędź łóżka i zaczął wsuwać głowę miedzy moje nogi. Rozsunęłam je, lekko unosząc do góry, a on od razu „zaatakował” łechtaczkę, która też zaraz zrobiła się i duża i twarda. Po chwili jego język wsunął się w dziurkę, wylizując pojawiające się tam soki, jednocześnie drażniąc ją odpowiednio, a za chwile znowu pieścił językiem już bardzo podnieconą łechtaczkę. Po chwili wziął ją w usta, jakby ssąc, aż nagle zacisnął na niej dość mocno swoje zęby. Krzyknęłam, ale było już po wszystkim, mocno czułam to ugryzienie, nie miałam jednak czasu zastanawiać się nad tym, Marek uniósł się i za moment już był we mnie. Było ewidentne, że jego kutas też przez noc „odpoczął”, był tak, jak na początku i duży i mocny. Mająć do mnie dostęp w takiej pozycji wsuwał się we mnie bardzo mocno, mocno również napierając swoim wzgórkiem łonowym na mój. Powodowało to jeszcze większe podniecenie, ja wyrzuciłam ręce za siebie starając się wypiąć biodra jak najmocniej w jego kierunku. natomiast tym momencie widać było jego doświadczenie, wsuwał się we mnie i do końca i bardzo mocno. Moment, kiedy dostałam bardzo mocny orgazm potwierdziłam dość wyraźnym prawie krzykiem, Marek też mocno jęknął, kiedy się we mnie spuszczał. Długo tkwiliśmy, patrząc na siebie z dużym zadowoleniem, jednak nie mogło to trwać „wiecznie” Poszliśmy się umyć, założyłam podomkę, on się ubrał. W kuchni w ekspresie była ciepła kawa, wypił filiżankę, pożegnaliśmy się mocnym buziakiem i jego stwierdzeniem – do zobaczenia wieczorem. Ja też napiłam się kilka łyków kawy i wróciłam do łóżka. O dziwo usnęłam, ale nie na długo. Kiedy się obudziłam, przez dłuższą chwilę przeciągałam się po łóżku, mając rękę w kroczu i wspominając Marka. Ale w pewnym momencie wstałam, trochę ogarnęłam dom, robiąc również porządek w łazience na górze po Marku, zjadłam śniadanie, kiedy otrzymałam telefon od Ali, koleżanki Marka z zespołu targowego, ale to już inna historia. 28 luty 2011r, Baska baska45@poczta.onet.pl

Półrocze firmy, luty 2011

Półrocze Firmy, luty 2011r..

Minęła przerwa Świąteczno – Noworoczna i przyszedł Styczeń 2011. Styczeń, a właściwie I kwartał to czas wyjątkowo ciężkiej pracy, bo trzeba zrobić wszystkie rozliczenia minionego roku. To też obie z Martą pracowałyśmy „od świtu do nocy”, przy dużej pomocy Iwony. To też byłam bardzo zaskoczona, kiedy w piątek, 28 stycznia przyszedł Adam, zastępca dyrektora ds. technicznych z mojej poprzedniej firmy z dużym bukietem kwiatów, gratulując „półrocza” naszej działalności.

  •  

Byłam bardzo zaskoczona, oczywiście zaraz pojawiła się kawa i coś do kawy. Dyrektor był z kierowcą, to też mogliśmy spokojnie wypić po „dużym” kieliszku, ja po prostu zostawiam wówczas samochód pod firmą. Zaczęliśmy rozmowę, podczas której dyrektor zaprosił mnie, za miesiąc na „pewne spotkanie, które będzie dla mnie atrakcyjne” Byłam ciekawa, co to za atrakcja, ale nie miałam innego wyjścia musiałam na ten miesiąc uzbroić się w cierpliwość. W tym momencie wróciła refleksja co do samego rozstania się z firmą, w której przepracowałam 30 lat. Zaczęło się jesienią 2009 roku. Wówczas zaczęłam współpracować z dwiema dodatkowymi firmami, wykonując dla nich prace księgowo – rozliczeniowe. Wówczas też zaczęłam zastanawiać się nad założeniem własnego Biura Rachunkowego, ale pewną przeszkodą było brak odpowiedniego lokalu. Ta przeszkoda zniknęła w lutym 2010 roku, kiedy odziedziczyłam mieszkanie po Cioci Helence. Aby podjąć własną działalność musiałam zwolnić się z firmy, w której aktualnie pracowałam. Nie była to łatwa decyzja. Pracę w tej firmie podjęłam jeszcze jako studentka 01 października 1979 roku, czyli przepracowałam w niej ponad 30 lat zajmując kolejno stanowiska od referenta do zastępcy dyrektora, byłam nim od stycznia 2005r. Sprawa swojego odejścia z pracy omówiłam z dyrektorem i jego zastępcą Adamem przy „Świątecznym Jajku”. Okazało się, że mnie całkowicie rozumieją, szczególnie Adam, tym bardziej, że „wychowałam” nowe kadry. Formalnie powinnam pracować do końca lipca, ale u nas przysługują 42 dni urlopu, miałam również zaległy urlop, tak, że fizycznie kończyłam pracę 28 maja 2010r. Około godziny 13-tej była bardzo miła uroczystość oficjalnego pożegnania. Były kwiaty, były prezenty. Był dyplom od Ministra z odznaczeniem, było szereg innych podziękowań. Po tylu latach pracy miałam wcale nie mało znajomych w różnych instytucjach, od których otrzymałam podziękowania. Najbardziej symboliczne od „wojaków”. Od „zielonych” szabla „Batorówka” z wygrawerowanymi symbolami wojska – orzeł i napisem – „od Wojaków. 31.07.2010”. Ale otrzymałam od nich również model klasycznej lokomotywy parowej z dedykacją, abym nie wysiadała z tego pociągu i jechała z nimi dalej. W tym momencie nie rozumiałam tego przesłania, Adam, z-ca Dyrektora powiedział mi, że to mi kiedyś wyjaśni. Otrzymałam również kordzik oficera Marynarki Wojennej z osobistym podziękowaniem wiceadmirała Andrzeja Karwety. Jest to o tyle symboliczne podziękowanie, że wiceadmirał A. Karweta zginął w katastrofie 10 kwietnia 2010r. Na godzinę 16-tą byłam umówiona w „swoim” zajeździe na obiad dla 25 osób. Zaprosiłam te najbardziej „znaczące” osoby, w tym Dyrektora, jego zastępcę, kilka innych osób z firmy, ale również koleżeństwo z innych firm, z którymi współpracowałam. Około 19-tej zaczęło się towarzystwo „wykruszać”, pilnowałam, aby pozostali Adam, zastępca Dyrektora, Wiesiek, naczelny inżynier oraz czterej oficerowie – Janusz, Wojtek, Wiktor, z tymi się już lepiej znałam, doszedł do nich „marynarz” Justyn. Około 21-szej byliśmy już tylko w tym gronie, to też zaprosiłam ich do wynajętego pokoju na dalszy ciąg spotkania. Z grona tych sześciu mężczyzn, z trzema Januszem, Wojtkiem i Wiktorem już wcześniej, a z Justynem ponad rok temu miałam zbliżenia, kiedy otrzymywał ode mnie „premie” za zrealizowane kontrakty. Nie miałam jeszcze zbliżenia z Adamem, z-cą dyrektora i Wieśkiem, naczelnym inżynierem w firmie. Zasiedliśmy przy stole, polała się wódeczka i zaczęły się różne dyskusje. Widząc, że towarzystwo zrobiło się „wesołe” poszłam do łazienki, zdjęłam z siebie wszystko, założyłam tylko krótką przeźroczystą tunikę i wyszłam do nich. Zbliżyłam się do Adama, który siedział na fotelu, patrząc, jak mu się oczy robią coraz większe, po czym stwierdziłam – cały czas próbowałeś mnie podrywać, teraz masz taką możliwość. Jego oczy zrobiły się jeszcze większe, ja nie czekając na jego reakcję wsunęłam mu rękę w spodnie. Nie pomyliłam się, wyczułam, że jest podniecony, to też zaczęłam je rozpinać, po chwili mógł je zdjąć, w tym czasie zdjął również koszulę. Dalej już żądne słowa nie były potrzebne, lekko wysunął biodra do przodu, a ja usiadłam na jego kutasie. Poczułam go mocno sobie, on chwycił mnie w pasie, zaczęłam się lekko unosić i opadać. Tym sposobem oboje osiągnęliśmy swoje orgazmy, Adam spuszczając się we mnie. Tak się zaczęła ta część spotkania, podczas której odbyłam po dwa zbliżenia z każdym z nich. Teraz przyszedł czas na następne spotkanie, ale jak ono miało wyglądać, nie wiedziałam. W umówiony piątek poszłam pod wskazany mi adres, a tam „Kancelaria prawna”, weszłam, w środku Czesław, nasz radca prawny i Adam. Czesław naszykował kawę, postawił na stoliku butelkę Jonnie Walkera, zaczęła się rozmowa. Adam powiedział – pamiętasz, kiedy Cię żegnaliśmy otrzymałaś od nas model lokomotywy z dedykacją, abyś z tego pociągu nie wysiadała i jechała z nami razem. Teraz przyszedł właśnie czas na tą jazdę. Obaj panowie są klasycznymi czterdziestolatkami, ale znają się od czasów studenckich. Jak mi wyjaśnili, cała historia zaczęła się w roku 2000, kiedy to Czesław zdał wszystkie egzaminy i został sędzią w Sądzie Arbitrażowym przy Regionalnej Izbie Gospodarczej. Wówczas też założył Kancelarię Prawną. Pewnego razu spotkali się przy wódce i po którymś kieliszku okazało się, że Czesław jest „kawalerem z odzysku”, ma „zapotrzebowanie” na seks. To też Adam zaproponował mu spotkanie ze swoją żoną Wiesią, twierdząc, że jest ona „nienasycona”. Zorganizował kolacje u siebie w domu i doszło do takiego spotkania, podczas którego doszło do zbliżenia „ w trójkącie”. To mówiąc obaj panowie zaczęli się rozbierać, a kiedy byli już w slipkach dali mi do zrozumienia, że ja też powinnam się rozebrać. Wypiliśmy już kilka kieliszków, było mi wesoło, poszłam do pokoiku, tam się rozebrałam i wróciłam do nich. Pokazali mi, że mam zająć pozycje na kolanach na kanapie. Lubię tą pozycję, to nie było żadnego problemu poza jednym. Pamiętałam z wcześniejszego spotkania, że Adam ma niczego sobie kutasa. Teraz też się o tym przekonałam, on pierwszy wszedł we mnie, mocno chwycił mnie za biodra i od razu zaczął się wsuwać aż do końca. Czułam go bardzo mocno, wypełniał mnie całkowicie, jego czubek napierał na szyjkę, co mnie bardzo mocno podniecało. Widać było jego doświadczenie, bo się wcale nie spieszył, czułam, jak jego główka „szoruje” po ściankach cipki po to, aby za chwile osiągnąć swój cel, napierając na szyjkę. Jego też to podniecało, bo nabierał odpowiedniej sztywności, co dawało jeszcze większy efekt podniecenia, aż już bardzo sztywny wykonał kilka szybszych ruchów, zastygł, a po chwili spuścił się. Ja w tym momencie bardzo mocno jęczałam, czując mocny skurcz brzucha. Wysunął się, Czesław tylko wytarł mnie ręcznikiem i zaraz był we mnie. Sytuacja powtórzyła się z tą tylko różnicą, że ja jęczałam już głośniej, bo mocniej go czułam. Okazało się, że Czesław w niczym nie ustępuje Adamowi, ma równie dużego i mocnego kutasa, którego wsuwał we mnie bardzo precyzyjnie do końca. Podobnie, jak Adam, robił to wolno, ale systematycznie, czułam, jak się jego główka przesuwa we mnie, jak dochodzi do końca. Ta precyzja spowodowała jego późniejsze, ale pełne podniecenie się, co odczułam, kiedy mnie wypełniał. Ja tym razem bardzo mocno jęczałam, brzuch dawał o sobie już wcześniej znać skurczami nadchodzącego orgazmu. Po tych zbliżeniach umyłam się i panowie kontynuowali swoja opowieść. Z ich wypowiedzi wynikało, że powstał już trójkąt, Czesław, Adam i Wiesia. Kiedyś Czesław pojechał do „oficerów” załatwiać jakąś sprawę, spotkali się później w mieszkaniu Wiktora, gdzie podczas „obiadu” Dorota, żona Wiktora poderwała go. Po pewnym czasie doszło do następnego spotkania, ale już w większym gronie, to znaczy Czesław, Wojtek i Anna, druga para „oficerska”, Wiktor i Dorota. Wyjaśnili mu, że kiedyś pojechali taką czwórką na wczasy do Rosji, ale dostali pokój czteroosobowy. Tam się poznali bliżej i od tego czasu organizują sobie „spotkania”, podczas których dochodzi między nimi do zbliżeń. Takie wyjaśnienie trwało jakiś czas, bo było dość obrazowe, w tym czasie dalej opróżnialiśmy buteleczkę i zrobiło się już zupełnie miło. Panowie ponownie się podniecili, Adam objął mnie ramieniem mówiąc – dawno miałem chęć na tą Twoją dupcię, teraz Ci ją zerżnę, w tym momencie pokazując, abym ponownie zajęła taką samą pozycję na kanapie. Widziałam, że jego kutas się mocno świeci, czyli czymś go posmarował, kiedy już miałam odpowiednio wystawione biodra zbliżył go do brązowej dziurki i zaczął na nią napierać. Poczułam mocno, jak ją rozpiera, jak się wsuwa, a za chwilę poczułam jego biodra na swoich. Trzymał mnie mocno za boki i wsuwał bardzo energicznie. Powodowało to ten bardzo przyjemny odgłos odbijanych od siebie ciał, to wspaniałe „mlaskanie pupy”, które doprowadziło go do orgazmu i poczułam, jak moje wnętrze wypełniają jego soki. Ja jęczałam, bo sprawiało mi to przyjemność. Adam wysunął się, zbliżył się Czesław, ale miałam wrażenie, że jakoś dziwnie na mnie patrzy I nie myliłam się. Pchnął mnie na brzuch, mówiąc – unieś lekko biodra, wystaw dupę. Wsunął pode mnie poduszkę, po chwili poczułam, jak zaczął po niej przesuwać ręką, mówiąc- Adam ma rację, masz ją wyjątkowo kształtną. Myślę, że nie będziesz miała nic przeciwko temu, aby ja specjalnie „pogłaskać”. Spojrzałam a on w ręku trzymał klasyczną, skórzaną dość szeroka packę. Po chwili poczułam ja na pośladku, to na jednym, to na drugim. Te uderzenia powtarzały się rytmicznie, a ja darłam się coraz głośniej, bo mnie bolało. Czesław jednak nie przestawał, mówiąc – nie drzyj się, przecież te znaczki świadczą o tym, że to lubisz. Nie wiem dlaczego Czesław skojarzył „moje znaczki” z zadawaniem mi bólu, ale niestety miął rację. Darłam się, ale też zaczęło się coś we mnie zmieniać, bolały pośladki, a cipka zaczęła się robić mokra. Darłam się, że mnie boli, a pomimo to wystawiałam ją mu coraz wyżej do uderzenia. On to zauważył i nadal uderzał, po czym usłyszałam – dzisiaj dość, ale kiedyś się jeszcze zabawimy. Leżałam, mając pupę lekko uniesioną do góry, po chwili poczułam, jak rozciąga moje pośladki i jak za chwilę jego kutas napiera na brązową dziurkę. Naparł i dość gładko się wsunął. Po chwili poczułam na sobie cały ciężar jego ciała. Napierał mocno, wsuwając się we mnie w zdecydowany sposób. Czułam go głęboko w sobie, ale czułam też go na sobie, a zwłaszcza na swoich pośladkach, na które mocno napierał swoimi biodrami. Aż przyszedł moment, kiedy poczułam jego mocne podniecenie, a za chwilę ciepło wypełniających mnie soków. Kiedy wyszłam z łazienki Czesław podszedł do mnie, objął ramieniem i całując w usta zapytał – wszystko w porządku ? Jak mogło być w porządku, kiedy mnie pośladki piekły, ale kiwnęłam głową, że tak. Usiadłam w miękkim fotelu, oni na fotelach i zaczął się ciąg dalszy rozmowy, w której dowiedziałam się, że do Czesława dołączyła Weronika, jego koleżanka ze studiów. Młoda wdowa, mąż zginął w wypadku motocyklowym. Natomiast Adam dołożył do tego informację, że jemu udało się też namówić na tę współpracę Iwonę, która teraz pracuje u mnie. W tym składzie tych czterech osób powołali w 2005 roku „Fundację na rzecz edukacji prawnej dla małego i średniego biznesu – Lokomotywa”. To był oficjalny cel działania, a nieoficjalnie była to grupa osób lubiących bawić się w seks, do której ja też zostałam zaproszona. To był właśnie ten pociąg, do którego ja miałam wsiąść i od którego otrzymałam lokomotywę. Okazało się, że symbol lokomotywy jest oficjalnym logo tej fundacji. Na tym skończyło się to spotkanie, podczas którego otrzymałam zaproszenie na wspólny „Bal karnawałowy”. Wróciłam do domu i stwierdziłam – po tym dzisiejszym spotkaniu, ciekawe, jak on będzie wyglądał. 23 luty 2011. Baśka baska45@poczta.onet.pl

List od Michaliny

List od Michaliny.

Po swoim przyjeździe z Pucka zastałam list od Michaliny. Za jej zgodą pozwalam sobie zamieścić go na stronie. Czekam na reakcję innych kobiet, które być może mają podobne przeżycia. Baśka. baska45@poczta.onet.pl

Basiu

Kiedyś znalazłam Twoje opowiadania, dość dokładnie je przeczytałam. Dlatego zdecydowałam się napisać do Ciebie, mając pełne zaufanie i wiedząc, że mnie przynajmniej nie wyśmiejesz, jeśli nie zaakceptujesz moich poczynań. Jestem, tak jak Ty dojrzałą kobietą, mam 41 lat, ale bardzo mocnej postury. Mam ponad 176cm wzrostu, 120 w biuście i 140 w biodrach. Nie jestem gruba, ale jestem potężna. Jestem kobieta tzw. grubej kości. Urodziłam dwoje dzieci – syna i córkę, już dorosłe, poza domem. Zawodowo inżynier włókiennik z dużym stażem w przemyśle. 12 lat temu zmarł ojciec mojego męża pozostawiając bardzo duże gospodarstwo rolne. Rodzice męża zakładali, że jego młodsza siostra je przejmie. Owszem, przejęła na 2 lata, ale zginęła w wypadku samochodowym. Wówczas to gospodarstwo zostało zapisane na mojego męża. Tym sposobem wyjechaliśmy z miasta, do miasta wojewódzkiego mam 85km, ale jest dobra komunikacja, szybko można dojechać. Po roku gospodarowania mąż zdecydował, że przekształcimy gospodarstwo w specjalistyczne hodowli koni rzeźnych, ale również w niewielką stadninę koni pod siodło. Okazało się, że jest to dobry interes i powodzi nam się dość dobrze, nie mamy problemów finansowych, wręcz odwrotnie, cały czas inwestując rozwijamy się. Moje pożycie małżeńskie było do pewnego momentu, powiedzmy standardowe, ale nie mam powodów do narzekania. Jestem zabezpieczona, więc kiedy tylko on lub ja chcemy, mamy zbliżenia standardowe, od przodu lub od tyłu. Cała historia zaczęła się na początku 2007 roku. Przeglądając jakoś Internet nawet nie wiem jakim sposobem otworzyła mi się strona z krótkim filmem, na którym kobieta była podciągnięta do góry na lince, w przed nią stał mężczyzna z pejczem i ją bił. Oglądałam go, jak zauroczona, kilka razy. Po chwili udało mi się go skopiować i znowu, kiedy mogłam, oglądałam go. Nie umiem powiedzieć dlaczego zaczęłam drążyć ten temat i znalazłam kilka stron S/M z takimi samymi scenami. Nawet nie wiem kiedy ten temat stał się moją „obsesją”, chodził za mną, a ja nie wiedziałam, co z tym zrobić. Pewnego razu mąż zapodział gdzieś swojego pendraiva, prosił, abym mu użyczyła mój. Ja szybko nagrałam na niego, już wówczas cztery filmy i dałam. Minęły prawie dwa tygodnie, po których mąż mi go oddał, mówiąc – są na nim „ciekawe obrazki” czyżbyś miała chęć. Stwierdziłam, że być może tak, ale to wszystko zależy od Ciebie. Minęły następne dwa tygodnie, była sobota, skończyliśmy jakby tydzień, aczkolwiek u nas praca trwa stale, bo zwierzęta trzeba karmić cały czas. Mąż umył się pierwszy, ja weszłam do łazienki po nim. Nie wiem, kiedy się zorientował, że wyszłam z pod natrysku i już się wytarłam, ale wszedł do niej, poprosił, abym ten duży ręcznik kąpielowy, którym się wytarłam rozłożyła na podłodze i położyła się na nim. Odpowiednio mnie ułożył, miałam ręce i nogi mocno rozsunięte na boki. Nie mam pojęcia kiedy od to wniósł do niej, ale sięgnął do stojącej obok szafki i wyją z niej klasyczny bat, którego używają pracownicy do poganiania koni. Stanął przede mną mówiąc – powiedziałaś, że masz chęć na to, co jest na filmie i zależy to ode mnie, to ja doszedłem do wniosku, że powinnaś coś takiego poczuć, jednocześnie pokazując mi ten bat. W tym momencie do mnie dotarło, że to, co było moja „obsesją” robi się realne. Mąż stanął za mną a za chwilę poczułam pierwsze uderzenia na plecach. Mam je dość szerokie i jest na nich trochę tłuszczu. Pomimo to jęknęłam, ale nie ruszyłam się, on natomiast uderzył mnie kilka razy, sądzę, że nie robił tego zbyt mocno, ale ja czułam każde uderzenia. Jęczałam głośno, po chwili usłyszałam – jak na początek, to starczy, teraz dupsko. Nie da się ukryć, że dupę, a przede wszystkim pośladki mam dość duże, więc miął gdzie uderzać. Nie wiem, ile razy mnie uderzył, ale uderzał zarówno po pośladkach, jak i w sam rowek, co szczególnie mocno czułam. Przestał, mówiąc – obróć się. Położyłam się na plecach, tak samo rozsuwając ręce i nogi. Mąż stanął nade mną od strony głowy całkiem nagi, jego kutas znalazł się nad moją głową. Polecił – weź go w ręce. Ja go objęłam, czując, że jest już dość sztywny, a on zaczął uderzać mnie po brzuchu, celując szczególnie w pizdę. Jęczałam, ściskałam tego jego kutasa, ale nie broniłam się, nie zsunęłam nóg do środka. Nie wiem ile razy mnie uderzył, ale w pewnym momencie przestał, odłożył ten bat, mówiąc – unieś nogi. Uniosłam i rozłożyłam szeroko nogi, on wszedł we mnie. W tym momencie poczułam jakiś dziwny skurcz w brzuchu, czułam mocno podniecenie, kiedy we mnie wsuwał systematycznie swojego kutasa, aż poczułam, że już dochodzi do swojego końca. W momencie, kiedy poczułam w sobie jego wytrysk ja dostałam tak mocnego orgazmu, jak chyba nigdy. Nogi jakby odruchowo uniosły się jeszcze wyżej, a z gardła wyszedł wręcz krzyk. Myślę, ze on myślał, że to z powodu bólu, a ja wręcz cała trzęsłam się w środku, długo czując ten orgazm. Mąż się wysunął, po czym biorąc w rękę bat powiedział – odwróć się na kolana, a kiedy już na nich byłam uderzył mnie kilka razy po dupie, mówiąc – jeżeli będziesz miała chęć na powtórkę, to on tu leży. Wystarczy, że wyjmiesz go na wierzch i powiesisz tu na haczyku, wskazując haczyki, na których wiesza się rączniki. Wytarł się i poszedł do sypialni. Ja umyłam się, założyłam nocna koszulkę i też się położyłam. Nie można powiedzieć, żebym tej nocy spała, wszystko mnie bolało. Kiedy się budziliśmy rano mąż od razu poprosił, abym wystawiła dupę i wszedł we mnie. Powtórzyła się ta sama sytuacja, co wieczorem, pizda mnie bolała, a pomimo to doznałam bardzo mocnego orgazmu. Już w poniedziałek oglądałam bat, którym mnie zbił, ale schowałam go z powrotem. Tak wytrzymałam prawie sześć tygodni, coraz częściej oglądając ten bat, aż go w końcu po tym czasie powiesiłam go na wieszaku. Mąż poszedł się myć, wszedł do łazienki, po chwili z niej wyszedł, spojrzał znacząco na mnie, ja się tylko uśmiechnęłam, nic nie mówiąc. Ale tym razem nie czekał, aż się umyję. Kiedy tylko weszłam do łazienki, wszedł za mną, polecając zajęcie pozycji na kolanach z szeroko rozsuniętymi nogami. Najpierw stanął za mną i uderzył kilka razy po plecach, po czym przeszedł od strony głowy, uderzając po pośladkach i w sam rowek, co szczególnie bolało. Następnie ponownie polecił mi położyć się na plecach z szeroko rozsuniętymi nogami. Ja trzymałam w rękach jego kutasa, on uderzał mnie głównie po piździe. Jęczałam, ale nadal się nie broniłam. Tak, jak poprzednim razem, kiedy skończył wszedł we mnie i ponownie, jak poprzednim razem w końcowej fazie zbliżenia, podczas jego wytrysku ja miałam wyjątkowo mocny orgazm. Pomiędzy tymi spotkaniami mieliśmy wiele zbliżeń, ale okazało się, ze nie były one tak emocjonalne, jak to. Wówczas doszłam do wniosku, że ewidentnie to moje duże podniecenie związane jest w bólem, który mi został zadany. Tak minął rok, podczas którego, mniej więcej co 5 tygodni, ale były momenty, że również po 4 tygodniach wieszałam bat na haczyku od ręczników. Był to lipiec 2008 roku, była bardzo ciepła sobota, kiedy powiesiłam bat na haczyku od ręczników. Mąż wszedł, ponownie się cofnął, patrząc na mnie, ja się uśmiechnęłam, jakby akceptując jego pytanie. Kiedy się umył i ja weszłam do łazienki, wszedł również, zdjął ze mnie ubranie, założył szlafrok, samemu też się ubrał, mówiąc – chodź. Byłam tylko w kąpielowych klapkach, on zresztą również, wziął mnie za rękę, zaprowadził do stajni, tam weszliśmy do takiego bocznego pomieszczenia technicznego. Postawił mnie na środku, mówiąc – poczekaj, gdzieś poszedł, nie wiem, co robił, bośmy nie palili światła, za chwilę wrócił, zdjął ze mnie szlafrok i założył na ręce takie specjalne opaski. Do nich dołączył linki, które normalnie służyły do podciąga koni i napinając je rozciągnął mi ręce mocno na boki. Stałam, on przeszedł się wokół mnie, sprawdzając, czy te linki są odpowiednio napięte. Po chwili wziął w rękę taki sam bat, jaki miał w łazience i zaczął mnie bić po plecach, dostałam kilka uderzeń na wysokości łopatek, po czym przeniósł się na dupę, dość mocno obijając mi pośladki. Kiedy przeszedł na przód chwilę stał przede mną prosto patrząc mi w oczy, po czym zamachnął się i końcówka tego bata wylądowała na moim cycku. Prawie krzyknęłam, w tym momencie dostał drugi i tak na przemian uderzył mnie trzy razy. Nie kryję, że akurat to miejsce bolało mnie bardzo mocno. On tylko spojrzał na mnie, po czym zajął się moim brzuchem, uderzając kilka razy z góry, sięgając końcem równo między nogi. Jęczałam dość głośno, skończył, poluzował linki, polecając mi się pochylić. Wówczas zdjął szlafrok i wziął mnie od tyłu. O dziwo, tak samo, jak w łazience, w tym miejscu czułam go bardzo mocno, osiągając bardzo mocny orgazm. Od tego czasu, kiedy tylko wieszałam bat na haczyku od ręczników wg jego uznania, byłam bita albo w łazience, albo w stajni Następny przełomowy moment to połowa ubiegłego roku. Mam imieniny 19 czerwca, które w ubiegłym roku wypadały w sobotę. Mąż mój zdecydował, że zrobi mi prezent, pojedziemy do Włoch. Głównymi odbiorcami naszego mięsa, nie sprzedajemy żywych koni, są Włochy. Na odbiór przyjeżdżało zawsze dwóch ich przedstawicieli, są to mężczyźni w wieku około 35 lat. Przyjechali w poniedziałek 14 czerwca, pakowanie do kontenerów trwało dwa dni i w czwartek ruszył transport. My również wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy, dojeżdżając w piątek koło południa, po drodze nocleg. Wieczorem zostaliśmy zaproszeni na uroczysta kolację. Nie ukrywam, że ubrałam się ładnie, ale dość wyzywająco, w bluzkę z bardzo dużym dekoltem, krótką spódnicę. Ciepło, miałam gołe nogi i małe majteczki, jeżeli o moich można mówić małe. Kiedy wypiliśmy trochę wódki zrobiło się wesoło, wówczas jeden z naszych odbiorców, Adamo, czyli nasz Adam zażartował – Ty masz figurę jak rasowa klacz, taką by się rżnęło. Wówczas mój mąż się odezwał – a masz chęć, Adam odpowiedział, że już od dawna i bardzo dużą. Wówczas mój mąż patrząc na mnie powiedział – to dzisiaj będziesz miała dużo przyjemności, rozbierz się. Spojrzałam na niego, ale pomyślałam, czemu nie, przecież to tylko następny mężczyzna. Rozebrałam się, Adam pokazał, żebym oparła się na łokciach o kanapę i wystawiła dupę, rozsuwając nogi. Wszedł we mnie gładko, poczułam go głęboko w sobie i o dziwo zrobiło mi się przyjemnie, kiedy się we mnie spuszczał. Skończył, mój mąż pokazał ręka na drugiego Filippo, czyli nasz Filip i zaraz miałam drugiego w sobie. Podobnie, jak za pierwszym razem czułam go bardzo dobrze i dość głośno jęczałam, osiągając wcale nie mały orgazm, kiedy się spuszczał. Skończył, mój mąż wziął chusteczkę ze stołu, lekko mnie wytarł, po czym wszedł we mnie jako trzeci. Byłam mocno podniecona, to też kiedy mój mąż kończył we mnie, jęczałam przezywając bardzo duży orgazm. Tak się skończyła ta kolacja. Po przyjeździe do hotelu oboje wzięliśmy prysznic i szykowałam się do spania. Wówczas mój mąż stwierdził, że jeszcze tego wieczoru nie skończył. Polecił, abym zajęła pozycję na kolanach, mocno rozciągając pośladki. Oparłam się na ramionach, chwyciłam je rękoma i rozciągnęłam, jak prosił. Podszedł i pokazał, że ma w ręku niezbyt długą, może 60cm długości pleciona, skórzaną szpicrutę. Po chwili stanął za moją głową i zaczął uderzać w sam środek. Prawie krzyczałam, ale nie ruszałam się. Dostałam pięć razy, po czym odłożył ją i wszedł we mnie. Jęczałam z bólu i rozkoszy, że mnie wypełniał, że miałam go w sobie i że we mnie się systematycznie wsuwa, napierając mocno na szyjkę. Wsunęłam w usta rękę, żeby nie krzyczeć, kiedy się we mnie spuszczał, Umyta położyłam się obok niego w łóżku, mocno się tuląc, a on tylko głaskał mnie po głowie. Rano nie było najłatwiej, całe krocze mnie bolało, ale pomimo to miałam bardzo dużą przyjemność ze zbliżenia. Dzień upłynął bardzo miło, otrzymałam kwiaty, a od męża piękną złoty naszyjnik i pierścionek na palec. Późnym popołudniem, była prawie 17-ta pojechaliśmy ponownie do Adama, do jego posiadłości. Spotkaliśmy się w salonie, gdzie otrzymałam w prezencie, można powiedzieć, symbol koniarzy, ok. 10cm złotą podkowę, wysadzaną brylantami. Uśmiechnęłam się tylko, dziękując za prezent i już nie czekając na ich propozycję, sama zaproponowałam swoje podziękowanie, w znaczący sposób ujmując spódniczkę. Mój mąż spojrzał, mówiąc – dziękuję, że się domyśliłaś. Wówczas Adam zapytał, czy tych podziękowań nie moglibyśmy sobie przekazać w innym miejscu, mąż stwierdził, że nie widzi przeszkód. Wówczas Adam postawił przede mną dużego drinka, mówiąc – przepraszam, ale my mamy jeszcze jedną sprawę do omówienia, po czym wyszli. Nie wiedziałam, o co chodzi, ale spokojnie sączyłam drinka, kilkakrotnie otwierając pudełeczko, w którym był mój prezent. Wrócił mąż z Adamem informując mnie, że z okazji imienin mają dla mnie jeszcze dwa szczególne prezenty, ale otrzymam je później. Po czym wyszliśmy z budynku i okazało się, że idziemy do stajni, Adam miął dużą stadninę koni, dwa ogiery sami mu sprzedaliśmy. Tam w pewnym miejscu było coś w rodzaju leżanki, elegancko wyłożonej białą skórą, tyle tylko, że była ona minimalnie skośna. Adam pokazał, że tu się mam rozebrać i na tym położyć. Rozbierając się widziałam, że mój mąż też się rozbiera, trzymając w ręku swojego kutasa. Okazało się, że na tej leżance leży się bardzo wygodnie, po chwili miałam go w sobie, a Adam z Filipem, który w tym momencie doszedł trzymają mi dość wysoko i szeroko rozłożone nogi. Jęczałam, bo podniecało mnie to zbliżenie, w „asyście” dwóch mężczyzn. Mąż spuścił się we mnie, ja to potwierdziłam mocnym orgazmem, panowie nie pozwolili mi się ruszać, tylko wytarli ręcznikiem pizdę, zamienili się miejscami i za chwile miałam w sobie Adama. Ułożenie na tej leżance dawało bardzo dogodny dostęp do pizdy, to też wsadził mi go bez problemów, wsuwając mi go systematycznie w pewnym momencie zaczął się spuszczać. Za chwilę zastąpił go Filip, nie był taki szybki, tym nie mniej i on osiągnął swój szczyt, spuszczając się we mnie. Wówczas nastąpiło coś, czego nie przewidywałam. Do tego pomieszczenia weszli następni mężczyźni. Podeszli, po chwili już pierwszy z nich zsuwał spodnie i szykował swojego kutasa, aby mi go wsadzić w pizdę. Spojrzałam na męża, a on stwierdził – dzisiaj będziesz miała bardzo mocne, imieninowe, pierdolenie, nawet nie wiesz, jak mocne. Od tego momentu już tylko jęczałam, a przede mną zmienił się następny mężczyzna. Było ich pięciu, kiedy jednak piąty już mnie zerżnął okazało się, że kutas mojego męża już jest sztywny i znowu wszedł we mnie. Po nim powtórzyła się kolejka i każdy z tych mężczyzn odbył ze mną następne zbliżenie. Od pewnego momentu już tylko jęczałam, kręcąc głową na boki, kiedy się we mnie systematycznie wsuwali. Ale zauważyłam, że Adam, po tym drugim zbliżeniu o czymś rozmawia z mężem, on potakiwał głową. O czym rozmawiali, dowiedziałam się, kiedy już wszyscy odbyli ze mną drugie zbliżenie. Dwóch z nich nadal trzymało mi nogi na boki i do góry, kiedy ponownie pojawił się Adam i Filip, prowadząc wózek, na którym był pojemnik swoim wyglądem przypominający pojemnik na lód do szampana. Wówczas podszedł trzeci, ręcznikiem dokładnie wytarł pizdę, ale głównie podbrzusze i wzgórek łonowy. Następny podszedł do tego wózka, wziął z niego pojemnik, z pojemnika wałeczek, taki, jak do malowanie i zaczął mi nim malować głównie wzgórek łonowy. Podszedł do mnie mąż, pokazał, że mam mu podać ręce, chwycił mi je mocno, mówiąc – to jest pierwszy prezent z zapowiedzianych. Spojrzał na Adama, kiwając głową. Ja też patrzę, a Adam wyjmuje coś z tego pojemnika, kieruje prosto na to pomalowane miejsce i dotyka je. Ja się rozdarłam, bo mnie zabolało, a przede wszystkim zapiekło, usłyszałam tylko od męża – witaj w rodzinie koniarzy. W tym momencie przypomniały mi się filmy kowbojskie, w których znaczyło się bydło. Teraz ja zostałam tak oznakowana. Później, po umyciu okazało się, że jest to ok. 6cm wysokości i szerokości również podkowa, ramionami skierowana w dół. Jeden z mężczyzn podszedł podając mi szklaneczkę z drinkiem, wypiłam ja do końca. Na tym skończyło się to spotkanie, wróciliśmy do hotelu, umyłam się, wówczas zobaczyłam tę „ozdobę”, była to jeszcze duża rana oparzeniowa, którą mi zrobili. Na szczęście miałam z sobą oksykord, posmarowałam, założyłam majtki, położyliśmy się spać. W niedzielę rano tradycyjnie mąż wziął mnie od przodu, o dziwo, pomimo tylu zbliżeń, pizdę miałam „normalną” czułam go bardzo dobrze, zjedliśmy śniadanie i wróciliśmy do domu. W domu życie wróciło do pewnej normy, to znaczy w połowie lipca powiesiłam bat i dostałam bicie w łazience, a później mieliśmy bardzo mocne zbliżenie. W sierpniu wysłał mnie samą do Włoch, tam mną się zaopiekował Adam, z piątku na sobotę rżnęło mnie kilku mężczyzn, nawet nie wiem, ilu. Rżnęli mnie w pizdę, rżnęli mnie po raz pierwszy w dupę, mój mąż do tej pory tego nie robił, a okazało się, ze też jest to przyjemne, aż wręcz w którymś momencie wyłam, jak widziałam zbliżającego się kutasa. Następne znaczące zdarzenie miało miejsce 10 września, w piątek. Mąż tym razem nie czekał na moje zaproszenie, tylko około 19-tej zaproponował, abyśmy poszli do stajni. Tam stał na środku stolik, polecił mi się na nim położyć, ale tym razem na brzuchu. Zapiął opaski na nogach i podciągał je, co powodowało, że rozjeżdżały się na boki, ale również odkrywały całkowicie dostęp do pizdy i dupy. On to wykorzystał i można powiedzieć, dostałam po całości, czyli sięgnął kilka razy po plecach, mocno obił mi dupę. Później wziął do ręki tę pleciona szpicrutę, którą miał we Włoszech i bardzo mocno zbił mi pizdę, specjalnie mi ja rozciągając. Odpiął, otworzył szampana, mówiąc – pij z butelki. Jęczałam i płakałam podczas tego bicia, to też bez zastanowienia zaczęłam łapczywie pić. Nie wiem, ile wypiłam, ale polecił mi położyć się na tym stole i wypiąć dupę. Wziął mnie od tyłu, jęczałam bardzo głośno, bo czułam go mocno, a poza tym pizda mnie bolała. Kiedy się spuszczał, wręcz krzyczałam, taki dostałam orgazm. W październiku ponownie byłam we Włoszech, gdzie mnie znowu zerżnęli prawie do nieprzytomności, w końcówce listopada ponownie miałam „sesję” w stajni. Na początku stycznia sama powiesiłam bat w łazience i mieliśmy „tradycyjne” łazienkowe spotkanie, ale w piątek, 04 lutego miałam spotkanie w stajni, gdzie najpierw „wisiałam”, miałam dość mocno obitą dupę i pizdę, później zbliżenie, które, nie umiem tego wytłumaczyć, dało mi bardzo duży orgazm. No i teraz jakby podsumowanie tej całej historii. Nie mogę mieć do nikogo o nic pretensję, ponieważ sama sprowokowałam swojego męża do tych elementów przemocy. W dalszym ciągu bicie sprawia mi przyjemność i mocno mnie podnieca. Obawiam się tylko, ze mąż może tę informacje przekazać również do Włoch, a oni mogą wymyślić coś „swojego”, poza nieograniczoną liczbą zbliżeń.

Basiu Jeżeli ten list, a w szczególności elementy przemocy są dla Ciebie nieakceptowane, skasuj go. Jeżeli natomiast wiesz na ten temat cokolwiek, napisz. Proszę. 12 luty 2011r. Michalina.

Spotkanie z Michałem 02

Spotkanie z Michałem 02

W środę skończyłam pisać relację z poniedziałkowego spotkania z Michałem, a w czwartek, w południe miałam od niego ponownie telefon – wygospodarowałem trochę czasu, czy możemy się spotkać w piątek, późnym wieczorem. Jak to się mówi, dla „zamorskiego gościa” zawsze trzeba mieć czas, zgodziłam się, umówiliśmy się na 19-tą. Michał jest moim kuzynem z drugiej linii rodziny po moim Tacie. Znałam go od dziecka, kiedyś potrzebowałam poukładać drzewo kominkowe w drewutni, zadzwoniłam, przyszedł, ułożył, dostał parę groszy.

  •  

Później nie raz dzwonił – czy „Ciocia nie potrzebuje ułożyć drewna”, Ciocia może nie potrzebowała, ale był to sygnał, że Michał potrzebuje pieniędzy. Kiedyś, miął wówczas już 17 lat, wczesną jesienią pomógł mi w ogrodzie, przy tym się spocił, wzięłam go do łazienki na piętrze, umyłam, ale później wzięłam go do pokoju gościnnego. Na początku nie wiedział, o co mi chodzi, ale w pewnym momencie się zorientował, to było nasze pierwsze zbliżenie. Takie zbliżenia zdarzały nam się okazjonalnie, przedostatnie jesienią ubiegłego roku. Dzisiaj Michał ma 28 lat i wyrósł na wspaniałego potężnie zbudowanego mężczyznę, ok. 190cm wzrostu, 110kg wagi. Przy takiej posturze ciała inne „członki” też mają swój wymiar, a jego, moim zdaniem, jest szczególnie duży, jest odpowiednio długi, myślę, że ma w zwodzie ok. 22cm, ale przy tym jest gruby, chyba ok. 3,5cm. Za każdym razem, kiedy miałam z nim spotkania, później czułam go mocno w sobie. Michał skończył na Politechnice Inżynierię Sanitarną i pojechał do Niemiec do pracy. Obecnie pracuje we Frankfurcie nad Menem i podobno dość dobrze mu się powodzi. „Wpadł” wczesną jesienią na kilka dni, nie zapomniał również o „Cioteczce”. Podczas tego spotkania bardzo dokładnie mi się przyglądał, szczególnie tym moim „ozdobom”, po czym oświadczył – wiesz Basiu ( mówimy sobie po imieniu ) takie znaczki to ja widziałem w klubach z którymi współpracuję. Trochę mnie to zaskoczyło, ale nie skomentowałam. Teraz znowu wpadł na kilka dni, był w poniedziałek, zdążyłam to spotkanie opisać. Na to spotkanie przyniósł z sobą dość dużą torbę, w pierwszej chwili nie wiedziałam, co w niej jest, ale później już się dowiedziałam dokładnie. Kiedy się rozstawaliśmy powiedział – zostawiam Ci w prezencie trzy „ogórki” i trzy „kukurydze”, jak będziesz miała ochotę, możesz je wykorzystać, wiesz jak. Pewnie, że wiedziałam, ale nawet nie miałam czasu nimi się w jakikolwiek sposób zająć. Zarówno te „prezenty”, jak również używaną ratanową trzcinkę i kulki z krokodylkami schowałam do tej samej torby i postawiłam w pomieszczeniu garderoby. Założyłam, że w piątek będę robiła porządki, to się temu przyjrzę. Ale okazało się, że w piątek mam mieć inne „zajęcia”. Zgodnie z umową o 19-tej przyszedł Michał. Zaproponowałam kawę i ciasto, przystał na to, postawiłam też jakąś wódeczkę, a kiedy nawiązała się między nami rozmowa, poprosiłam, aby mi przybliżył te „kluby”, z którymi współpracuje. Wówczas okazało się, że pewne informacje ma na pendraivie, jak go gdzieś włączę, to możemy pooglądać. Przez swojego laptopa podłączyłam się do telewizora, to, co miał, mogliśmy pooglądać na dużym ekranie. Nie ma żadnego uzasadnienia, żeby je szczegółowo opisywać. Jeden jest w mieście, dwa na obrzeżach. Wszystkie trzy mają warunki, aby się tam „zabawić” z kobietami. Jednak w tym momencie coś innego jest zdecydowanie ważniejsze. Na ławie stała kawa i ciasto, Michał zaproponował, że przyniesie nalewkę. Postawiłam kieliszki, a on poszedł na górę i przyniósł butelkę, w której był „wiśniowy” płyn. Postawił na ławie mówiąc – nasza firmowa nalewka. Nalał mnie i sobie, wznieśliśmy toast – za spotkanie, patrzę, on pije, ja też, widocznie rzeczywiście nalewka. Oglądamy dalej te jego ośrodki, nalał następny i następny. Wówczas poczułam, że coś się zaczyna ze mną dziać. Nic mnie nie bolało, byłam całkowicie świadoma tego, co się wokół mnie dzieje, poczułam tylko, że piersi robią mi się jakieś „duże”. Położyłam na nich ręce, czuję, że zrobiły się bardzo jędrne. To samo zaczęło się dziać w kroczu, wargi sromowe zrobiły się jak balony. Wszystko wskazuje na to, że w tej nalewce był jakiś preparat, który powodował duże podniecenie, a to z kolei zadziałało napływem krwi do tzw. ciał jamistych, te z kolei wypełniając się spowodowały odpowiednie powiększenie narządów. Michał zorientował się, że oboje jesteśmy już mocno podnieceni, zsuną się trochę po kanapie, zsunął jednocześnie szorty, mówiąc – weź go sobie. Spojrzałam, a między jego nogami stał „na sztorc” jego kutas. Zsunęłam sukienkę, przemieściłam na brzuch, następnie przesuwając się w dół i unosząc na łydkach znalazłam się nad jego kutasem. Pomagając sobie rękoma wsunęłam go sobie w cipkę, a następnie zaczęłam się opuszczać. Łatwo było powiedzieć – weź go sobie, ale to nie było takie proste, aby się we mnie znalazł. Gdy tylko wślizgnęła się główka, już zaczęłam jęczeć. Obserwując węża, jak połyka swoją ofiarę, w tym momencie ja miałam takie wrażenie. Moja cipka była rozwarta do granic możliwości, a on wsuwał się w nią bardzo wolno. Czułam, jak jego główka prześlizguje się centymetr za centymetrem po ściankach, aż mnie wypełnił. To, że on mnie wypełnił nie oznaczało, że wszedł we mnie. Właśnie w tym momencie chwycił mnie za biodra i unosząc swoje wbijał mnie do końca. Zaczęłam bardzo głośno jęczeć, a moment, kiedy wbił się cały potwierdziłam bardzo głośnym jękiem. Wówczas zaczęła się jazda. Ja oparłam się o jego ramiona, on chwycił mnie za pośladki, lekko je rozciągając, po czym zaczął wykonywać rytmiczne ruchy biodrami, unosząc je do góry i opuszczając. Już nie jęczałam, już tylko krzyczałam, bo napierał na mnie nie tylko z wewnątrz, ale wręcz miażdżył nabrzmiałe wargi. Pomimo to cieszyłam się każdą chwilą jego obecności w moim wnętrzu. W momencie, kiedy się we mnie spuszczał, o dziwo, dostałam bardzo mocny orgazm. Po chwili puścił pośladki, za to chwycił nabrzmiałe piersi i zaczął je dość mocno ściskać. Jęczałam, ale nie reagowałam, aż przyszedł moment, kiedy jego palce zaczęły się zaciskać bardzo mocno. Wówczas zaczęłam prawie krzyczeć – boli. W tym momencie Michał mnie puścił, ale tylko po to, aby chwycić brodawki i też je mocno ściskać. Zaczęłam się drzeć, że boli, ale nie wiem dlaczego, cały czas na nim siedziałam. A on to je ściskał, to je skręcał w lewo i prawo. Można powiedzieć, że robił to delikatnie i po woli, ale skutecznie, ja za to już płakałam z bólu, a pomimo to, jak zahipnotyzowana, nie ruszałam się. Michał ruszył się sam, puścił brodawki i pokazując, że mam się obrócić, zsunęłam się z niego. Byłam cała mokra, na szczęście obok leżały chusteczki, podtarłam się wypinając w jego stronę. No i tu moje pierwsze zdziwienie. Wszystko wskazywało na to, że te pieszczoty spowodowało u niego podniecenie, jego kutas zrobił się dość sztywny na tyle, aby wejść we mnie. A kiedy tylko poczułam go w sobie, poczułam również jego „szaleństwo”. Chwycił mnie za biodra i wsuwał, ale z taką siłą, że się tylko mogłam drzeć. Każde jego pchnięcie czułam bardzo mocno w sobie, natomiast na zewnątrz jego kość łonowa z wyjątkowo mocną siłą waliła w moje wargi. Darłam się, a on, jakby w transie, wbijał się do samego końca, osiągając w pewnym momencie swój szczyt. Skończył, głośno oddychając, po czym wysunął się, mówiąc – umyj się i przyjdź na piętro. Widziałam, że znowu przyniósł torbę, więc się zastanawiałam, jaka „niespodzianka” kryje się tym razem w tej torbie. Ale posłuszna umyłam się, po czym weszłam do łazienki na piętro. Michał tam już był, okazało się, że przyniósł również kieliszki nalewkę. Nalał, po czym wzniósł toast – za Twoje i moje przyjemności, wypiliśmy kieliszki do dna. Tylko było pytanie, jak mają wyglądać te moje przyjemności, bo nie miałam wątpliwości, że to, co będzie robił, będzie jemu sprawiało przyjemność. Przez dłuższą chwilę stałam na środku łazienki, on chodził wokół mnie, dokładnie mi się przyglądając. Skończył, ponownie nalał tej swojej nalewki i tym razem już tylko stukając się ze mną pokazał, że mam ją wypić. Tej nalewki wypiłam już dość dużo, nie dość, że spowodowała moje „spuchnięcie”, to powodowała, że już dość mocno szumiało mi w głowie. Ale wypiłam, Michał odstawił kieliszki, po czym polecił mi unieść ręce nad głowę. Ponownie zaczął dotykać moich piersi, ale tym razem już dość delikatnie. Wyczuł, że są bardzo mocno nabrzmiałe. Wówczas sięgnął ręką do torby, a po chwili ujrzałam w jego ręku dość dużą, a przede wszystkim dość długą szpilkę. Chwycił jedną pierś tak, że ścisnął ja na płask, po czym w sam brodawki zaczął mi ją wbijać. Stałam z rękoma za głową, darłam się, bo przecież mnie bolało, ale też nie cofnęłam się, kiedy wsuwał ja na 1/3 głębokości. Po chwili zrobił to samo z drugą piersią. Stanął, jakby podziwiając swoje dzieło, po czym podprowadził do ściany przodem, oparł ręce z boku i przysunął dość blisko, ale nie na tyle, abym dotykała ściany tymi szpilkami. Ustawił, po chwili jakby pogłaskał po pośladkach, po czym zaczął szukać czegoś w swojej torbie. Ponieważ ściana jest lustrem wszystko widziałam. Zobaczyłam w jego ręku klasyczny bat, polski odpowiednik tego, to wielorzemieniowa dyscyplina. Podszedł do mnie, przesuwając rękojeścią po plecach, spokojnym i ciepłym głosem powiedział – stój spokojnie, ja będę pieścił Twoją pupę. Nie odezwałam się, ale wszystko widziałam, jak minimalnie odsuwa się i jak po chwili pierwsze uderzenie spada na pośladek. Odruchowo przesunęłam się do ściany, a wówczas dotknęłam szpikami o nią, lekko je wsuwając dalej. I tak było co jakiś czas, to mnie uderzał, to głaskał mi pośladki. Można powiedzieć, że je „pieścił”, bo nie uderzał zbyt mocno, ale na tyle mocno, abym je dobrze czuła. Była to jednak faza początkowa. Chyba po trzech uderzeniach powiedział – odsuń się od ściany o pół kroku. Trudno powiedzieć, ile to jest pół kroku, ale się trochę cofnęłam, co spowodowało moje wygięcie do tyłu i większe wystawienie pupy. Jemu o to chodziło, bo znowu uderzył kilka razy i ponownie polecił mi się odsunąć. Tak to trwało do momentu, kiedy odsunęłam się na tyle mocno, że prawie nie dotykałam ściany, ale za każdym razem Michał „głaskał mi pupę tym batem, tyle tylko, że za każdym razem coraz mocniej. To też kiedy znalazłam się już w pozycji mocno zgiętej polecił mi również rozsunąć szeroko nogi, tak, że tym razem jego uderzenia sięgały również cipki. Darłam się, ale tkwiłam w tej pozie do momentu, kiedy odłożył bat, zbliżył się do mnie i wsunął we mnie już mocno sztywnego kutasa. I tak samo, jak poprzednim razem, jakby w niego wstąpiła jakaś furia. Trzymał mnie, a samemu wbijał się, nie dość, że szybko, to jeszcze mocno. Darłam się i jęczałam coraz głośniej, powodowało to chyba jego podniecenie, bo jakby jeszcze mocniej się we mnie wbijał, aż do momentu, kiedy się spuścił. Usiadł na podłodze, mówiąc – idź się umyj. Weszłam pod natrysk, opłukałam, wytarłam, Michał w tym czasie już odreagował, nalał do kieliszków, podając mi powiedział krótko – pij. Po chwili wziął mnie za ręce, postawił pod tą samą ścianą, ale tyłem, polecając mi trzymać ręce rozsunięte na boki oparte o ścianę. Samemu sprawdził, czy jestem odpowiednio oparta, jednocześnie rozsuwając mi szeroko nogi. To ustawianie trwało dość długo, ale tylko po to, aby on mógł dłużej odreagować. Po chwali ponownie pojawił się w jego ręku ten sam bat, podszedł do mnie i patrząc prosto w oczy uderzył w dolną część brzucha. Jęknęłam, a on ponownie, jeszcze niżej, jednak za chwilę przeniósł się do góry i zaczął uderzać po piersiach. Teraz już się darłam, on jednak na to nie reagował. Nie wiem, ile razy mnie uderzył, nie jest to tak ważne, ważne jest, że w tym momencie częściej uderzał po piersiach, niż po brzuchu. Za chwilę okazało się, że jest to tylko przygrywka do części zasadniczej, jeżeli to tak można nazwać. Przerwał, odłożył bat, po czym wysunął na środek stojący pod ścianą stolik, nakrył ręcznikiem. Przerwał ciąg dalszy tych czynności, podając mi następny kieliszek. Wypiłam, bo przede wszystkim zaschło mi w gardle, po czym polecił położyć się na nim, szeroko rozsuwając nogi. Samemu dopilnował, abym je miała odpowiednio szeroko rozłożone i uniesione do góry, ponownie wziął w rękę bat, przeciągnął ręką po cipce, mówiąc, że bardzo lubi, kiedy są czerwone, za chwilę już mnie uderzył w sam środek. Po chwili ponownie, tak jeszcze kilka razy, tyle tylko, że tym razem nie było to „głaskanie”. Uderzał mocno, a ja głośno się darłam. Kiedy przestał, przesunął po niej ręką, mówiąc – zobacz, jaka jest czerwoniutka, jak bym mogła cokolwiek w tym momencie zobaczyć, wówczas chwycił w dłoń tego swojego kutasa i skierował prosto w dziurkę. Kiedy wszedł, uniósł mi jeszcze wyżej nogi, one oparły się o jego ramiona, a on chwycił rękoma piersi, które mocno ściskał, następnie zaczął się systematycznie we mnie wbijać. Jęczałam i pokrzykiwałam, bo mnie wszystko bolało. On na to nie zwracał uwagę, tylko całym ciężarem ciała napierał, prawie przesuwając mnie po tym stole. Czułam go bardzo mocno w sobie, ale też czułam go bardzo mocno na wargach, które przecież tak mocno obił. Na szczęście i na niego przyszedł koniec, poczułam, jak się we mnie spuszcza. Przez chwilę zaczęłam się zastanawiać. Skąd on bierze tyle siły, aby się tak raz za razem spuszczać. Niestety, nie miałam czasu na dłuższe zastanawianie się, Michał jeszcze chwilę tkwił we mnie, po czym polecił, abym ponownie chwyciła i szeroko rozsunęła nogi. Trzymałam je, on w tym czasie coś szukał w torbie. Okazało się, że jest to dość duży ( 5cm) klips biurowy. Ścisnął dwoma palcami nabrzmiałą wargę, po czym zapiął go. Darłam się, bo przecież bolało, ale on go zapiął, nie reagując na moje darcie. Po chwili zrobił to samo z drugą wargą, okazało się, że to nie wszystko. Wyjął z torby krótkie, ale dość grube szpilkę z dość dużym łepkiem, chwycił w dwa palce łechtaczkę i zaczął ja w nią wbijać. Darłam się, bo przez chwile nie mógł się przebić, ale po chwili już było po wszystkim. Wówczas pozwolił mi puścić i opuścić nogi. Pokazał, że mam stanąć przy stole, opierając się o niego pośladkami. Po tych zabiegach nogi mi się trzęsły, ale jakoś stałam, podpierając się rękoma z tyłu. Michał stanął przede mną i głaszcząc piersi, jakby je lekko ściskając, wyjął z nich te szpilki, które wcześniej wbił. Było to jednak działanie pozorne. Odłożył szpilki, za to ścisnął jedną pierś palcami od góry i od dołu, po czym zapiął na niej taki sam klips biurowy, jak na wargach. Jęczałam z bólu, on jednak bardzo precyzyjnie je zakładał. Niby skończył, ale to były tylko pozory. Zaraz w jego ręku pojawił się, jak się później okazało, 3cm średnicy i 18cm długości ciężarek, który zawiesił na piersi. Po chwili tak samo obciążona była druga. Obciągając je, powodowały dodatkowy nacisk na te klipsy, a przez to dodatkowy ból. Za chwilę takie same dwa ciężarki zawisły na mich wargach. Jęczałam z bólu, ale to nic nie dawało. Wówczas Michał polecił mi, abym się odwróciła przodem do stołu, oparła ręce o jego brzeg  i mocno odsunęła pochylając się przy tym do przodu. Tym sposobem zwisały ze mnie te ciężarki, mocno naciągając zarówno piersi, jak i wargi. Michał osobiście poprawił mnie tak, abym miała mocno rozsunięte nogi, po czym za chwilę wziął do ręki bat i zaczął mnie bić, ale tak, aby te rzemienie trafiały w sam środek krocza. Stawał przede mną to z jednej, to z drugiej strony, systematycznie uderzając. Kiedy skończył, usłyszałam – nie ruszaj się. Wyjął, jak się później okazało, dość dużych rozmiarów sztucznego penisa, nie wiem tylko, czym go posmarował, bo za chwilę usłyszałam komentarz – może kiedyś poczujesz takiego naturalnego, na razie masz zastępstwo, po czym wsunął mi go w dziurkę. Ale wsunął tylko część, okazał się być bardzo dużym i nie wszedł we mnie od razu. Tyle tylko, że dokładnie w tym samym momencie poczułam w cipce mocne cieczenie. Chwyciłam sama go rękoma i wsuwałam w środek, jednocześnie robiąc „taniec Św. Wita”, bo tak mnie w środku piekło. Wsunęłam w siebie prawie 3/4, czując, że jestem już wypełniona. Ale to pieczenie powodowało, że ręce jakby same się na nim zaciskały, próbując wsunąć go jeszcze głębiej. Na dodatek cały czas czułam te ciężarki zarówno na cipce, jak i na wargach. Jęczałam i kręciłam się wokół siebie, a Michał stojąc obok tylko czasami „dopingował” mnie batem, abym go wpychała coraz głębiej. Nie wiem, jak to zrobiłam, ale w końcu miałam go w sobie. Można powiedzieć, że triumfalnie spojrzałam na Michała, on jednak nie uznał tej sprawy za zakończoną. Ponownie ustawił mnie przodem do stołu, polecając szeroko rozsunąć nogi. Poczułam, jak jego ręka „sprawdza”, czy korek, który miałam odpowiednio głęboko siedzi we mnie, po czym polecił, abym rozsunęła mocno pośladki. Poczułam, jak je dotyka, jak przesuwa rękę po rowku, dotykając brązowej dziurki, po czym pochylił się i zaczął czegoś szukać w torbie. Za nim zdążyłam dobrze się temu przyjrzeć, już poczułam coś na brązowej dziurce. Okazało się, że jest to klasyczny korek analny typu „łezka”. Naparł nim mocno na dziurkę, ja się rozdarłam, ale on go już we mnie wsuwał. Zatrzymał na chwilę, po czym ponownie naparł. Wsuwając go coraz głębiej. Tak systematycznie napierając wsuwał coraz głębiej, a ja coraz mocniej jęczałam i kręciłam biodrami na boki. Nagle poczułam, że moja pupa „połknęła” tę najszerszą część i teraz już jakby się łatwiej przesuwa w głąb. Nie było to takie proste, w cipce siedział tamten korek. W końcu poczułam jego stopkę, czując go całego mocno w sobie. Wówczas Michał poprosił, , abym usiadła na podstawionym stołeczku. Nie było to takie proste, musiałam szeroko rozsunąć nogi, na cipce wisiały ciężarki, ale na szczęście miały dość długie łańcuszki. Kiedy siadałam, poczułam, że oba moje korki jeszcze głębiej wbijają się we mnie, ale to już była końcówka. Michał sprawdził, czy odpowiednio siedzę, po czym gładząc mnie po twarzy powiedział – tym razem również nie mogłem zaprezentować Ci pełnych swoich kwalifikacji, ale przyjedź do nas, to je poznasz, natomiast koledzy będą Cię pierdolić do upadłego. Po tych słowach ubrał się i wyszedł. Ja już spokojnie weszłam pod prysznic i w strumieniu ciepłej wody systematycznie uwalniałam się od tych jego „zabawek”. Kiedy skończyłam, wysmarowałam się odpowiednimi kremami, po czym zeszłam do swojej sypialni, położyłam do łóżka. Tak się zakończyło moje drugie spotkanie z „dorosłym” kuzynem Michałem. Jak zwykle w takiej sytuacji, natychmiast przyszła refleksja, co to znaczy „koledzy będą Cię pierdolić do upadłego”. Po chwili jednak doszłam do wniosku, że dalsze zastanawianie się nie ma uzasadnienia, bo nic więcej nie wiem. Albo się dowiem, kiedy zdecyduję się tam pojechać, albo się nie dowiem, jeśli nie pojadę. Znając się, to pierwsze założenie jest bliższe prawdy, problem tylko – kiedy ??? 07 luty 2011r Baśka baska45@poczta.onet.pl

Spotkanie z Michałem 01

Spotkanie z Michałem, 01.

Dziwnie się to moje życie układa. W połowie stycznia poznałam Andrzeja, przeżyłam z nim kilka wspaniałych chwil klasycznego seksu i już mi się to „urwało”. Andrzej od tego poniedziałku ma sesje egzaminacyjną, ma do zdania jakieś poważne egzaminy i kilka zaliczeń. To też już w sobotę pojechał do domu, uczyć się.  Po sesji „służbowo” jadą w góry na narty. Realna szansa spotkać się z nim, jeżeli będzie chciał, za miesiąc.

  •  

I jakby natychmiast pojawia się coś innego, ale o zupełnie innym charakterze, co mnie zresztą mocno zaskoczyło. Pojawił się Michał. Michał jest od wielu lat. Jest to syn mojego kuzyna z drugiej linii rodziny. Tata miał brata i to jest trzecie pokolenie po tym bracie. Michał zaczął przychodzić do mnie dość wcześnie, bo mieszkając samej, czasami potrzebowałam „męskiej ręki”. Ale kiedy już zaczął dorastać, zaczęłam go „wprowadzać” w życie, tak, jak to kiedyś robiłam z własnym synem. Dzisiaj Michał ma 28 lat i jest wspaniałym mężczyzną, ok. 190cm wzrostu, 110kr wagi. Okazało się, że przy takiej posturze ciała inne „członki” też mają swój wymiar, a jego, moim zdaniem, jest szczególnie duży, jest odpowiednio długi, myślę, że ma w zwodzie ok. 22cm, ale przy tym jest gruby, chyba ok. 3,5cm. Za każdym razem, kiedy miałam z nim spotkania, później czułam go mocno w sobie. Michał skończył na Politechnice Inżynierię Sanitarną i pojechał do Niemiec do pracy. Obecnie pracuje we Frankfurcie nad Menem i podobno dość dobrze mu się powodzi. „Wpadł” wczesną jesienią na kilka dni, nie zapomniał również o „cioteczce”. Podczas tego spotkania bardzo dokładnie mi się przyglądał, szczególnie tym moim „ozdobom”, po czym oświadczył – wiesz Basiu ( mówimy sobie po imieniu ) takie znaczki to ja widziałem w klubach z którymi współpracuję. Trochę mnie to zaskoczyło, ale nie skomentowałam. Teraz znowu wpadł na kilka dni, zadzwonił, że chce się ze mną spotkać, zaproponowałam poniedziałek, na 19-tą. Zgodził się, przyszedł punktualnie i nie udawaliśmy, że nie wiemy, po co przyszedł. Ja byłam tylko w sukieneczce zakładanej przez głowę, nie mając nic więcej na sobie. On wszedł szybko na górę, tam się rozebrał i tylko w szortach za chwilę zszedł do mnie. Zaraz byliśmy w łóżku, ale już zupełnie nadzy, przez pewien czas leżał obok mnie oglądając moje pierścionki. Dotykał, jak by się nimi bawił, szczególnie tym, na wzgórku łonowym. Nie czekając na jego pytanie, wyjaśniłam, że to prezent imieninowy od męża. Jeszcze przez pewien czas dotykał tych na piersiach, po czym powrócił do tego na wzgórku, ale tylko po to, aby za chwilę zacząć dotykać moją łechtaczkę. Przy tej posturze jego ręce też mają odpowiednią wielkość, to też palec, którym zaczął dotykać łechtaczki też miał swoją wielkość. Poczułam go bardzo mocno, po chwili zaczęłam się czuć bardzo podniecona. Przesunęłam się i chwyciłam jego kutasa. Kiedy go objęłam, moja dłoń nie mogła się zacisnąć, a obejmowała około 1/3 jego długości. Wówczas Michał przerwał te pieszczoty, mówiąc – idziemy na górę. Był już u mnie nie raz i znał to mieszkanie, zakładałam, że chce iść do pokoju gościnnego. Nie, weszliśmy do łazienki, wówczas Michał poprosił, abym uklękła, wypinając mocno pupę. Kiedy wchodził, niósł z sobą dość dużą torbę, ale wówczas nie zwróciłam na nią uwagę. Teraz ja otworzył i pierwsze, co wyjął to niezbyt długą, ratanową trzcinkę, wyprostował ją, po czym zaczął się do mnie zbliżać. Ja się rozdarłam – nieee, ale on stwierdził – Twoje znaczki wskazują, że takie zabawy nie są Ci obce, pobawimy się razem. Po czym zaraz poczułam ją na swoich pośladkach, raz na jednym raz na drugim. Tak dostałam pięć dość mocnych uderzeń. Wówczas usłyszałam rozsuń pośladki. Nie jestem w stanie w żaden logiczny sposób tego wytłumaczyć, dlaczego dobrowolnie godziłam się, aby mnie bił, ale to zrobiłam. Oparłam się na ramionach, wypięłam mocno pupę, szeroko rozsuwając nogi, chwyciłam rękoma pośladki i też je mocno rozciągnęłam. On stanął przede mną, pochylił, przeciągnął ręką równo po rowku, po czym poczułam uderzenie. Najpierw raz, po chwili drugi i tak znowu pięć razy. Jęczałam, bo te uderzenia spadały równo na brązową dziurkę, sięgając jednocześnie cipki. Po tych pięciu uderzeniach skończył, prosząc, abym się w rozkroku oparła rękoma o stół i wypięła w jego kierunku pupę. Spojrzałam, w tym momencie się smarował, zrozumiałam, że za chwilę będzie chciał we mnie wejść. I nie pomyliłam się, poczułam tego jego wielkiego kutasa na brązowej dziurce. Najpierw naparł, przez chwilę zwieracz się bronił, ale puścił i ten „gruby kołek” wchodził w moje wnętrze. Na szczęście robił to dość powoli, ale skutecznie, zaraz poczułam jego biodra na swoich. Poczułam go bardzo mocno, zaczęłam jęczeć, bo czułam go wewnątrz siebie, ale czułam go też na zewnątrz, jak swoimi biodrami urażał pośladki, które moment temu obił. Trzymał mnie mocno, wsuwał się systematycznie, to spowodowało, że nie tak szybko, ale jednak doszedł do swojego maksymalnego podniecenia, chwycił mnie mocniej, poczułam, jak mnie wypełnia. Jest to zupełnie inne uczucie, niż wytrysk w cipkę, ale również bardzo miłe. Chwilę tkwił wewnątrz, a kiedy się wysunął, usłyszałam – nie ruszaj się. Spojrzałam kątem oka, on wyciąga zafoliowaną „kukurydzę”. Zdjął folie, sięgnął po jakiś kram, posmarował, przystawił do mojej brązowej dziurki. Jęknęłam – nieee, ale usłyszałam – nie dyskutuj, to jest kukurydza namiętności, na pewno Ci się zmiesci. W tym momencie trudno mi było dyskutować, bo już jakaś część jej weszła w pupę, tyle tylko, że była ona wcale nie mała, o odpowiedniej średnicy. To też przyszedł moment, kiedy poczułam ból, krzyknęłam, wówczas delikatnie ja wycofał, naparł ponownie. Tym razem już wszedł we mnie głęboko, po chwili na zewnątrz pozostała tylko stopka umożliwiająca jej wyciągnięcie. Ale w tym momencie poczułam coś dziwnego, jakby wewnątrz mnie zaczęło się coś poruszać. Michał powiedział – wyprostuj się, nie da się ukryć, że na brzuchu widać było odpowiednie zgrubienie, pogłaskał mnie po nim mówiąc – tam się będą uwalniały „ziarenka” tej kukurydzy które będą wędrowały coraz głębiej, ale z czasem rozpuszczą się w Twoich sokach. Więc to, co ja już zaczynałam czuć, było to uwalnianie się tych „ziarenek” i poruszanie się nich we mnie. Czułam to w jakiś dziwny sposób, to nie bolało, ale jakoś „przeszkadzało”. Miałam wrażenie, jakby wewnątrz chodziły we mnie mrówki. Nie zdążyłam jednak szerzej się nad tym zastanowić, ponieważ Michał „przystąpił” do następnej czynności. Chwycił za ręce i przekładając do tyłu bardzo szybko zapiął je pomógł kajdanki, nawet nie wiem, skąd je wziął, po czym polecił usiąść na stojący obok stołeczek, który przykrył ręcznikiem. Spowodowało to całkowite wbicie się tej „kukurydzy” we mnie, która uwalniała coraz więcej tych ziarenek, one z kolei coraz mocniej gdzieś się tam w moim wnętrzu kręciły, co mi bardzo „przeszkadzało”. Przez chwilę gładził moje piersi, ale zaraz się nimi zajął w zupełnie inny sposób. Wyjął z torby taką opaskę elektryczną, którą mocuje się kable, zwinął ją w kółko, po czym chwycił jedną pierś, ciągnąć ją do przodu jak najgłębiej nasunął na nią tą opaskę i mocno ścisnął. Po chwili z piersi zrobił się „balonik”. To samo zrobił za chwilę z drugą, a kiedy już obie nabrały odpowiedniego wypukłego kształtu wziął tą sama trzcinkę i zaczął w nie uderzać. Darłam się, ale nie mogłam się bronić, ręce miałam złączone z tyłu. Uderzył po pięć razy na każdą pierś i uznał, że wystarczy. Tym razem w jego ręku pojawiły się szpilki bardzo podobne do wykałaczek, ale z tworzywa i zaczął mi je wbijać pionowo w piersi, po dwie w każdą z dwóch stron brodawek. Darłam się coraz głośniej, on jednak precyzyjnie je wsuwał pionowo, z góry na dół. Kiedy skończył, w jego rękach pojawiły się następne „zabawki” w postaci klasycznych elektrycznych „krokodylków. Chwycił mnie za brodawkę, mocno wyciągnął ja do przodu, po czym zacisnął na niej takiego krokodylka. Darłam się, bo jego ostre końcówki mocno się w nią wbijały. Po chwili to samo spotkało druga brodawkę. Ale to jeszcze nie koniec. Te krokodylki na jednej ze swoich końcówek miały dość dużych rozmiarów kółeczka. Po chwili okazało się, po co one są. Michał wyjął z torby dwie, średniej wielkości kulki, miały jak się później okazało, po 5cm średnicy i na dość miniaturowych karabińczykach poprzypinał je, po jednej do każdej piersi. Jęczałam bardzo głośno, bo były ona już mocno ściśnięte tymi opaskami, przekłute. Wówczas odpiął mi ręce, polecając oprzeć się ponownie o stół i szeroko rozsunąć nogi. Spojrzałam i już nie miałam wątpliwości, jego kutas ponownie był gotów „do akcji. Ale za nim poczułam w sobie jego kutasa, wcześniej poczułam tą ratanową trzcinkę, którą spadła na cipkę. Najpierw raz, później drugi, aż tak do pięciu. Darłam się, mocno przebierałam nogami, ale stałam, czekając na koniec. Po tych pięciu uderzeniach przeciągnął ręką po niej, jakby chciał sprawdzić, czy ją dobrze zbił i zaczął przystawiać do niej swojego kutasa. Lubię tę pozycję, ponadto przy takiej dysproporcji ciała, taka pozycja jest bardzo wygodna. Michał miał mnie tak już wielokrotnie, pomagając sobie ręką za chwilę już poczułam jego główkę w cipce, wówczas chwycił mnie za biodra i mocnym zdecydowanym ruchem wszedł. Ja się rozdarłam, w pierwszej chwili miałam wrażenie, że mnie rozedrze, tak mocno we mnie wchodził. Na dodatek w pupie siedziała jeszcze dość gruba ta kukurydza. Ale cipka była na tyle mokra i miękka, że go „wpuściła”, jednak nie całego. Resztę później musiał „zdobywać” systematycznie się we mnie wsuwając. We mnie narastało podniecenie, jęczałam coraz głośniej, tym bardziej, że u piersi wisiały te dwie kulki, które w rytm jego wsuwania się we mnie kołysały się, powodując dość duży ból. On się wysuwał i wsuwał, a ja czułam, jak ta jego główka „szoruje” po ściankach cipki i jak mocno napiera na szyjkę. Robił to dość wolno, ale za to mocno wbijając się we mnie, aż w końcu poczułam jego biodra na sobie. Wszedł cały i nie miałam wątpliwości, że jest głęboko we mnie, bo to czułam. Czułam go w całym swoim podbrzuszu. Michał, czując, że już wszedł cały zaczął wsuwać się coraz mocniej, jego kość łonową poczułam mocno na pupie. Tak, jak był mocny wsuwając się we mnie, tak samo mocno spuścił się, a ja prawie krzyczałam, osiągając w tym momencie, ku mojemu zdziwieniu, wyjątkowo mocny orgazm. Tkwił we mnie przez dłuższą chwilę, a kiedy się wysunął, poprosił, abym położyła się na stole, rozchylając szeroko nogi. Zrobiłam to, a wówczas w jego ręku ponownie pojawiła się ta ratanowa trzcinka. I nie umiem tego w żaden logiczny sposób wytłumaczyć, dlaczego nie opuściłam nóg, tylko jeszcze mocniej podciągnęłam je do góry, wypinając w jego kierunku krocze. A on tylko na nie spojrzał, po czym zamachnął się i uderzył równo w sam środek. Rozdarłam się, bo przecież mnie zabolało, ale on systematycznie zaczął uderzać, dostałam pięć razy w sam środek cipki. Nie pozwolił mi się umyć po naszym zbliżeniu, to też teraz zaczęła wypływać ze mnie ta mieszanina jego spermy i mojego śluzu. Kiedy w to uderzał, to aż chlapało. Na szczęście przestał, ale to nie oznaczało, że skończył. Schylił się do swojej torby, spojrzałam, a w jego ręku klasyczny „ogórek”. Zaczął z niego zdejmować folię, okazało się, że jest to żelowa imitacja ogórka, ale jak powiedział, nasączona specjalną substancją. Co ona powoduje, przekonasz się.- usłyszałam. Rzeczywiście, kiedy otworzył poczułam jakiś dziwny zapach, on go przyłożył do cipki i zaczął wsuwać. Ale mały problem, to nie było wcale takie miękkie i takie małe. Na pierwszy rzut oka miał on około 18cm długości, ale był dość szeroki, ok. 4cm. Zresztą, później, jak pomierzyłam wcale się nie pomyliłam. Wcisnął we mnie ¾ ja prawie krzyczałam zaczęłam, widząc, jak mi „rośnie” brzuch. On jednak nie przestawał, systematycznie popuszczał i napierał tak, że w końcu wsunął mi całego, a ja widziałam wcale nie małe wybrzuszenie na dolnej części podbrzusza. Czułam go bardzo mocno w sobie, ale czułam już też jakieś dziwne wewnątrz „smeranie”. Nie było to piekące, nie był to ból, ale jakieś dziwne łechtanie pobudzające i powodujące jakieś dziwne podniecenie. Spotkałam się czymś takim po raz pierwszy ponieważ po chwili wyczułam jakby dodatkowe skurcze brzucha. Za nim zdążyłam się nad tym dobrze zastanowić, w jego ręku pojawiła się szpilka, taka sama, jaką wbijał w pierś. Wg mnie miała ona 10cm długości, resztę położył mi na brzuchu, a tą jedną wziął w dwa palce. Druga ręką ścisnął wargę sromową i zaczął mi w nią ją wbijać. Zaczęłam się drzeć, nic to nie dało, za chwilę przebijał drugą. Tak wbił mi w wargi cztery takie szpilki, mówiąc – teraz Ci się nie wysunie, możesz wstać. Możesz wstać, jest to dobrze powiedziane, ale jak to zrobić. Spuściłam nogi, oparłam o podłogę, a za chwilę rozdarłam się w dużym krzyku. Szpilki, które mi wbił w wargi były dość długie i dwustronnie ostre, po też jak zsunęłam nogi do siebie, oba końce wbiły mi się w uda. Michał pomógł mi stanąć na nogach, one jednak się trzęsły, to też usiadłam na stołeczku, ale tym sposobem jeszcze mocniej wbiłam tego ogórka w siebie. Stwierdził – pokazałem Ci dzisiaj, jak się można u nas zabawić. Mam nadzieję, ze niedługo przyjedziesz, poznam Cię z moimi kolegami i poznasz jeszcze inne nasze zabawy. A jeżeli będziesz miała życzenie, znaczek też dostaniesz. Po czym „cmoknął” mnie, ubrał się i poszedł. Ja wolniutko poszłam pod natrysk, puściłam ciepłą wodę, zaczęłam uwalniać się od tego wszystkiego, co on na mnie zostawił. Zdjęłam kulki razem z krokodylkami, wyciągnęłam szpilki i zsunęłam opaski, uwalniając zupełnie piersi. Po chwili wyjęłam z pupy „kukurydzę” okazało się, że zostało jej połowę, wszystkie „ziarenka” poodklejały się i siedziały gdzieś we mnie, powodując to bardzo dziwne uczucie. W końcu wyciągnęłam szpilki, wysunęłam tego ogórka. Odłożyłam to wszystko na bok, dokładnie się umyłam, pokłute miejsca posmarowałam odpowiednią maścią, poszłam do siebie, położyłam do łóżku i przez dłuższą chwilę zastanawiałam – jak to się wszystko mogło stać ? Kiedy i jak to się stało, że mój „malutki” Michałem wyrósł na tak dorodnego mężczyznę, na dodatek z takimi możliwościami fizycznymi oraz takimi kwalifikacjami „zabawowymi”. Nie znalazłam na to pytanie odpowiedzi, bo usnęłam. We wtorek miałam bardzo poważne problemy, żeby wstać, ale jakoś do tej pracy poszłam. Na dobre rozruszałam się dopiero wieczorem, na basenie. Wychodząc z niego, niestety, nie spotkałam Andrzeja. Czy go jeszcze spotkam – nie wiem, czy pojadę do Michała – też nie wiem? Same niewiadome. 03 luty 2011r. Baśka baska45@poczta.onet.pl

***

Student Andrzej

Student Andrzej

Znowu jest student i na dodatek Andrzej, tak jak mój były mąż ma na imię i tak jak on kiedyś wygląda, młody wysportowany, wysoki mężczyzna. A wszystko zaczęło się od głupoty dwóch innych mężczyzn. Mam siedzącą pracę, to też od lat staram się trochę ćwiczyć, aby się nie zasiedzieć.

  •  

We wtorki staram się chodzić na basen, a w niedzielę przed południem urządzam sobie rowerowe wycieczki i to dość dalekie. Ale mina niedziela była pod względem pogody „wściekła’, lało i lało. To tez postanowiłam około południa iść na basen. Normalnie, jak zwykle, przebrałam się w szatni w kostium, założyłam czepek, nie wymagają, ale jest mi wygodnie, weszłam wsunęłam się do wody i zaczęłam pływać. Chyba z racji pogody na basenie było prawie pusto. Nie jestem żadnym wyczynowcem, nie znam różnych styli, umiem ta swoją „żabą”, ale tak mogę pływać długo. Nie raz były z tym różne numery, tym razem wyszedł też. Pod ścianą siedziało na ławce dwóch młodych mężczyzn, traktując mnie, z racji mojej postury „za dziewczynkę” również wsunęli się do wody i zaczęli obok mnie pływać „młócąc”: wodę jakimś motylkiem czy kraulem. Ja popatrzyłam na nich spokojnie, wzięłam nawrót i płynę dalej. Po przepłynięciu następnych 100m zwolnili i zaczęli mi się dość mocno przyglądać. Ja nie zwracałam na nich uwagę, tylko następny nawrót i płynę. Wówczas jeden z nich zapytał jak długo mam zamiar pływać, odpowiedziałam, ze jak się zmęczę, to wyjdę. No i dalej już się „nabrali” mówiąc – kto pierwszy wyjdzie z wody, ten stawia kawę. Było to przy końcowym brzegu, przy którym siedział ratownik, oni pewni siebie, jeszcze do niego krzyknęli – słyszałeś, on kiwnął głową, a ja odbiłam się od brzegu i zaczęłam dalej pływać. Po 600m widzę, że już wiszą na brzegu. Podpłynęłam i z „szyderczym” uśmiechem mówię – przypominam, że kto pierwszy wyjdzie z baseny, ten stawia kawę, ale mieliśmy pływać, a nie wisieć na bandzie. Spojrzeli na mnie, a ja się odbiłam i płynę dalej, odbili się, zaczęli płynąć też, ale dla jednego było to już ostatnie 100m, kiedy ja brałam nawrót, on wyszedł z basenu i widziałam, jak wychodzi. Drugi wytrzymał jeszcze 150m i wyszedł z drugiej strony basenu, ja podpłynęłam do brzegu, gdzie siedział ratownik i zatrzymując się na chwilę spytałam go – no to gdzie są Ci moi zawodnicy, uśmiechnęłam się i zaczęłam pływać dalej. On się tylko uśmiechnął, po chwili zauważyłam, że też wyszedł, jak długo go nie było, nie wiem, ale przyszedł moment, kiedy ja też uznałam, że dość. Podpłynęłam do drabinki i wyszłam. Wówczas on się poderwał, podszedł, patrzę, a on trzyma w ręku przepiękną pąsową różę, podając, mówi – to dla ciebie, dziękuję Ci, żeś wykończyła tych dwóch zarozumialców. Ja byłam owinięta w ręcznik, wzięłam, po czym zdjęłam czepek, on widząc mnie dostał oczy jak „pięć złotych”, po czym zaczął – przepraszam Panią, ale ja nie przypuszczałem…W tym momencie przerwałam mu, dziękując za różę, i zapraszając go na kawę do baru. Okazało się, że dochodziła akurat 14-ta i jego dyżur na basenie już się kończył, dalej obejmowali dłuż właśnie Ci dwaj, którzy „wysiedli”. Ubrałam się, a kiedy wyszłam z szatni już na mnie czekał. Spojrzał i zrobiło mi się „miękko”. Wysoki, dobrze zbudowany szatyn, o bardzo ładnej powierzchowności, skromnie ubrany w kolorową koszulę i dżinsy. W tym kompleksie jest bar – kawiarnia, poszliśmy, stwierdziłam, że od niego otrzymałam przepiękną różę, to ja zapraszam go na kawę. Podczas rozmowy okazało się że jest to pan inżynier, który skończył I etap studiów, a teraz kończy I semestr studiów magisterskich. Jest „zamiejscowy” mieszka w akademiku, a na basenie dorabia do stypendium. Rozmowa toczyła się gładko, wypiliśmy kawę i zrobiła się godzina 15-ta, stwierdziłam, że musze już iść do domu, bo zgłodniałam, czas byłby zjeść jakiś obiad. Wówczas Andrzej, bo wcześniej już mi się przedstawił stwierdził, że on też musi wpaść do jakiegoś Mc Donads’a, bo w niedzielę nie ma obiadu w akademiku. No cóż, mam taka naturę i nic na to nie poradzę, czasami coś szybciej powiem, niż pomyślę. Spojrzałam na niego i stwierdziłam – jest niedziela, należy Ci się normalny obiad za te różę, zapraszam. Spojrzał, a ja powtórzyłam – nie rozumiesz, zapraszam Cię do siebie na obiad. W tym momencie wstałam, chwyciłam go za rękę i zaczęliśmy iść w kierunku szatni. On jakby jeszcze nie dowierzał, ale ja podałam mu swój numerek, wzięłam kurtkę, on zarzucił swoją, wyszliśmy, podeszliśmy do samochodu, otworzyłam, o dziwo otworzył mi drzwi, ja wrzuciłam torbę do bagażnika, wsiadłam i przyjechaliśmy do mnie. Weszliśmy, poprosiłam, aby się rozebrał w korytarzyku, dając mu „dyżurne” pantofle i zapraszając, aby usiadł w salonie przy ławie. Ja się również „zakręciłam” i pierwsze, co zrobiłam, to na szybko naszykowałam dwa drinki. Stuknęliśmy się szklaneczkami, wznosząc toast – za miłe spotkanie, po czym Andrzej zasiadł na kanapie, a ja zajęłam się szybkim przygotowaniem obiadu. Miałam już go podszykowanego dzięki Magdzie, bitki wołowe, ugotowaną kaszę, trzeba było ja tylko podgrzać, zrobiłam mizerię oraz pokroiłam pomidora z cebulką. Gdybym się spodziewała „gościa” to może bym naszykowała coś wykwintniejszego, ale tak, to musieliśmy się zadowolić tym, co miałam podszykowane. Okazało się, że to, co miałam podszykowane, w stosunku do „stołówkowego” jedzenia było też czymś wykwintnym. Nakryłam stół na dwie osoby, postawiłam świece, postawiłam też sok jabłkowy i pomarańczowy, wódeczkę czystą i żubrówkę oraz lód. Po chwili już miałam ciepłe dania, podałam i zasiedliśmy do obiadu. Pokazałam mu alkohole mówiąc – jesteś mężczyzną, decyduj. Nalał do szklaneczek żubrówkę i sok jabłkowy, dołożył lodu, ponownie wznieśliśmy toast – za miłe spotkanie. Przyjemność było patrzeć, jak „pochłania” serwowaną mu kaszę, bitki i surówkę, moment i wszystko ze stołu zniknęło. Kiedy skończyliśmy, zapytałam, przy życzy sobie herbatę lub kawę. Wyraził chęć na herbatę, a kiedy poszłam do kuchni ją szykować, zapytałam, czy może być w kubku, pokazując dość duży kubek. W takim kubku kiedyś pijał herbatę mój mąż, a w tym, który pokazywałam, pijął mój syn. Andrzej spojrzał, po czym rozległo się głośne – takkkk, naszykowałam, postawiłam na ławie, wyjęłam z szafki jakieś ciastka i zasiedliśmy ponownie, Andrzej naszykował następnego drinka, okazało się, że kończy nam się zawartość butelki. Kiedy spokojnie sączyliśmy tego drinka, rozmawiając dalej o jego studiach i planach na przyszłość nastąpiło coś, czego kompletnie nie przewidywałam. Była już prawie 17-ta, kiedy zadzwonił telefon, Andrzej odebrał, po czym usłyszałam, że jakiś męski głos gdzieś go zaprasza. Andrzej odmówił, wyjaśniając, że jest zajęty. Męski głos był dość napastliwy, nalegał, sugerując jakieś atrakcyjne spotkanie, wymieniając przy tym damskie imię. Wówczas Andrzej wyjaśnił, że jest na wyjątkowo atrakcyjnym spotkaniu z wyjątkowo atrakcyjna kobietą i nie zamierza się nigdzie ruszać, po czym wyłączył telefon. Spojrzałam na niego mocno zdziwiona, po czym dokończyliśmy pitego w tym momencie drinka. Ponieważ z ust Andrzeja padła taka deklaracja wstałam, przyniosłam następną butelkę żubrówki i pojemnik soku jabłkowego. Andrzej dość szybko zmontował następnego drinka, po czym stuknęliśmy się szklaneczkami i wprost mu powiedziałam, że nie chcę, aby miał przeze mnie jakieś kłopoty, szczególnie z kobieta. Andrzej wyjaśnił, że nie ma żadnych zobowiązań wobec żadnej kobiety i póki co, jest mu bardzo dobrze ze mną. Nie wiem, czy powodem tego postępowania była ilość wypitego alkoholu, czy rozdrażnienie po tej rozmowie, ale Andrzej w pewnym momencie obrócił się w moim kierunku, chwycił rękoma za boki głowy i bardzo wolno zbliżył usta do moich. Ja otworzyłam bardzo szeroko oczy, ale kiedy je poczułam na swoich zmrużyłam w znaczący sposób. Usta nasze na początku jakby muskały się, ale po chwili już mocno do siebie przywarły. W następnym momencie lekko uchyliły i poczułam, jak zaczynają dotykać się nasze język. Delikatnie, jeden muskał drugi, aż przyszedł moment, że przywarły do siebie bardzo mocno. Wówczas Andrzej puścił moją głowę, ale za to mocno przytulił do siebie. Przywarłam do niego, czułam, jak faluje jego klatka piersiowa. To falowanie jego klatki spowodowało wręcz drżenie mojego całego ciała. Nie byłam w stanie tego wytrzymać. Nie wiem, kiedy to się stało, ale razem zaczęliśmy unosić się, a kiedy stanęliśmy na nogach, on pochylony nade mną całował mnie bardzo żarliwie, a ja obejmując jego ramiona cała po prostu drżałam. Nie umiem tego wytłumaczyć, czy to magia tego imienia, czy to magia tej postaci, ale w pewnym momencie miałam wrażenie, że czas się cofnął, ja jestem młodą dziewczyną i tulę się do swojego Andrzeja. On to wyczuł, uniósł głowę, spojrzał na mnie, ja tylko kiwnęłam głową i zaczęliśmy iść do sypialni. Iść, jest to źle powiedziane, wręcz płynęliśmy, pozbywając się po drodze ubrania. Doszliśmy do łóżka, ja się na nie wsunęłam, szeroko i wysoko unosząc nogi, po chwili on się pojawił nade mną całym swoim torsem, a po chwili poczułam koniec jego kutasa, jak ślizga się po dziurce. Nie będę ukrywała, że byłam wyjątkowo podniecona, to też w momencie, kiedy mnie wypełniał aż jęknęłam. Poczułam go bardzo mocno w sobie, czułam, jak jego główka ślizga się delikatnie po ściankach po to, aby za chwilę oprzeć się o ścianki szyjki. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale czułam go bardzo mocno w sobie, wyrzuciłam ręce do tyłu i wypinając w jego kierunku biodra czekałam na każde jego następne pchniecie. On to chyba wyczuł, bo się wcale nie śpieszył, wolniutko minimalnie się wysuwał, po czym równie wolno, ale w dość zdecydowany sposób wsuwał mi tero kutasa aż do końca. Nie wiem, jak on to robił, ale ta zabawa trwała dość długo, miał mnie całą pod sobą, patrzył mi prosto w oczy i wsuwał się aż do końca. Po którymś kolejnym pchnięciu zaczęłam czuć narastające skurcze brzucha sygnalizujące nadchodzący orgazm. Chciałam mieć go razem z nim i lekko ściskając ja próbowałam go powstrzymać. Okazało się, ze mi się udało, mocne skurcze przyszły kiedy zdecydowanie zwolnił ze swoimi pchnięciami, ale za to zrobiły się bardzo mocne, po chwili poczułam, jak tężeje, jeszcze moment, jak mnie wypełnia. Wówczas ja też dostałam bardzo mocny skurcz pełnego orgazmu, który potwierdziłam bardzo głośnym jękiem. Tak tkwiliśmy jeszcze przez dłuższą chwilę, po czym powiedziałam, że na piętrze jest druga łazienka, żeby tam poszedł się umyć. Jeszcze chwile tkił we mnie, ale już nie długo, wysunął i poszedł. Ja zwinęłam się w fasolkę i tak tkwiłam jeszcze przez chwilę, jak bym chciała zatrzymać go jak najdłużej w sobie, ale po pewnym czasie też się poszłam umyć. Wróciłam, poszłam do kuchni, wzięłam jeszcze sok, postawiłam na barku, przejechałam pod ławę, wzięłam resztę, która była i ustawiłam to wszystko pod oknem w sypialni. Andrzej przyszedł owinięty w ręcznik, położył się na łóżku i za chwilę leżał obok mnie. Ale była to bardzo krótka chwila, bo której ja ułożyłam się na jego przedramieniu, a on mnie przytulił. Przytulił i nasze usta ponownie się spotkały. Spotkały w żarliwym, namiętnym pocałunku. Całowaliśmy się jak dwoje kochanków, nasze języczki biegały to w jedną to w druga stronę. Nie wiem, jak długo to trwało, ale w pewnym momencie powiedziałam – chce mi się pić. Andrzej spojrzał, uniósł, usiadł na krawędzi łóżka, przyciągnął do siebie barek i ponalewał do naszych szklaneczek. Nie będę ukrywała, że bardzo chciało mi się pić, myślę, że przede wszystkim z powodu podniecenia, do jakiego mnie doprowadził. Kiedy tak oboje siedzieliśmy na łóżku i popijaliśmy spojrzałam w dół, a tam jego kutas jeszcze „ w spoczynku”. Nigdy nie ukrywałam, że seks oralny również sprawia mi przyjemność, że nie raz bardzo dobrze czułam nie jednego kutasa w swoim gardle. Ale teraz trzeba było pobudzić tego kutasika. Odstawiłam szklankę i przesunęłam się między jego nogi, on tylko spojrzał, też odstawił szklaneczkę, oparł się na łokciach odchylając do tyłu, dając mi możliwość większego do niego dostępu. Wzięłam go w ręce i delikatnie zsuwając napletek zaczęłam oblizywać główkę, to z jednej strony, to z drugiej, to znowu delikatnie biorąc ją w usta, języczkiem próbując wcisnąć się w dziurkę. To ponownie wysunęłam się i ponownie zaczęłam oblizywać główkę. Poczułam, że już zaczyna się robić sztywniejszy, wówczas zsunęłam napletek i w tej pozycji wsunęłam go sobie w usta, tym sposobem miałam go od razu dość głęboko. Czując, że już jest coraz bardziej twardy zaczęłam jeszcze intensywniej wsuwać go sobie w usta, aż poczułam, że jest już dość mocny. Wówczas wysunęłam się, mówiąc – posuń się wyżej, a samej przemieściłam się na jego brzuch i zsuwając się coraz niżej w wsunęłam go sobie w dziurkę. Andrzej tylko spojrzał, po czym chwycił mnie za piersi lekko ściskając, ja oparłam swoje ręce o jego ramiona i zaczęłam się systematycznie unosić i opadać. To powodowało coraz mocniejsze nabijanie się na jego kutasa, który robił się coraz twardszy. Zaczęłam go czuć coraz mocniej w sobie, każdy taki ruch do góry i na dół potwierdzałam coraz głośniejszym jęczeniem. Andrzej widząc to moje podniecenie, w pewnym momencie puścił moje piersi, chwycił za biodra i zaczął unosić swoje. Nie był to wielki problem, bo on duży, dobrze zbudowany mężczyzna, ja drobna kobieta. Poczułam, jak coraz mocniej ściska te moje biodra, jak coraz szybciej unosi mnie do góry i opuszcza, aż doszedł do samego szczytu, spuszczając się we mnie. Opadłam na niego, mocno oddychając. On też łapał głębokie oddechy, a oczy jego wyrażały ogromną radość. Przytulił mnie do i dość długo leżeliśmy w tej pozycji. Ale w którymś momencie trzeba było się ruszyć, zsunęłam się i poszłam do łazienki. On też poszedł się umyć, a kiedy wrócił, dokończyliśmy wcześniej rozpoczętego drinka, po czym położyliśmy się i leżeliśmy dłuższą chwilę nie rozmawiając. Ale po chwili zaczęłam – Andrzej, czy Ty masz jakieś zobowiązania, bo nie chcę, abyś miał kłopoty. Andrzej spojrzał, po czym wyjaśnił, że nie ma żadnych zobowiązań damsko – męskich. Ma zobowiązania co do nauki, chce skończyć te studia magisterskie, następnie najchętniej by został na studium doktoranckim, a jeśli nie, to chciałby wyjechać gdzieś za granicę, ale nie do pracy, a uczyć się. Muszę przyznać, że tą wypowiedzią mi zaimponował, to też ciągnę dalej – a ta praca na basenie ? Odpowiedź była krótka – dorabiam sobie w wolnych chwilach na wakacyjny wyjazd. W tym momencie rozłożył mnie na płask, rozsunął nogi, wsunął między nie głowę, a za chwilę poczułam jego język na łechtaczce. Może on zobowiązań wobec kobiety nie ma, ale doświadczenie ma na pewno. Z bardzo dużym wyczuciem jego języczek przesuwał się po mojej łechtaczce. Było niemożliwym, żeby nie widziała moich pierścionków, ale niczego nie komentował, wręcz odwrotnie pieścił mi łechtaczkę jakby jego tam nie było. Dotyki jego języka spowodowały natychmiastowe mje podniecenie, cipka się powiększyła, a w dziurce pokazały się pierwsze kropelki soków. On to zauważył i zaraz zaczął je zlizywać, mocno wsuwając języczek do środka. Te kropelki soków to była ewidentna oznaka narastającego mojego podniecenia. Dalsze jego działania tylko je potęgowały. Wsunęłam ręce pod biodra i jeszcze mocniej rozsunęłam nogi, aby miał jeszcze większy dostęp do cipki, a on jeszcze mocniej zaczął wsuwać języczek w dziurkę. Jęczałam już coraz głośniej, a on nic, tylko oparł ręce na moich udach i to lekko unosił się do góry, aby językiem „drażnić” mi łechtaczkę, to lekko się zsuwał, zanurzając języczek w dziurce. Przyszedł moment, że była ona prawie pełna soków, zwilżył w niej swój język, zsunął się jeszcze niżej i przystawił go do brązowej dziurki. Jęknęłam jeszcze głośniej, bo mam ja tez bardzo wrażliwą. On to czując zaczął jeszcze mocniej wsuwać go, aż prawie wkręcił się do środka, na ile mógł. Po chwili poczułam, że ta moja dziurka jest mocno mokra. Wówczas Andrzej uniósł się, popatrzył na mnie a po chwili dostawił do niej swojego kutasa, który nabrał dużej sztywności. Ja szybko chwyciłam się za uda, jeszcze wyżej podciągając biodra, jakby dając mu jednoznacznie do zrozumienia, że akceptuję jego pomysł. On go też tak zrozumiał i bardzo wolno zaczął na nią napierać. To trwało tylko chwile, pupa się rozluźniła i po chwili już był we mnie. Czułam go głęboko w sobie, mocno się wysuwał i jeszcze mocniej wsuwał. Trzymał mnie za biodra, jego kość łonowa mocno na mnie napierała. Jęczałam, bo to się inaczej czuje, ale też jest przyjemne, to jęczenie narastało aż do momentu, kiedy się we mnie spuścił. Wówczas prawie krzyknęłam, czułam, jak te jego soki rozpływają się po moim wnętrzu, powodując taki dziwne, ale bardzo przyjemne uczucie. W tej pozycji mógł dość długo we mnie tkwić, ale przyszedł moment, kiedy się wysunął poszedł myć. Ja również, po wyjściu z łazienki okazało się, że to jest już prawie godzina 20-ta, zaproponowałam kolacje. Andrzej w pierwszej chwili się bronił, ale po pytaniu – a co masz w lodówce, w akademiku, już dłużej ze mną dłużej nie dyskutował. Zasiedliśmy do stołu, zjedliśmy, zaproponowałam herbatę, którą postawiłam w salonie na ławie, cały czas „drinkowaliśmy”, Andrzej usiadł na kanapie, a ja poszłam na moment do kuchni, chciałam jeszcze pokroić kawałek ciasta. On jednak to widząc poszedł za mną i kiedy je kroiłam zaczął głaskać mnie po pośladkach. Przesuwał rękę, a ma ją dość dużą to po jednym, to po drugim pośladku. Byłam ubrana w lekką cienka podomkę, więc dobrze czuł, jak zaczęły drżeć pod wpływem jego dotyku. Czując, że jestem już trochę podniecona wsunął mi lewą ręką pod sukienkę, wsuwając ją mocno miedzy nogi. Ja w tym momencie oparłam się o blat, szeroko rozsuwając nogi. Palec Andrzeja za chwile już dotykał łechtaczki, a po chwili ona już się zrobiła duża. Trudno to wytłumaczyć, ale praktycznie od razu się podnieciłam i poczułam, jak dziurka napełnia się moimi sokami. Andrzej to wyczuł, za chwilę zaczął delikatnie sprawdzać dziurkę. Czując, że jest wilgotna wsunął w nią palec. Jęknęłam, poczułam go aż na szyjce. Jakby odruchowo lekko cofnęłam biodra do tyłu, jeszcze mocniej rozsuwając nogi, a on już bardzo swobodnie zaczął wsuwać i wysuwać swój palec w dziurkę. Ja zaczęłam się robić coraz bardziej podniecona, praktycznie położyłam się na blacie, wypinając mocno biodra do tyłu. Andrzej to wykorzystał i za moment miałam w sobie dwa długie i dość grube palce, a nie jeden. Jęczałam coraz głośniej, bo on coraz energiczniej wsuwał mi je i wysuwał. Przyszedł moment, kiedy praktycznie dostałam orgazm, jęczałam bardzo głośno, a z dziurki wręcz kapały moje soki. Andrzej zorientował się, że ma bardzo mokre palce, to też je wolno wysunął, przesunął minimalnie do góry i od razu znalazły się w mojej brązowej dziurce. Jęknęłam, czując je głęboko w sobie i jakby odruchowo uniosłam się do góry. On pewnie na to czekał, palce jego prawej ręki błyskawicznie wsunęły się pode mnie wypełniając cipkę. Jęczałam już bardzo głośno, niby byłam wyprostowana, ale stałam na ugiętych nogach, a on już obiema rękoma przemiennie wbijał we mnie swoje palce. Cipka była bardzo mokra, prawie cały czas sączyły się z niej soki, on to wyczuł i po chwili poczułam jak rozpiera ją swoimi trzema palcami. Jęczałam bardzo głośno, a on wsuwał je bardzo mocno. Czułam je bardzo mocno, czułam, jak się dotykają pomiędzy sobą, aż przyszedł moment, kiedy dostałam bardzo mocny orgazm, z mojego wnętrza wręcz chlusnęło sokami na podłogę, a ja prawie zawyłam. Andrzej uznał, że osiągnął swój cel, położył mnie na blacie i ponownie wypełnił mi pupę. Wbijał się bardzo mocno, a ja jęczałam, Czując, jak się wbija, jak mnie wypełnia, aż do końca, do momentu, kiedy się spuścił. Trzymał mnie dłuższą chwilę, po czym wysunął, poszedł na górę umyć się, a ja usiadłam na stołku z bardzo drżącymi nogami. Po chwili dopiero wyjęłam z szuflady czystą ściereczkę, najpierw wytarłam siebie, za chwile podłogę. Andrzej w tym czasie umył się i już zszedł z góry ubrany, dając do zrozumienia, że skończył to spotkanie. Podszedł, objął ramieniem, mówiąc – jesteś niesamowita, kiedy będziesz na basenie. Popatrzyłam, mówiąc – we wtorek wieczorem. Pochylił się i bardzo mocno mnie pocałował, a kiedy skończył powiedziałam – to się spotkamy. Przez długą chwilę patrzył na mnie, po chwili tym razem to ja mu rzuciłam się na ramiona, a usta nasze zwarły się w bardzo mocnym, namiętnym pocałunku. Kiedy trzeba było wziąć oddech zakryłam mu usta ręką, mówiąc – idź. Robiłam to wbrew sobie, bo jeszcze chwilę a ponownie byśmy wylądowali w łóżku. Andrzej to zrozumiał, założył kurtkę, wyszedł. Ja usiadłam i jeszcze długo nie mogłam dojść do siebie. Dopiero po dłuższym czasie posprzątałam, zrobiłam sobie jeszcze jednego drinka, zasiadłam na kanapie i analizowałam to, co się stało. Właściwie nie stało się nic, po prostu kochałam się z młodym chłopakiem, myślę, że sprezentowanie mu laptopa pomoże mu na jego studiach. A co będzie dalej, zobaczymy. 17 stycznia 2011r. Baśka. baska45@poczta.onet.pl

***

« Poprzednia stronaNastępna strona »